Ruszam czym prędzej pod cmentarz, przemykając uliczkami i starając się nie rzucać w oczy. Oczywiście biorę kusze, bełty, księgę zaklęć i sztylet...
PBF - Boskie potyczki
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rezolutny Goblin, przed północą, 1 dnia bakis-ranu
Orofar zadumał się chwilę gładząc się po brodzie. W końcu miał coś powiedzieć ale zamilkł i tylko puścił do Gusłka i Drayaharusa oko.
- Nie kapłanie, nie jestem stąd i nie znam tutaj żadnej kryjówki gdzie byśmy mogli skryć się przed śledzącymi nas oczyma - mówił głośnym, a nawet zbyt głośnym głosem i jednocześnie rysował zamoczonym w piwie palcem po blacie stołu. Gusłek i Drayaharus przyjrzeli się temu rysunkowi i rozpoznali w nim symbol Arianny.
- Trzeba nam będzie w Rezolutnym Goblinie pozostać i otaczać się jedynie osobami zaufanymi - ciągnął dalej i wymownie postukał w ów symbol i starł go dłonią. Spojrzał po swoich kompanionach szukając zrozumienia. Po czym pożegnał się gestem dłoni z gnomem i wskazał ruchem głowy na okno.
- Posłuchaj mości gnomie i kapłanie co o tym rzecze święta księga Asteriusza...
Zrozumiawszy w lot plan paladyna Imaginerus wymknął się alkowy i chyłkiem przemknął przez rozemocjonowany zajściami w karczmie tłumek. Zaopatrzywszy się w niezbędny ekwipunek czmychnął przez okno w ciemność wąskich zaułków miasta. Wydawało mu się, że dotarł niezauważony do bram miasta, tam jednak natknął się na nie lada przeszkodę. Bramy były zamknięte a przy niej i po blankach chodzili strażnicy z pochodniami.
Gnom przycupnął za beczką pełną deszczówki i zastanawiał się co czynić dalej, gdy do zaułka obok weszła spora grupa czarno odzianych ludzi i nieludzi. Widać był, że gdzieś śpieszą zachowując ciszę i ostrożność. Draya wysunął lekko głowę zza beczki i zobaczył jak owi ludzie wchodzą do jakiegoś tunelu skrytego pod płaskim i dużym kamieniem.
Orofar zadumał się chwilę gładząc się po brodzie. W końcu miał coś powiedzieć ale zamilkł i tylko puścił do Gusłka i Drayaharusa oko.
- Nie kapłanie, nie jestem stąd i nie znam tutaj żadnej kryjówki gdzie byśmy mogli skryć się przed śledzącymi nas oczyma - mówił głośnym, a nawet zbyt głośnym głosem i jednocześnie rysował zamoczonym w piwie palcem po blacie stołu. Gusłek i Drayaharus przyjrzeli się temu rysunkowi i rozpoznali w nim symbol Arianny.
- Trzeba nam będzie w Rezolutnym Goblinie pozostać i otaczać się jedynie osobami zaufanymi - ciągnął dalej i wymownie postukał w ów symbol i starł go dłonią. Spojrzał po swoich kompanionach szukając zrozumienia. Po czym pożegnał się gestem dłoni z gnomem i wskazał ruchem głowy na okno.
- Posłuchaj mości gnomie i kapłanie co o tym rzecze święta księga Asteriusza...
Zrozumiawszy w lot plan paladyna Imaginerus wymknął się alkowy i chyłkiem przemknął przez rozemocjonowany zajściami w karczmie tłumek. Zaopatrzywszy się w niezbędny ekwipunek czmychnął przez okno w ciemność wąskich zaułków miasta. Wydawało mu się, że dotarł niezauważony do bram miasta, tam jednak natknął się na nie lada przeszkodę. Bramy były zamknięte a przy niej i po blankach chodzili strażnicy z pochodniami.
