Najedzony Bazookh ruszył z powrotem na rynek, rozmyślając po drodze o planowanym zakupie. Znaleźć taki amulet nie było rzeczą łatwo, kiedyś poszukiwał go przez rok. Teraz znał kilka miejsc na Orkusie Wielkim i kilka osób, która takie amulety potrafili zrobić, ale nie tutaj. Oczywiście istniał szansa, że pojawi się na lokalnym rynku, wszakże to Rotgan-kir, zwane mrowiskiem. Takim mrowiskiem, które sięga niewiele ponad ziemię, ale wgłąb sięga, aż do korzeni ziemi. Rotgan-kir wybudowana na starożytnym mieście reptilionów, co dało się zauważyć na każdym kroku. Rzeźby, posągi, kolumny, marmur, piaskowiec, obsydiad wkomponowana w bruk uliczny. Ponoć pod miastem znajdowały się labirynty lochów i inszych podziemi.
Łażący po nich awanturnicy, poszukiwacze skarbów od czasu do czasu przynosili ciekawe przedmioty magiczne.
Bazookh przeciskał się między osobami ubranymi w czerwone i pomarańczowe zwiewne szaty. Jeżeli dobrze pamiętał, tak właśnie ubierali się kapłani Sharami, bogini ognia i powietrza oraz jej wyznawcy. W mieście było ich kilka setek. Tłoczyli się w karczmach i na ulicach. Obozowali w zaułkach i pod ścianami domów.
Zasłyszał rozmowę idących przed nim dwóch pielgrzymów. Byli zmartwieni, do święta nazywanego przez nich Powietrznym Tańcem pozostało zaledwie kilka dni, a bogini cały czas zdawała się rozgniewana skoro pogoda była taka zmienna i niestabilna. Ponadto po mieście krążą plotki, że w nocy jakiś potężny potwór wychynął z zgliszcz świątyni Morghlitha i zaczął mordować. Tylko wspólne siły paladynów i czarnych rycerzy zdołały go odeprzeć na powrót do leża. Teraz zgliszcza zostały zapieczętowane przez siły katańskie. Kiedy wreszcie burmistrz załagodzi spór z kapłanami Pana Śmierci, wtedy wreszcie byłby spokój.
Bazookh dotarł w końcu na rynek, słońce stało już wyżej i jego promienie zaczęły wyciskać poty z mieszczan. Stoisk był wiele, choć małych. Na stoiskach znajdowały się gliniane garnce i wazy, wyroby płatnerzy i zbrojmistrzów, ubrania, owoce, warzywa, ozdoby i pachnidła. Znalazł się też człek pełniący usługi tłumacza ja i skryby, byli też szkoleni w czytaniu. Bazookh znalazł także stoisko z ziołami, driakwiami, lekami i ochronnymi amuletami. Właściciel tego stoiska przytachał całe skrzynie czosnku, osikowych kołków i flaszek wody święconej, które dzisiaj schodziły jak świeże placki z agawy. Miał także amulety chroniące przed martwiaczą przemianą i twierdził, że ten amulet nie tyle spowolni przemianę co całkowicie ją cofnie. Jednak Bazookh nie wyczuł amulecie ani krzty magii.