PBF - Skarb Acheronu - Conan na Fate
Hm to zależy od tego w jakim stanie jesteśmy poharatani po walce, zakładam że ranny mamy całkiem poważne więc może lepiej puścić ich póki co wolno. Czy Chen nadal wykrywa wrogą magię, czy ta zniknęła po zabiciu naszych przeciwników? Co z ich ciałami(bo nie zdziwiłbym się jakby zniknęły albo jakoś się zmieniły)? Ewentualnie jak się nie zmieniły to pozostaje pytanie czy ich grabimy;)?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Oni się zmienili, w tym sensie, ze się skurczyli i zaczynają cuchnąć, to nienaturalne. Chen Shu wyczuwa złą magię ale dużo słabszą niż przed pojedynkiem.
Ich broń i zbroje ulegają jakby bardzo szybkiej korozji jak od kwasu.
Przywódca karawany che odjechać.
Ich broń i zbroje ulegają jakby bardzo szybkiej korozji jak od kwasu.
Przywódca karawany che odjechać.
Ty akurat Waylander masz 2 rany lekkie, zaraz po pojedynku to niebezpiecznie nową walkę wszczynać. Tamtych jest około 200.
2 lekkie 48 godzin potrzebujesz by się ich pozbyć. Co robicie?
2 lekkie 48 godzin potrzebujesz by się ich pozbyć. Co robicie?
Ostatnio zmieniony 26 lutego 2014, 23:48 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Sobowtór rzucił się do ataku na Zoriana. Zamierzał zamachnąć się i uderzyć z góry na skos, ulubionym sposobem akwilończyka. Zorian przewidział ten ruch, doskoczył więc do przodu i czubem buta z całej siły załadował fałszywego w jaja.
- A masz, brzydalu! - krzyknął, po czym przygotował się do uderzenia kantem tarczy. Niestety, demon wyczuł co się święci i odsunął się, siekąc mieczem miejsce, w którym przed chwilą stał najemnik.
Demon zawył i wyprowadził pchnięcie, celując w serce wojaka, potykajac się przy tym o własne nogi. Zorian natychmiast to wykorzystał, okręcajac się o 180 stopni i uderzając kantem tarczy w głowę przeciwnika, który poturlał się po piasku i błyskawicznie się podniósł.
- Szybki jest, skubany... - mruknął akwilończyk, kręcąc młynka mieczem. Parę kolejnych starć skończyło się remisem. Szybkość demona nie pozwalała Zorianowi dobrze uderzyć, zaś stary wojak nie dał się łatwo drasnąć.
Kolejna runda walki była dla najemnika dosyć bolesna. Nieco zmęczony nie zdążył się uchylić i zebrał cięcie mieczem w lewą rękę. Wściekły Zorian zaatakował ze zdwojoną furią. Pod gradobiciem pchnięć i zamachów demon w końcu musiał uznać wyższość swojego pierwowzoru. Ranny już nie był taki szybki, co cwany lis Zorian wykorzystał. Wiedząc, że reszta karawany przygląda się ich starciom, postanowił jeszcze wzmocnić swoją pozycję, przez spektakularny cios. Zaszarżował na sobowtóra i przerzucając go tarczą na drugą stronę, dobił go, wbijając miecz prosto pomiędzy ślepia bestii.
- Tak kończą frajerzy!!! - zawył, wznosząc miecz i tarczę do góry. Poczuł, jak ciepła krew spływa mu po ciele, więc dyskretnie zszedł z pola bitwy by opatrzyć rany. Nawet nie patrzył na swoich towarzyszy; doskonale wiedział, że te stare wygi nie dadzą się łatwo zabić.
***
- Ruszajmy - mruknął, gdy skończył bandażować ramię. - Szkoda naszych ludzi na niepotrzebną walkę, a i profity z niej małe.
- A masz, brzydalu! - krzyknął, po czym przygotował się do uderzenia kantem tarczy. Niestety, demon wyczuł co się święci i odsunął się, siekąc mieczem miejsce, w którym przed chwilą stał najemnik.
Demon zawył i wyprowadził pchnięcie, celując w serce wojaka, potykajac się przy tym o własne nogi. Zorian natychmiast to wykorzystał, okręcajac się o 180 stopni i uderzając kantem tarczy w głowę przeciwnika, który poturlał się po piasku i błyskawicznie się podniósł.
- Szybki jest, skubany... - mruknął akwilończyk, kręcąc młynka mieczem. Parę kolejnych starć skończyło się remisem. Szybkość demona nie pozwalała Zorianowi dobrze uderzyć, zaś stary wojak nie dał się łatwo drasnąć.
Kolejna runda walki była dla najemnika dosyć bolesna. Nieco zmęczony nie zdążył się uchylić i zebrał cięcie mieczem w lewą rękę. Wściekły Zorian zaatakował ze zdwojoną furią. Pod gradobiciem pchnięć i zamachów demon w końcu musiał uznać wyższość swojego pierwowzoru. Ranny już nie był taki szybki, co cwany lis Zorian wykorzystał. Wiedząc, że reszta karawany przygląda się ich starciom, postanowił jeszcze wzmocnić swoją pozycję, przez spektakularny cios. Zaszarżował na sobowtóra i przerzucając go tarczą na drugą stronę, dobił go, wbijając miecz prosto pomiędzy ślepia bestii.
- Tak kończą frajerzy!!! - zawył, wznosząc miecz i tarczę do góry. Poczuł, jak ciepła krew spływa mu po ciele, więc dyskretnie zszedł z pola bitwy by opatrzyć rany. Nawet nie patrzył na swoich towarzyszy; doskonale wiedział, że te stare wygi nie dadzą się łatwo zabić.
***
- Ruszajmy - mruknął, gdy skończył bandażować ramię. - Szkoda naszych ludzi na niepotrzebną walkę, a i profity z niej małe.
Jestem za tym, by jechać dalej.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)