PBF - Boskie potyczki
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Świątynny zamek, popołudnie
Huskun z rozmysłem strzygł głupkowato uszami i robił tępą minę - co nie było specjalnie trudnym wyzwaniem w przypadku niemal każdego goblina, ale co sam zaklinacz czynił z premedytacją chcąc sprawić, że mnisi zaczną go lekceważyć.
Lekceważony złodziejaszek wydatnie zwiększał swe szanse na szybkie dorobienie się na boku.
Elegancka prezentacja gnoma sprawiła, że goblin omal nie zrzucił na chwilę swej tępawej maski, zaintrygowany słowami rzekomego awatara Piana. Chociaż już wnikliwe oględziny księgi umocniły Huskuna w przekonaniu, że Darayaharus był czarodziejem, teraz rozwiały się w jednej chwili wszystkie wątpliwości zaklinacza. Gnomi więzień był iluzjonistą, a Huskun wiedział z grubsza, co ów termin oznaczał. Z miejsca jasne stało się też kilka innych kwestii, wśród nich niezrozumiały dotąd popęd płciowy Grubelli ukierunkowany wyłącznie na Darayaharusa oraz zagadkowy w swej wymowie incydent z pałą Barthura, na której objawiły się pozornie niebiańskie runiczne znaki.
O tak, gnomi iluzjonista był bez wątpienia kimś, z kim warto było zawrzeć bliższą znajomość. Huskun zdążył co prawda zjeść kiełbasę i suchary Darayaharusa, ale w jego posiadaniu wciąż znajdowała się cenna księga czarodzieja. Odwracając ponownie wzrok i koncentrując spojrzenie na osobie krążącej w powietrzu zielonkawej muchy, Huskun przysłuchiwał się wnikliwie dalszej rozmowie.
Huskun z rozmysłem strzygł głupkowato uszami i robił tępą minę - co nie było specjalnie trudnym wyzwaniem w przypadku niemal każdego goblina, ale co sam zaklinacz czynił z premedytacją chcąc sprawić, że mnisi zaczną go lekceważyć.
Lekceważony złodziejaszek wydatnie zwiększał swe szanse na szybkie dorobienie się na boku.
Elegancka prezentacja gnoma sprawiła, że goblin omal nie zrzucił na chwilę swej tępawej maski, zaintrygowany słowami rzekomego awatara Piana. Chociaż już wnikliwe oględziny księgi umocniły Huskuna w przekonaniu, że Darayaharus był czarodziejem, teraz rozwiały się w jednej chwili wszystkie wątpliwości zaklinacza. Gnomi więzień był iluzjonistą, a Huskun wiedział z grubsza, co ów termin oznaczał. Z miejsca jasne stało się też kilka innych kwestii, wśród nich niezrozumiały dotąd popęd płciowy Grubelli ukierunkowany wyłącznie na Darayaharusa oraz zagadkowy w swej wymowie incydent z pałą Barthura, na której objawiły się pozornie niebiańskie runiczne znaki.
O tak, gnomi iluzjonista był bez wątpienia kimś, z kim warto było zawrzeć bliższą znajomość. Huskun zdążył co prawda zjeść kiełbasę i suchary Darayaharusa, ale w jego posiadaniu wciąż znajdowała się cenna księga czarodzieja. Odwracając ponownie wzrok i koncentrując spojrzenie na osobie krążącej w powietrzu zielonkawej muchy, Huskun przysłuchiwał się wnikliwie dalszej rozmowie.
Jak będzie trzeba, przedstawię się jako ostatni, ale liczę na to, że zostanę jakoś przeoczony...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Świątynny zamek, popołudnie
Mnisi długo siedzieli milcząc, jakby czekali na dalsze wypowiedzi. Minuty upływały pogłębiając zaległą ciszę. W końcu odezwał się mnich siedzący skrajnie po prawej stronie. Był to człowiek o orlim nosie i oczach równie siwych jak jego oczy.
- Nie skąpcie nam słów, bo idzie o wasze życie. Amulety należały do osób dobrze nam znanych, więc nie próbujcie się za nich podawać - powiedział lekko zachrypłym głosem i kaszlnął - Ponadto podszywanie się pod szlachetnie urodzonego karane jest łamaniem kołem i obrzynaniem przyrodzenie - dodał patrząc na Barthura.
- Pytaliśmy kim jesteście i skąd macie amulety - powtórzył mnich siedzący pośrodku.
Mnisi długo siedzieli milcząc, jakby czekali na dalsze wypowiedzi. Minuty upływały pogłębiając zaległą ciszę. W końcu odezwał się mnich siedzący skrajnie po prawej stronie. Był to człowiek o orlim nosie i oczach równie siwych jak jego oczy.
