PBF - Boskie potyczki
-
vampire1308
- Reactions:
- Posty: 435
- Rejestracja: 30 listopada 2008, 21:34
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Pod rezolutnym goblinem, przed północą, 38 dzień kepon-ranu
Karczma tętniła życiem. Przy wygasłym kominku siedzieli grajkowie waląc w bęben i grając na fujarkach. Śpiewy, ataki śmichu, piski podszczypywanych kobiet wypełniały izbę główną, taras z piętrze jaki i loże dla bogatszych i tajemniczych gości.
W jednej z takich lóż siedział Huskun pałaszując ociekająca tłuszczem, mocno przyprawioną czosnkiem, smażoną kiełbachę.
Tam też udali się Nieulękli, którym karczmarz zaserwował jadło i napoje. Wtem u wejścia do kraczmy zrobiła się wrzawa i na środek izby przewędrowało sześciu mężczyzn niosą na ramionach zaczerwienionego ze wstydu i nadużycia trunków chudego półorka.
- Karczmarzu! - zakrzyknęli - Gorzałki dla tego chwata co to dziesiątkę dziatków za jednym razem zmajstrował!
- Takiś jurny! - zaśmiał się karczmarz.
- Ano poszczęściło się i Arianna obdarowało dziesiątką dziadków, w tym sześcioma chłopakami. Radość to wielka, ale i troska ogromna. Jak to wykarmić - powiedział opuszczony na ziemię rybak - skąd tyla mleka wziąć. Oj, oj bydzie problem.
- Byla zdrowe były - powiedział karczmarz poklepując rybaka po ramieniu - a nim się obejrzysz sześciu pomocników przy robocie będziesz miał. No ludziska! Dawajcie co łaska dla tego "buhaja", niechaj se mleczną kozę kupi!
Rybak nieśmiało ściągnął czapkę z głowy, do której karczmarz sypnął garść srebrnych monet. Półork ruszył po karczmie zbierając datki jak i gratulacje.
Karczma tętniła życiem. Przy wygasłym kominku siedzieli grajkowie waląc w bęben i grając na fujarkach. Śpiewy, ataki śmichu, piski podszczypywanych kobiet wypełniały izbę główną, taras z piętrze jaki i loże dla bogatszych i tajemniczych gości.
W jednej z takich lóż siedział Huskun pałaszując ociekająca tłuszczem, mocno przyprawioną czosnkiem, smażoną kiełbachę.
Tam też udali się Nieulękli, którym karczmarz zaserwował jadło i napoje. Wtem u wejścia do kraczmy zrobiła się wrzawa i na środek izby przewędrowało sześciu mężczyzn niosą na ramionach zaczerwienionego ze wstydu i nadużycia trunków chudego półorka.
- Karczmarzu! - zakrzyknęli - Gorzałki dla tego chwata co to dziesiątkę dziatków za jednym razem zmajstrował!
- Takiś jurny! - zaśmiał się karczmarz.
- Ano poszczęściło się i Arianna obdarowało dziesiątką dziadków, w tym sześcioma chłopakami. Radość to wielka, ale i troska ogromna. Jak to wykarmić - powiedział opuszczony na ziemię rybak - skąd tyla mleka wziąć. Oj, oj bydzie problem.
- Byla zdrowe były - powiedział karczmarz poklepując rybaka po ramieniu - a nim się obejrzysz sześciu pomocników przy robocie będziesz miał. No ludziska! Dawajcie co łaska dla tego "buhaja", niechaj se mleczną kozę kupi!
Rybak nieśmiało ściągnął czapkę z głowy, do której karczmarz sypnął garść srebrnych monet. Półork ruszył po karczmie zbierając datki jak i gratulacje.
-
vampire1308
- Reactions:
- Posty: 435
- Rejestracja: 30 listopada 2008, 21:34
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Pod rezolutnym goblinem, przed północą, 38 dzień kepon-ranu
Szemrający we wspólnym gronie Nieulękli nie zwrócili uwagi na chodzącego z czapką chłopa. Radzili co tu czynić dnia następnego. Nie zwrócili także, uwagi na harmider jaki uczynił się gdy rybak podliczając datki trafił nie tylko na srebro, ale i na mithrilową monetę. Koniec końcem tak wielki majątek pozostawiono w rękach karczmarza, żeby nie nosić go przy sobie po ćmicy.
W końcu zmęczenie, rany i stłuczenia dały o sobie znać i waleczna drużyna ruszyła do swoich pokoi złożyć się na spoczynek.
