-Zacny tanie Gardugu, doszły nas wieści, że posiadasz nader zmyślny egzemplarz lemeona, początkowo nie dawaliśmy wiary. Więc postanowiliśmy sami sprawdzić.
-Jestem winny temu tu półolbrzymowi uratowanie życia, a on właśnie marzy o ujrzeniu lemeona, w jego stronach nie ma takowych, widział jakiegoś dzikiego, i od tego czasu, jeno o tym gada.
-Moglibyście, w swej łaskawości dać mu obejrzeć swego pupila, może , nawet dotknąć, coby nie gadał mi potem, że to iluzja była.
-Bo ów Barthur straszniście nieufny jest. Ja tan Balin proszę cię o to.
PBF - Boskie potyczki
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthur przecierał wciąż jeszcze piekący policzek. Jego początkowy plan aby nagadać bzdur orkowi spalił na panewce, bo komendant zdawał się całkiem dobrze w zwyczajach lemeonów, a sztuka zamknięta w kojcu była z pewnością jego oczkiem w głowie. Próba urwania ogona, bez dobrego fortelu to był pewny stryczek, a każde nierozważne słowo mogło go kosztować lanie pasami po dupie, bo tu lali w pysk za każde odezwanie. Olbrzym wolał się dwa razy zastanowić nim palnie coś głupiego. Po chwili ciszy:
- mus nam godoć widza jak myśliwiec z myśliwcem, choć wiem, że mnie nie równoć się z takim ekspertem. Żech już widzioł i polowoł różne bestyja, ale lemeon jeszcze nie. Piękna sztuka, niech mnie Pian kielichem zdzieli jak łże! A jak tresowany, to już w ogóle cud istny! Umie sam ogon zrzucoć na komynde?! - łowca miał nadzieję, że myśliwy okaże się też treserem i wpadnie w sidła zastawiane przez łowcę.
- Żech ubił już truposzczaki, bawołu, niedźwiedzia, wargów stado. Samojeden, tymi ryncoma! Miołech ci ja tyż kota Puszka szkolonego do walk z wilcami. Zajadły był jak demon piekielny, ale jak nos pewnego dnia wataha opadła, to jak godojo gdzie wilców kupa tam i kocur dupa. Pierun prawie wszysktie suki na śmierć zadropoł i już piszcząc szły precz, ale go basior największy z nienacka za kark capnął i musiał ja sam Puszkową stratę pomścić. Żech złapał wilca i zadusił jak szczenie, o tak! - Barthur pokazał wymownie jak złapał wilka i wysłał w inną sferę egzystencji:
- Tu nas właśnie zwabiły pogłoski, że w pobliżu Rotkan-Kir więcej lemeonów niźli jeno Wasz można znaleźć. Pewnikiem nie takie stroszne jak wosz, ale godom Wam panie komyndoncie, albo ogon urwe Waszemu albo Wam drugiego przyprowadza żywcem. - zażartował olbrzym uśmiechając się przyjaźnie.
- mus nam godoć widza jak myśliwiec z myśliwcem, choć wiem, że mnie nie równoć się z takim ekspertem. Żech już widzioł i polowoł różne bestyja, ale lemeon jeszcze nie. Piękna sztuka, niech mnie Pian kielichem zdzieli jak łże! A jak tresowany, to już w ogóle cud istny! Umie sam ogon zrzucoć na komynde?! - łowca miał nadzieję, że myśliwy okaże się też treserem i wpadnie w sidła zastawiane przez łowcę.
- Żech ubił już truposzczaki, bawołu, niedźwiedzia, wargów stado. Samojeden, tymi ryncoma! Miołech ci ja tyż kota Puszka szkolonego do walk z wilcami. Zajadły był jak demon piekielny, ale jak nos pewnego dnia wataha opadła, to jak godojo gdzie wilców kupa tam i kocur dupa. Pierun prawie wszysktie suki na śmierć zadropoł i już piszcząc szły precz, ale go basior największy z nienacka za kark capnął i musiał ja sam Puszkową stratę pomścić. Żech złapał wilca i zadusił jak szczenie, o tak! - Barthur pokazał wymownie jak złapał wilka i wysłał w inną sferę egzystencji:
- Tu nas właśnie zwabiły pogłoski, że w pobliżu Rotkan-Kir więcej lemeonów niźli jeno Wasz można znaleźć. Pewnikiem nie takie stroszne jak wosz, ale godom Wam panie komyndoncie, albo ogon urwe Waszemu albo Wam drugiego przyprowadza żywcem. - zażartował olbrzym uśmiechając się przyjaźnie.
Ostatnio zmieniony 23 marca 2014, 11:17 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
- Moździerz! - niemal krzyknął gnom, upijając łyk drugiego piwa. Rozmowa Huskuna z rycerzami i paladynami szybko go znudziła; acz Drayaharus musiał przyznać, że jak na goblina, to Huskun nieźle sobie poradził, przez co niemal na śmierć zapomniał o swoim kolejnym zadaniu, jakim obiecał się zająć.
- Mości panowie wybaczą, muszę wyjść w interesach - skłonił się i opuścił karczmę, wychodząc na ulicę, na której zapadał już zmierzch.
- Mości panowie wybaczą, muszę wyjść w interesach - skłonił się i opuścił karczmę, wychodząc na ulicę, na której zapadał już zmierzch.
Idę najpierw do domu alchemika poszukać tego moździerza. Na miejscu zobaczę co dalej.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Garnizon orków katańskich, zmierzch 1 dnia bakis-ranu
Gardug niecierpliwie wysłuchał Balina, a w połowie wypowiedzi Barthura wszedł mu w słowo, zirytowany jego nietypowym dialektem.
