PBF - Boskie potyczki
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthur poklepal brodacza po plecach w przyjacielskim gescie. O dziwo, krasnolud w odroznieniu do goblinow nie wywrocil sie, ani nawet nie steknal z bolu imponujac olbrzymowi, przyzwyczajonemu, ze gobliny jak ognia unikaly wszelakich gestow przyjazni ze strony swojego ziomka:
- Balin dobrze trafil. Z nami goblinami nie zginie. My dobre wojowniki, krzywda wom nie bedzie zodnej.
- Balin dobrze trafil. Z nami goblinami nie zginie. My dobre wojowniki, krzywda wom nie bedzie zodnej.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-Nikoj ne chce moja robala? To ni moja nikomu nie dawać już robala! Ty duża goblin ja myslać, że Ty przyjacel Mordila! To po żeś piwa tyla pijał? Po tym te pierduty była ni po robala moja! A te krasnal nie chcieć? Dobry robal, duża tam mieć soczystości:-) Ja dawać Ty brać:-)
Oczywiście Mordil stara się obdarować wszystkich swoimi przysmakami:-) Jeśli w drodze zauważy gdzieś jakieś robaczki nie omieszka ich wrzucić do specjalnej sakwy na przerobienie:-)"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-Te krasnal Balin pokazować jakowy ruchać topory? Bo moja też topory lubić, może Ty moja nauczyć władować topory? Ty se nic nie przejmowaty my być swoje chopy:-)
Chciałbym poznać stan obsługi toporów przez Balina, skoro to krasnal to pewnie może mnie czegoś nowego nauczyć."Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wzgórze nieopodal Rotgan-kir, wcześnie rano
Pozostali Nieulękli rozprawiali między sobą, ale zdjęty trwogą Huskun nie zwracał na ich przekomarzania najmniejszej uwagi, wbijając szeroko otwarte oczy w bezkresną przestrzeń morza. Ilość zgromadzonej tam wody odebrała goblinowi mowę, wprawiając jednocześnie w dzikie trzepotanie jego nieczułe na co dzień na uroki przyrody serce. Żyjąc na bagnach zaklinacz przywykł do niewielkich cuchnących sadzawek porośniętych rzęsą i liliami, w niczym nie umywających się do przerażającego swym majestatem oceanu.
Groźne i nie mające żadnych granic, morze zdawało się rzucać struchlałemu goblinowi wyzwanie ukryte w głuchym huku przyboju.
Przełykając nerwowo ślinę Huskun rozejrzał się powoli wkoło, wyczuwając znienacka przyjemnie znajomą nutę woni, której mu od dłuższego czasu brakowało. Spojrzenie goblina powędrowało ku wiszącym na słupach klatkom i zionącemu od ich strony odorowi gnijącego mięsa.
Pozostali Nieulękli rozprawiali między sobą, ale zdjęty trwogą Huskun nie zwracał na ich przekomarzania najmniejszej uwagi, wbijając szeroko otwarte oczy w bezkresną przestrzeń morza. Ilość zgromadzonej tam wody odebrała goblinowi mowę, wprawiając jednocześnie w dzikie trzepotanie jego nieczułe na co dzień na uroki przyrody serce. Żyjąc na bagnach zaklinacz przywykł do niewielkich cuchnących sadzawek porośniętych rzęsą i liliami, w niczym nie umywających się do przerażającego swym majestatem oceanu.
Groźne i nie mające żadnych granic, morze zdawało się rzucać struchlałemu goblinowi wyzwanie ukryte w głuchym huku przyboju.
Przełykając nerwowo ślinę Huskun rozejrzał się powoli wkoło, wyczuwając znienacka przyjemnie znajomą nutę woni, której mu od dłuższego czasu brakowało. Spojrzenie goblina powędrowało ku wiszącym na słupach klatkom i zionącemu od ich strony odorowi gnijącego mięsa.