- Nie skąpcie nam słów, bo idzie o wasze życie. Amulety należały do osób dobrze nam znanych, więc nie próbujcie się za nich podawać - powiedział lekko zachrypłym głosem i kaszlnął - Ponadto podszywanie się pod szlachetnie urodzonego karane jest łamaniem kołem i obrzynaniem przyrodzenie - dodał patrząc na Barthura.
- Pytaliśmy kim jesteście i skąd macie amulety - powtórzył mnich siedzący pośrodku.
Przeprowadźmy tą pogawędkę tutaj. Przypominam, że potrzebuje maile aby dodać was przyłączyć. https://docs.google.com/document/d/1xY3 ... sp=sharing
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Świątynny zamek, popołudnie
- Nigdyśmy nie podawali się za kogoś, kim nie jesteśmy - oznajmił ostrożnym tonem Gusłek, splatając palcami obie dłonie - Imiona swe prawdziwe podaliśmy. Drogami naszymi Pian kieruje. On to zesłał nam owe amulety w sytuacji śmiercią nam grożącej. Nie z własnej też woli w tej oto krainie się znaleźliśmy, choć przyznać muszę, że gościnną na początku wydawać się mogła, przed śmiecią niechybną skóry nasze tu ratunek znalazły. Z żalem wielkim rzec jeszcze muszę, że znanych wam osób więcej już w zdrowiu nie ujrzycie. Życia swe postradali przez poczwary, przed którymi nam ledwo umknąć się udało. Wiem, że słowa moje na nas oskarżenie rzucić mogą, lecz gdybyśmy my to winni byli śmierci owych szlachciców, słowem o tym byśmy nie wspomnieli.
- Więc nie żyją - sapnął mnich siedzący na lewo od siedzącego pośrodku, potrząsając głową o smoliści czarnych włosach - Przyjrzeliście się ciałom?
- Kruca fuks. Jeszcze kaj my byli w lesie, kobiałka nam kazała ode wszystkich precjoza pozabierać i chronić - oświadczył Barthur unosząc dumnie podbródek.
- Lady Axel przeżyła? Weszła z wami we Wrota? - zapytał jasnowłosy elf i aż uniósł się z krzesła zaciskając dłonie mocno na oparciach.
- Kto? Nie pamiętam żadnej kobiety - wtrącił gnom.
- Kapłanka Arianny. Młoda wrażliwa ludzka kobieta? Wierzymy wam, że nie skradliście amuletów, ani, że nie zabiliście wybrańców. Wróżby wieszczyły ich klęskę. Jednak los Axel jest niejasny - mówił łamiącym się głosem elf.
- Spokojnie Markusie - rzekł siedzący w centralnym miejscu człowiek - sam widzisz, że to przypadkowa hałastra. Dwa gobliny, półolbrzym i ork, wraz z gnom i krasnoludem - dodał lekko kpiącym głosem. Pewnie nic nie wiedzą.
- Przypadkowa, Elasserze? A od kiedy to wierzymy w przypadki? Kiedy to porzuciliśmy ścieżkę przeznaczenia? - powiedział siwy starzec.
- Chyba nie myślisz, że oni są naszymi nowymi "Nieulęknionymi", Kiliarze? - prychnął Elasser.
- Twierdzę tylko, że wyparli się pokus i bez szwanku wyszli z Komnaty Próby.
- Jakby ich przeszkolić i wyjaśnić cel misji - zaczął się zastanawiać milczący dotąd ork o pokrytej bliznami po ospie twarzy.
- Raczysz żartować Rag-hugu - zaśmiał się czarnowłosy - Już to widzę. Drżyjcie siły ciemności! Pierzchajcie pokraki mrocznych panów! Nadchodzi czempion Asteriusza, goblin z błotem w uszach.
- Nie kpij z przeznaczenia - zasyczał Kiliar.
Czarnowłosy nie miał jednak zamiaru przestawać i kontynuował swoją farsę.
- Tak, masz rację. Po co nasze swary głupie, wnet i tak zginiemy w goblińskiej zupie. A to fel..
- Dość! - krzyknął Elasser - Sytuacja jest wyjątkowa, więc i podjęte środki będą wyjątkowe. Radzić mieliście, a nie odstawiać komedie.
Gdy mnisi zamilkli, Elasser spojrzał na stojących na środku sali przybyłych.
- Jak słyszeliście nasze grono jest podzielone jeżeli idzie o znaczenie waszych osób w boskich planach. Jednakże z tego co słyszałem są wśród was głosiciele Piana i Gotam-gora. To nie najgorszy omen. Przeszliście cało przez Komnatę Pokus. To dobry znak. Złożymy wam propozycję. Zaoferujemy wam zapłatę, szkolenia, ekwipunek, wikt i opierunek. Wy w zamian za to wykonacie dla nas jedną misję. Jeżeli się powiedzie pomyślimy nad dalszą współpracą. Jeżeli odmówicie, ugościmy was i jutro odeślemy z doliny. Zastanówcie się przy wieczerzy. Wieczorem czekamy na odpowiedź.
