PBF - Skarb Acheronu - Conan na Fate

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 26 lutego 2014, 20:07

Hm to zależy od tego w jakim stanie jesteśmy poharatani po walce, zakładam że ranny mamy całkiem poważne więc może lepiej puścić ich póki co wolno. Czy Chen nadal wykrywa wrogą magię, czy ta zniknęła po zabiciu naszych przeciwników? Co z ich ciałami(bo nie zdziwiłbym się jakby zniknęły albo jakoś się zmieniły)? Ewentualnie jak się nie zmieniły to pozostaje pytanie czy ich grabimy;)?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 26 lutego 2014, 21:17

Oni się zmienili, w tym sensie, ze się skurczyli i zaczynają cuchnąć, to nienaturalne. Chen Shu wyczuwa złą magię ale dużo słabszą niż przed pojedynkiem.
Ich broń i zbroje ulegają jakby bardzo szybkiej korozji jak od kwasu.
Przywódca karawany che odjechać.
Ty akurat Waylander masz 2 rany lekkie, zaraz po pojedynku to niebezpiecznie nową walkę wszczynać. Tamtych jest około 200.
2 lekkie 48 godzin potrzebujesz by się ich pozbyć. Co robicie?
Ostatnio zmieniony 26 lutego 2014, 23:48 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Procjon
Reactions:
Posty: 1090
Rejestracja: 22 lutego 2012, 14:38

Post autor: Procjon » 26 lutego 2014, 23:41

- Zakopmy te ciała razem z bronią i przywalmy kamieniami, coś mi tu od nich śmierdzi, dosłownie i w przenośni.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 27 lutego 2014, 11:05

Sobowtór rzucił się do ataku na Zoriana. Zamierzał zamachnąć się i uderzyć z góry na skos, ulubionym sposobem akwilończyka. Zorian przewidział ten ruch, doskoczył więc do przodu i czubem buta z całej siły załadował fałszywego w jaja.

- A masz, brzydalu! - krzyknął, po czym przygotował się do uderzenia kantem tarczy. Niestety, demon wyczuł co się święci i odsunął się, siekąc mieczem miejsce, w którym przed chwilą stał najemnik.

Demon zawył i wyprowadził pchnięcie, celując w serce wojaka, potykajac się przy tym o własne nogi. Zorian natychmiast to wykorzystał, okręcajac się o 180 stopni i uderzając kantem tarczy w głowę przeciwnika, który poturlał się po piasku i błyskawicznie się podniósł.

- Szybki jest, skubany... - mruknął akwilończyk, kręcąc młynka mieczem. Parę kolejnych starć skończyło się remisem. Szybkość demona nie pozwalała Zorianowi dobrze uderzyć, zaś stary wojak nie dał się łatwo drasnąć.

Kolejna runda walki była dla najemnika dosyć bolesna. Nieco zmęczony nie zdążył się uchylić i zebrał cięcie mieczem w lewą rękę. Wściekły Zorian zaatakował ze zdwojoną furią. Pod gradobiciem pchnięć i zamachów demon w końcu musiał uznać wyższość swojego pierwowzoru. Ranny już nie był taki szybki, co cwany lis Zorian wykorzystał. Wiedząc, że reszta karawany przygląda się ich starciom, postanowił jeszcze wzmocnić swoją pozycję, przez spektakularny cios. Zaszarżował na sobowtóra i przerzucając go tarczą na drugą stronę, dobił go, wbijając miecz prosto pomiędzy ślepia bestii.

- Tak kończą frajerzy!!! - zawył, wznosząc miecz i tarczę do góry. Poczuł, jak ciepła krew spływa mu po ciele, więc dyskretnie zszedł z pola bitwy by opatrzyć rany. Nawet nie patrzył na swoich towarzyszy; doskonale wiedział, że te stare wygi nie dadzą się łatwo zabić.

