PBF - Skarb Acheronu - Conan na Fate

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 11 marca 2014, 13:48

Działacie coś jeszcze w Asgalunie czy ruszamy na morze?.
Malia się przebierze za faceta, Ufilio ją przekonał.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 11 marca 2014, 16:40

Chyba wszystko, ruszajmy na ten piękny rejs;).
Ostatnio zmieniony 11 marca 2014, 17:09 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 11 marca 2014, 18:01

Statek, podróż do Khemi

Nabywszy towary, po 2 dniach ruszyliście. Okazało się, że Vanko najął 2 najemników w turbanach, jest także przy nim Vasquez, tym samym 3 ochroniarzy strzeże księcia Vanko. Ufilio najął 30 weteranów. Licząc waszych ludzi i was samych macie jakichś 20 zbrojnych. Druss jako znający się co nieco na żeglowaniu, pomagał marynarzom i kręcił się po pokładzie.
Tymczasem na morzu.
Północny wiatr wydymał oba trójkątne żagle Tygrysa Morskiego, który dziarsko pruł dziobem leniwe fale. Wulfrede stale baczył na wychylenie rei i napięcie lin. Czasami żagle zwisały prawie płasko, innym razem wybrzuszały się potężnie, grożąc zerwaniem.
Była pełnia żeglarskiego sezonu, tak więc na horyzoncie często pojawiały się inne statki. Od czasu do czasu jakiś okręt podpływał bliżej, ale widok smukłego, kojarzącego się z korsarstwem kadłuba powodował, że intruz ruszał na poszukiwanie innego towarzystwa.
Margrabia był zadowolony ze statku i sposobu, w jaki nim dowodzono. Chociaż nie wchodził w skład załogi, łapał za liny czy ciężki kabestan, gdy była taka potrzeba. Marynarze widząc siłę Drussa, równą mocy kilku ludzi, głośno wyrażali zdumienie. Paru majtków złościło się tymi pokazami, a przede wszystkim podobny do małpy Umu. Szczycił się swoją krzepą i wykorzystywał ją do tyranizowania innych. Chociaż na statku nie było innych oficerów poza kapitanem, Umu sam ustanowił się głową załogi. Dlatego wściekało go zachowanie Drussa. Cymmerianin był świadom tej niechęci, dotąd jednak marynarz nie wyzwał go otwarcie.

Wzbudziło to podejrzenia Drussa. Nie chodziło o to, że mężczyzna uważał go za rywala, w Cymmerii było to normalne. W dzikim, niezdyscyplinowanym świecie bandytów, piratów i najemników silniejszy dominuje nad słabszym, a najsilniejszy zawsze musi podejmować wyzwania innych. Druss spodziewał się walki z Umu przed upływem trzeciego dnia na morzu, jednak marynarz piorunował go jedynie wzrokiem. Cymmerianin wiedział, że to nie lęk powstrzymuje marynarza. Musiało kierować nim coś innego.

- O czym tak dumasz, Cymeryjczyku? - zapytała Malia. Wyłoniła się ze swej malutkiej kabiny w męskim przebraniu - Morze jest niebezpiecznym i niepewnym miejscem, powiedział Druss. - Widzisz te chmury na południu? - Wskazał ledwo widoczną smugę nad horyzontem.
- Widzę. Według mnie wyglądają niewinnie.
- Według ciebie, być może, ale mogą zapowiadać sztorm, który dopędzi nas z szybkością atakującego tygrysa. Na morzu nikt nie jest niczego pewny.
Zaśmiała się.
- Drussie, jesteś tak ponury, jak nasz kapitan wesoły. - Skinęła głową w kierunku Vanira, który stał na śródokręciu i wesoło pokrzykując na marynarzy, kierował zmianą ustawienia żagli. - Springald powiedział mi, że Cymmerianie to ponuracy o zmiennym usposobieniu, Vanirowie zaś są dzicy i weseli zarazem.

- Wiedza Springalda o wielu sprawach pochodzi z książek - rzekł Cymerianin. - Vanirowie są wesołym ludem, zgodzę się z tym, i nigdy nie są tak radośni, jak podczas torturowania jeńców, wypalania wiosek do gołej ziemi, porywania cymmeriańskich kobiet i dzieci oraz zakuwania ich w łańcuchy. Aesirowie mają podobne poczucie humoru. Nigdy nie poznasz prawdziwej radości, póki nie ujrzysz walki między tymi ludami. Potrafią ryczeć ze śmiechu, gdy przeciwnik odrąbuje im nogę.
- Twoi pobratymcy z północy są barbarzyńcami. Cywilizowani ludzie traktują walkę poważniej.

- Jednak sądząc z twojego wyglądu, wydaje mi się, że Północ nie jest ci tak bardzo obca pani. W twoim głosie nie ma śladu obcego akcentu, lecz twarz i karnacja zdradzają, iż pochodzisz z Hyperborei.
- Moja matka była szlachetną panią z tego kraju. Jej ojciec wysłał ją na brythuńskie pogranicze, gdzie wychowywała się w domu wielmoży, z którym pragnął zawrzeć przymierze. Syn owego wielmoży był moim ojcem, ale nie pamiętam go. Zginął, gdy dwadzieścia lat temu Nemedyjczycy napadli na Brythunię. Matkę i mnie zabrano do Belverusu, gdzie została nałożnicą jednego z nemedyjskich generałów. Zmarła w czasie zarazy pięć lat temu. Kiedy poprosił o mnie przystojny młody kapitan najemników, Nemedyjczyk odprawił mnie z zadowoleniem, bo jego żona stała się zazdrosna o moją urodę. Ten najemnik to Marandos, brat Ulfila, i chciał mnie nie jako kochankę, ale jako żonę. Byliśmy szczęśliwi przez trzy lata, zanim wrócił do domu.

