PBF - Boskie potyczki
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Leśniczówka, poranek
Gdy Drayaharus spoczął na stole, Gusłek nie tracił czasu. Wytarł usta skrajem rękawa, cmoknął usuwając kawałek mięsa, który utkwił mu pomiędzy zębami, jeszcze tylko wytarł tłuste dłonie w gnomie ubranie i zabrał się do szacowania stanu nieprzytomnego.
Wraz z Balinem zaczęli delikatnie rozsuwać koszulę gnoma i macać jego gnaty. Rozsuwali skołtunione włosy szukając guzów lub ran głowy.
Żadnych rani, ni to ciętych, ni kłutych, a nawet tłuczonych nie stwierdzono.
- Magia - zawyrokował Gusłek widząc posiniałe usta i porcelanowo bladą skórę - lub martwiaki - wzdrygnął się z obrzydzaniem.
- Lub przeląkł się prawie na śmierć, albo wkurzył tak, że mu pikawa stanęła - wspomniał przypadek dziadka Balin.
-Mam ja gdzieś tu ziele Grama - zamruczał Gusłek, sięgając po torbę - zostało mi kilka dawek na szczególne okazje - dodał.
- Nie, nie ma czasu na robienie wywarów, postaram się go wyciągnąć z tego magicznie - rzekł krasnolud i sięgnął po ukryty pod zbroją symbol Gotam-gora.
Uchwyciwszy go jedną dłonią, zainkantował kilka słów tchnących magią i dotknął czoła gnoma.
Ciało Imagnarusa w jednej chwili wyprężyło się w łuk i wciągnęło gwałtownie powietrze jak osoba wynurzająca się z topieli. Oczy rozszerzyły się, a na twarzy pojawiło niemal nieludzkie przerażenie i boleść.
Iluzjonista ocknął się. Echa bólu i przerażenia nadal gościły w jego umyśle. Gdy zobaczył pochylające się nad nim cienie zakwiczał jak ranione prosie i zwinął w kłębek, zasłaniając rękoma głowę, a kolanami starając się chronić brzuch i klatkę piersiową. Leżał w takiej pozycji pojękując i chlipiąc.
Stojący przy stole mnisi zbledli i wykonali gesty mające na celi odpędzenie złych mocy.
- Komnata pokus bywa okrutna - wyszeptał jeden z nich.
Mnisie wraz z chłopami przenieśli Imaginarusa na derkę ułożoną na wozie dając mu czas na powrót do rzeczywistości.
- Trza nam jechać - powiedział mnich - skończycie śniadać na wozie. Lepiej żeby kapłani z zamku jak najszybciej zajęli się tym nieszczęśnikiem, bo jeszcze gotów postradać zmysły.
Gdy Drayaharus spoczął na stole, Gusłek nie tracił czasu. Wytarł usta skrajem rękawa, cmoknął usuwając kawałek mięsa, który utkwił mu pomiędzy zębami, jeszcze tylko wytarł tłuste dłonie w gnomie ubranie i zabrał się do szacowania stanu nieprzytomnego.
Wraz z Balinem zaczęli delikatnie rozsuwać koszulę gnoma i macać jego gnaty. Rozsuwali skołtunione włosy szukając guzów lub ran głowy.
Żadnych rani, ni to ciętych, ni kłutych, a nawet tłuczonych nie stwierdzono.
- Magia - zawyrokował Gusłek widząc posiniałe usta i porcelanowo bladą skórę - lub martwiaki - wzdrygnął się z obrzydzaniem.
- Lub przeląkł się prawie na śmierć, albo wkurzył tak, że mu pikawa stanęła - wspomniał przypadek dziadka Balin.
-Mam ja gdzieś tu ziele Grama - zamruczał Gusłek, sięgając po torbę - zostało mi kilka dawek na szczególne okazje - dodał.
- Nie, nie ma czasu na robienie wywarów, postaram się go wyciągnąć z tego magicznie - rzekł krasnolud i sięgnął po ukryty pod zbroją symbol Gotam-gora.
Uchwyciwszy go jedną dłonią, zainkantował kilka słów tchnących magią i dotknął czoła gnoma.
Ciało Imagnarusa w jednej chwili wyprężyło się w łuk i wciągnęło gwałtownie powietrze jak osoba wynurzająca się z topieli. Oczy rozszerzyły się, a na twarzy pojawiło niemal nieludzkie przerażenie i boleść.
Iluzjonista ocknął się. Echa bólu i przerażenia nadal gościły w jego umyśle. Gdy zobaczył pochylające się nad nim cienie zakwiczał jak ranione prosie i zwinął w kłębek, zasłaniając rękoma głowę, a kolanami starając się chronić brzuch i klatkę piersiową. Leżał w takiej pozycji pojękując i chlipiąc.
Stojący przy stole mnisi zbledli i wykonali gesty mające na celi odpędzenie złych mocy.
- Komnata pokus bywa okrutna - wyszeptał jeden z nich.
Mnisie wraz z chłopami przenieśli Imaginarusa na derkę ułożoną na wozie dając mu czas na powrót do rzeczywistości.