Dotarliśmy do celu, jupi! To co teraz, statecznym kroczkiem ku najbliższej miejskiej bramie?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wzgórze nieopodal Rotgan-kir, wcześnie rano
Mgła zaczęła opadać, gdy Nieulękli schodzili ze wzgórza z klatkami. Wrony szybko skorzystały, powracając do żerowania na trupach. Między maszerującymi, a miastem rozciągały się pola agawy, na które właśnie docierali chłopi z podgrodzi.
Bezchmurne niebo wróżyło kolejny upalny dzień. Plecaki i ekwipunek od mnichów zaczynał ciążyć na ramionach, a na skroniach pojawiały się pierwsze krople potu.
Mijani chłopi i chłopki oraz sfory dzieciarni z zainteresowaniem przyglądały się podróżnym. Co dziwne jednak widząc gobliny ludzie reagowali w sposób nietypowy. Na ich twarzach gościły uśmiechy i cicho szeptane uwagi. Dzieciaki zaczęły wyczyniać figle, robiąc fikołki lub starając się żonglować cebulą.
Mniej przyjaznym spojrzeniem, obdarzył grupę wędrowców, siedzący pod stogiem siana siwowłosy starzec z powyginanym kosturem i w burej szacie.
Dopiero stado przepędzanych kijaszkiem krów odwróciło jego uwagę i zaczął złorzeczyć na bestialskie traktowanie zwierząt.
Po dwóch kwadransach nieśpiesznego marszu grupka awanturników dotarła do podgrodzi. Przy karczmach i stajniach tłoczyli się osobnicy różnej rasy i płci. Większość z nich wyglądała na przyjezdnych. Siodłali lub objuczali zwierzęta, wytaczali wózki i zarzucali na plecy plecaki i kosze pełne świeżych warzyw i owoców.
Na moście zwodzonym zrobił się tłok. Stojący z tyłu zaglądali wyciągając szyję chcąc zobaczyć przyczynę powstałej kolejki, inni złorzeczyli i narzekali. Do uszu docierał mnogość różnych języków i gwar.
Mały, okropnie umorusany, ludzki brzdąc wgapił się w Huskuna szeroko rozwartymi oczyma i ustami, zaczął szarpać za rękawa ojca.
- Tato, tato! Cyrkowcy przyjechali! Już są! Tato! Trefnisie Garbatego Tolka!
Zniecierpliwiony ojciec ciągnący dwukołowy wózek wyładowany kapustą, obrzucił Huskuna spojrzeniem. Syknął na synka i cicho powiedział.
- Nie, nie. To nie oni. Widziałem ich w zeszłym roku. Nie puszczają goblinów samopas. Zresztą to nie gobliny... To są - ściszył głos jeszcze bardziej, ale Huskun zdołał dosłyszeć słowa - to jakieś bardzo chore gnomy albo hobbity. Widzisz tego drugiego? Babka zanim zmarła też była taka żółta.
Mimo słów ojca urwis nadal uporczywie wpatrywał się w Huskuna, dłubiąc przy tym palcem w nosie.
Mgła zaczęła opadać, gdy Nieulękli schodzili ze wzgórza z klatkami. Wrony szybko skorzystały, powracając do żerowania na trupach. Między maszerującymi, a miastem rozciągały się pola agawy, na które właśnie docierali chłopi z podgrodzi.
Bezchmurne niebo wróżyło kolejny upalny dzień. Plecaki i ekwipunek od mnichów zaczynał ciążyć na ramionach, a na skroniach pojawiały się pierwsze krople potu.
Mijani chłopi i chłopki oraz sfory dzieciarni z zainteresowaniem przyglądały się podróżnym. Co dziwne jednak widząc gobliny ludzie reagowali w sposób nietypowy. Na ich twarzach gościły uśmiechy i cicho szeptane uwagi. Dzieciaki zaczęły wyczyniać figle, robiąc fikołki lub starając się żonglować cebulą.
Mniej przyjaznym spojrzeniem, obdarzył grupę wędrowców, siedzący pod stogiem siana siwowłosy starzec z powyginanym kosturem i w burej szacie.
