Karczma, 39 dzień kepon-ranu, wczesny wieczór
Huskun łypnął na krasnoluda z ukosa, wciąż nie potrafiąc się do końca zdecydować, czy go lubi czy nie lubi i odkładając rozstrzygnięcie tej kwestii na kiedy indziej.
- Świątobliwy Gusłak jest im winien śmieszne sto sztuk złota - prychnął goblin ubiegając odpowiedzią samego kapłana - Żeby takiego Gusłaka ważyć się napastować o sto złociszy toż to pycha i buta w jednym, zaprawdę powiadam wam! Ja bym im nic nie płacił, tylko za gęby wziął i buciskiem przycisnął. Jeno bez zabijania, porządnie nastraszyć by się zdało, a potem wziąć na łańcuch. Może się nawet którzy na pianicką wiarę nawrócą jak dostąpią zaszczytu spojrzenia na pałę Barthura?
Porażony znienacka frywolną myślą, Huskun zerknął wpierw wymownie na ciasne w kroku nogawice półolbrzyma, dopiero po chwili poważniejąc i przenosząc spojrzenie z powrotem na Balina.
- Bić aż do zabicia nie wypada, wszak my świątobliwa świta Gusłaka, a tyś sam z siebie jakoby kapłanem, nawet jeśli się nie modłasz - dodał z pewnym przekąsem zaklinacz, faktycznie nie potrafiący przypomnieć sobie widoku Balina skupionego na modłach - A żeby strachanie wyszło jak najlepiej, trza będzie się do magii ubiec, a zaklęć czarodziejskich. Pomiarkujcie sobie jeno cosik takiego. Jak my tam we czterech wejdziemy i rzekniemy, żeśmy towarzysze świątobliwego Gusłaka i jego akolici... prócz ciebie, cny Balinie, ale mógłbyś chociaż raz nakłamać, nic cię porządnego nasza kompania nie nauczyła, oj nie... i że akolici, a potem poczniemy czarami strachać, jak nic posrają się w portki te sucze chwosty! A my im wtedy, że albo się nas będą słuchać albo skończą straszniście kiepskawo. I co wy na to, hę? Nie aby genialnie? No, już się tak nie wstydźcie, przecie możecie wprost rzeknąć, że genialnie!
Wolałbym uniknąć rozlewu krwi. Potrzeba nam porządnego bluffu, demonstracji siły zwieńczonej wymuszeniem posłuszeństwa. Huskun bierze naładowany do pełna amulet i prosi Gusłka o Błogosławieństwo w wersji z opóźnionym zapłonem dla pianickiej ekipy. Balinowi bardziej się chyba opłaca rzucić własne zaklęcie na siebie, bo jako innowierca miałby tylko połowę bonusu od Gusłka.
I naturalnie Gusłek pozostaje w karczmie. Może w międzyczasie dowie się od giermka Orofara, co takiego wydarzyło się w przedbiegach pojedynku, kiedy tamten czmychnął tak bezrozumnie?