- Lemeony to zadziwiające stworzenia, potrafią przybrać barwę otoczenia stając się niemal niewidzialnymi. Tak samo jak wszechobecni słudzy Imperium. Czekają aż ofiara znajdzie się w zasięgu ich paszczy i atakują z szybkością błyskawicy. Ofiara nawet nie wie co ją zabiło. Czy to nie fascynujące? Mojego Groma tresuję od samego pisklaka. Potrafi złapał dwadzieścia dorszy w godzinę. Jest zdyscyplinowany i zorganizowany jak katański legion. Niezawodny i zabójczo precyzyjny. Widzieliście kiedyś lemeona z bliska? Mało kto widział, bo jak już powiedziałem gdy chcą to są praktycznie niewidzialne. Chodźcie pokażę wam.
Garduk stanął prze kojcem i rzucił jaszczurowi rybę, który tamten pożarł dopiero na dany znak.
- Dotychczas uchodziły za całkowicie dziki i nieujarzmiane zwierzęta. Ale Uruk-hai potrafią wytresować każdego jaszczura. Czy on chodzi na dwóch czy na czterech nogach - to nie ważne. Dyscyplina i krwawa konsekwencja to droga do posłuszeństwa. Napatrzcie się na niego, bo nigdzie indziej takiego nie zobaczycie. Murtonowi zanieście odpowiedź odmowną, żołnierze są od walki, a nie od szwendania się po rynsztokach - powiedział setnik i wrócił do budynku.
Gardug niecierpliwie wysłuchał Balina, a w połowie wypowiedzi Barthura wszedł mu w słowo, zirytowany jego nietypowym dialektem.
- Lemeony to zadziwiające stworzenia, potrafią przybrać barwę otoczenia stając się niemal niewidzialnymi. Tak samo jak wszechobecni słudzy Imperium. Czekają aż ofiara znajdzie się w zasięgu ich paszczy i atakują z szybkością błyskawicy. Ofiara nawet nie wie co ją zabiło. Czy to nie fascynujące? Mojego Groma tresuję od samego pisklaka. Potrafi złapał dwadzieścia dorszy w godzinę. Jest zdyscyplinowany i zorganizowany jak katański legion. Niezawodny i zabójczo precyzyjny. Widzieliście kiedyś lemeona z bliska? Mało kto widział, bo jak już powiedziałem gdy chcą to są praktycznie niewidzialne. Chodźcie pokażę wam.
Garduk stanął prze kojcem i rzucił jaszczurowi rybę, który tamten pożarł dopiero na dany znak.
- Dotychczas uchodziły za całkowicie dziki i nieujarzmiane zwierzęta. Ale Uruk-hai potrafią wytresować każdego jaszczura. Czy on chodzi na dwóch czy na czterech nogach - to nie ważne. Dyscyplina i krwawa konsekwencja to droga do posłuszeństwa. Napatrzcie się na niego, bo nigdzie indziej takiego nie zobaczycie. Murtonowi zanieście odpowiedź odmowną, żołnierze są od walki, a nie od szwendania się po rynsztokach - powiedział setnik i wrócił do budynku.
Zostaliście sam na sam z lemeonem, zamkniętym w kojcu. Kojec zamyka jednie skobelek.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Jedna z ulic w Rotgan-kir, zmierzch 1 dnia bakis-ranu
Drayaharus wyszedł z karczmy zmierzając do domu alchemika. Miał zamiar znaleźć ukryty platynowy moździerz. Czasami mu się wydawało, że tylko on pracuje w całej drużynie. Tak to dola Imaginerusa.
W pewnej chwili gnom zauważył kilka niepokojących zjawisk. Niemal każdy inny mieszkaniec by je zignorował, ale Drayaharus był iluzjonistą. A to zmieniało wszystko!
Po pierwsze idąc usłyszał brzęk przewróconej butelki, ale gdy się obejrzał dostrzegł jedynie turlające się naczynie, następnie szmer szybko stawianych kroków z miejsca gdzie nikt nie szedł. Inni zrzuciliby to na karby silnego wiatru i echa, być może zrobiłby tak Imaginerus, bo pogoda była iści jakby ktoś się powiesił.
Jednak gdy z jednego zaułka wybiegł stary wyliniały kot, który w połowie drogi bez powodu skulił się i zaczął syczeć prezentując kły w stronę gdzie nikogo nie było, Imaginerus był już niemal pewien. Podążał za nim ktoś skryty pod płaszczem niewidzialności...
Drayaharus wyszedł z karczmy zmierzając do domu alchemika. Miał zamiar znaleźć ukryty platynowy moździerz. Czasami mu się wydawało, że tylko on pracuje w całej drużynie. Tak to dola Imaginerusa.
W pewnej chwili gnom zauważył kilka niepokojących zjawisk. Niemal każdy inny mieszkaniec by je zignorował, ale Drayaharus był iluzjonistą. A to zmieniało wszystko!
Po pierwsze idąc usłyszał brzęk przewróconej butelki, ale gdy się obejrzał dostrzegł jedynie turlające się naczynie, następnie szmer szybko stawianych kroków z miejsca gdzie nikt nie szedł. Inni zrzuciliby to na karby silnego wiatru i echa, być może zrobiłby tak Imaginerus, bo pogoda była iści jakby ktoś się powiesił.
Jednak gdy z jednego zaułka wybiegł stary wyliniały kot, który w połowie drogi bez powodu skulił się i zaczął syczeć prezentując kły w stronę gdzie nikogo nie było, Imaginerus był już niemal pewien. Podążał za nim ktoś skryty pod płaszczem niewidzialności...