Przeklęta szczelina, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
- Giń i przepadnij w czeluściach przeklęty stworze. Giń w imię Gotam-gora - zagrzmiał dudniący głos Balina, mierzącego symbolem swego bóstwa w przyczajona za stertą odpadków ghoula.
Martwiak potrząsnął łbem i zapiszczał jak gotowany rak, po czym dał nura w wodę.
Jednak to nie był jedyny przeciwnik Balina. Już po chwili z za załomy wychyliła się przegniła głowa starej kobiety i kudłata postać jakiegoś trudnego w identyfikacji humanoida. Ghoule nico niepewnie i powoli ruszyły w stronę krasnoluda szczerząc kły i prezentując długie pazury.
PBF - Boskie potyczki
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Zakazana wyspa, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
Elf przeszedł się po wyspie patrząc w każdą ze stron świata, odmawiając jakąś sharamicką mantrę. Gdy to zrobił powrócił do swojej "jaskini".
Drayaharus przemknął powoli i cichutka w stronę drzewa. Przyjrzał się dokładnie korze i wybrał jej fragment, który wydawał się najmniej ściśle przymocowany do pnia., Wyciągnął sztylet i tnąc i dłubiąc starał się pozyskać unikalny składnik eliksiru Elissy.
Tak bardzo był zajęty swoją pracą, że nie od razu spostrzegł, jak ni stąd ni zowąd na niebie pojawiają się czarne chmury a wiatr się wzmaga. W chwil gdy udało mu się odłupać trzy łuski uderzył pierwszy grom, a jego ubraniem targnął potężny podmuch wiatru.
Szybka analiza sytuacji wykazała, że nie jest dobrze. Centralnie nad wyspą czerniły się kłęby chmur w których trzewiach raz za razem błyskały pioruny. Chmura niebezpiecznie szybko się rozrastały tworząc na niebie spiralny wzór.
Gnom czym prędzej wszedł na swoją deską i zaczął wiosłować. Fale robiły się coraz większe, a wiatr wydawał się zataczać koła woków wyspy unosząc powoli kłęby piany i kropli ponad powierzchnię wody. Towarzyszyło temu zjawisko, które można nazwać wirem.
Drayaharus coraz bardziej zdawał sobie sprawę w jakiej znalazł się opresji. Musiał zrezygnować z niewidzialności aby przebić się przez zataczającą woków wyspy kręgi topieli.
Tylko skrajny wysiłek spowodował, że przebił się przez pierścień oszalałych wód. Teraz jednak musiał walczyć z dwoma przeciwdziałającymi sobie siłami. Z jednej strony prącymi na miasto coraz wyższymi falami rodzącego się sztormu i z drugiej uchodzących do zatoki wód Senil.
Gdy targany przez wiatr i siekany strugami zimnego deszczu dotarł do połowy swojej drogi porwała go fala i wzniosła na swój czterometrowy grzbiet. Gnom z szeroko rozwartymi przerażeniem oczyma został rzucony prosto w kipiel i przykryty setkami litrów morskiej wody.
Deska pękła jak zapałka, a ciałem Imaginerusa zakotłowało rzucając w różnych kierunkach. Zszokowany i ogłuszony gnom zaczął opadać na dno zdając sobie sprawę, że to już jego koniec. Co prawda nie podejrzewał, że zginie ciskany jak zabawka przez wściekłą boginię ognia i wiatru, ale teraz próżno było żałować. Opadał wolno widząc jak powierzchnia morza szaleje w chaotycznych spazmach niemej wściekłości.
Drayaharus był gotów pogodzić się ze swoim losem, ale zauważył coś co co zadziałało na niego jak impuls elektryczny defibrylatora na osobę w stanie śmierci kliniczne. Całe piaszczyste dno, w którą stronę by nie spojrzał zajmowała armia nieumarłych. Obleczone w zbroje szkielety, zombie, ghoule i inne nieumarłe stwory który nie potrafiła rozpoznać stały na dnie w równych szeregach i podziałach na dziesiątki. Każdy "trup" trzymał kamień, kotwicę lub inny balast, który przytrzymywał go na dnie. A, wokół armii pływały utopce.
Spanikowany gnom otrząsnął się z ogłuszenia i zamachał energicznie kończynami. Było już jednak za późno. Został spostrzeżony i utopce rzuciły się w jego kierunku
Z rosnącą paniką Drayaharus dopadł do powierzchni morza i młócąc wodę starał się płynąć w stronę brzegu, jednak jego starania można było przyrównać do starań muchy, która wpadła do mieszanej łyżką zupy.
Wtedy stało się coś, co gnom miała pamiętać do końca swego życia. Prawdopodobnie gdyby dożył starości opowiadałby to wnuczkom podczas każdego spotkania rodzinnego, i za każdym razem natrafiał by na pełne zachwytu ochy i achy oraz rozwarte ze zdumienia usta.