- Trza nam jechać - powiedział mnich - skończycie śniadać na wozie. Lepiej żeby kapłani z zamku jak najszybciej zajęli się tym nieszczęśnikiem, bo jeszcze gotów postradać zmysły.
To chyba tyle jeżeli idzie o radosny poczęstunek w leśniczówce. Jako, że Araven wyraził chęć ratowania Goblina, postanowiłem, że Balin rzuci Przełamanie Słabości. Rzut na UM 21 udany. PM odpisany. Gnom powili wraca do rzeczywistości.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Leśniczówka, poranek
Gromada zatroskanych kompanów otoczyła kręgiem nieprzytomnego gnoma, toteż Huskun postanowił się między nich nie wpychać: w myśl przeświadczenia, że w ciasnej kupie najmniejszy rozmiarem często mógł zostać przez przypadek zdeptany. Śledząc lecznicze zabiegi jednym okiem zaklinacz powrócił do oględzin księgi wyciągniętej z sakwy księgi gnoma, utrwalając się w przekonaniu, iż był to wolumin o magicznej naturze, najpewniej księga czarów.
Sam Huskun mógł się poszczycić ledwie znikomą sztuką składania znaczków w słowa, uczony przez Uhara czytania z wyraźną niechęcią i ostrożnością. Stary szaman najwyraźniej zamierzał pozostać jedyną w społeczności bagiennych goblinów osobą potrafiącą czytać, mimo dobrych chęci zaintrygowanego takimi talentami Huskuna.
Zachęcony dość bezceremonialnie do spoufalenia się z Gusłkiem Mordil nie przejawiał w kierunku głaskania kapłana po kuśce żadnej ochoty, więc Huskun tylko westchnął w duchu i pokiwał z rozczarowaniem głową, nie rozumiejąc przywiązania barbarzyńcy do jakiegoś dziwacznego zamorskiego bożka.
Gromada zatroskanych kompanów otoczyła kręgiem nieprzytomnego gnoma, toteż Huskun postanowił się między nich nie wpychać: w myśl przeświadczenia, że w ciasnej kupie najmniejszy rozmiarem często mógł zostać przez przypadek zdeptany. Śledząc lecznicze zabiegi jednym okiem zaklinacz powrócił do oględzin księgi wyciągniętej z sakwy księgi gnoma, utrwalając się w przekonaniu, iż był to wolumin o magicznej naturze, najpewniej księga czarów.
Sam Huskun mógł się poszczycić ledwie znikomą sztuką składania znaczków w słowa, uczony przez Uhara czytania z wyraźną niechęcią i ostrożnością. Stary szaman najwyraźniej zamierzał pozostać jedyną w społeczności bagiennych goblinów osobą potrafiącą czytać, mimo dobrych chęci zaintrygowanego takimi talentami Huskuna.
Zachęcony dość bezceremonialnie do spoufalenia się z Gusłkiem Mordil nie przejawiał w kierunku głaskania kapłana po kuśce żadnej ochoty, więc Huskun tylko westchnął w duchu i pokiwał z rozczarowaniem głową, nie rozumiejąc przywiązania barbarzyńcy do jakiegoś dziwacznego zamorskiego bożka.
MG, robię dla zabawy test Wykrycia Magii na księdze, ale świadom swych kiepskich umiejętności robię go trzykrotnie (bądź do pierwszego udanego testu). Jeśli za trzecim razem się nie uda, Huskun przyjmie za pewnik, że księga nie jest magiczna. Bez względu na wynik wsadzi ją do sakwy, sakwę uwiesi na szyi i załaduje się na środek transportu. Pora odwiedzić zamek!
- Ał... oj... ała... - jęczał gnom, wspominając nie-tak-odległe czasy, gdy czuł łamanie wszystkich kości na raz. Przetarł jeszcze oczy z niedowierzania, czekając na kolejne cęgi. Zdziwiony ich brakiem otworzył szerzej oczy; wzrok powoli nabierał ostrości. Cienie powoli nabierały znajomych kształtów.
To ich spotkałem po ucieczce od Grubelli... huh, dzięki, o Piannie! Może jeszcze wyjdę z tego cało... - pomyślał, unosząc powoli tułów.
- Dzięki, moi przyjaciele! Myślałem, że mnie ciągnięto koniami przez cały Archipelag! A tak w ogóle, to co się stało, gdzie jesteśmy? Pamiętam, że dotknąłem jakiejś figurki łzy... ałć...
To ich spotkałem po ucieczce od Grubelli... huh, dzięki, o Piannie! Może jeszcze wyjdę z tego cało... - pomyślał, unosząc powoli tułów.
- Dzięki, moi przyjaciele! Myślałem, że mnie ciągnięto koniami przez cały Archipelag! A tak w ogóle, to co się stało, gdzie jesteśmy? Pamiętam, że dotknąłem jakiejś figurki łzy... ałć...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Leśny trakt, przedpołudnie
W krótkim czasie, do wozu zaopatrzonego w przebiegające wzdłuż burt ławeczki, zaprzęgnięto dwie siwe jabłkowite klaczki. Trzej mnisi krzątali się przy jadle nakładając każdemu miskę gulaszu i dokładając placek z agawy oraz wynosząc z leśniczówki dwa omszałe dzbany trójniaka.
