PBF - Tańczący z maszynami
- Przegrał z kobietą - wysyczał pierwszy.
- To się nie liczy - dodał drugi.
- Dobrze, oddasz te osiemdziesiąt gambli z tego co jutro przyniesiecie z dziury maszynek - wyraźnie wkurzonym głosem powiedział pierwszy.
- My spadamy, widzimy się jutro - zakończył drugi.
Kowboje odeszli, ciągnąc za sobą pijanego w sztok Ronniego.
[center]* * *[/center]
Paul spokojnie ułożył Jenny na legowisku w ciężarówce i położył obok niej torbę z rzeczami. Odwrócił się i miał już wychodzić, gdy usłyszał za plecami głos.
- Boję się... - gladiator szybko obrócił się na pięcie i wyciągnął toporek, ale w ciężarówce nie było nikogo poza nim i Jenny.
- Zielone światło... strzykawka... skalpel... - tym razem Paul zobaczył że Jenny wypowiada te słowa.
- Nie... proszę... nie... nie... - dziewczyna dalej mówiła przez sen. Paul zatknął toporek za pas i cicho, starając się nie obudzić Jenny, wyszedł i zamknął prowizoryczne drzwi wycięte w suficie przewróconej ciężarówki. Szybko dotarł do biura szeryfa, gdzie reszta drużyny już spała na rzuconych na podłogę kocach, położył się, owinął pledem i prawie natychmiast zasnął.
[center]* * *[/center]
- Wstawać, lenie! Moloch się sam nie rozpieprzy! - zawołał szeryf nad głowami bohaterów. Czterech dzielnych maszynobójców wstało, narzuciło na siebie okrycia wierzchnie, wzięło broń i wyszło na ganek. Był tam już szeryf, a przed biurem w szeregu stało siedmiu uzbrojonych po zęby mężczyzn z milicji miejskiej.
- No co mam wam powiedzieć. Dzięki wam dzisiaj rozpieprzymy to co zagraża naszemu miasteczku - powiedział szeryf do drużyny.
- To się nie liczy - dodał drugi.
- Dobrze, oddasz te osiemdziesiąt gambli z tego co jutro przyniesiecie z dziury maszynek - wyraźnie wkurzonym głosem powiedział pierwszy.
- My spadamy, widzimy się jutro - zakończył drugi.
Kowboje odeszli, ciągnąc za sobą pijanego w sztok Ronniego.
[center]* * *[/center]
Paul spokojnie ułożył Jenny na legowisku w ciężarówce i położył obok niej torbę z rzeczami. Odwrócił się i miał już wychodzić, gdy usłyszał za plecami głos.
- Boję się... - gladiator szybko obrócił się na pięcie i wyciągnął toporek, ale w ciężarówce nie było nikogo poza nim i Jenny.
- Zielone światło... strzykawka... skalpel... - tym razem Paul zobaczył że Jenny wypowiada te słowa.
- Nie... proszę... nie... nie... - dziewczyna dalej mówiła przez sen. Paul zatknął toporek za pas i cicho, starając się nie obudzić Jenny, wyszedł i zamknął prowizoryczne drzwi wycięte w suficie przewróconej ciężarówki. Szybko dotarł do biura szeryfa, gdzie reszta drużyny już spała na rzuconych na podłogę kocach, położył się, owinął pledem i prawie natychmiast zasnął.
[center]* * *[/center]
- Wstawać, lenie! Moloch się sam nie rozpieprzy! - zawołał szeryf nad głowami bohaterów. Czterech dzielnych maszynobójców wstało, narzuciło na siebie okrycia wierzchnie, wzięło broń i wyszło na ganek. Był tam już szeryf, a przed biurem w szeregu stało siedmiu uzbrojonych po zęby mężczyzn z milicji miejskiej.
- No co mam wam powiedzieć. Dzięki wam dzisiaj rozpieprzymy to co zagraża naszemu miasteczku - powiedział szeryf do drużyny.
Pięciu gości ma M16, dwóch M60, ponadto każdy ma w kaburze przy pasie Berettę, a jeden sporą apteczkę.
W co ja się pakuję... -wysapał pod nosem Eb gramoląc się z wyrka. Ledwie wieczór temu bał się pookładać po mordach kilku zapijaczonych kowboji a dziś miał się pchać prosto w mikser.
Łatwo sobie wyobrazić, że się jest mega zabijaką, co też uczynił gdy wracali odprowadzając nastukaną Jenny, ale w rzeczywistości nic prócz spoglądania na ich buty nie uczynił.
A teraz? Lazł tam raczej ze strachu, że go stukną, jesli nie pójdzie licząc w duchu na sprzyjającą, by dać nogę okazję.
Łatwo sobie wyobrazić, że się jest mega zabijaką, co też uczynił gdy wracali odprowadzając nastukaną Jenny, ale w rzeczywistości nic prócz spoglądania na ich buty nie uczynił.
A teraz? Lazł tam raczej ze strachu, że go stukną, jesli nie pójdzie licząc w duchu na sprzyjającą, by dać nogę okazję.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ian wstał i włożył wykałaczkę między zęby.
Żując ją mówił.
- Dobra chłopaki nazywam się Ian. Idziemy dzisiaj w dziurę molocha i wolałbym żebyście byli świadomi co tam się będzie działo. Broń palna to nie najlepszy sposób na kupy stali, dlatego przyda się też kilku gości z łomami, pałami, benzyną do podpalania, porządną prądnicą i palnikiem acetylenowym. Mogą tam być komputery i te inne piszczące i mrugające gówna, przydałby się więc ktoś kto na nich rozumie. Będzie potrzebny sanitariusz. Kto ma jakieś pojęcie o łataniu ran? No dalej chwalcie się kto na czym się zna poza pociąganiem cyngla.
Żując ją mówił.
- Dobra chłopaki nazywam się Ian. Idziemy dzisiaj w dziurę molocha i wolałbym żebyście byli świadomi co tam się będzie działo. Broń palna to nie najlepszy sposób na kupy stali, dlatego przyda się też kilku gości z łomami, pałami, benzyną do podpalania, porządną prądnicą i palnikiem acetylenowym. Mogą tam być komputery i te inne piszczące i mrugające gówna, przydałby się więc ktoś kto na nich rozumie. Będzie potrzebny sanitariusz. Kto ma jakieś pojęcie o łataniu ran? No dalej chwalcie się kto na czym się zna poza pociąganiem cyngla.
- Sanitariusza mamy, Stan się zna na rzeczy - szeryf wskazał na gościa z apteczką - a poza tym każdy ma jakieś własne bandaże i piersiówkę whisky do stosowania zewnętrznie i wewnętrznie. Po jakieś łomy i inne palniki można skoczyć... no co tak stoicie, jazda - powiedział do swoich ludzi - a jeżeli chodzi o komputerowców... na rzeczy zna się tylko Jenny. A właśnie, jak tam Jenny?