Dopiero stado przepędzanych kijaszkiem krów odwróciło jego uwagę i zaczął złorzeczyć na bestialskie traktowanie zwierząt.
Po dwóch kwadransach nieśpiesznego marszu grupka awanturników dotarła do podgrodzi. Przy karczmach i stajniach tłoczyli się osobnicy różnej rasy i płci. Większość z nich wyglądała na przyjezdnych. Siodłali lub objuczali zwierzęta, wytaczali wózki i zarzucali na plecy plecaki i kosze pełne świeżych warzyw i owoców.
Na moście zwodzonym zrobił się tłok. Stojący z tyłu zaglądali wyciągając szyję chcąc zobaczyć przyczynę powstałej kolejki, inni złorzeczyli i narzekali. Do uszu docierał mnogość różnych języków i gwar.
Mały, okropnie umorusany, ludzki brzdąc wgapił się w Huskuna szeroko rozwartymi oczyma i ustami, zaczął szarpać za rękawa ojca.
- Tato, tato! Cyrkowcy przyjechali! Już są! Tato! Trefnisie Garbatego Tolka!
Zniecierpliwiony ojciec ciągnący dwukołowy wózek wyładowany kapustą, obrzucił Huskuna spojrzeniem. Syknął na synka i cicho powiedział.
- Nie, nie. To nie oni. Widziałem ich w zeszłym roku. Nie puszczają goblinów samopas. Zresztą to nie gobliny... To są - ściszył głos jeszcze bardziej, ale Huskun zdołał dosłyszeć słowa - to jakieś bardzo chore gnomy albo hobbity. Widzisz tego drugiego? Babka zanim zmarła też była taka żółta.
Mimo słów ojca urwis nadal uporczywie wpatrywał się w Huskuna, dłubiąc przy tym palcem w nosie.
Wchodziciez do miasta, czy macie zamiar robić coś poza nim?
Ostatnio zmieniony 26 lipca 2013, 11:48 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Olbrzym stanął na palcach próbując dostrzec ponad głowami kmiotków co tak utrudnia wejście do grodu. Nie mogąc do końca się rozeznać postanowił zbadać wszystko u źródła. Szturchnął Huskuna:
- Ida zobaczyć zaś ludzisków nie puszczają. - po czym zaczął najdelikatniej jak potrafił zaczął się przeciskać ku bramie, a na swój skromny dobytek uważając, bo słyszał jakoby w takich tłumach wielu takich, co ręce lepkie mają:
- Przepuśćta dobre ludzie, kaj wy wszyscy do idziecie? Przeca tam morowe powietrze w grodzie. Siedzcie tu na podgrodziu, bo inaczej liszaje was obleza i wilka złapiecie na rzyci.
Watek techniczny
Taki mały podstęp, żeby spróbować co mniej odważnych zawrócić i kolejkę skrócić.
- Ida zobaczyć zaś ludzisków nie puszczają. - po czym zaczął najdelikatniej jak potrafił zaczął się przeciskać ku bramie, a na swój skromny dobytek uważając, bo słyszał jakoby w takich tłumach wielu takich, co ręce lepkie mają:
- Przepuśćta dobre ludzie, kaj wy wszyscy do idziecie? Przeca tam morowe powietrze w grodzie. Siedzcie tu na podgrodziu, bo inaczej liszaje was obleza i wilka złapiecie na rzyci.
Watek techniczny
Taki mały podstęp, żeby spróbować co mniej odważnych zawrócić i kolejkę skrócić.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Brama Główna do Rotgan-kir, ranek
Stara półorkowa kobieta o pożółkłych kłach, słysząc słowa półolbrzyma, załamała ręce i zalamentowała.
- Grammie miej nas w swojej opiece. Plaga...
- A ja żem słyszał, że ci krasnoludzi z metalowego statku coś przywlekli. To dlatego burmistrz wyrzuciła ich z portu - powiedział ork z koszem marchwi.
