Rozmówiwszy się półgłosem z Gladziem, Hector podszedł szybkim krokiem do Kitty i objął ją w pasie przesuwając jedną z dłoni na pośladki lekarki.
- Zabieramy Lewego - powiedział ściszonym tonem - Kiedy jego już nie będzie, zawinie się stąd również Kurani i zostaniesz sama. Szkoda by było, żebyś się tu sama nudziła, mała. Zamknij interes i skocz do domu, odpocznij trochę.
- Mam siedzieć sama? - Kitty przybrała nastroszoną minę, całkiem udanie naśladując rozdrażnioną kotkę.
- Mam grafik zajęty aż do północy - wzruszył ramionami Garcia wskazując kciukiem na drzwi izolatki - Ale potem znajdę dla ciebie masę czasu, kicia. Swoją drogą, mogłabyś dać mi namiar na swoją chatę, co?
Bez względu na to, czy dostanę adres Kitty czy nie, zabieramy Lewego na dół. Oczywiście przed wejściem na ulicę sprawdzimy okolicę drzwi - mam też nadzieję, że Kurani nas odprowadzi, ale to pozostawiam już w gestii MG...