PBF - Ścigając samego siebie

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 maja 2014, 22:15

[center]PROLOG[/center]
Roziskrzone gwiazdami przestworza tworzyły rozpostarty ponad cmentarnym wzgórzem migotliwy kobierzec, ale oczy trzech rzuconych na kolana więźniów bardziej przyciągał odległy blask Stripu Nowego Vegas, dostrzegalny z odległości wielu mil dzięki mrowiu kolorowych neonów i laserowych projektorów. Jego wielobarwna poświata jawiła się czymś wręcz surrealistycznym na omiatanych radioaktywnymi wiatrami skalistych pustkowiach Pustyni Mojave, z daleka wieszcząc potęgę odbudowywanej mozolnie cywilizacji Zachodu.

Klęczący ze związanymi na plecach drutem rękami mężczyźni, zakneblowani i posiniaczeni, mogli równie dobrze znajdować się na Księżycu, tak wielki dzielił ich od tej cywilizacji dystans. Porywacze pozbawili ich przytomności, a potem zawlekli na wysokie wzgórze, które najwyraźniej pełniło rolę jakiegoś cmentarza, na dodatek całkiem niedawno używanego, o czym świadczyły względnie zadbane mogiły.

- Kończmy to i wynośmy się stąd - warknął jeden z porywaczy, żylasty mężczyzna w skórzanej kurtce, spoglądający na trzech więźniów złymi oczami osadzonymi w naznaczonej geometrycznymi tatuażami twarzy. Ściskany w jego prawej ręce śrutowy Remington tkwił przystawiony do skroni klęczącego z prawej jeńca, ale wzrok napastnika nie odrywał się od twarzy innego z porywaczy, wysokiego mężczyzny w kraciastej marynarce palącego ze spokojem papierosa.

- Masz rację - kiwnął głową kraciasty, rzucając pod nogi niedopałek. W jego dłoni pojawiła się wyciągnięta spod marynarki Beretta, przeładowana z metalicznym trzaskiem. Dźwięk ten sprawił, że trzej więźniowie zaczęli się raptownie poruszać, daremnie próbując zerwać pętające ich druty i wydając niezrozumiałe pomruki zza zaklejonych taśmą ust.

- To nic osobistego, panowie - oznajmił kraciasty - Mieliście po prostu pecha. Może was to zaskoczy, ale całe zlecenie od początku było ustawione. Miejcie przynajmniej świadomość, że nie umarliście daremnie. Wasza przesyłka jest cenniejsza niż wszystko, co jesteście w stanie sobie wyobrazić.

Słysząc słowa mężczyzny pozostali porywacze przeładowali ze szczękiem własną broń. Wydawali się zupełnie nie pasować do człowieka w kraciastej marynarce, reprezentując raczej jakiś zdziczały plemienny klan lubujący się w tatuażach oraz kościanych ozdobach, ale ich strzelby i myśliwskie sztucery lśniły czystością, budząc zrozumiały lęk w myślach pojmanych ludzi.

Kraciasty wymierzył lufę Beretty w głowę środkowego więźnia, ale po kilku mrożących krew w żyłach sekundach opuścił broń wykrzywiając oblicze w dziwnym uśmiechu.

- Skoro już mamy chwilkę, wypróbujmy tę nową zabawkę Zbrojmistrzów - powiedział przywołując do siebie jednego z tuzina uzbrojonych po zęby porywaczy - Załadowałeś pełne ogniwa?

- Tak - kiwnął głową ogolony na irokeza młodzieniec o pociętej starymi szramami twarzy - Rozwalić ich projektorem?

Porwani mężczyźni spróbowali podnieść się na nogi, ale napastnicy natychmiast rzucili ich z powrotem na kolana, bez trudu obezwładniając swe ofiary. Dzierżący dziwaczną broń o pękatej lufie irokez przestawił kilka dźwigni miotacza, a potem ujął go oburącz i wymierzył broń w więźniów tak, by na linii strzału znalazły się wszystkie trzy głowy naraz.

- Jak już mówiłem, bez urazy - oznajmił kraciasta marynara chowając pistolet i wyciągając z posrebrzanej papierośnicy następnego skręta - I niech wam ziemia lekką będzie.

Irokez pociągnął za spust broni i głowy więźniów eksplodowały w jednej chwili przeraźliwym bólem, który poraził ich komórki nerwowe spazmem niewyobrażalnie głębokiej agonii. Wszyscy zwalili się jednocześnie do wykopanego chwilę wcześniej płytkiego grobu, z głuchym łoskotem uderzających o twardą ziemię bezwładnych ciał.

