Ian żuł ntensywnie wykałaczkę, starając się rozkminić co tu właściwie miało miejsce.
- Cholera - powiedział i splunął na ziemię - zaczynam myśleć, że te wieśniaki lecą z nami w kulki. Narobili śladów żeby z nas się pośmiać.
Zaczął chodzić tam i z powrotem kopiąc przypadkowe przedmioty.
- Jakieś inne opcje? - Spytał przyglądając się wszystkim po kolei.
W końcu odpowiedział sobie sam.
- Może to cholerne roboty zabijają krowy i zabierają je gdzieś tam - Ian wskazał szczyt góry - wyglądają jak pająki to i może łażą jak pająki. Tylko po co im nogi w kształcie racic? - zastanawiał się chwile i w końcu powiedział.
- Trza nam wleźć na górę może jest tam coś co rzuci na sprawę trochę światła. A ty mała, rzuć może okiem na to żelastwo, co znaleźliśmy w ziemi. Indianiec przejdź się i sprawdź czy ta góra ma jakieś łagodniejsze zbocza - Instynktownie Ian zaczął przewodzić i rozkazywać innym.