Coś, jakaś siła, nieokreślona moc pchnęła Imaginerusa w stronę jego złamanej deski, z której została zaledwie wąska dziesięciołokciowa resztka. Gnom resztkami sił mimo przeciwności losu i walczących żywiołów wspiął się na nią. Wtedy zobaczyła jak za jego plecami rośnie zbliżająca się fala. Nie spanikował jednak, tylko stanął na desce lekko uginając kolana. To co doświadczyła w następnej chwili napawało go zarówno lękiem i ekstazą. Porwany prze wodę balansując na desce jak linoskoczek płynął na fali gdy ta z majestatem zamykała się za nim.
W momencie gdy uformowała tunel, z jej czeluści wysunęły się łaska topielca próbujące go ściągnąć pod wodę. Zabrakło grubości włosa, a żywot gnoma zakończyłby się w ramionach ożywieńca, ale tak się nie stało. Po tym spotkaniu pozostała jedynie na pamiątkę mała blizna na czubku głowy w miejscu gdzie nieumarły zahaczyła go pazurem.
Imaginerusa wyrzuciło na brzeg, zakoziołkował i zarył twarzom w piasek plaży. Plując i kaszląc wstał na klęczki. Z niedowierzaniem omacał swoje ciało szukając ran, ale poza małym zadrapaniem na głowie był zdrów i cały.
- Pian mnie kocha - zaszeptał, po czym zaczął tańczyć z radości. Wtedy to spostrzegł.
Wokół zakazanej wyspy krążyła potężna trąba powietrzna unosząca masy wody prawie do samego nieba. Niebo natomiast było czarne jak sadza i tryskało dziesiątkami piorunów.
- Pian mnie kocha - powiedział gnom - ale Sharami to już nie ......
Elf przeszedł się po wyspie patrząc w każdą ze stron świata, odmawiając jakąś sharamicką mantrę. Gdy to zrobił powrócił do swojej "jaskini".
Drayaharus przemknął powoli i cichutka w stronę drzewa. Przyjrzał się dokładnie korze i wybrał jej fragment, który wydawał się najmniej ściśle przymocowany do pnia., Wyciągnął sztylet i tnąc i dłubiąc starał się pozyskać unikalny składnik eliksiru Elissy.
Tak bardzo był zajęty swoją pracą, że nie od razu spostrzegł, jak ni stąd ni zowąd na niebie pojawiają się czarne chmury a wiatr się wzmaga. W chwil gdy udało mu się odłupać trzy łuski uderzył pierwszy grom, a jego ubraniem targnął potężny podmuch wiatru.
Szybka analiza sytuacji wykazała, że nie jest dobrze. Centralnie nad wyspą czerniły się kłęby chmur w których trzewiach raz za razem błyskały pioruny. Chmura niebezpiecznie szybko się rozrastały tworząc na niebie spiralny wzór.
Gnom czym prędzej wszedł na swoją deską i zaczął wiosłować. Fale robiły się coraz większe, a wiatr wydawał się zataczać koła woków wyspy unosząc powoli kłęby piany i kropli ponad powierzchnię wody. Towarzyszyło temu zjawisko, które można nazwać wirem.
Drayaharus coraz bardziej zdawał sobie sprawę w jakiej znalazł się opresji. Musiał zrezygnować z niewidzialności aby przebić się przez zataczającą woków wyspy kręgi topieli.
Tylko skrajny wysiłek spowodował, że przebił się przez pierścień oszalałych wód. Teraz jednak musiał walczyć z dwoma przeciwdziałającymi sobie siłami. Z jednej strony prącymi na miasto coraz wyższymi falami rodzącego się sztormu i z drugiej uchodzących do zatoki wód Senil.
Gdy targany przez wiatr i siekany strugami zimnego deszczu dotarł do połowy swojej drogi porwała go fala i wzniosła na swój czterometrowy grzbiet. Gnom z szeroko rozwartymi przerażeniem oczyma został rzucony prosto w kipiel i przykryty setkami litrów morskiej wody.
Deska pękła jak zapałka, a ciałem Imaginerusa zakotłowało rzucając w różnych kierunkach. Zszokowany i ogłuszony gnom zaczął opadać na dno zdając sobie sprawę, że to już jego koniec. Co prawda nie podejrzewał, że zginie ciskany jak zabawka przez wściekłą boginię ognia i wiatru, ale teraz próżno było żałować. Opadał wolno widząc jak powierzchnia morza szaleje w chaotycznych spazmach niemej wściekłości.
Drayaharus był gotów pogodzić się ze swoim losem, ale zauważył coś co co zadziałało na niego jak impuls elektryczny defibrylatora na osobę w stanie śmierci kliniczne. Całe piaszczyste dno, w którą stronę by nie spojrzał zajmowała armia nieumarłych. Obleczone w zbroje szkielety, zombie, ghoule i inne nieumarłe stwory który nie potrafiła rozpoznać stały na dnie w równych szeregach i podziałach na dziesiątki. Każdy "trup" trzymał kamień, kotwicę lub inny balast, który przytrzymywał go na dnie. A, wokół armii pływały utopce.
