Rozglądam się za towarzyszami, jeśli uznam, że Irileth nic nie grozi.
PBF - Narodziny legendy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Fort Szarej Przystani, 14 dzień Ostatnich Siewów
Przywołani przez Irileth łucznicy wspięli się czym prędzej na dwie najwyższe baszty fortu, zajęli pozycje na blankach wypatrując z wysokości kilkudziesięciu metrów jakiegokolwiek śladu grożącego warowni niebezpieczeństwa. Wystawiwszy warty dunmerka pozwoliła reszcie oddziału w końcu odpocząć. Znużeni długim marszem i walką, ale jednocześnie wciąż podnieceni zwycięstwem hersirowie siadali bądź kładli się, gdzie popadło: na ziemi dziedzińca, na schodach pomostów bądź na snopkach słomy wrzuconych do kilku niewielkich drewnianych szop przylegających do murów. Niektórzy dokuczali siedzącym w kupie więźniom, ubliżając im bądź obrzucając kawałkami ziemi, inni pili łapczywie wodę i żuli wyciągnięte z sakw pszenne placki.
Neviers zbliżył się do siedzącego na pomoście Hastura, przekroczył ponad drzemiącym bez żenady Baar'tehem pozdrawiając Redgarda zdawkowym gestem dłoni. Bystre oczy Bretona taksowały sylwetki kilku hersirów przetrząsających dobytek zabitych górali, ale rysujące się na twarzy Dumasa zmęczenie wyraźnie zdradzało jego niechęć do jakichkolwiek działań innych niż spoczynek.
- Szybko poszło - powiedział Neviers siadając obok Hastura w taki sposób, by przypadkiem nie znaleźć się na ogonie khajiita - Chociaż przy odrobinie pecha mogli nas naszpikować jak jeże.
- Mara nad nami czuwała, Arkay widać też - odparł Redgard nie otwierając przymkniętych oczu i rozkoszując się dotykiem pieszczących twarz promieni słońca - Ale nie nad wszystkimi.
- Z góry więcej widać - stwierdził Breton opierając się wygodniej o chłodne kamienie parapetu - Straciliśmy czterech jarlowych, a kilku jest zdrowo poharatanych. Ale teraz nawet z gościńca widać, kto tutaj rządzi.
- Niby jak? - spytał Hastur otwierając lekko oczy. Dostrzegając jego spojrzenie Neviers wskazał kciukiem jedną z baszt fortu. Na jej blankach łopotała zatknięta tam pośpiesznie chorągiew w barwach Białej Grani, furkocząca z dziwnie przyjemnym dla uszu odgłosem.
- Balgruuf poczynił pierwszy krok w drodze do przywrócenia władzy w swej krainie - powiedział Breton ściszając nieznacznie głos - Jeśli wieść się rozniesie, że kupcy znów mogą spokojnie podróżować do Białej Grani, miasto odżyje, a sam władyka przysporzy sobie prestiżu. Kto wie, czy bardziej nie o prestiż tutaj idzie niźli bogactwo...
- W czym rzecz? - zapytał Redgard wyczuwając, że stwierdzenie Neviersa musiało kryć w sobie jakieś głębsze przesłanie - Chciałeś coś przesz to rzec?
- Nietrudno zauważyć, o co tu idzie - bretoński obieżyświat wciąż mówił ściszonym głosem, nie chcąc najwyraźniej, by ktoś postronny dosłyszał jego dywagacje - Spór o tron Skyrimu wciąż się nasila. W Samotni rządzi Elisif, która powołuje się na prawo dziedziczenia tronu po śmierci Torryga. Zachodnie włości stoją za nią murem, ale jest znienawidzona przez jarlów ze wschodu. Ci niemal otwarcie popierają Wichrowy Tron mimo, iż Cesarstwo uznało Ulfrika za zdrajcę stanu. Próbowałem ciągnąć wielu w Grani za języku, ale wielce to szło opornie. Z tego, co się dało wywiedzieć, Balgruuf nie opowiedział się jeszcze po żadnej stronie... albo jest ostrożny nie chcąc się narazić Elisif i Ulfrikowi albo też ma znacznie bardziej dalekosiężne plany...
- Sądzisz, że Balgruuf mógłby chcieć zostać królem Skyrimu? - Hastur ożywił się znienacka, otworzył szerzej oczy spoglądając w stronę swego rozmówcy - A co na to Cesarstwo?
- Skąd mi to wiedzieć? - Neviers wzruszył ramionami, ale jakiś błysk w żywych inteligentnych oczach Bretona podpowiadał redgardzkiemu wojownikowi, że cudzoziemiec miał swój pogląd i na ten temat.
