"Rezolutny goblin", 40 dzień kepon-ranu, poranek
Drzwi do pokoju gdzie spał Drayaharus wraz z krasnoludami rozwarł Bazookh. Sprawa była pila, a Barthur ze względu na swoją posturę i przynależność gatunkową, uważał, że zbytnio będzie rzucał się w oczy w trakcie śledzenia. Umyślił, że wyśle na przeszpiegi gnoma, ten jednak jeszcze spał. Czasu ubywało, więc Barthur wyłożył sprawę Bazookhowi, który zgodził się ruszyć za gońcem.
Wróżbita szybko opisał mu wygląd chłopaka na posyłki i krasnolud ruszył jego tropem.
Bazookh wybiegł z karczmy i rozejrzał się po rynku. Pora była wczesna, a słońce nie grzało jeszcze z pełną mocą, co wykorzystali mieszkańcy i goście Rotgan-kir do załatwiania swoich spraw przed południowym skwarem.
Wszędzie stały rozstawione przez kupców kramy, przy których kręciło się mrowie ludzi. Przy fontannie zgromadziły się plotkujące kobiety pragnące napełnić dzbany kryształowo czystą wodą.
Przy ogrodzonych zgliszczach stało kilkunastu strażników świątynnych bacznie przypatrując się ludziom na placu, jak i terenowi poza płotem.
Kilka kobiet szorowało wyschnięte kałuże krwi pozostałe na bruku po nocnym mordzie.
Gnojek stał przy kramie z owocami i kupił kilka gruszek. Widać było, że mu się nie śpieszy. Szedł przystając przy różnych kramach i przyglądają się różnym towarom, nic jednak nie kupił.
Krasnolud nie nawykł do podążania chyłkiem za ludźmi, ale widać ów posłaniec nie nawykł do tego, żeby sprawdzać czy ktoś go śledzi. Chłopak nieśpiesznym krokiem skręcił w stronę dzielnicy rybackiej. Przeszedł kilkoma ulicami i wszedł do karczmy o nazwie "Zielona przystań". Bazookh szybko podbiegł do otwartego okna i podciągnął się na parapecie. Goniec przez chwilę rozmawiał z rosłym karczmarzem po czym poszedł na zaplecze skąd wrócił z wiadrem do którego zaczął zgarniać wymiociny.
Krasnolud wszedł do karczmy i zamówił piwo. Karczmarz niecierpliwie nalał mu piwa i ruszyła do pokoju w suterenie. Piwo był ciepłe i wodniste, to jednak nie zniechęciło krasnoluda.
Z miejsca gdzie siedział Bazookh dobrze było widać drzwi do, których wszedł, a później wyszedł karczmarz. Nie minęło wiele czasu gdy z tych samych drzwi wyszedł wysoki, choć przygarbiony ork odziany w skórzaną zbroję z naszytymi metalowymi blaszkami oraz szablą przy pasie. Ów ork przechodząc koło Bazookha, przeszył go wzrokiem i wyszedł.