- Brat z portu mówił, że namnożyły się tam takie wielkie szczury, że mu psa zagryzły. Dużego wilczura! - zawołał niski człowiek z poharatanym nosem.
- Nie pchajcie się - warknął tęgi człowiek o zaczerwienionej twarzy - wszyscy wiedzą, że miasto przeklęte przez - zamilkł trwożnie - no wiecie sami kogo. Wszelkie zło zaczęło się, gdy świątynia poszła z dymem.
Po słowach Bartha rozgorzała coraz głośniejsza wrzawa. Każdy opowiadał o dziwach nawiedzających miasto. Można było usłyszeć o utopcu w porcie, o widzianym w pobliżu pirackim statku, ściągającym rybaków z pokładu trytonie, o zaginięciu burmistrza, o mordowniku wytrzewiającym dziwki.
Jednak nikt nie rezygnował z wejścia. Barth przepychał się łokciami coraz głębiej w tłum. Gdy dotarła do niego przyczyna opóźnienia.
- Słyszeliśta - wrzasnął gruby jak beczka ork odziany w zbroję łuskową i podbitym oku - znowu podnieśli bramowe! Teraz za wejście 20 srebrników trza dać. Rabunek! Złodzieje.
Stara półorkowa kobieta o pożółkłych kłach, słysząc słowa półolbrzyma, załamała ręce i zalamentowała.
- Grammie miej nas w swojej opiece. Plaga...
- A ja żem słyszał, że ci krasnoludzi z metalowego statku coś przywlekli. To dlatego burmistrz wyrzuciła ich z portu - powiedział ork z koszem marchwi.
- Brat z portu mówił, że namnożyły się tam takie wielkie szczury, że mu psa zagryzły. Dużego wilczura! - zawołał niski człowiek z poharatanym nosem.
- Nie pchajcie się - warknął tęgi człowiek o zaczerwienionej twarzy - wszyscy wiedzą, że miasto przeklęte przez - zamilkł trwożnie - no wiecie sami kogo. Wszelkie zło zaczęło się, gdy świątynia poszła z dymem.
Po słowach Bartha rozgorzała coraz głośniejsza wrzawa. Każdy opowiadał o dziwach nawiedzających miasto. Można było usłyszeć o utopcu w porcie, o widzianym w pobliżu pirackim statku, ściągającym rybaków z pokładu trytonie, o zaginięciu burmistrza, o mordowniku wytrzewiającym dziwki.
Jednak nikt nie rezygnował z wejścia. Barth przepychał się łokciami coraz głębiej w tłum. Gdy dotarła do niego przyczyna opóźnienia.
- Słyszeliśta - wrzasnął gruby jak beczka ork odziany w zbroję łuskową i podbitym oku - znowu podnieśli bramowe! Teraz za wejście 20 srebrników trza dać. Rabunek! Złodzieje.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Pieruna, zdziercy jedne. Nawet se gulnąć ku czci Piana nie bedech mioł pieniądza. - Barthur skomentował głośno, ale skrzętnie zanotował w pamięci plotki głoszone przez chłopków. Machnął ręką i ruszył ku swoim.
- Kruca fuks. Pieruny ostatnie srebro z bebechów uczciwych ludzi wydrą! Bedziem musieli tuzin i osiem srebrników od głowa z piterka zapłacić! - obwieścił zły, gdy tylko wrócił do swoich.
W głowie mu się nie mieściło, że w świecie trzeba za wejście do miasta płacić. Co innego srebrem okup zapłacić, jako oni w ich goblińskiej wiosce innych do tego przymuszali, ale żądać myta przy bramie? To tak jakby do lasu wstepu zabraniać i złoto za to brać... Zamarzyło się nawet Barthurowi przez chwilę, co by wrócić do osady na bagnach, ale odgonił takie myśli przypomniawszy sobie, że pewno naczelnik kazałby mu z rzyci pasy drzeć.
