Huskun porwał półmisek wędzonych ryb sprzed nosa gnoma tak szybko, że ten wbił z zaskoczenia mosiężny widelczyk w blat dębowego stołu, nie dość żwawo próbując przytrzymać swój posiłek w miejscu za pomocą sztućca. Wpychając do ust od razu całą makrelę, goblin jął ruszać miarowo szczęką spozierając jednocześnie to na Draya, to zaś na siedzącego obok iluzjonisty Barthura.
- Nic, tylko byście żarli - wydusił z siebie pomiędzy kolejnymi kęsami zaklinacz - Ten tam Balin prawdziwie się przejął, osełką po toporze wodzi, a żelazo szykuje, a wy co? Trza zacząć się gotowić do tej bitki, co byśmy potem nie beczeli gorzko jak jakie wydupczone z zasadzki owce!
Wypluwszy kilka drażniących swymi rozmiarami ości goblin przerwał na chwilę pożeranie posiłku Imageriusa i jął wiercić swego wielkiego druha natarczywym wzrokiem.
- Weźmiesz jaką porządną pałę? Balin bierze topór, ale wiadomo, dobrej pały nic nie przebije.
Trzeba zacząć opracowywać plan pacyfikacji, nie pójdziemy tam chyba na żywioł. Na początek proponuję, by Gusłek rzucił na naszą trójkę Błogosławieństwo, bo jako pianici będziemy mogli wykorzystać moc zaklęcia w stu procentach (wersja z opóźniaczem za 5 PM od zaczarowanego, premia +9 do TR, OB, UM, etc.).