Nie była to niezwykła historia. W niespokojnych czasach los krył w zanadrzu przykre niespodzianki nawet dla dobrze urodzonych. Kobiety i młodsi synowie od ludzi z innych sfer różnili się jedynie dumą z pochodzenia, poza nią nie mieli prawie nic.

- A jednak rzucił cię i udał się w podróż na południe, aż za Kush - powiedział niezbyt uprzejmie Druss. Nie chciał, żeby zabrzmiało to tak brutalnie.
- On mnie nie rzucił. Zamierzał w ten sposób podreperować nasz majątek. On...
- Malia, przerwał jej cicho Ulfilo, który wyłonił się spod pokładu. - Wynajęliśmy Drussa i jego towarzyszy jako ochronę. Jeśli potrzebujesz powiernika, zwróć się do kogoś innego. Springald bardziej nadaje się do tej roli niż obecny tutaj Cymmerianin.
Spojrzała na niego ze złością.
- Jesteś jedynie moim szwagrem, nie strażnikiem. Będę rozmawiać, z kim przyjdzie mi ochota!
- Pozostajesz pod moją opieką, dopóki nie spotkasz się ze swoim mężem, a moim bratem.
Przez chwilę patrzyła na niego z ukosa, a potem odeszła bez słowa.
- Nie interesuj się sprawami mojej rodziny - oświadczył kategorycznie Ulfilo.
Druss wzruszył ramionami.
- Możesz ufać mi albo nie, jak sobie życzysz, ale być może przed końcem podróży będziesz potrzebował przyjaciół, margrabio.
- Co przez to rozumiesz?

Druss skinął w stronę śródokręcia.
- Myślę, że niektórzy z nich zostali na statku w nadziei, że ta ekspedycja ma na celu coś więcej, niż tylko odnalezienie twojego brata. Według nich miłość braterska czy nawet małżeńska nie wystarczy, by zdobyć się na tego rodzaju poświęcenie. Szlachcic opuszczający swoją ziemię i podróżujący przez pół świata jedynie w towarzystwie kobiety i nauczyciela to coś, co wykracza poza ich zdolność pojmowania. Przyznam, że nawet ja byłbym zdziwiony, gdybyś mnie nie wynajął do poszukiwań. Mnie tam wystarcza takie wyjaśnienie, nie jestem podejrzliwym człowiekiem.

Ulfilo zacisnął mocno usta. Drusowi wydawało się, że mina szlachcica wyraża nie tylko gniew, ale także zakłopotanie człowieka z natury otwartego, który jest zmuszony do udzielania wymijających odpowiedzi.
- Myślisz, że te psy mogą nam zagrozić? - wysyczał w końcu Ulfilo.
- Możemy znaleźć się w sytuacji od niebezpiecznej po beznadziejną, w zależności od tego, iłu przeciw nam wystąpi. Nie zrobią nic, póki nie będzie się to im opłacać.
- Dowiesz się więcej, kiedy dotrzemy do Wybrzeża Kości - obiecał Ulfilo. - Na razie wyjawienie czegokolwiek nie jest możliwe.
- Jak chcesz. Ale gdy przez te niedomówienia znajdziemy się w tarapatach, tylko siebie będziesz mógł winić.
Jak tam pozostali, też się uczą żeglarstwa? To dopiero pierwszy dzień podróży.
Ostatnio zmieniony 26 marca 2014, 11:33 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 11 marca 2014, 18:28

Zorian ogłosił czas musztry. Doskonale wiedział, że nuda jest największym przeciwnikiem człowieka na morzu. Gdy najemnicy się nudzą, głupie rzeczy przychodzą im do głowy. Wybrał więc miejsce na dziobie statku, gdzie niewielu było marynarzy i postanowił ćwiczyć z najemnikami pozycje obronne.

- Trzymać szyk! Włócznie opierajcie na tarczy, prawa noga do przodu, lewa do tyłu! Zapieracie się z całych sił tak, jakby miała na was runąć ściana! - krzyczał Zorian podchodząc do ściany tarczy i kopiąc podeszwą buta w losowe tarcze. - Każdy osłania siebie i towarzysza z lewej! Pamiętajcie, im większą przeciwnik ma broń, tym więcej miejsca potrzebuje do zamachu nią! Wtedy jest was dwóch, trzech na jednego, a to oznacza, że wy żyjecie, a on ginie! - kontynuował, przechadzając się z prawej do lewej. - Za wami stoją łucznicy! Gdy wróg jest w odległości powyżej trzydziestu kroków, wy - wskazał na włóczników - klękacie, wy - na łuczników - strzelacie do tych, co są najbliżej, albo do wrogich strzelców. Kiedy wróg się zbliża: stoicie murem, a łucznicy prowadzą ostrzał do góry, lub z flanki. Żadnego kurwa strzelania przez głowy tych z przodu!
Prowadzę musztrę i ćwiczenia bojowe, w tym ćwiczenia z użyciem własnej masy, jak pompki, przysiady, brzuszki, poza tym popijam winko z Vanko i najemnikami, starając się z nimi zakumplować. Marynarze i ogólnie żegluga mnie nie interesowywwuje.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time