Jako pierwszy wstał Gusłek, gdy tylko pierwsze promienie słońca wpadły do jego okna. Obudziwszy Huskuna i Barthura ruszyli na szybkie śniadanie, a następnie do karczmy gdzie zakwaterował się czarny rycerz, mający zmierzyć się w pojedynku z poznanym ubiegłego wieczora paladynem.
Gdy dotarli na miejsce okazało się, że rycerz nie zwykł zrywać się skoro świt, więc poczekali. Nim zdążyli wychylić kufel piwa wielki półolbrzym w lekkich szatach zszedł na dół i zwołał o śniadanie. Karczmarz spojrzał na Gusłka i lekko skinął głową informując go, że to właśnie jest ów czarny rycerz na, którego czekają.
Było w nim coś niepokojącego. Nie mówiąc o ogromnej napakowanej posturze, wyniosłej postawie i sporej liczbie blizn zdobiących odsłonięte ręce i twarz. Niepokój powodowało zimne świdrujące spojrzenie i ponad wszelkie możliwości arogancka pewności siebie ukryta w każdym geście, wyrazie twarzy i ruchu krzaczastych brwi.
Szemrający we wspólnym gronie Nieulękli nie zwrócili uwagi na chodzącego z czapką chłopa. Radzili co tu czynić dnia następnego. Nie zwrócili także, uwagi na harmider jaki uczynił się gdy rybak podliczając datki trafił nie tylko na srebro, ale i na mithrilową monetę. Koniec końcem tak wielki majątek pozostawiono w rękach karczmarza, żeby nie nosić go przy sobie po ćmicy.
W końcu zmęczenie, rany i stłuczenia dały o sobie znać i waleczna drużyna ruszyła do swoich pokoi złożyć się na spoczynek.
Jako pierwszy wstał Gusłek, gdy tylko pierwsze promienie słońca wpadły do jego okna. Obudziwszy Huskuna i Barthura ruszyli na szybkie śniadanie, a następnie do karczmy gdzie zakwaterował się czarny rycerz, mający zmierzyć się w pojedynku z poznanym ubiegłego wieczora paladynem.
Gdy dotarli na miejsce okazało się, że rycerz nie zwykł zrywać się skoro świt, więc poczekali. Nim zdążyli wychylić kufel piwa wielki półolbrzym w lekkich szatach zszedł na dół i zwołał o śniadanie. Karczmarz spojrzał na Gusłka i lekko skinął głową informując go, że to właśnie jest ów czarny rycerz na, którego czekają.
Było w nim coś niepokojącego. Nie mówiąc o ogromnej napakowanej posturze, wyniosłej postawie i sporej liczbie blizn zdobiących odsłonięte ręce i twarz. Niepokój powodowało zimne świdrujące spojrzenie i ponad wszelkie możliwości arogancka pewności siebie ukryta w każdym geście, wyrazie twarzy i ruchu krzaczastych brwi.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Zostawiwszy swych towarzyszy nieco z tyłu, Gusłek nieśmiało zbliżył się do oczekującego na poranny posiłek czarnego rycerza. Starał się wyglądać dostojnie, lecz nie wyniośle. Zależało mu, by rycerz chętnie nawiązał z nim rozmowę, lecz w żadnym razie nie zraził się przy pierwszym kontakcie. Znalazłszy się przy rycerzu, ukłonił się uprzejmie i rzekł:
- Witaj waleczny rycerzu. Racz wybaczyć o tak wczesnej porze kłopotanie, lecz sprawę mam zwłoki niecierpiącą. Nim gorąca jajecznica na stole się pojawi, ja swój interes wyłuszczę. Jam jest Gusłek, stanu kapłańskiego. Nadto mam zaszczyt i przyjemność być przyjacielem i sekundantem ser Orafara Miłosiernego, adwersarza twego, panie. Za twoim pozwoleniem, chciałbym prosić o zaszczyt bycia jednym z arbitrów na owym szlachetnym pojedynku. Mam nadzieję, że zgodzisz się, panie, iż kapłański arbitraż wzniosłości wydarzenia nie umniejszy, a bogów oczy na arenę zwróciwszy, zwycięzcę ichże łaską otoczyć może. Takoż nic nie traciwszy zyskać jeno można.
