Rynek miejski Rotgan-kir, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Gusek i jego obstawa szła przez rozstępującą się tłuszczę, aż dotarła do fontanny, gdzie moczył nogi wiecznie uśmiechnięty gnom. I tym razem jego twarz zdobił szelmowski uśmiech, który jak zawsze zwiastował jakieś kłopoty.
Gusłek wspiął się na cembrowinę i przytrzymał rzeźby reptilionki, z której dzbana tryskała struga zimnej kryształowo czystej wody. Z tej wysokości pozdrowił znajomych i rozglądał się za rycerzami.
Nim jeszcze słońce osiągnęło pułap, swojej codziennej wędrówki w jednej z bocznych dróg rozległy się dźwięczne czyste śpiewy. Tłum rozstąpił się z westchnieniem i na plac wkroczyły odziane w nieskazitelną biel słane elfie dziewice Orofara. Elfki śpiewają i tańcząc ciskały pod kopyta siwego rumaka białe płatki lilii.
Orofar prezentował się wyśmienicie w płytowej błyszczącej zbroi z hełmem ozdobionym długimi białymi piórami jakiegoś egzotycznego ptaka oraz peleryną na której wyhaftowano kwiat Arianny. Spod podniesionej przyłbicy spoglądały przejrzyste, zdeterminowane i pewne siebie oczy. Za paladynem podążał jego giermek niosą kopię z proporcem prezentującym herb Orofara.
Elfki doprowadziły paladyna do centrum placu i wycofały się uniżenie.
Orofar z wysokości siodła pozdrowił córkę burmistrza, Gusłka i tłum mieszczan.
Nim jeszcze pojawiły się jakieś spekulacje na temat odwagi czarnego rycerza, w jednej z dróg rozległy się krzyki zapowiadające jego nadejście.
Przed zganaszowanym, paradnie stąpającym, karym ogierem podążał giermek odziany w lekką zbroję i torując drogę swojemu Panu.
Rahbag Krwiożerczy siedział na koniu w pozie sugerującej bardziej, że jedzie na spacerek, niż na bój na śmierć i życie. Nosił na sobie szmelcowaną zbroję płaszczyznową, a przy siodle sterczała lanca z czarnym proporcem ozdobioną srebrną głową atakującego węża. Przy siodle obijał się przytroczony obusieczny topór, który wielkości swojego styliska przypominał sporą tarczę.
Dwóch oponentów podjechało do siebie na środku placu wpatrując się w siebie morderczymi spojrzeniami. Nawet ich konie starały się ugryźć.
Obok nich stanęli giermkowie i skinęli na Gusłka, żeby podszedł.
Zaczął Alfred, giermek Orofara.
- Tan Orofar Miłosierny życzy sobie rozpocząć walkę bez utarczki konnej. Ogier waści Pana mógłby stratować niewinnych mieszczan, po tym jak tan Orofar, strąci tana Rahbaga w kurz placu pojedynkowego.
Giermek czarnego ryczerza skrzywił się i zmełł w ustach przekleństwo.
- Zatem rozpocznie się od walki na topory, niech twój Pan się dostosuje. I ty też. Głupsłek ogłoś to i w stosownym momencie daj znak do walki.
Konie szybko odprowadzono do pobliskiej stajni, a rycerze i giermkowie stanęli naprzeciw siebie.
Niepostrzeżone rzucenie czaru w tak wielkim tłumie, jest bardzo trudne. Czar zadziałał by na obu walczących, chyba, że rzucił być go z boku, aby objąć tylko jednego.