PBF - Ścigając samego siebie

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 24 września 2014, 13:42

[offtopic]Zamotałem się sądziłem, że to w ratuszu są ciała żołnierzy. A wpis dotyczył Jimma, nie Johna (czyli mnie).[/offtopic]
Staram się sprawdzić skąd dochodził dźwięk jaki usłyszałem w ratuszu, ukrywam się za możliwymi osłonami. Strzelam w ostateczności, najpierw negocjuję jak będzie z kim.

_stone_
Reactions:
Posty: 100
Rejestracja: 16 września 2013, 10:34

Post autor: _stone_ » 24 września 2014, 20:42

Jim jak to vocal, chodzi w swoim garniturze, także jeśli da radę skusi się na kamizelkę. O dobrym opancerzeniu poinformuje resztę ekipy, może ktoś czegoś potrzebuje. Aha zbiera też nieśmiertelniki, zwróci je po powrocie do bazy. Po wszystkim Ruszyłby w kierunku ratusza o ile to nie zaburza wątku fabularnego Aravena - jak zaburza to poszwęda się po okolicznych prywatnych domach.
Ostatnio zmieniony 24 września 2014, 21:07 przez _stone_, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 września 2014, 23:39

Nipton, miejscowy hotel

Jim obszedł raz jeszcze wszystkich zabitych, po czym westchnął ciężko wybierając jednego z mężczyzn zbliżonych do siebie wzrostem. Ściągnąwszy zakurzony garnitur, z którym do tej pory zwykł się nie rozstawać, Doe rozebrał martwego żołnierza z elementów jego wojskowego pancerza, zakładając na siebie kuloodporną kamizelkę oraz ochraniacze barków i pozbawione palców rękawiczki z jakiegoś szorstkiego, a przez to ułatwiającego trzymanie broni materiału.

Kamizelka, wykonana z grubego metalu osłona na tors i plecy, oznakowana była symbolem czerwonej gwiazdy i dwugłowego niedźwiedzia, jednoznacznie identyfikującym przynależność jej właściciela do Republiki.

Zapiąwszy ochraniacze, Jim zdjął z wszystkich zabitych ich wojskowe nieśmiertelniki, wieszając je na własną szyję. Przesiąknięte odorem krwi wnętrze hotelu wydawało się nie kryć żadnych więcej niespodzianek, toteż mężczyzna podniósł z szafki swoją broń i ruszył ostrożnym krokiem w stronę wejścia, przestępując ciała martwych Kalifornijczyków.

Miał jeszcze dwa kroki do progu, kiedy dobiegł go odgłos pierwszych wystrzałów.
Na obrazku jeszcze jedna prezentacja uniformów armii RNK, żebyście wiedzieli jak będziecie wyglądali w tych strojach. Kamizelka generuje ochronę 1 na torsie, hełm osłonę 1 na głowie.
[center]Obrazek[/center]

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 25 września 2014, 08:24

No i proszę...strzały "znikąd" :D Czy Sue i Bart słyszeli strzały ? Zdążyliśmy przeszukać sklep ? Czy może to my właśnie strzelamy a nic o tym jeszcze nie wiemy ;)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 25 września 2014, 10:45

Strzelają do mnie, czy gdzieś poza ratuszem? jak do mnie to się ukrywam i lukam kto strzela.
Jak poza ratuszem, to dalej sprawdzam źródło hałasu.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 września 2014, 12:53

Nipton, miejscowy sklep

Witryny sklepu okazały się tak niemiłosiernie brudne, że próbująca zajrzeć przez nie do środka Sue pogodziła się z niepowodzeniem. Woda była dla mieszkańców Nipton tak cenna, że nikt zapewne nie myślał o marnotrawieniu jej na ekstrawagancje takie jak mycie okien.

Ubezpieczana przez bardzo zdenerwowanego chudzielca, dziewczyna otworzyła ostrożnym gestem wejściowe drzwi. Zawieszony po wewnętrznej stronie futryny stary metalowy dzwonek zadźwięczał głośno, wywołując swym nieoczekiwanym odgłosem ciarki na plecach spiętej dziewczyny.

Lustrując pogrążoną w półmroku część sklepową budynku znad lufy Glocka, Anderson wślizgnęła się do środka, ale znieruchomiała po zrobieniu kilku dalszych kroków. Najeźdźcy zza Kolorado splądrowali większość regałów i wystawowych półek, zrzucając niepotrzebne towary na podłogę i robiąc w sklepie nieopisany wręcz bałagan. Rozbite butelki wódki błyszczały drobinami szkła w wielkich kałużach cuchnącego silnie trunku.

Tkwiący w bezruchu na drewnianym krześle człowiek sprawiał opłakane wrażenie. Zaniedbany, od dawna unikający brzytwy czy grzebienia, nosił na dodatek poplamione dżinsy oraz niewiele lepszy od spodni podkoszulek. Sue uznała w pierwszej chwili, że nieszczęśnik nie żyje zamordowany przez legionistów w trakcie rabunku, ale człowiek na krześle wyprowadził ją z błędu chwilę później otwierając przekrwione i zamglone zarazem oczy.

- Czego jeszcze kurwa chcecie? - wycharczał ledwie zrozumiale, z trudem przekręcając głowę.
Jeszcze jeden żywy!