Przywołani przez Irileth łucznicy wspięli się czym prędzej na dwie najwyższe baszty fortu, zajęli pozycje na blankach wypatrując z wysokości kilkudziesięciu metrów jakiegokolwiek śladu grożącego warowni niebezpieczeństwa. Wystawiwszy warty dunmerka pozwoliła reszcie oddziału w końcu odpocząć. Znużeni długim marszem i walką, ale jednocześnie wciąż podnieceni zwycięstwem hersirowie siadali bądź kładli się, gdzie popadło: na ziemi dziedzińca, na schodach pomostów bądź na snopkach słomy wrzuconych do kilku niewielkich drewnianych szop przylegających do murów. Niektórzy dokuczali siedzącym w kupie więźniom, ubliżając im bądź obrzucając kawałkami ziemi, inni pili łapczywie wodę i żuli wyciągnięte z sakw pszenne placki.
Neviers zbliżył się do siedzącego na pomoście Hastura, przekroczył ponad drzemiącym bez żenady Baar'tehem pozdrawiając Redgarda zdawkowym gestem dłoni. Bystre oczy Bretona taksowały sylwetki kilku hersirów przetrząsających dobytek zabitych górali, ale rysujące się na twarzy Dumasa zmęczenie wyraźnie zdradzało jego niechęć do jakichkolwiek działań innych niż spoczynek.
- Szybko poszło - powiedział Neviers siadając obok Hastura w taki sposób, by przypadkiem nie znaleźć się na ogonie khajiita - Chociaż przy odrobinie pecha mogli nas naszpikować jak jeże.
- Mara nad nami czuwała, Arkay widać też - odparł Redgard nie otwierając przymkniętych oczu i rozkoszując się dotykiem pieszczących twarz promieni słońca - Ale nie nad wszystkimi.
- Z góry więcej widać - stwierdził Breton opierając się wygodniej o chłodne kamienie parapetu - Straciliśmy czterech jarlowych, a kilku jest zdrowo poharatanych. Ale teraz nawet z gościńca widać, kto tutaj rządzi.
- Niby jak? - spytał Hastur otwierając lekko oczy. Dostrzegając jego spojrzenie Neviers wskazał kciukiem jedną z baszt fortu. Na jej blankach łopotała zatknięta tam pośpiesznie chorągiew w barwach Białej Grani, furkocząca z dziwnie przyjemnym dla uszu odgłosem.
- Balgruuf poczynił pierwszy krok w drodze do przywrócenia władzy w swej krainie - powiedział Breton ściszając nieznacznie głos - Jeśli wieść się rozniesie, że kupcy znów mogą spokojnie podróżować do Białej Grani, miasto odżyje, a sam władyka przysporzy sobie prestiżu. Kto wie, czy bardziej nie o prestiż tutaj idzie niźli bogactwo...
- W czym rzecz? - zapytał Redgard wyczuwając, że stwierdzenie Neviersa musiało kryć w sobie jakieś głębsze przesłanie - Chciałeś coś przesz to rzec?
- Nietrudno zauważyć, o co tu idzie - bretoński obieżyświat wciąż mówił ściszonym głosem, nie chcąc najwyraźniej, by ktoś postronny dosłyszał jego dywagacje - Spór o tron Skyrimu wciąż się nasila. W Samotni rządzi Elisif, która powołuje się na prawo dziedziczenia tronu po śmierci Torryga. Zachodnie włości stoją za nią murem, ale jest znienawidzona przez jarlów ze wschodu. Ci niemal otwarcie popierają Wichrowy Tron mimo, iż Cesarstwo uznało Ulfrika za zdrajcę stanu. Próbowałem ciągnąć wielu w Grani za języku, ale wielce to szło opornie. Z tego, co się dało wywiedzieć, Balgruuf nie opowiedział się jeszcze po żadnej stronie... albo jest ostrożny nie chcąc się narazić Elisif i Ulfrikowi albo też ma znacznie bardziej dalekosiężne plany...
- Sądzisz, że Balgruuf mógłby chcieć zostać królem Skyrimu? - Hastur ożywił się znienacka, otworzył szerzej oczy spoglądając w stronę swego rozmówcy - A co na to Cesarstwo?
- Skąd mi to wiedzieć? - Neviers wzruszył ramionami, ale jakiś błysk w żywych inteligentnych oczach Bretona podpowiadał redgardzkiemu wojownikowi, że cudzoziemiec miał swój pogląd i na ten temat.
Pozwoliłem sobie na małą wstawkę obyczajową, by ponownie nakreślić nieco szerszy obraz świata, w którym toczy się gra. Jeśli Hastur chce pociągnąć temat, poproszę o jakiś fabularyzowany kawałek, w przeciwnym razie może sobie dalej podrzemać.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barr'teh przeciągnął się ostrożnie, zbudzony ożywioną polityczną tyradą głoszoną przez Nieversa. Otworzył leniwie jedno oko, spoglądając na Bretona:
- Barr'teh myśli, że Jarlak lepiej dałby dziczyzny swoim człowiekom, a mleka i Księżycowego Cukru dobrym khajitom, a nie planował daleko o Wiatrowych Tronach. - Prychnął kotołak, znów przymykając oko.
- Barr'teh myśli, że Jarlak lepiej dałby dziczyzny swoim człowiekom, a mleka i Księżycowego Cukru dobrym khajitom, a nie planował daleko o Wiatrowych Tronach. - Prychnął kotołak, znów przymykając oko.