Z tego co pamiętasz cmentarz w Rotga-kir podlega władzom świeckim miasta (burmistrz), a nie świątynnym. Z kapłanami obcej wiary trudniej byłoby uzyskać zgodę na ekshumację niż z rządzącym miastem burmistrzem.
Nie. Nie znasz burmistrza osobiście. Kwestie pogrzebu załatwiałeś z jego zastępcą, czyli jego córką. Ona jest półorczycą, z klasy średniej, wyznania nie znasz. Bom burmistrza jest na rynku, tak jak i wasza karczma.
Balin wykoncypował, że jak ich sława jako wybawców karczmy i tych co zjawę wypędzili się rozszerzy, uda się do burmistrza z prośbą w sprawie dziadka, a do tego czasu trzeba odpocząć i pogwarzyć z kompanami. Nie były to krasnoludy, ale lepszy rydz niż nic jak na Ochrii ludzie powiadają.
- Postanowił też wypytać przy najbliższej okazji, gości karczmy o burmistrza tego grodu, jaki z niego gospodarz i jakiemu Bogu służy.
- Nie, nie, nie! Nie uśmiecha mi się kopanie zmarłych, ot co - rzekł gnom zdenerwowanym tonem. - Jeśli ci śpieszno z nim pogadać, polataj sobie ze złotymi monetami w garści w biednej dzielnicy. Zresztą, co takiego dziadunio mógł ci zostawić, hę? - zapytał wyzywająco iluzjonista, patrząc na krasnoluda. - No gadajże!
Mordil nie bacząc na innych zabrał dla siebie cały dzban piwa i popijał z niego powoli słuchając innych, na słowa gnoma parsknął śmiechem aż mu piwo nosem wyleciało, kichając i prychając otarł flegmę ze swojej twarzy po czym rzekł:
-A szto felac chto dzadko Balina kopec co?
Południowo gobliński:
Spoiler!
-A szto felac chto dzadko Balina kopec co?
-A co to za różnica kto dziadka Balina wykopie co? Lepiej obcy czy my swoi? Wele zli one me swoje?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."