- Kruca fuks. Pieruny ostatnie srebro z bebechów uczciwych ludzi wydrą! Bedziem musieli tuzin i osiem srebrników od głowa z piterka zapłacić! - obwieścił zły, gdy tylko wrócił do swoich.
W głowie mu się nie mieściło, że w świecie trzeba za wejście do miasta płacić. Co innego srebrem okup zapłacić, jako oni w ich goblińskiej wiosce innych do tego przymuszali, ale żądać myta przy bramie? To tak jakby do lasu wstepu zabraniać i złoto za to brać... Zamarzyło się nawet Barthurowi przez chwilę, co by wrócić do osady na bagnach, ale odgonił takie myśli przypomniawszy sobie, że pewno naczelnik kazałby mu z rzyci pasy drzeć.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Główna brama Rotgan-kir, ranek
Trzymający się blisko Gusłka i Barthura Huskun gapił się na cuda podgrodzia niczym cielę, nie panując nad odruchem nakazującym mu wystawienie z ust jęzora. Gęsta zabudowa, hałaśliwy tłum i niebywała atmosfera wielkiego świata - nawet pod postacią zatłoczonego, cuchnącego kiszoną kapustą i fekaliami błotnistego podgrodzia - wprawiała goblińskiego zaklinacza w stan cudacznego oszołomienia. Lata spędzone na bagnach Turgulów nie przygotowały Huskuna w najmniejszym stopniu na wrażenia towarzyszące podróży do wielkiego miasta: a w oczach goblina z mokradeł Rotgan-kir jawił się bliźniaczym bez mała miastem Ostrogaru!
Trzymając jedną dłonią za nogawicę półolbrzyma, zaklinacz pozwolił się wielkiemu towarzyszom ciągnąć w stronę bramy, niczym holk wciągany do portowego basenu przez wiosłową łódź.
- Gusłaku! - odezwał się znienacka, porażony pewną myślą, która pojawiła się w jego głowie nie wiadomo skąd - Gusłaku, jest ci tu jaka kapliszonka Piana? Abo jakowy modlacz przyjazny, coby go za jęzora można pociągać?
Trzymający się blisko Gusłka i Barthura Huskun gapił się na cuda podgrodzia niczym cielę, nie panując nad odruchem nakazującym mu wystawienie z ust jęzora. Gęsta zabudowa, hałaśliwy tłum i niebywała atmosfera wielkiego świata - nawet pod postacią zatłoczonego, cuchnącego kiszoną kapustą i fekaliami błotnistego podgrodzia - wprawiała goblińskiego zaklinacza w stan cudacznego oszołomienia. Lata spędzone na bagnach Turgulów nie przygotowały Huskuna w najmniejszym stopniu na wrażenia towarzyszące podróży do wielkiego miasta: a w oczach goblina z mokradeł Rotgan-kir jawił się bliźniaczym bez mała miastem Ostrogaru!
Trzymając jedną dłonią za nogawicę półolbrzyma, zaklinacz pozwolił się wielkiemu towarzyszom ciągnąć w stronę bramy, niczym holk wciągany do portowego basenu przez wiosłową łódź.
- Gusłaku! - odezwał się znienacka, porażony pewną myślą, która pojawiła się w jego głowie nie wiadomo skąd - Gusłaku, jest ci tu jaka kapliszonka Piana? Abo jakowy modlacz przyjazny, coby go za jęzora można pociągać?
Zapłaćmy myto i wejdźmy do miasta. Za bramą niech ktoś bardziej od Huskuna reprezentatywny wypyta straż miejską albo jakiegoś znaczniejszego przechodnia o najbliższą pianicką bądź przyjazną wobec pianitów świątynię - tam moglibyśmy zacząć zbierać dane wywiadowcze...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- W takim mieście wielkim to pewno nie tylko kapliczka, ale cała świątynia stoi z kapłanami i tymi, no ako... ako... krucafuks... kapłańskimi pomagierami.