Gnom przycupnął za beczką pełną deszczówki i zastanawiał się co czynić dalej, gdy do zaułka obok weszła spora grupa czarno odzianych ludzi i nieludzi. Widać był, że gdzieś śpieszą zachowując ciszę i ostrożność. Draya wysunął lekko głowę zza beczki i zobaczył jak owi ludzie wchodzą do jakiegoś tunelu skrytego pod płaskim i dużym kamieniem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przed cmentarzem, noc 1 dnia bakis-ranu
Huskun klasnął w ręce nie posiadając się ze złośliwej satysfakcji, napluł z rozpędu na znieruchomiałe cielsko zombi. Nadnaturalna moc kapłana zwyciężyła nad magią nekromancji, płosząc ożywieńców tarasujących dotąd wejście na cmentarz.
Nie chcąc tracić ani chwili, zaklinacz złapał za rękaw reptilliońskiego grabarza.
- A tera biegiem! - krzyknął wskazując w głąb cmentarza - Może to nasza ostatnia szansa, nie lza jej zmarnować! Żwawo, otwierać bramiszcze!
Huskun klasnął w ręce nie posiadając się ze złośliwej satysfakcji, napluł z rozpędu na znieruchomiałe cielsko zombi. Nadnaturalna moc kapłana zwyciężyła nad magią nekromancji, płosząc ożywieńców tarasujących dotąd wejście na cmentarz.
Nie chcąc tracić ani chwili, zaklinacz złapał za rękaw reptilliońskiego grabarza.
- A tera biegiem! - krzyknął wskazując w głąb cmentarza - Może to nasza ostatnia szansa, nie lza jej zmarnować! Żwawo, otwierać bramiszcze!
Skoro martwiaki odpędzone, szarża na cmentarne wzgórze!
- Aha! Szykuje się jakaś akcja! - wymruczał gnom, sięgając do pokładów pamięci i na chwilę zamykając oczy.
Rzucam zaklęcie NIEWIDZIALNOŚĆ na siebie i idę za czarnymi kapturami. Btw rozumiem, że póki nikogo nie uderzę to czar się nie rozproszy.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Zaułek koło brany głównej Rotgan-kir, przed północą 1 dnia bakis-ranu
Wyciągnąwszy zza koszuli amulet gnom wcisnął się jeszcze głębiej za beczkę i uspokoiwszy umysł rzucił czar niewidzialności. Poczuł ja przez jego ciało przenika prąd energii magicznej, więc chyba się udało. Powoli i spokojnie ruszył w stronę wchodzącej do tunelu grupy. Staną w pobliżu ziejącej czernią jamy i patrzył jak znikają w niej kolejne postacie. Przestępując z nogo nagę gnom czekał, aż pojawi się jakaś luka aby samemu wśliznąć się do tunelu, bo jeżeli "czarni" opuszczą ten masywny kamień to on sam w życiu go nie podniesie. Tymczasem tunel z pewnością prowadził do osławionych labiryntów podziemi Rotgan-kir, i gnom nie wątpił, że któryś z korytarzy wyprowadzi go poza miasto.
Nagle do zaułka wszedł ktoś jeszcze i czarni czekali na jego podejście. Draya wykorzystał to i zsunął się na drabinkę. Nadchodzący niziutki osobnik i jego piskliwy głosił zdawał się mu znajomy, gdzieś już go widział. Maluch coś mówił podchodząc, ale Imaginerus zdołał usłyszeć jedynie końcówkę zdania wypowiadanego przez tego kędzierzawego hobbita.
- .... znajdzie was. Przygotujcie wszystko i czekajcie. Ja z chłopakami będę miał na oku tych co zostali. Spotkamy się rano tam gdzie zawsze.
Gnom musiał ruszyć dalej bo pozostali zaczęli ponownie schodzić po drabince.
Na dole stała już grupka z płonącymi pochodniami. Tunel okazał się jedynie prostym i nierozgałęzionym korytarzem z zabłoconą podłogą i wilgotna atmsfera. Więc gnom był zmuszony podążać razem z całą grupą, aż do jego końca. Koniec tymczasem uchodził w krzewie jeżyn w kępie leszczyn jakiegoś małego lasku. Imaginerus starał się zorientować gdzie jest, co też szybko mu się udało, bo miast było o rzut kamieniem od wyjścia z tunelu.
