PBF - Wojna z Cieniem
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Radagast odrzucił łuk i pomknął w stronę platformy z kamieniem. Krótkimi i rzeczowymi rozkazami rozstawił druidów wokół obelisku. Wciągnął powietrze w płuca i wolno je wypuścił.
- Dobra chłopaki, teraz spokojnie i bez nerwów. Robimy tak samo jak z księgą. Ja inicjuje rytuał i wyciągam z kamienia moc, a następnie przesyłam strumieniami na wszystkich obecnych. Ci co odbierają niech ją rozpraszają, a jeżeli to nie ich dziedzina niech tworzą to co im jest najbliższe - użyźniają glebę, przyspieszają wzrost roślin, przyzywają zwierzęta itd. Ważne, żeby płynni przetworzyć moc. Nie bójcie się założę filtr, nic chaotycznego do was nie trafi. Na koniec ja i inni druidzi z kręgu ziemi włączą kruszenie kamienia. Następnie druidzi z kręgu powietrza i ja wydmuchujemy pozostałą cząstkę w powietrze, a druidzi kręgu ognie palą ją świętym płomieniem. Jak ktoś zasłabnie w jego miejsce stają zmiennicy. ZACZYNAMY.
Sześciu najbardziej doświadczonych druidów wsparło się oburącz na kosturach i pochyliło głowę. Radagast sięgnął macami umysłu po przeklętą moc artefaktycznego kamienia. Astralny wzrok pozwolił mu dostrzec miejsca osłabione runiczna mocą krasnoludzkiego topora. Tak, mieli szczęście, to przedarcie się do rdzenia kamienia w tych miejscach i kradzież potencjału magicznego powinna być o wiele prostsza. Przebił się przez osłonę i zaczerpnął moc. Przypominało to picie z dziurawej beczki w której panuje ogromne ciśnienie. Radagast wyrzucał z siebie czerpaną moc pulsacyjnymi strugami do pozostałej piątki druidów. Wokół zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Z ziemi wystrzeliły zielone kłącza, z oddali zaryczały cale stada zwierząt, owady urosły do wielkości słoni. Kamienie kruszały i wystrzeliwały z nich źródła.
Wtem na ziemię osunął się jeden z druidów, ale przytomnie szybko zastąpiono jego miejsce. Później mdleli kolejni. Radagst czuł się jak podczas tortury polegającej na wlewaniu do przełyku wody. Czuł, że zaraz pęknie albo eksploduje. Zacisnął zęby i rozsyłał moc, a z trzymany przez niego kostur pękł i trysnęła z niego sycząca struga pary. Po chwili strumień mocy zaczął słabnąć.
Hierofat spostrzegł, że ponad połowa druidów czołga się po ziemi. Dał szybki znak do stojących w kręgu druidów z kręgu ziemi, którzy resztki mocy poświęcili na rozłupanie i pokruszenie obelisku. Pyły wystrzeliły w powietrze unosząc się wysoko w przestworza. Wtenczas druidzi wysłali w kierunku chmury błyskawice i kule ognia. Nastąpiła eksplozja na do ziemi dotarł gorący podmuch. Było po wszystkim... ale nie do końca. Pozostała jeszcze ewakuacja...
- Dobra chłopaki, teraz spokojnie i bez nerwów. Robimy tak samo jak z księgą. Ja inicjuje rytuał i wyciągam z kamienia moc, a następnie przesyłam strumieniami na wszystkich obecnych. Ci co odbierają niech ją rozpraszają, a jeżeli to nie ich dziedzina niech tworzą to co im jest najbliższe - użyźniają glebę, przyspieszają wzrost roślin, przyzywają zwierzęta itd. Ważne, żeby płynni przetworzyć moc. Nie bójcie się założę filtr, nic chaotycznego do was nie trafi. Na koniec ja i inni druidzi z kręgu ziemi włączą kruszenie kamienia. Następnie druidzi z kręgu powietrza i ja wydmuchujemy pozostałą cząstkę w powietrze, a druidzi kręgu ognie palą ją świętym płomieniem. Jak ktoś zasłabnie w jego miejsce stają zmiennicy. ZACZYNAMY.
Sześciu najbardziej doświadczonych druidów wsparło się oburącz na kosturach i pochyliło głowę. Radagast sięgnął macami umysłu po przeklętą moc artefaktycznego kamienia. Astralny wzrok pozwolił mu dostrzec miejsca osłabione runiczna mocą krasnoludzkiego topora. Tak, mieli szczęście, to przedarcie się do rdzenia kamienia w tych miejscach i kradzież potencjału magicznego powinna być o wiele prostsza. Przebił się przez osłonę i zaczerpnął moc. Przypominało to picie z dziurawej beczki w której panuje ogromne ciśnienie. Radagast wyrzucał z siebie czerpaną moc pulsacyjnymi strugami do pozostałej piątki druidów. Wokół zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Z ziemi wystrzeliły zielone kłącza, z oddali zaryczały cale stada zwierząt, owady urosły do wielkości słoni. Kamienie kruszały i wystrzeliwały z nich źródła.
Wtem na ziemię osunął się jeden z druidów, ale przytomnie szybko zastąpiono jego miejsce. Później mdleli kolejni. Radagst czuł się jak podczas tortury polegającej na wlewaniu do przełyku wody. Czuł, że zaraz pęknie albo eksploduje. Zacisnął zęby i rozsyłał moc, a z trzymany przez niego kostur pękł i trysnęła z niego sycząca struga pary. Po chwili strumień mocy zaczął słabnąć.
Hierofat spostrzegł, że ponad połowa druidów czołga się po ziemi. Dał szybki znak do stojących w kręgu druidów z kręgu ziemi, którzy resztki mocy poświęcili na rozłupanie i pokruszenie obelisku. Pyły wystrzeliły w powietrze unosząc się wysoko w przestworza. Wtenczas druidzi wysłali w kierunku chmury błyskawice i kule ognia. Nastąpiła eksplozja na do ziemi dotarł gorący podmuch. Było po wszystkim... ale nie do końca. Pozostała jeszcze ewakuacja...