Gdzieś w umyśle goblina przebłyskiwały mgliste wspomnienia z dzieciństwa, gdy bywał w kolorowych o tłumu miastach. Nie był jednak w stanie przypomnieć sobie jakie to miasta były, ani co też tam robił w towarzystwie nikogo innego jak olbrzymów.
Wśród rozwrzeszczanego tłumu czekającego niecierpliwie, żeby wejść do grodu czuł się zarazem bardzo swojsko, ale i bardzo dziwnie, bo mimo wszystko nad tumult miasta przedkładał cisze i spokój natury.
Pomysł Huskuna aby odnaleźć Pianowy chram miał wiele sensu, choć Barthur wolałby w karczmie jakiejś chwałę Piana chwalić.
- Karczme najdymy lepij. Rzuca kośćmi na wróżba. - półolbrzym otworzył dłoń z kośćmi pokrytymi tajemniczymi znakami. Chwilę podumał i stwierdził: - Mówia Wam, bydymy dziś pijoni w sztok.
Gdzieś w umyśle goblina przebłyskiwały mgliste wspomnienia z dzieciństwa, gdy bywał w kolorowych o tłumu miastach. Nie był jednak w stanie przypomnieć sobie jakie to miasta były, ani co też tam robił w towarzystwie nikogo innego jak olbrzymów.
Wśród rozwrzeszczanego tłumu czekającego niecierpliwie, żeby wejść do grodu czuł się zarazem bardzo swojsko, ale i bardzo dziwnie, bo mimo wszystko nad tumult miasta przedkładał cisze i spokój natury.
Pomysł Huskuna aby odnaleźć Pianowy chram miał wiele sensu, choć Barthur wolałby w karczmie jakiejś chwałę Piana chwalić.
- Karczme najdymy lepij. Rzuca kośćmi na wróżba. - półolbrzym otworzył dłoń z kośćmi pokrytymi tajemniczymi znakami. Chwilę podumał i stwierdził: - Mówia Wam, bydymy dziś pijoni w sztok.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pomyślmy przez chwilę jakie my właściwie mamy możliwości działania w kontekście misji wywiadowczej. Po prawdzie największy ciężar spada w tej chwili na barki trzech osób. Gusłek, ludzki kapłan Piana, jest tu niczym u siebie, bardzo dobrze poradzi też sobie Balin jako kapłan nie-złego Gotam-gora. Ta para powinna sprawdzić się wyśmienicie jako nasze oczy i uszy, bo większość miejscowych powinno ich traktować z szacunkiem i chętnie udzielać informacji. Trzeci wymarzony szpieg to gnom, który powinien bez trudu wtopić się w tłum.
Dwa gobliny i źle wychowany półolbrzym powinni się trzymać gdzieś w tyle, żeby nie wzbudzali zbyt wielu kontrowersji...
Dwa gobliny i źle wychowany półolbrzym powinni się trzymać gdzieś w tyle, żeby nie wzbudzali zbyt wielu kontrowersji...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rotgan-kir, ranek
Po chwili jedynym tematem rozmów było podniesienie ceny myta. Mieszkańcy snuli przypuszczenia, skąd tak rabunkowe postępowanie i dlaczego właśnie teraz oraz kto jest za to winny. Pierwszymi podejrzanymi byli sharamiccy pielgrzymi ściągający masowo na święto zwane Powietrznym Tańcem. Pewnikiem tyle się ich nazłaziło, że rada miejska chce zmniejszy liczbę wchodzących, zwiększając opłaty. Druga hipoteza głosiła, że rada miejska ciuła grosz do grosza na odbudowanie spalonej świątyni. Trzecia natomiast rzucała podejrzenie na katanitów i nowe podatki na Ostrogar, jak mawiano o Imperium Orków. Trafiały się także bardziej fantastyczne, jak zbierani na okup dla piratów, coby oddali burmistrza. Jak i bardziej prozaiczne tłumaczące zajście chciwością rady miejskiej.