- Zakopcie ich i spadajmy stąd, zanim ci na dole się pokapują, co jest grane - polecił kraciasty zapalając papierosa - Czeka nas długa droga.
Witam w prologu sesji w klimacie Fallouta, na meszce AFB. Araven i 8ART już mi przysłali swoje karty, czekam tylko na Procjona. Rozruch przygody w przeciągu 48 godzin! Życzę miłej zabawy!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 05 maja 2014, 23:57

To już zginęliśmy w prologu? Tak bez PDków? ;)

[KETH] Bo to miała być szybka jednostrzałówka! :P
Ostatnio zmieniony 06 maja 2014, 22:06 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 maja 2014, 22:03

Ciemność, bezimienna i przeraźliwie pusta. Wrażenie czucia powracało powoli, przynosząc ze sobą coraz silniejsze uczucie fizycznego cierpienia. Pierwsze ruchy, początkowo bardzo niepewne, pozwoliły odkryć najbliższe otoczenie: poszycie sprężynowego materaca, chłodną metalową ramę łóżka, szorstki materiał prześcieradła. Odgłos zbliżających się kroków, będący chyba stukotem butów o podłogę, sprawił, że mężczyzna napiął mimowolnie mięśnie, ulegając podszeptom instynktu samozachowawczego.

- Wiem, że już nie śpisz - powiedział czyjś męski głos - Możesz otworzyć oczy?

Mężczyzna poruszył niepewnie powiekami, rozchylił je powoli i syknął z bólu oślepiony sączącym się przez częściowo zasunięte rolety słonecznym światłem. Zamrugał rozpaczliwie, próbując skoncentrować spojrzenie na pochylającym się nad nim człowieku.

- Spójrz na mnie - powiedział siwowłosy mężczyzna o pociętej zmarszczkami twarzy i mądrych piwnych oczach, uśmiechający się w przyjazny sposób, ale zarazem spoglądający na rozmówcę ostrożnym wzrokiem - Jestem doktor Mitchell, z Goodsprings. Rozumiesz mnie?
Który z graczy odpisze pierwszy, wygrywa! Zgadliście, wszyscy jesteście pacjentami tego nieznajomego sympatycznego człowieka, ułożonymi na polowych łóżkach w częściowo zacienionym pomieszczeniu wypełnionym odorem starych lekarstw i środków odkażających.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 maja 2014, 22:08

Leżący na pryczy chudziutki jak szczapa mężczyzna kiwnał głową twierdząco. Otworzył oczy, próbując sobie przypomnieć cokolwiek, ale przed oczyma wyobraźni przeiwjały się tylko obrazy przepełnione alkoholem, dragami i narkotycznym głodem. Oraz jeszcze inne, gorsze, gdy wiedziony potrzebą przywalenia działki robił rzeczy, których wstydził się ale nałóg był silniejszy. Wygiął się nagle szarpnięty odruchem wymiotnym, gdy przeleciał mu w pamięci obraz męzczyzny dopinającego spodnie i z szyderczym uśmiechem rzucającego mu pod nogi działkę jeta, tam gdzie on właśnie wypluł wszystko... Chwycił narkotyk niczym wygłodzone zwierzę i zażył dawkę, nie zważając na nic i zupełnie ignorując rechoczącego dryblasa.

Próbował sobie przypomnieć kim jest, ale nic nie przychodziło do głowy. Nic poza tymi wszystkimi wstrętnymi obrazami. Narkotycznych hajów, zasyfionych sraczy w jakich spędzał noce, gdy nie miał nawet jednego kapsla przy duszy, kradzieży, dorywczych robót za półdarmo lub dla butelki wytwarzanej z kaktusów gorzały. I te wszystkie inne chwile, które najchętniej wymazałby z pamięci, a które na rzekór wszystkiemu zostały w głowie, choć wszystko inne, to co ważne i cenne z punktu widzenia jego jestestwa zniknęło.

Doktor przytrzymał wijącego się w odruchu wymiotnym pacjenta:

- Spokojnie, to zaraz przejdzie - uspokajającym tonem zwrócił się do targanego daremnymi próbami zwymiotowania pacjenta: - To od leków...

- Nie od leków doktorku... Nie od leków...
Ostatnio zmieniony 06 maja 2014, 22:24 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt: