Zacznijmy od Orofara, z wąpierzem z nami walczył.
PBF - Boskie potyczki
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zależy, w jakim świetle chcemy się paladynom przedstawić. Jeśli tylko jako grupa dbająca o "dobro" w mieście, Orofara już mamy po swojej stronie, a pozostałych musimy pozyskać gładkimi słówkami.
Lecz możemy odkryć karty do końca i zdemaskować się przed nimi jako wysłannicy Nieulękłych. Paladyni to obsesyjnie honorowi rycerze, zobowiązani do zachowania tajemnicy słowem honoru nigdy nas nie wydadzą nawet, gdyby nie zechcieli się do nas przyłączyć. Huskun gotów jest użyć własnego amuletu, by przenieść do zamku-bazy Arehala Cnotliwego, bo to asterianin, ten po takiej wycieczce będzie nam jadł z ręki bez kwiknięcia!
Lecz możemy odkryć karty do końca i zdemaskować się przed nimi jako wysłannicy Nieulękłych. Paladyni to obsesyjnie honorowi rycerze, zobowiązani do zachowania tajemnicy słowem honoru nigdy nas nie wydadzą nawet, gdyby nie zechcieli się do nas przyłączyć. Huskun gotów jest użyć własnego amuletu, by przenieść do zamku-bazy Arehala Cnotliwego, bo to asterianin, ten po takiej wycieczce będzie nam jadł z ręki bez kwiknięcia!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
"Rezolutny goblin", 40 dzień kepon-ranu, południe
Po rozpakowaniu prezentu od pracodawców, pokrzepieni takim wsparciem Nieulękli powrócili do spraw Rotgan-kir. Bazookh zawołał zalewającego smutki mocną gorzałką gnomiego alchemika. Wizyta u straży miejskich nie wiele dała. Jedyne co dało się załatwić to wzmożone patrole. Ot, oddział staży miał od czasu do czasu zaglądać do jego domu. Sprawdzać czy jeszcze stoi. Ponoć tak wielki ruch jaki panował w mieście, niepokoje, ataki monstrów, tak zajmowały straż miejską, że już na nic innego nie było czasu i możliwości.
Gnom przyczłapał chwiejąc się na krótkich nóżkach i usiadł przy stole. Krasnolud położył na stół pakunek oraz świeżo przepisaną recepturę eliksiru Elissy, a dokładniej rzecz ujmując zaledwie jej połowę.
Pakunek pokrywała gruba warstwa kurzu, którą Bazookh usuną mocnym dmuchnięciem tworząc wywołującą kaszel chmurkę.
- Wraz z Gusłkiem udało nam się ocalić recepturę tego eiksiru. Niestety tylko część. Gurgo twierdzi, że to połowa - zaczął Bazookh - ta elfka musiała mieć dziwne pojęcie o alchemii bo pisała jak potłuczona. Zresztą posłuchajcie to mój przekład z elfickiego orginału:
[center]ETAP 1[/center]
[center]
Weź cztery liście Rustan, zebrane podczas pełni księżyca
Wysusz je i zmiel w platynowym moździerzu
Sporządź wywar z krwi ofiary likantropii, pobranej z żyły lewej ręki
Zmieszaj zmielony Rustan z wywarem, wymawiając formułę
Dosypując szczyptę proszeku przy każdym wersie:[/center]
[center]"Niech klątwa krew opuści,
Niech uwolni ją z czeluści,
Związana światłem miesiąca
Rustan moc jej wytrąca"[/center]
Nie omieszkajcie cały czas mieszać krwi kryształową łyżką
Czterokrotnie w stronę przeciwną niż krąży Eon
Ostudzony nawar musi zmienić kolor na czarny
[center]
Etap 2[/center]
[center]Zmiel świeży plaster ogona lemeona z łuską czerwonego węża
Proszek wsyp do sakiewki ze skóry krasnoluda i zakop na dwie noce,
W ziemi poświęconej przez druidów, pod gwieździstym krzewem
Proszek nabierze barwy młodych kaczeńców.[/center]
- wyrecytował Bazookh.
- Tutaj natomiast mam pakunek od Frakiego, gdzie zaopatrywała się Elissa. Tego zamówienia nie odebrała, bo wcześniej znikła bez śladu. Jakieś pięćdziesiąt lat temu. Ponoć przed samym użyciem powyższego eliksiru.
Bazookh wyciągnął nóż i przeciął postronki związujące pakunek. Rozwinął skórę i wyciągnął jej zawartość. Podnosił po kolej kilka przedmiotów.
Pierwszym była para srebrnych bransolet, bez zbytnik zdobień. Kolejnymi były sakiewki z ziołami. Wyciągane zioła oglądał i identyfikował gnom. Tłuste ziele i ziele Gramma. Cokolwiek było w dwóch pozostałych sakiewkach już wiele lat temu uległo całkowitej destrukcji i pozostał jedynie pył.
- Jeżeli natomiast idzie o resztę receptury, to nasz poczciwy gnom wie gdzie ja znaleźć, ale nie che podzielić się z nami tą wiedzą bezinteresownie.
Gnom smutno pokiwał głową i wzruszył ramionami, że na taki stan rzeczy nic nie może poradzić.
Jednak głowę Huskuna zajmowały inne plany. Chciał zdobyć zbrojne ramię zapewniające im bezpieczeństwo jak i pewną władzę otwierającą nowe możliwości działania. Pancerne ramię, przeto nalegał na jak najszybsze pozyskanie współpracy paladynów zamieszkujących leżącą kilkadziesiąt kroków od "Rezolutnego Goblina", karczmę "Pod kielichem".
Gdy wreszcie ich plany zaczęły się krystalizować do karczmy wtargnęła grupa zbrojnych w barwach straży miejskiej. Na ich czele szedł podzwaniając kolczugą uzbrojony człowiek o podkrążonych oczach i sporym zaroście na twarzy. Jego oczy patrzyły bystro, a wyraz twarzy wskazywał na rozdrażnienie i pewnego rodzaju zacięcie. Tenże osobnik niósł głowy oraz dłoń zgładzonych Mrocznych.
Nie zatrzymując się i nic nie mówiąc zaciągnął kotarę loży i ciężko usiadł na ławie.
- To chyba wasze - rzekł krótko twardym głosem i rzucił szczątki na ławę.
Sięgnął po dzban piwa i ciągnął z niego długo i zapałem godnym lepszej sprawy.
- Jestem Murton Ereneg - powiedział gdy wreszcie odstawił dzban - były setnik armii królewskiej, a obecnie dowódca tego co tu nazywają strażą miejską. Miałem się z wami rozmówić już wcześniej, ale jakoś nie mogłem znaleźć czasu. Roboty huk, a wy mi jeszcze dokładacie. Ja rozumiem, że macie znajomości w ratuszu i wiele wam się może upiec. Jednak nie wszystko. Oj nie. Dobrze, że widzę was tu wszystkich to nie będę musiał dwa razy powtarzać. Ponoć szkalujecie osoby posiadające o taki znaczek - Murton podniósł obciętą dłoń i wskazał wytatuowane M.
- Wam się pewnie zdaje, że to symbol grupy przestępczej działającej w mieście, z którą straż zwalcza nieudolnie i ospale. Grupą nazywającą się Mrocznym. Otóż odetkajcie sobie uszyska. Tak, macie rację... - powiedział dziwiąc i tak dość zdziwionych Nieulękłych - ale nie do końca. Te widoczne tutaj M, oznacza Mrocznych, ale nie tylko. Z czym wam się kojarzy jeszcze M. Z jaką cholerną plagą i zarazą Rotgan-kir? Hmmm?
Były setnik nie czekał na odpowiedź i kontynuował.
- Jakiego to boga imię zaczyna się na M? Otóż właśnie Morghlitha. Tak, właśnie jego - Ereneg dał chwilę czasu Nieulękłym na przetrawienie tej wiadomości - Więc kto jeszcze będzie nosić taki znaczek na ręce? Tak, dobrze myślicie - wyznawcy Morghlitha. Tak właśnie oznakowali się w Rotgan-kir. Zdajecie sobie teraz sprawę co stało się przed chwilą? Nagabywaliście ludzi przeciwko wyznawcom Morglitha. Szykanowaliście ich. Podburzaliście do kolejnego krwawego pogromu. Właśnie teraz gdy w mieście panuje tak skomplikowana sytuacja. Złamaliście kilka praw świątynnych i świeckich. Może i wkupiliście się w łaski Pani na ratuszu, ale ja nie pozwolę żebyście sprowokowali kolejne zamieszki. Loch co prawda pękają w szwach, ale jakoś znajdę dla was miejsce. W tych najgłębszych, najciemniejszych i najwilgotniejszych lochach gdzie to rzadko kiedy donosi się jedzenie, bo po drodze wszystko szczury zżerają. Wiem o napaści jaka was spotkała, ale niedobrze, że nie przyszliście w tej sprawie do mnie, bo bym wam pewne rzeczy objaśnił, nim zabierzecie się za samosądy. Te syny kulawego psa obwołujący się Mrocznymi, bardzo dobrze wiedzą, że wyznawcy Morghlitha są teraz traktowali "pobłażliwiej" i to dlatego wydziergali sobie te literki. M nie oznacz Mroczny tylko "Możesz mnie cmoknąć w zadek strażniku". Z mojej strony to pierwsze i ostatnie ostrzenie. Nic w moim mieście nie będzie się działo bez mojej wiedzy. Jasne? To teraz pogłówkujcie co powiecie kapłanowi Katana oraz czarnym rycerzom ze znakiem czaszki, którzy mają zamiar rychło was odwiedzić i wyjaśnić o co wam chodziło w tej przemowie przed karczmą. Macie mi coś do powiedzenia, bo mój czas ceny, a spokój sam w mieście się nie utrzyma.
