PBF - Ścigając samego siebie

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 23 czerwca 2014, 11:10

Araven, niepotrzebnie się unosisz, prowadzimy mam nadzieję celową dyskusję na temat dalszego postępowania. Szczególnie, że każdy ma swój pomysł. A jak masz dość, to nie musisz brać w tym udziału. Celem PBFa jest zabawa, najlepiej dobra zabawa, w miarę możliwości bez irytowania się nawzajem. Ustalmy więc wspólną wersję.

Ja wiem, że zwiad ma nie zostać wykryty, ale ja się pytam: co, jeśli wykryty zostanie? Sam zwiad już jest ryzykowny, szczególnie z uczestnictwem np. pastora, który zwiadowcą nie jest. Odnalezienie miejscowych i nawiązanie z nimi kontaktu jest jeszcze bardziej obarczone ryzykiem wykrycia. A wtedy co?
Zabijanie kajdaniarzy jest najbardziej beznadziejnym pomysłem rodem z gier komputerowych albo wczesnych filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem. Tyle, że 8art rzucił go w formie żartu (mam nadzieję). Ilu może być kajdaniarzy, jeśli opanowali miasteczko i trzymają w szachu mieszkańców i siły RNK? Nie sądzę, że jest ich kilku.
Nie upieram się przy blefie, rzuciłem go jako pomysł. Został przegłosowany, więc się wycofuję. Prosta sprawa. Blef może zadziałać wyłącznie na początku. Jeśli go nie akceptujecie, to nie ma sprawy, ale potem blef nie będzie wiarygodny, więc nie będzie się dało go użyć.

Czyli idziemy na żywioł: skrycie robimy zwiad, potem próbujemy nawiązać kontakt z mieszkańcami, a potem prowokujemy kajdaniarzy do ataku i spadamy. Koniec pieprzenia, przejdźmy do realizacji.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 23 czerwca 2014, 12:24

Cytując Was, jestem za realizacją działań w Primm jak niżej:
Pastor:
Idziemy na żywioł: skrycie robimy zwiad, potem próbujemy nawiązać kontakt z mieszkańcami, a potem prowokujemy kajdaniarzy do ataku i spadamy. Koniec pieprzenia, przejdźmy do realizacji.

Chudy:
Ja myśle żeby kryć się do momentu nawiązania kontaktu z miejscowymi. Ustalimy czy wojsko może wejśc do Primm czy nie. Potem na bezczela pakujemy się do Kajdaniarzy i wciskamy bajkę, że posterunek jest obsadzony tylko przez kilkunastu rekrutow, reszta poszla na zapore Hoovera trzaskac sie z cesarskimi. Sprowokujemy atak i po sprawie.

Procjon
Reactions:
Posty: 1090
Rejestracja: 22 lutego 2012, 14:38

Post autor: Procjon » 23 czerwca 2014, 13:57

Wróciłem!!! :D

Mamy silnik elektryczny, kable, kółka, złom, więcej złomu, elektrozłom, coś eksplodującego, kamerę i ekranik?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 czerwca 2014, 22:41

Primm, strefa okupowana

Prowadzona ledwie słyszalnym szeptem, ale szalenie nerwowa dysputa na temat dalszego planu działania urwała się w chwili, kiedy bystre oczy albinosa dostrzegły dwie ludzkie sylwetki kręcące się w wylocie ulicy rozdzielającej kasyno i gmach Mojave Express. Uzbrojeni w bliżej niezidentyfikowaną z powodu dużego dystansu broń, dwaj mężczyźni stali przez dłuższą chwilę pośrodku ulicy przyglądając się położonym po przeciwnej stronie autostrady umocnieniom Kalifornijczyków, po czym wycofali się pomiędzy budynki.

- Nocne czujki - szepnął albinos - Założę się, że jest ich więcej.

Czwórka mężczyzn podkradła się do wciąż rozgrzanej żarem słońca blaszanej szopy sąsiadującej z dziurawym ogrodzeniem. Trzymając oburącz swój rewolwer albinos popchnął uchylone do połowy drzwi i wślizgnął się do środka niewielkiej budowli omiatając jej wnętrze czujnym wzrokiem.

