Huskun oszacował bacznym wzrokiem tłoczących się w karczmie gości, łowiąc uchem pijackie śmiechy, zaśpiewki, sprośne żarty i dźwięki skocznej muzyki wygrywanej przez trójkę nader uzdolnionych gęślarzy. Odsunąwszy od siebie wylizaną do czysta miskę zaklinacz przeniósł spojrzenie na zasępionego nieco Gusłka, pojmując w mig powód zatroskania swego świątobliwego mentora.
- Dług da się spłacić, mości Gusłaku - oznajmił uspokajającym tonem goblin, machając jednocześnie ręką w stronę przechodzącego opodal karczmarza - Panie Hurgon, pozwólcie do nas na chwilkę!
Właściciel uwolnionej cudownie od zmory karczmy zdawał sobie doskonale sprawę z tego jak ważnym gościem pozostawał dla niego pianicki kapłan, toteż nie puścił okrzyku Huskuna mimo uszu, tylko podszedł czym prędzej do zajmowanej przez człowieka i goblina alkowy.
- Świątobliwy Gusłak chciałby się dowiedzieć, czy mieszka tu kto w tym waszym mieście, kto talentny jest w przepisywaniu czarodziejskich pergaminów, panie Hurgonie? Znacie wy kogoś takiego? Może ten katanicki kapłan, którego żeście już wspominali? Albo jaki inny nieznany nam magik?
Badam kwestię odpłatnego napisania kilku pergaminów. Jeśli w mieście nikogo takiego nie ma, odprawiam karczmarza i wracam do tematu długu Gusłka. MG, przypomnij nam proszę, ile tego długu jest i kim jest właściwie ów wierzyciel?