Po rozpakowaniu prezentu od pracodawców, pokrzepieni takim wsparciem Nieulękli powrócili do spraw Rotgan-kir. Bazookh zawołał zalewającego smutki mocną gorzałką gnomiego alchemika. Wizyta u straży miejskich nie wiele dała. Jedyne co dało się załatwić to wzmożone patrole. Ot, oddział staży miał od czasu do czasu zaglądać do jego domu. Sprawdzać czy jeszcze stoi. Ponoć tak wielki ruch jaki panował w mieście, niepokoje, ataki monstrów, tak zajmowały straż miejską, że już na nic innego nie było czasu i możliwości.
Gnom przyczłapał chwiejąc się na krótkich nóżkach i usiadł przy stole. Krasnolud położył na stół pakunek oraz świeżo przepisaną recepturę eliksiru Elissy, a dokładniej rzecz ujmując zaledwie jej połowę.
Pakunek pokrywała gruba warstwa kurzu, którą Bazookh usuną mocnym dmuchnięciem tworząc wywołującą kaszel chmurkę.
- Wraz z Gusłkiem udało nam się ocalić recepturę tego eiksiru. Niestety tylko część. Gurgo twierdzi, że to połowa - zaczął Bazookh - ta elfka musiała mieć dziwne pojęcie o alchemii bo pisała jak potłuczona. Zresztą posłuchajcie to mój przekład z elfickiego orginału:
[center]ETAP 1[/center]
[center]
Weź cztery liście Rustan, zebrane podczas pełni księżyca
Wysusz je i zmiel w platynowym moździerzu
Sporządź wywar z krwi ofiary likantropii, pobranej z żyły lewej ręki
Zmieszaj zmielony Rustan z wywarem, wymawiając formułę
Dosypując szczyptę proszeku przy każdym wersie:[/center]
[center]"Niech klątwa krew opuści,
Niech uwolni ją z czeluści,
Związana światłem miesiąca
Rustan moc jej wytrąca"[/center]
Nie omieszkajcie cały czas mieszać krwi kryształową łyżką
Czterokrotnie w stronę przeciwną niż krąży Eon
Ostudzony nawar musi zmienić kolor na czarny
[center]
Etap 2[/center]
[center]Zmiel świeży plaster ogona lemeona z łuską czerwonego węża
Proszek wsyp do sakiewki ze skóry krasnoluda i zakop na dwie noce,
W ziemi poświęconej przez druidów, pod gwieździstym krzewem
Proszek nabierze barwy młodych kaczeńców.[/center]
- wyrecytował Bazookh.
- Tutaj natomiast mam pakunek od Frakiego, gdzie zaopatrywała się Elissa. Tego zamówienia nie odebrała, bo wcześniej znikła bez śladu. Jakieś pięćdziesiąt lat temu. Ponoć przed samym użyciem powyższego eliksiru.
Bazookh wyciągnął nóż i przeciął postronki związujące pakunek. Rozwinął skórę i wyciągnął jej zawartość. Podnosił po kolej kilka przedmiotów.
Pierwszym była para srebrnych bransolet, bez zbytnik zdobień. Kolejnymi były sakiewki z ziołami. Wyciągane zioła oglądał i identyfikował gnom. Tłuste ziele i ziele Gramma. Cokolwiek było w dwóch pozostałych sakiewkach już wiele lat temu uległo całkowitej destrukcji i pozostał jedynie pył.
- Jeżeli natomiast idzie o resztę receptury, to nasz poczciwy gnom wie gdzie ja znaleźć, ale nie che podzielić się z nami tą wiedzą bezinteresownie.
Gnom smutno pokiwał głową i wzruszył ramionami, że na taki stan rzeczy nic nie może poradzić.
