- Co ty bredzisz? Jakie odciski? - chudy z coraz większym zdziwieniem przypatrywał się domorosłemu detektywowi, zupełnie nie mogąc zrozumieć po jaką cholerę ma szukać niedorajd którzy nawet nie potrafili ich zabić. Sam nie potrafił w przybliżeniu określić jak ma na imię, a miał szukać frajerów do których zapewne bez większej giwery lepiej było się nie zbliżać. A samemu nie miał nawet kapsla w kieszeni powycieranych dżinsów, nie wspominając o broni. Zresztą czy potrafiłby się nią posłużyć?
- Pierdolić to, chodźmy się lepiej napić...
PBF - Ścigając samego siebie
- Chudy, czy jak tam masz na imię, niby za co masz zamiar się napić? Sprzedasz buty? - wymamrotał albinos, nie przestając grzebać w mogile. - A poza tym lepiej wiedzieć ilu było gości, co nie? Właśnie po to są ślady. - wciąż odgarniając ziemię deską, dodał po chwili - Nawet jeżeli pamiętacie swoje prawdziwe imiona, nie przedstawiajcie się nimi. Oni mogą wciąż tu gdzieś być. Dla was jestem... - wstrzymał pracę i się zamyślił - Jon "Sugarman" Jensen. Jeśli chodzi o umiejętności walki, mówiłem że łapy mi się trzęsą, a fizycznie jestem słaby jak galareta, więc raczej ani nie strzelałem ani nie tłukłem po mordach. Coś czuję, że narzędziem mojej pracy jest - a raczej było - to - albinos wskazał na swój czerep. Po tych słowach wrócił do grzebania w mogile deską.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, cmentarz na wzgórzu
Chudzielec znowu zaczął zdradzać objawy nerwowego podekscytowania, zapewne powodowanego silnym uzależnieniem od jakiegoś chemicznego specyfiku. Albinos prychnął obserwując towarzysza kątem oka, otrzepał spodnie i machnął ręką na ponurego zabijakę dając znać, że zakończył oględziny.
Widząc to chudzielec natychmiast wyprzedził obu bezimiennych druhów, ruszył w dół cmentarnego wzgórza pogwizdując wesoło i kręcąc na wszystkie strony głową.
Chudzielec znowu zaczął zdradzać objawy nerwowego podekscytowania, zapewne powodowanego silnym uzależnieniem od jakiegoś chemicznego specyfiku. Albinos prychnął obserwując towarzysza kątem oka, otrzepał spodnie i machnął ręką na ponurego zabijakę dając znać, że zakończył oględziny.
Widząc to chudzielec natychmiast wyprzedził obu bezimiennych druhów, ruszył w dół cmentarnego wzgórza pogwizdując wesoło i kręcąc na wszystkie strony głową.
Jak wcześniej wspomniałem, niczego ciekawego raczej już tutaj nie znajdziecie, zatem do baru! 
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, Prospector Saloon
Nie siląc się zbytnio na konwersację, trzej mężczyźni zeszli z jałowego wzgórza pomiędzy zabudowania Goodsprings, kierując się w stronę wskazanego im wcześniej budynku. Ich oczy myszkowały po okolicy, ale dostrzegani wcześniej tu i ówdzie mieszkańcy osady, zajęci nawadnianiem i plewieniem warzywniaków bądź doglądaniem kozłorogów, teraz gdzieś zniknęli i Goodsprings zaczęło przypominać znienacka prawdziwe miasteczko duchów.
Zbudowany z cegieł piętrowy budynek baru migotał blaskiem zawieszonych nad wejściem neonowych liter, składających się na wielobarwne słowo "saloon". Przed drewnianą werandą tkwiły pokryte grubą warstwą piaskowego pyłu motocykle, rdzewiejące zapewne od wielu lat w tym miejscu, pozbawione większości części i sprawiające żałosne wrażenie.
- Chyba się żadnego nie da odpalić - zauważył przelotnie chudzielec, zatrzymując się na chwilę przy jednym z pojazdów - Kurde, ktoś wyszarpał cały silnik, a bak rdza przeżarła na wylot.
- Gdyby były cokolwiek warte, na pewno by tutaj nie leżały - zauważył zdawkowo posępny zabijaka - Ktoś już dawno by je sprzedał na części.
Z wnętrza baru dobiegał gwar ludzkich głosów, ale szyby z mlecznego szkła wprawione w ścianę po obu stronach drzwi nie pozwalały niczego we wnętrzu dostrzec.
- Na pewno nie macie żadnej kasy? - upewnił się z markotną miną chudzielec - Nic, może ktoś się zlituje i postawi piwo za dobrą historię o ucieczce z grobu.
[center]
[/center]
Nie siląc się zbytnio na konwersację, trzej mężczyźni zeszli z jałowego wzgórza pomiędzy zabudowania Goodsprings, kierując się w stronę wskazanego im wcześniej budynku. Ich oczy myszkowały po okolicy, ale dostrzegani wcześniej tu i ówdzie mieszkańcy osady, zajęci nawadnianiem i plewieniem warzywniaków bądź doglądaniem kozłorogów, teraz gdzieś zniknęli i Goodsprings zaczęło przypominać znienacka prawdziwe miasteczko duchów.
Zbudowany z cegieł piętrowy budynek baru migotał blaskiem zawieszonych nad wejściem neonowych liter, składających się na wielobarwne słowo "saloon". Przed drewnianą werandą tkwiły pokryte grubą warstwą piaskowego pyłu motocykle, rdzewiejące zapewne od wielu lat w tym miejscu, pozbawione większości części i sprawiające żałosne wrażenie.
- Chyba się żadnego nie da odpalić - zauważył przelotnie chudzielec, zatrzymując się na chwilę przy jednym z pojazdów - Kurde, ktoś wyszarpał cały silnik, a bak rdza przeżarła na wylot.
- Gdyby były cokolwiek warte, na pewno by tutaj nie leżały - zauważył zdawkowo posępny zabijaka - Ktoś już dawno by je sprzedał na części.
Z wnętrza baru dobiegał gwar ludzkich głosów, ale szyby z mlecznego szkła wprawione w ścianę po obu stronach drzwi nie pozwalały niczego we wnętrzu dostrzec.
- Na pewno nie macie żadnej kasy? - upewnił się z markotną miną chudzielec - Nic, może ktoś się zlituje i postawi piwo za dobrą historię o ucieczce z grobu.
[center]
[/center]
Na ilustracji jedyny bar w Goodsprings. Nie widać tego na obrazku, ale tuż z lewej znajduje się też jedyny w osadzie sklep wielobranżowy, teraz zamknięty na cztery spusty. W środku słychać dźwięki ożywionych rozmów, co pozwala sądzić, że aktualna populacja osady zgromadziła się właśnie w barze.