Nie natrafił na ślad niczyjej obecności, chociaż poczyniony przez kogoś nieporządek świadczył o tym, że całkiem niedawno przez chatkę przeszedł istny huragan poczyniony rękami wyjątkowo nieuprzejmych intruzów. Sprzęty domowe, blaszane talerze i różnego rodzaju przyborniki walały się po podłodze pospołu z wyrzuconym z polowego łóżka materacem.

- Nikogo tu nie ma - szepnął niemal bezgłośnie albinos, oglądając się w stronę przyczajonych w progu towarzyszy.

[center]Obrazek[/center]
Pierwsza szopa jest pusta. Na obrazku powyżej widzicie jej wnętrze za dnia, w nocy jest oczywiście kompletnie ciemna. Ktoś pobieżnie ją przetrząsnął i pozostawił po sobie bałagan. Może znajdzie się tu coś ciekawego, tylko czy macie dość czasu, by skrupulatnie ją po ciemku obczaić?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 czerwca 2014, 21:46

Primm, strefa okupowana

Opustoszała szopa nie wzbudziła niczyjego zainteresowania, co niezbyt zresztą dziwiło w obliczu kręcących się w okolicy Kajdaniarzy - żaden ze zwiadowców Hayesa nie zamierzał dać się złapać w blaszanej chatce w krzyżowy ogień zbiegłych skazańców. Przez cały czas nadstawiając bacznie uszu, mężczyźni podkradli się do następnej w kolejności budowli, również wzniesionej z kawałków blachy, metalowych rur i płyt dykty. Stojący opodal wejścia stary samochód o sportowej linii okazał się tak przeżarty rdzą, że w opinii albinosa jedno stuknięcie kolbą rewolweru wystarczyłoby do rozsypania się wraku w proch.

Drzwi blaszanego domostwa były zamknięte, ale uchyliły się pod naciskiem dłoni albinosa. Mężczyzna oblał się zimnym potem słysząc cichy zgrzyt krzywych zawiasów, zastygł na dłuższą chwilę w bezruchu strzelając na wszystkie strony oczami.

Nikły hałas najwyraźniej nikogo nie zaalarmował, toteż po pełnej napięcia chwili białoskóry zwiadowca wślizgnął się za próg domostwa przeczesując jego zakamarki oczami i lufą ciężkiego rewolweru. Wnętrze szopy było pogrążone w ciemności, której oczy pozostałych trzech zwiadowców nie mogły przeniknąć bez światła latarki, ale obdarzony specyficzną mutacją narządów wzroku albinos nie miał takiego kłopotu.

Dostrzegł dwa leżące nieruchomo ciała po kilku sekundach pobytu we wnętrzu chaty. Stawiając ostrożnie stopy przeszedł z gotową do strzału bronią do sąsiedniego pomieszczenia, sprawiającego wrażenie sypialni, po czym opuścił broń z cichym pomrukiem mogącym oznaczać dowolne w zasadzie emocje.

Zwłoki należały do mężczyzny i kobiety, leżących na zbroczonym krwią polowym łóżku. Obrócona na brzuch kobieta miała na plecach ranę od strzału oddanego prawdopodobnie z przystawienia między łopatki, ale albinos domyślił się, że nie umarła od razu... albo ten, który ją zgwałcił dopuścił się tego czynu już po zamordowaniu ofiary. Leżący tuż obok mężczyzna zginął od strzału w tył głowy, po śmierci zaś ktoś przekręcił mu głowę w bok tak, by szkliste oczy człowieka skierowane były w stronę mordowanej kobiety.

Albinos domyślił się, że zabójcy nie uczynili tego po to, by mężczyzna mógł spojrzeć w ostatniej chwili na swą towarzyszkę, tylko po to, by zadać jej jego widokiem jeszcze większe cierpienie.

- Skurwiele... - wymamrotał bezwiednie albinos dostrzegając umocowany do czoła zabitego przedmiot. Była to metalowa odznaka szeryfa, starannie wygrawerowana i wypolerowana na błysk, brutalnie przyszpilona do czoła zastrzelonego człowieka za pomocą jej zapinki.

[center]Obrazek[/center]
W drugiej chatki niestety nieprzyjemna niespodzianka. Pytanie, co teraz? Z której strony chcecie obejść budynek kasyna? Zerknijcie ponownie na mapkę! Jakieś dodatkowe komentarze bądź uwagi?