- Witaj waleczny rycerzu. Racz wybaczyć o tak wczesnej porze kłopotanie, lecz sprawę mam zwłoki niecierpiącą. Nim gorąca jajecznica na stole się pojawi, ja swój interes wyłuszczę. Jam jest Gusłek, stanu kapłańskiego. Nadto mam zaszczyt i przyjemność być przyjacielem i sekundantem ser Orafara Miłosiernego, adwersarza twego, panie. Za twoim pozwoleniem, chciałbym prosić o zaszczyt bycia jednym z arbitrów na owym szlachetnym pojedynku. Mam nadzieję, że zgodzisz się, panie, iż kapłański arbitraż wzniosłości wydarzenia nie umniejszy, a bogów oczy na arenę zwróciwszy, zwycięzcę ichże łaską otoczyć może. Takoż nic nie traciwszy zyskać jeno można.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Na mieście, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Stojący całkiem sporo za plecami Gusłka Huskun co chwila nerwowo łykał ślinkę, nie potrafiąc opanować mimowolnego drżenia rąk i nóg. Otaczająca półolbrzyma złowieszcza aura zdjęła goblińskiego zaklinacza ogromnym lękiem, budząc w Huskunie przekonanie, że posiadacz tak wielkich barów i tak lodowatych bezlitosnych oczu musiał być naprawdę srogim skurczybykiem - i złego samopoczucia czarownika wcale nie zmieniał fakt, że półolbrzym nawet nie założył zbroi.
Gusłak dobrze gadał, tego Huskun nie potrafił mu odmówić - lejące się z ust pianickiego kleryka słowa winny były mile połechtać dumę własną półolbrzyma. Przypominając sobie pokrewieństwo między czarnym rycerzem i Barthurem goblin jął zerkać to na jednego, to na drugiego z obecnych w karczmie przedstawicieli tego rosłego i krzepkiego gatunku, z każdą chwilą dochodząc do głębszego przekonania, że w otwartym boju bez rycerskich prawideł zwycięzcą byłby największy spośród Turgulów. Och, czarny bez wątpienia znał się na władaniu rozmaitymi cudacznymi orężami, za to Barthur doskonale opanował sztukę kopania w kostki i krocze, wykręcania palców, a nawet - w porywach wyjątkowego wzburzenia - gryzienia w uszy!
Tak, w pojedynku między półolbrzymami Huskun bez mrugnięcia okiem postawiłby pokaźną kupkę złota na swego serdecznego druha!
Stojący całkiem sporo za plecami Gusłka Huskun co chwila nerwowo łykał ślinkę, nie potrafiąc opanować mimowolnego drżenia rąk i nóg. Otaczająca półolbrzyma złowieszcza aura zdjęła goblińskiego zaklinacza ogromnym lękiem, budząc w Huskunie przekonanie, że posiadacz tak wielkich barów i tak lodowatych bezlitosnych oczu musiał być naprawdę srogim skurczybykiem - i złego samopoczucia czarownika wcale nie zmieniał fakt, że półolbrzym nawet nie założył zbroi.
Gusłak dobrze gadał, tego Huskun nie potrafił mu odmówić - lejące się z ust pianickiego kleryka słowa winny były mile połechtać dumę własną półolbrzyma. Przypominając sobie pokrewieństwo między czarnym rycerzem i Barthurem goblin jął zerkać to na jednego, to na drugiego z obecnych w karczmie przedstawicieli tego rosłego i krzepkiego gatunku, z każdą chwilą dochodząc do głębszego przekonania, że w otwartym boju bez rycerskich prawideł zwycięzcą byłby największy spośród Turgulów. Och, czarny bez wątpienia znał się na władaniu rozmaitymi cudacznymi orężami, za to Barthur doskonale opanował sztukę kopania w kostki i krocze, wykręcania palców, a nawet - w porywach wyjątkowego wzburzenia - gryzienia w uszy!
Tak, w pojedynku między półolbrzymami Huskun bez mrugnięcia okiem postawiłby pokaźną kupkę złota na swego serdecznego druha!
I tak sobie dumam czekając na efekty przemowy Gusłka, jednocześnie starając się nie zwracać na siebie żadnej uwagi...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthur widząc półolbrzyma zląkł się nieco w duszy, bo choć był słusznych rozmiarów goblinem, to wciąż tylko goblinem. Srogie oblicze czarnego rycerza i pocięta bliznami twarz budziły słuszny respekt. Jedno tylko rozczarowało wróżbitę. Spodziewał się jakigoś zamorskiego dziwu o skórze w hebanowym kolorze, tymczasem facjata czarnego rycerza swoim kolorem nie nijak różniła się od Barthurowej cery. Wpatrując się ciekawie postaci, rzekł tak cicho jak się tylko dało do równie poruszonego Huskuna:
- Pieruna, to chyba nie on. Przeca on ma morda różowa jak wieprzki z wioskowa zagroda. Kaj on Ci czorny? Trza go spytać co by nas do czorny rycerz prowadził...