***

- Ruszajmy - mruknął, gdy skończył bandażować ramię. - Szkoda naszych ludzi na niepotrzebną walkę, a i profity z niej małe.
Jestem za tym, by jechać dalej.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 27 lutego 2014, 14:28

Później zamieszczę tu opis walki
Spoiler!
Oczy nieznajomego świeciły dziwnym, pustym blaskiem. Vanko niby nierozważnie poluzował nieco chwyt na sejmitarze kręcąc młynka. Zazwyczaj ta sztuczka działała, by sprowokować wroga do ataku, Drugie ostrze było gotowe do zadania śmiertelnego ciosu.

Jednak ten przeciwnik był diablo szybki. Niczym grom raził zamorańczyka podstępnym pchnięciem w bok, zaskoczony szermierz w sotatniej chwili usunął się, lecz ostrze przeciwnika i tak zasmakowało krwi. Ciął więc na odlew, nie licząc na trafienie, wró odskoczył do tyłu.

Zwinny niczym puma.. -pomyślał Vanko obserwując uważniej ruchy obcego. Raz jeszcze pozwolił wyprowadzić mu cios, w ostatniej chwili ruszając ku nieu, by skrócić dystans. Ostrza mężczyzn zwarły się i zanuciły iskrzącą nutą. Przez chwilę wojownicy siłowali się przechylając ostrza raz w jednym, raz w drugim kierunku. Szukali swych gardeł i nieosłoniętych miejsc szarpiąc się i przeciągając.

Silniejszy zdawałoby się Vanko odrzucił wroga. Ten ciął na odlew, podobnie jak wcześniej uczynił to zamorańczyk ponownie smakując końcem sztycha krwi. Vanko natarł zdecydowanie odtrącając jego ostrze, ciął pod ramieniem, krótkim szybkim ruchem. Przez moment zawahał się, czy odstąpić, czy też iść za ciosem. Nieznajomy wyczuł to tnąc nisko.

Błąd Vanka mógł przybrać drastyczną daninę krwi, w ostatniej chwili odchylił głowę. Struga krwi, która trysnęła z nowej rany wzbudziła w nim nową falę adrenaliny. Ciął na odlew, byleby odskoczyć od wroga.

Niesiony nową ekscytacją i ołowianym zapachem świeżego rozcięcia natarł na sobowtóra. Tenże zaskoczony impetem przyjął dwa kolejne cięcia na tors. Ku zdziwieniu Vanka nie stracił jednak rytmu wykonując niecelną na szczęście ripostę.

Również cios Vanka nie dosięgnął celu. Walka przedłużała się, a obcy nie okazywał zmęczenia. Działa tu jakaś zła magia- pomyślał Vanko.

Skoczyli ku sobie niemalże równocześnie. Obcy znów zdawał się naśladować ciosy zamorańczyka, był w tym jednak krztynę szybszy toteż cios jego okazał się głębszy niż rana zadana przez Vanka.

Ponownie zwarli się ciasno chwytając i wywijając z wzajemnych uchwytów, lecz tym razem zamorańczyk poczuł wyraźnie jedyną chyba swoją w tym starciu przewagę, był wszak odrobinę silniejszy od oponenta. Walka w zwarciu dawała mu przewagę, mimo bolesnych cięć i zdradzieckich sztychów intuicja podpowiadała mu, by pozostawać blisko.

Okrawwione ostrza rozrzucały strużki z kolejnych zranień. Wreszcie Vanko poczuł, że sejmitar jego zasmakował nieco więcej zagłębiając się poniżej ramienia czerwonookiego. Wróg uniósł swój oręż wykrzywiając twarz w bolesnym grymasie. Vanko czekał na ten moment, wykręcił jego rękę obracając przeciwnika i przeciągnął drugim ostrzem po jego szyi. Napastnik zaharczał coś niezorumiale. Czerwony blask jego oczu zamigotał, wreszcie runął jak długo na ziemię. Vanko dla pewności przybił go sejmitarem do ziemi nieufny naturze przeciwnika.

Po chwili wyciągnął ostrze, unosząc je ku górze i zaryczał zwycięsko.

Spalmy to ścierwo.. -rzucił Vanko z pogardą spoglądając na truchła pokonanych wrogów.
Ostatnio zmieniony 04 marca 2014, 08:50 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 27 lutego 2014, 14:54

Bandyci rozpierzchli się szybko po śmierci swoich demonicznych panów.