Jednak głowę Huskuna zajmowały inne plany. Chciał zdobyć zbrojne ramię zapewniające im bezpieczeństwo jak i pewną władzę otwierającą nowe możliwości działania. Pancerne ramię, przeto nalegał na jak najszybsze pozyskanie współpracy paladynów zamieszkujących leżącą kilkadziesiąt kroków od "Rezolutnego Goblina", karczmę "Pod kielichem".
Gdy wreszcie ich plany zaczęły się krystalizować do karczmy wtargnęła grupa zbrojnych w barwach straży miejskiej. Na ich czele szedł podzwaniając kolczugą uzbrojony człowiek o podkrążonych oczach i sporym zaroście na twarzy. Jego oczy patrzyły bystro, a wyraz twarzy wskazywał na rozdrażnienie i pewnego rodzaju zacięcie. Tenże osobnik niósł głowy oraz dłoń zgładzonych Mrocznych.
Nie zatrzymując się i nic nie mówiąc zaciągnął kotarę loży i ciężko usiadł na ławie.
- To chyba wasze - rzekł krótko twardym głosem i rzucił szczątki na ławę.
Sięgnął po dzban piwa i ciągnął z niego długo i zapałem godnym lepszej sprawy.
- Jestem Murton Ereneg - powiedział gdy wreszcie odstawił dzban - były setnik armii królewskiej, a obecnie dowódca tego co tu nazywają strażą miejską. Miałem się z wami rozmówić już wcześniej, ale jakoś nie mogłem znaleźć czasu. Roboty huk, a wy mi jeszcze dokładacie. Ja rozumiem, że macie znajomości w ratuszu i wiele wam się może upiec. Jednak nie wszystko. Oj nie. Dobrze, że widzę was tu wszystkich to nie będę musiał dwa razy powtarzać. Ponoć szkalujecie osoby posiadające o taki znaczek - Murton podniósł obciętą dłoń i wskazał wytatuowane M.
- Wam się pewnie zdaje, że to symbol grupy przestępczej działającej w mieście, z którą straż zwalcza nieudolnie i ospale. Grupą nazywającą się Mrocznym. Otóż odetkajcie sobie uszyska. Tak, macie rację... - powiedział dziwiąc i tak dość zdziwionych Nieulękłych - ale nie do końca. Te widoczne tutaj M, oznacza Mrocznych, ale nie tylko. Z czym wam się kojarzy jeszcze M. Z jaką cholerną plagą i zarazą Rotgan-kir? Hmmm?
Były setnik nie czekał na odpowiedź i kontynuował.
- Jakiego to boga imię zaczyna się na M? Otóż właśnie Morghlitha. Tak, właśnie jego - Ereneg dał chwilę czasu Nieulękłym na przetrawienie tej wiadomości - Więc kto jeszcze będzie nosić taki znaczek na ręce? Tak, dobrze myślicie - wyznawcy Morghlitha. Tak właśnie oznakowali się w Rotgan-kir. Zdajecie sobie teraz sprawę co stało się przed chwilą? Nagabywaliście ludzi przeciwko wyznawcom Morglitha. Szykanowaliście ich. Podburzaliście do kolejnego krwawego pogromu. Właśnie teraz gdy w mieście panuje tak skomplikowana sytuacja. Złamaliście kilka praw świątynnych i świeckich. Może i wkupiliście się w łaski Pani na ratuszu, ale ja nie pozwolę żebyście sprowokowali kolejne zamieszki. Loch co prawda pękają w szwach, ale jakoś znajdę dla was miejsce. W tych najgłębszych, najciemniejszych i najwilgotniejszych lochach gdzie to rzadko kiedy donosi się jedzenie, bo po drodze wszystko szczury zżerają. Wiem o napaści jaka was spotkała, ale niedobrze, że nie przyszliście w tej sprawie do mnie, bo bym wam pewne rzeczy objaśnił, nim zabierzecie się za samosądy. Te syny kulawego psa obwołujący się Mrocznymi, bardzo dobrze wiedzą, że wyznawcy Morghlitha są teraz traktowali "pobłażliwiej" i to dlatego wydziergali sobie te literki. M nie oznacz Mroczny tylko "Możesz mnie cmoknąć w zadek strażniku". Z mojej strony to pierwsze i ostatnie ostrzenie. Nic w moim mieście nie będzie się działo bez mojej wiedzy. Jasne? To teraz pogłówkujcie co powiecie kapłanowi Katana oraz czarnym rycerzom ze znakiem czaszki, którzy mają zamiar rychło was odwiedzić i wyjaśnić o co wam chodziło w tej przemowie przed karczmą. Macie mi coś do powiedzenia, bo mój czas ceny, a spokój sam w mieście się nie utrzyma.
No to macie kolejne oblicze Mrocznych.