W tej atmosferze domniemywań i podejrzeń Nieulękli dotarli do bramy zaopatrzonej z wielgachne, podniesione obecnie kraty. Przy brami stało pięciu, grubych i zarośniętych, orczych strażników miejskich. W łapach trzymali groźnie wyglądające glewie i halabardy. Nieco z boku za małym stoliczkiem na zydlu siedział człowiek w skórzanej czapce na głowie. To on pobierał opłaty.
Strażnicy zmierzyli wrogim spojrzeniem podchodzących Nieulękłych.
- A, wy tu czego! Goblinie pomioty! Pierwej barkę obrabowali i załogi nagubili, a teraz do miasta się pchają? Zróbta im zimną kąpiel niech się węgorze nażrą - warknął ork z insygniami dziesiętnika.
Reszta kompanów orka pochyliła ostrza, a na ich mordach wykwitły wredne uśmiechy. Zaskoczeni gwałtownością wypadków Nieulękli cofnęli się sięgając po broń.
- Stać duraki - wrzasną mytnik zrywając się z zydla - Tanie wybacz im popędliwość. Dobrze poznałem. Tan Balin. Swego czasu było tu głośno o waszej tragedii - widząc nieco zaskoczoną miną krasnoluda, mytnik uśmiechnął się chytrze - tak, tak, mam ja dobrą pamięć do twarzy i herbów. Taka robota. Bramy Rotgan -kir stoją dla was zawsze otwarte.
Po chwili jedynym tematem rozmów było podniesienie ceny myta. Mieszkańcy snuli przypuszczenia, skąd tak rabunkowe postępowanie i dlaczego właśnie teraz oraz kto jest za to winny. Pierwszymi podejrzanymi byli sharamiccy pielgrzymi ściągający masowo na święto zwane Powietrznym Tańcem. Pewnikiem tyle się ich nazłaziło, że rada miejska chce zmniejszy liczbę wchodzących, zwiększając opłaty. Druga hipoteza głosiła, że rada miejska ciuła grosz do grosza na odbudowanie spalonej świątyni. Trzecia natomiast rzucała podejrzenie na katanitów i nowe podatki na Ostrogar, jak mawiano o Imperium Orków. Trafiały się także bardziej fantastyczne, jak zbierani na okup dla piratów, coby oddali burmistrza. Jak i bardziej prozaiczne tłumaczące zajście chciwością rady miejskiej.
W tej atmosferze domniemywań i podejrzeń Nieulękli dotarli do bramy zaopatrzonej z wielgachne, podniesione obecnie kraty. Przy brami stało pięciu, grubych i zarośniętych, orczych strażników miejskich. W łapach trzymali groźnie wyglądające glewie i halabardy. Nieco z boku za małym stoliczkiem na zydlu siedział człowiek w skórzanej czapce na głowie. To on pobierał opłaty.
Strażnicy zmierzyli wrogim spojrzeniem podchodzących Nieulękłych.
- A, wy tu czego! Goblinie pomioty! Pierwej barkę obrabowali i załogi nagubili, a teraz do miasta się pchają? Zróbta im zimną kąpiel niech się węgorze nażrą - warknął ork z insygniami dziesiętnika.
Reszta kompanów orka pochyliła ostrza, a na ich mordach wykwitły wredne uśmiechy. Zaskoczeni gwałtownością wypadków Nieulękli cofnęli się sięgając po broń.
- Stać duraki - wrzasną mytnik zrywając się z zydla - Tanie wybacz im popędliwość. Dobrze poznałem. Tan Balin. Swego czasu było tu głośno o waszej tragedii - widząc nieco zaskoczoną miną krasnoluda, mytnik uśmiechnął się chytrze - tak, tak, mam ja dobrą pamięć do twarzy i herbów. Taka robota. Bramy Rotgan -kir stoją dla was zawsze otwarte.
Tera wystarczy uiścić opłatę i jesteście w mieście. Zaskoczeni? Balin jest chyba bardziej tajemniczą i znaną personą niż ktokolwiek podejrzewał.