- Pieruna, to chyba nie on. Przeca on ma morda różowa jak wieprzki z wioskowa zagroda. Kaj on Ci czorny? Trza go spytać co by nas do czorny rycerz prowadził...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Jedna z licznych karczem Rotgan-kir, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Półolbrzym zmrużył oczy i wpatrzył się w Gusłka.
- Arbitrem - powtórzył wolno, dokładnie akcentując każdą sylabę - Nie dość mu, że się będziemy żelazem macać i nasi giermkowie, to jeszcze chce arbitrów? Durny ten paladyn. Jak cię tam wołają klecho? Głupek? Po co ty chcesz i między miecz, a kowadło przyrodzenie pchać? Od jakiego boga jesteś? I ile jest dla ciebie warte te arbitrowanie. Odpowiadaj zaraz i skup się na składaniu satysfakcjonującej mnie propozycji - zakończył chłodno ani myśląc, żeby wskazać Gusłkowi miejsce do siedzenia.
Półolbrzym zmrużył oczy i wpatrzył się w Gusłka.
- Arbitrem - powtórzył wolno, dokładnie akcentując każdą sylabę - Nie dość mu, że się będziemy żelazem macać i nasi giermkowie, to jeszcze chce arbitrów? Durny ten paladyn. Jak cię tam wołają klecho? Głupek? Po co ty chcesz i między miecz, a kowadło przyrodzenie pchać? Od jakiego boga jesteś? I ile jest dla ciebie warte te arbitrowanie. Odpowiadaj zaraz i skup się na składaniu satysfakcjonującej mnie propozycji - zakończył chłodno ani myśląc, żeby wskazać Gusłkowi miejsce do siedzenia.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Pod rezolutnym goblinie, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Balin, Bazookh i Drayaharus długo spali, a pewnie pospaliby jeszcze dłużej, gdyby nie jakaś głośna sprzeczka pod oknami ich pokoi. Gnom wstał niechętnie i uchwycił pełne wiadro nocnych nieczystości coby opróżnić je na głowy awanturujący się krzykaczy.
Gdy otworzył okiennice zaatakowała go fala upału i przeraźliwie jasnego blasku dnia. Wzrok powili przyzwyczajał się do tych warunków, ujawniając ciekawe obrazy. Otóż, cały rynek wyładowany był ogromną ilością mieszkańców. Tłum falował, szemrał i śmiał się. Posługaczki i karczmarze okolicznych gospód uganiali się pośród tego tłumu roznosząc piwo i placki z agawy.
Imaginarus chlusnął śmierdzącą zawartości wprost na głowy kłócących się kobiet i parsknął niepowstrzymanym perlistym śmiechem, widząc jak ofiary ociekają fekaliami. Zapowiadał się ładny dzień i niezłe widowisko.
Obudzony Balin przyłożył śmierdzący opatrunek do powoli schodzącej opuchlizny na twarzy. Bazookh delikatnie zmieniał opatrunki podziwiając nierówne szwy spinające długaśną ranę przez pierś.
Na śniadanie karczmarz zaprowadził Nieulękłych na położony na piętrze taras, który miał świetny widok na rynek, a zadaszenie z barwnego materiału chroniło przed wszędobylskim skwarem dnia.
Przegnał gości i zastawił stół jedzeniem i piciem.
Przestrzeń obok fontanny ogrodzono liną wyznaczają jak gdyby ring gdzie miała odbyć się walka dwóch zajadłych rycerzy i ich giermków.
Balin, Bazookh i Drayaharus długo spali, a pewnie pospaliby jeszcze dłużej, gdyby nie jakaś głośna sprzeczka pod oknami ich pokoi. Gnom wstał niechętnie i uchwycił pełne wiadro nocnych nieczystości coby opróżnić je na głowy awanturujący się krzykaczy.