Spanikowany gnom otrząsnął się z ogłuszenia i zamachał energicznie kończynami. Było już jednak za późno. Został spostrzeżony i utopce rzuciły się w jego kierunku
Z rosnącą paniką Drayaharus dopadł do powierzchni morza i młócąc wodę starał się płynąć w stronę brzegu, jednak jego starania można było przyrównać do starań muchy, która wpadła do mieszanej łyżką zupy.
Wtedy stało się coś, co gnom miała pamiętać do końca swego życia. Prawdopodobnie gdyby dożył starości opowiadałby to wnuczkom podczas każdego spotkania rodzinnego, i za każdym razem natrafiał by na pełne zachwytu ochy i achy oraz rozwarte ze zdumienia usta.
Coś, jakaś siła, nieokreślona moc pchnęła Imaginerusa w stronę jego złamanej deski, z której została zaledwie wąska dziesięciołokciowa resztka. Gnom resztkami sił mimo przeciwności losu i walczących żywiołów wspiął się na nią. Wtedy zobaczyła jak za jego plecami rośnie zbliżająca się fala. Nie spanikował jednak, tylko stanął na desce lekko uginając kolana. To co doświadczyła w następnej chwili napawało go zarówno lękiem i ekstazą. Porwany prze wodę balansując na desce jak linoskoczek płynął na fali gdy ta z majestatem zamykała się za nim.
W momencie gdy uformowała tunel, z jej czeluści wysunęły się łaska topielca próbujące go ściągnąć pod wodę. Zabrakło grubości włosa, a żywot gnoma zakończyłby się w ramionach ożywieńca, ale tak się nie stało. Po tym spotkaniu pozostała jedynie na pamiątkę mała blizna na czubku głowy w miejscu gdzie nieumarły zahaczyła go pazurem.
Imaginerusa wyrzuciło na brzeg, zakoziołkował i zarył twarzom w piasek plaży. Plując i kaszląc wstał na klęczki. Z niedowierzaniem omacał swoje ciało szukając ran, ale poza małym zadrapaniem na głowie był zdrów i cały.
- Pian mnie kocha - zaszeptał, po czym zaczął tańczyć z radości. Wtedy to spostrzegł.
Wokół zakazanej wyspy krążyła potężna trąba powietrzna unosząca masy wody prawie do samego nieba. Niebo natomiast było czarne jak sadza i tryskało dziesiątkami piorunów.
- Pian mnie kocha - powiedział gnom - ale Sharami to już nie ......
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Balin ponownie skoncentrował się na próbie zniszczenia, albo chociaż odegnania martwiaków.
Był w paskudnej sytuacji, w dole z trupami, i miał wyciąć fragment skóry z jakiegoś martwego pobratymca, a tu te cholerne trupojady go atakowały.
Widocznie miał wiele grzechów, i jego pan wielki Gotam-Gor go doświadczał.
Był w paskudnej sytuacji, w dole z trupami, i miał wyciąć fragment skóry z jakiegoś martwego pobratymca, a tu te cholerne trupojady go atakowały.
Widocznie miał wiele grzechów, i jego pan wielki Gotam-Gor go doświadczał.
Uhuhu, Mistrzu, czytałem to z zapartym tchem
byłem już niemal pewien, że mój mały śmieszek zasili armię nieumarłych...
Gnom poklepał się po kieszeniach, sprawdzając, czy fragmenty kory są na swoim miejscu. Następnie sprawdził, czy amulet dalej leży wygodnie na szyi. Następny był mały sztylecik, którym odłupywał ze świętego drzewa Sharami. Drayaharus otrzepał się, wypluł jeszcze resztki piasku z gęby i spojrzał na wzburzone niebo.
- Pianie, dzięki ci, o wielki! Czas na porządną libacje! - tymi słowami iluzjonista pożegnał się z okoliczną zatoką i szybkim krokiem ruszył do miasta, kierując się prosto do "Rezolutnego Goblina", chcąc jak najszybciej pochwalić się towarzyszom czynem, który dokonał. I jak bohatersko z tego wyszedł! Musiał też powiedzieć wszystkim o tym, co widział na dnie morza: być może szykowała się jakaś walka, której to nawet taki ignorant jak Imaginerus nie mógł zignorować.
Dobra, to tak: szybko do karczmy, opowiadam wszystkim czego byłem świadkiem, na końcu wyciągam (jak mam) i oddaje Gusełkowi Łuski Czerwonego Węża i upijam się w trupa (niedosłownie), odprawiając przy tym obiecane mojemu patronowi honory.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times