Huskun zamrugał kilkakrotnie widząc zatroskaną twarz karczmarza, potrząsnął głową próbując pozbyć się mętliku myśli wywołanego nadmiarem spożytych trunków i łóżkowych uciech. Zaklinacz czuł się niczym żywcem przeniesiony do pianickich zaświatów, gotów z niewzruszoną pewnością wiary głosić nauki Kielicha, ale jakiś cienki słabowity głosik dobiegający z mrocznej otchłani podświadomości właśnie zaczął się wydzierać ostrzegawczo.
- Cze... czego... się jąjąkacie? - wykrztusił goblin ocierając wilgotne od piwnej piany usta - Na Piana, jeno nie gadawujcie, że się piwo skończyło! Toż by to była okropnista okropność!
Coś mi jednak mówi, że nie o piwo tu idzie... czyżby Huskun w przesadnym zapale wychędożył córkę karczmarza?