Gdy otworzył okiennice zaatakowała go fala upału i przeraźliwie jasnego blasku dnia. Wzrok powili przyzwyczajał się do tych warunków, ujawniając ciekawe obrazy. Otóż, cały rynek wyładowany był ogromną ilością mieszkańców. Tłum falował, szemrał i śmiał się. Posługaczki i karczmarze okolicznych gospód uganiali się pośród tego tłumu roznosząc piwo i placki z agawy.
Imaginarus chlusnął śmierdzącą zawartości wprost na głowy kłócących się kobiet i parsknął niepowstrzymanym perlistym śmiechem, widząc jak ofiary ociekają fekaliami. Zapowiadał się ładny dzień i niezłe widowisko.
Obudzony Balin przyłożył śmierdzący opatrunek do powoli schodzącej opuchlizny na twarzy. Bazookh delikatnie zmieniał opatrunki podziwiając nierówne szwy spinające długaśną ranę przez pierś.
Na śniadanie karczmarz zaprowadził Nieulękłych na położony na piętrze taras, który miał świetny widok na rynek, a zadaszenie z barwnego materiału chroniło przed wszędobylskim skwarem dnia.
Przegnał gości i zastawił stół jedzeniem i piciem.
Przestrzeń obok fontanny ogrodzono liną wyznaczają jak gdyby ring gdzie miała odbyć się walka dwóch zajadłych rycerzy i ich giermków.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Gusłek brzmi me imię, a kapłanem jestem Pana Uciech, wnet karczmarzowi polecę, by beczułkę napitku jakowegoś przedniego zacnemu rycerzowi utoczył. Racz wybaczyć, panie, nie ariadyna to pomysł, bym za arbitra w pojedynku stanął, mój własny to pomyślunek. Nie trza od razu przyrodzenia narażać, arbiter to wszak postać jedynie figuratywna, przecie wynik pojedynku jednoznaczym się wydaje. Trup to trup, pokonany to pokonany. Filozofować tu nie trzeba. Pragnieniem mym najskrytszym jest wszakże, by przy przyjacielu mym stać i duchem go wspierać w ostatniej jego godzinie. Tak mocarnemu rycerzowi, jak mój potężny rozmówca wsparcie duchowe potrzebnym nie jest. Zwycięstwo pewnikiem masz w kieszeni, panie. Ale druh mój pragnie, choć powiedzieć tego mu nie wypada, by duch jego z bogami łatwo się mógł połączyć. Śmierci się on nie lęka, co to, to nie, ale od razu widać, na kogo gapie zakłady stawiać będą. Napitek obiecany do spożycia od razu czy pod inszy czas i miejsce przyszykować? Nie znam jakości tutejszych trunków, ale za swe własne źródła zaręczyć mogę. Przeto może dwie beczułki miodu najprzedniejszego z własnych zasobów przysłać powinienem?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Jedna z licznych karczem Rotgan-kir, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
-Kapłan Piana! - zakrzyknął czarny rycerz - i ty się za arbitrowanie chcesz brać, ino za trochę trunku? Zgodzę się jak opłacisz całą ucztę po moim zwycięstwie. Zajmiesz się jej organizacją i realizacją. Ma być hucznie. Mają być kobitki, grajki i jakieś błazny. Wszystkich z mojej profesji z miasta pospraszaj i tą córkę burmistrza bo ponoć gładka. Na uczcie masz mnie wychwalać i wszystkim błogosławić. Tylko żadnych lamentów po śmierci paladyna. Kto wie może zrobię sobie z niego zombie i będzie celem do rzutek na uczcie. Ułóż jakąś ładna przemowę po moim zwycięstwie, tylko nie za długą. I to już dziś, więc zabieraj się do roboty. A, ty karczmarzy dawaj tylko płyny.
Półolbrzym przestał interesować się Gusłkiem, jakby cała sprawa już była postanowiona, a jego zwycięstwo nieuniknione. Zabrał się do picie parującego trunku i intensywnym zapachu szałwi.
-Kapłan Piana! - zakrzyknął czarny rycerz - i ty się za arbitrowanie chcesz brać, ino za trochę trunku? Zgodzę się jak opłacisz całą ucztę po moim zwycięstwie. Zajmiesz się jej organizacją i realizacją. Ma być hucznie. Mają być kobitki, grajki i jakieś błazny. Wszystkich z mojej profesji z miasta pospraszaj i tą córkę burmistrza bo ponoć gładka. Na uczcie masz mnie wychwalać i wszystkim błogosławić. Tylko żadnych lamentów po śmierci paladyna. Kto wie może zrobię sobie z niego zombie i będzie celem do rzutek na uczcie. Ułóż jakąś ładna przemowę po moim zwycięstwie, tylko nie za długą. I to już dziś, więc zabieraj się do roboty. A, ty karczmarzy dawaj tylko płyny.
