Zielona Przystań, późne popołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Oczy Huskuna z natury były wąskie i podobne do szparek, ale w pewnych sytuacjach potrafiły przybierać kształt idealnie okrągły, a zarazem wyłupiasty, zdumiewająco przypominający ślepia puchacza - najczęściej zaś stawały się okrągłe, kiedy ktoś w obecności zaklinacza wspominał o pieniądzach wartych więcej niż setkę w złocie.
Goblin oblizał spierzchnięte wargi, po czym odzyskał panowanie nad sobą i przybrał kamienny w jego mniemaniu wyraz twarzy.
- Pani, zechciej dać mi nieco czasu do namysłu - odpowiedział - Słusznie zauważyłaś, że nie obejdzie się tutaj bez pomocy mojego mistrza, znachora niebywale obytego w choróbskach wszelakich. Jeśli ktokolwiek może pomóc twemu ojcu, to jeno Gusłak Miłosierny, wszelako on tak ogromnie zaprzątnięty jest sprawami wagi nadzwyczajnej, że mus mu wpierw pomyśleć, co w twej sprawie uczynić.
Przypatrując się kobiecie bez żenady, zaklinacz oblizał ponownie usta zainteresowany nie tylko jej opowieścią, ale i kształtami ukrytego pod szatą ciała. Ludzkie kobiety ustępowały co prawda urodą elfkom, ale i tak stały się w oczach nawykłego do niewiast własnego gatunku goblina niebywale piękne.
- Pani, niechaj tak będzie - zdecydował po krótkiej chwili milczenia Huskun - Wezmę dziesięć katanek zadatku, któren nie jest zwrotny, jeśli zaś mistrz mój wyleczy twego ojca, nawrócisz się na pianicką wiarę i staniesz się akolitką Pana Kielicha. Jeśli jesteś stanu wolnego, rozważysz zaszczyt pokładania w łożnicy mego mistrza podług pianickich obyczajów, jeśliś zaś zamężna... nie bojaj się, myśmy są dyskretni...
- Co się zaś twego ojca tyczy, opowiadaj jak najwięcej o tym choróbsku. Od jak dawna choruje, jak toto paskudztwo się objawia, gdzie on właściwie teraz przebywa i kiedy podrzuciłaś mi ów liścik.
Zbieram jak najwięcej informacji, które mogą się przydać Gusłkowi. Sto dwadzieścia sztuk złota drogą nie chodzi! I mam nadzieję, że pryncypał goblina doceni jego starania o interesy swego nauczyciela!