Grupa czarno ubranych postaci bez zastanawiania się ruszyła drogą prowadzącą na cmentarz. Gnom z mocnym biciem serc podążał za nimi, starając się iść na tyle spokojnie, aby nie zaburzyć działania czaru. Jedna w jego umyśle coraz mocniej zakwitała myśl, że owi czarni idą pozabijać jego przyjaciół.
Jednak cała grupka dotarłszy do miejsca gdzie droga opadała między dwa wzgórza rozpadła się i rozpoczęły się gorączkowe przygotowania.
Jeden z ludzi zaczął rozwieszać między drzewami rosnącymi po obu stronach drogi cieniutki i połyskujący w świetle księżyca drucik.
- Daj jeden niżej na tego goblina i krasnoludy i jeden wyżej na tego półolbrzyma - instruował go drugi człowiek.
W nocnej ciszy rozległ się dźwięk piłowanego drzewa i stukot siekier.
Wyciągnąwszy zza koszuli amulet gnom wcisnął się jeszcze głębiej za beczkę i uspokoiwszy umysł rzucił czar niewidzialności. Poczuł ja przez jego ciało przenika prąd energii magicznej, więc chyba się udało. Powoli i spokojnie ruszył w stronę wchodzącej do tunelu grupy. Staną w pobliżu ziejącej czernią jamy i patrzył jak znikają w niej kolejne postacie. Przestępując z nogo nagę gnom czekał, aż pojawi się jakaś luka aby samemu wśliznąć się do tunelu, bo jeżeli "czarni" opuszczą ten masywny kamień to on sam w życiu go nie podniesie. Tymczasem tunel z pewnością prowadził do osławionych labiryntów podziemi Rotgan-kir, i gnom nie wątpił, że któryś z korytarzy wyprowadzi go poza miasto.
Nagle do zaułka wszedł ktoś jeszcze i czarni czekali na jego podejście. Draya wykorzystał to i zsunął się na drabinkę. Nadchodzący niziutki osobnik i jego piskliwy głosił zdawał się mu znajomy, gdzieś już go widział. Maluch coś mówił podchodząc, ale Imaginerus zdołał usłyszeć jedynie końcówkę zdania wypowiadanego przez tego kędzierzawego hobbita.
- .... znajdzie was. Przygotujcie wszystko i czekajcie. Ja z chłopakami będę miał na oku tych co zostali. Spotkamy się rano tam gdzie zawsze.
Gnom musiał ruszyć dalej bo pozostali zaczęli ponownie schodzić po drabince.
Na dole stała już grupka z płonącymi pochodniami. Tunel okazał się jedynie prostym i nierozgałęzionym korytarzem z zabłoconą podłogą i wilgotna atmsfera. Więc gnom był zmuszony podążać razem z całą grupą, aż do jego końca. Koniec tymczasem uchodził w krzewie jeżyn w kępie leszczyn jakiegoś małego lasku. Imaginerus starał się zorientować gdzie jest, co też szybko mu się udało, bo miast było o rzut kamieniem od wyjścia z tunelu.
Grupa czarno ubranych postaci bez zastanawiania się ruszyła drogą prowadzącą na cmentarz. Gnom z mocnym biciem serc podążał za nimi, starając się iść na tyle spokojnie, aby nie zaburzyć działania czaru. Jedna w jego umyśle coraz mocniej zakwitała myśl, że owi czarni idą pozabijać jego przyjaciół.
Jednak cała grupka dotarłszy do miejsca gdzie droga opadała między dwa wzgórza rozpadła się i rozpoczęły się gorączkowe przygotowania.
Jeden z ludzi zaczął rozwieszać między drzewami rosnącymi po obu stronach drogi cieniutki i połyskujący w świetle księżyca drucik.
- Daj jeden niżej na tego goblina i krasnoludy i jeden wyżej na tego półolbrzyma - instruował go drugi człowiek.
W nocnej ciszy rozległ się dźwięk piłowanego drzewa i stukot siekier.
Rzucanie czaru niewidzialności. Rzut na UM 14 - udany. Odpisuję 2 UM. Aby czar działał nie można wykonywać czynności agresywnych i energicznych.