Półolbrzym przestał interesować się Gusłkiem, jakby cała sprawa już była postanowiona, a jego zwycięstwo nieuniknione. Zabrał się do picie parującego trunku i intensywnym zapachu szałwi.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Racz wybaczyć szlachetny rycerzu, ale celem mym jest stać murem za przyjacielem moim, w razie klęski ducha jego w pokoju do bogów odesłać. Przeto porzucić go po boju przegranym się nie godzi, bogowie by nie przebaczyli. Nadto do tak hucznych imprez organizacji nie mam ja smykałki, a poezja moja białogłowy jeno spłoszyć by mogła i dzieciaki do płaczu doprowadzić. O mleku kwaśniejącym nawet nie pomnę. Wybacz tedy żem niepokoił, sprawę całą upraszam uznać za niebyłą. Trunku beczułka oczywiście, jako rzekłem, dostarczona zostanie niezwłocznie. Za fatygę odpłacić się obyczaj nakazuje. A trunek zaiste jest najprzedniejszy z przednich. Jeśli nie obrażę mego rozmówcy, jeszcze jedną propozycję złożyć mi wypada. Nie dwie a pięć beczek napitku owego, oraz z kaca wszystkich chętnych dnia następnego od ręki uleczenie. Biedny jam jest, jak ta mysz, na więcej mnie nie stać, ubolewam, boś rycerzu wart uczty najhuczniejszej. Jako rzekłem, arbitraż ów dla ciebie nic nie wart, takoż owe pięć beczułek to czysty zysk. A po walce wygranej i tak gawiedź na rękach nosić cię, panie, będzie i uczta ogromna sama z się wyprawić się zdoła. Rzeknij tedy czy na propozycję moją przystajesz, panie, czy mam czmychać jak mysz owa, przed gniewem twym umykając?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Jedna z licznych karczem Rotgan-kir, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Półolbrzym nie starał się nawet kryć zniecierpliwienia. Brwi mu się nastroszyły gdy jeszcze bardziej zmrużył oczy.
- Gusłek czy ty mnie chcesz zdenerwować swoim paplaniem po próżnicy. Takie Orofar zlecił ci zadanie - upierdliwie naprzykrzać się oponentowi i podstawiać mu pod nos zatruty trunek? Takie to paladyńskie sosoba? Idź precz i niech cię nie widzę, bo cię cię usieknę na miejscu, albo każe giermkowi zadusić.
Jednak gdy Gusłek opuścił karczmę i ruszył w drogę powrotną dość szybko dogonił go giermek czarnego rycerza ówcześnie widziany w karczmie, przy swym panie. Ów człowiek o facjacie miejskiego oprycha zatrzymał Gusłka chwytem za ramię i rzekł.
- Mój Pan okaże ci jednak łaskę. Jedynie nie wychylaj się zanadto i nie gadał co ci ślina na język przyniesie, bo mój Pan srogo to pomści. Beczułki dostarcz jeszcze przed południem do karczmy gdzie raczył nocować Mój Pan.
Półolbrzym nie starał się nawet kryć zniecierpliwienia. Brwi mu się nastroszyły gdy jeszcze bardziej zmrużył oczy.
- Gusłek czy ty mnie chcesz zdenerwować swoim paplaniem po próżnicy. Takie Orofar zlecił ci zadanie - upierdliwie naprzykrzać się oponentowi i podstawiać mu pod nos zatruty trunek? Takie to paladyńskie sosoba? Idź precz i niech cię nie widzę, bo cię cię usieknę na miejscu, albo każe giermkowi zadusić.
Jednak gdy Gusłek opuścił karczmę i ruszył w drogę powrotną dość szybko dogonił go giermek czarnego rycerza ówcześnie widziany w karczmie, przy swym panie. Ów człowiek o facjacie miejskiego oprycha zatrzymał Gusłka chwytem za ramię i rzekł.
- Mój Pan okaże ci jednak łaskę. Jedynie nie wychylaj się zanadto i nie gadał co ci ślina na język przyniesie, bo mój Pan srogo to pomści. Beczułki dostarcz jeszcze przed południem do karczmy gdzie raczył nocować Mój Pan.
Ostatnio zmieniony 04 grudnia 2013, 14:22 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.