- Nigdyśmy nie podawali się za kogoś, kim nie jesteśmy - oznajmił ostrożnym tonem Gusłek, splatając palcami obie dłonie - Imiona swe prawdziwe podaliśmy. Drogami naszymi Pian kieruje. On to zesłał nam owe amulety w sytuacji śmiercią nam grożącej. Nie z własnej też woli w tej oto krainie się znaleźliśmy, choć przyznać muszę, że gościnną na początku wydawać się mogła, przed śmiecią niechybną skóry nasze tu ratunek znalazły. Z żalem wielkim rzec jeszcze muszę, że znanych wam osób więcej już w zdrowiu nie ujrzycie. Życia swe postradali przez poczwary, przed którymi nam ledwo umknąć się udało. Wiem, że słowa moje na nas oskarżenie rzucić mogą, lecz gdybyśmy my to winni byli śmierci owych szlachciców, słowem o tym byśmy nie wspomnieli.
- Więc nie żyją - sapnął mnich siedzący na lewo od siedzącego pośrodku, potrząsając głową o smoliści czarnych włosach - Przyjrzeliście się ciałom?
- Kruca fuks. Jeszcze kaj my byli w lesie, kobiałka nam kazała ode wszystkich precjoza pozabierać i chronić - oświadczył Barthur unosząc dumnie podbródek.
- Lady Axel przeżyła? Weszła z wami we Wrota? - zapytał jasnowłosy elf i aż uniósł się z krzesła zaciskając dłonie mocno na oparciach.
- Kto? Nie pamiętam żadnej kobiety - wtrącił gnom.
- Kapłanka Arianny. Młoda wrażliwa ludzka kobieta? Wierzymy wam, że nie skradliście amuletów, ani, że nie zabiliście wybrańców. Wróżby wieszczyły ich klęskę. Jednak los Axel jest niejasny - mówił łamiącym się głosem elf.
- Spokojnie Markusie - rzekł siedzący w centralnym miejscu człowiek - sam widzisz, że to przypadkowa hałastra. Dwa gobliny, półolbrzym i ork, wraz z gnom i krasnoludem - dodał lekko kpiącym głosem. Pewnie nic nie wiedzą.
- Przypadkowa, Elasserze? A od kiedy to wierzymy w przypadki? Kiedy to porzuciliśmy ścieżkę przeznaczenia? - powiedział siwy starzec.
- Chyba nie myślisz, że oni są naszymi nowymi "Nieulęknionymi", Kiliarze? - prychnął Elasser.
- Twierdzę tylko, że wyparli się pokus i bez szwanku wyszli z Komnaty Próby.
- Jakby ich przeszkolić i wyjaśnić cel misji - zaczął się zastanawiać milczący dotąd ork o pokrytej bliznami po ospie twarzy.
- Raczysz żartować Rag-hugu - zaśmiał się czarnowłosy - Już to widzę. Drżyjcie siły ciemności! Pierzchajcie pokraki mrocznych panów! Nadchodzi czempion Asteriusza, goblin z błotem w uszach.
- Nie kpij z przeznaczenia - zasyczał Kiliar.
Czarnowłosy nie miał jednak zamiaru przestawać i kontynuował swoją farsę.
- Tak, masz rację. Po co nasze swary głupie, wnet i tak zginiemy w goblińskiej zupie. A to fel..
- Dość! - krzyknął Elasser - Sytuacja jest wyjątkowa, więc i podjęte środki będą wyjątkowe. Radzić mieliście, a nie odstawiać komedie.
Gdy mnisi zamilkli, Elasser spojrzał na stojących na środku sali przybyłych.
- Jak słyszeliście nasze grono jest podzielone jeżeli idzie o znaczenie waszych osób w boskich planach. Jednakże z tego co słyszałem są wśród was głosiciele Piana i Gotam-gora. To nie najgorszy omen. Przeszliście cało przez Komnatę Pokus. To dobry znak. Złożymy wam propozycję. Zaoferujemy wam zapłatę, szkolenia, ekwipunek, wikt i opierunek. Wy w zamian za to wykonacie dla nas jedną misję. Jeżeli się powiedzie pomyślimy nad dalszą współpracą. Jeżeli odmówicie, ugościmy was i jutro odeślemy z doliny. Zastanówcie się przy wieczerzy. Wieczorem czekamy na odpowiedź.
Czekając na przyłączenie do wspólnego pliku konwersacyjnego pozwoliłem sobie przerzucić do wątku treść dotychczasowych rozmów...