Leżący na wozie gnom podniósł głowę. Raźnie górskie powietrze poranka i zapach koni szybko oczyszczał pamięć z drastycznych wspomnień. Koło niego stanął mnich noszący na szatach symbol łzawiącego oka, identyczny z tym jaki żarzył się wewnątrz lustra. Podał mu parującą miskę i placek z agawy.
- Nazywam się Ernir, jestem mnichem Zakonu Czarnowidzących. Jesteś w dolinie do której zostałeś wezwany, aby Twoje przeznaczenie się wypełniło i aby stać się Nieulękłym. Przywiódł cię tu amulet, który teraz nosisz na szyi, a który został ci wręczony gdy się urodziłeś. Zostałeś wybrany aby wypełnić misję dla Najwyższego Boga Dobra. Wszystko zostanie Ci wyjaśnione w zamku. Komnata Pokus prawie wycisnęła z Ciebie życie. Odpocznij. Zjedz coś. Już jesteś bezpieczny - powiedział wolno i wyraźnie Ernir i poklepał gnoma po ramieniu.
Gdy wszyscy usadowili się na wozie, podstarzały woźnica cmoknął, a konie ruszyły z mocnym szarpnięciem.
Droga wiodła przez las wysokich strzelistych świerków. Konie raźno kłusowały, wioząc wybrańców ku ich przeznaczeniu. Rargan usadowił się na wąskiej ławeczce woźnicy. Gdy udało mu się odkorkować butelczynę miodu, obrócił się do pasażerów z promienistym uśmiechem i puścił butelkę w obieg.
W krótkim czasie, do wozu zaopatrzonego w przebiegające wzdłuż burt ławeczki, zaprzęgnięto dwie siwe jabłkowite klaczki. Trzej mnisi krzątali się przy jadle nakładając każdemu miskę gulaszu i dokładając placek z agawy oraz wynosząc z leśniczówki dwa omszałe dzbany trójniaka.
Leżący na wozie gnom podniósł głowę. Raźnie górskie powietrze poranka i zapach koni szybko oczyszczał pamięć z drastycznych wspomnień. Koło niego stanął mnich noszący na szatach symbol łzawiącego oka, identyczny z tym jaki żarzył się wewnątrz lustra. Podał mu parującą miskę i placek z agawy.
- Nazywam się Ernir, jestem mnichem Zakonu Czarnowidzących. Jesteś w dolinie do której zostałeś wezwany, aby Twoje przeznaczenie się wypełniło i aby stać się Nieulękłym. Przywiódł cię tu amulet, który teraz nosisz na szyi, a który został ci wręczony gdy się urodziłeś. Zostałeś wybrany aby wypełnić misję dla Najwyższego Boga Dobra. Wszystko zostanie Ci wyjaśnione w zamku. Komnata Pokus prawie wycisnęła z Ciebie życie. Odpocznij. Zjedz coś. Już jesteś bezpieczny - powiedział wolno i wyraźnie Ernir i poklepał gnoma po ramieniu.
Gdy wszyscy usadowili się na wozie, podstarzały woźnica cmoknął, a konie ruszyły z mocnym szarpnięciem.
Droga wiodła przez las wysokich strzelistych świerków. Konie raźno kłusowały, wioząc wybrańców ku ich przeznaczeniu. Rargan usadowił się na wąskiej ławeczce woźnicy. Gdy udało mu się odkorkować butelczynę miodu, obrócił się do pasażerów z promienistym uśmiechem i puścił butelkę w obieg.
Spoiler!
Nadarza się okazja żeby zadać mnichowi kilka pytań
Ostatnio zmieniony 08 lipca 2013, 12:09 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Jak mówiłem przy poprzedniej okazji: chciałbym się dowiedzieć gdzie konkretnie jesteśmy, w jaką kabałę się wplątaliśmy i czy nie dałoby się z niej wymiksować, choć o ostatnim otwarcie mówić nie zamierzam. Przybyliśmy tu niejako przez przypadek, każdy pewno do domu czym prędzej by chciał powrócić. A tu pewnie będziemy musieli komuś przynieść głowę księżniczki żeby otrzymać w nagrodę rękę smoka.
Hmmm... to wszystko jest lekko podejrzane. Wszyscy chcą mi pomagać... i co to za Zakon? Póki co, będę udawać, że się z nimi zgadzam! Tak, tak! Potem czmychnę czym prędzej! - pomyślał gnom, sadowiąc się wygodnie na wozie. Lekkie wstrząsy bolały tylko przez pierwszy kwadrans podróży, potem iluzjonista przestał na to zwracać uwagę.
- Mhmm... - mruknął. - Misję dla Dobra? Ciekawe, ciekawe... możecie mi, dobry panie Ernirze, powiedzieć cosik więcej na ten temat?
- Mhmm... - mruknął. - Misję dla Dobra? Ciekawe, ciekawe... możecie mi, dobry panie Ernirze, powiedzieć cosik więcej na ten temat?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Leśny trakt, przedpołudnie
Znaleziona w sakwie Drayaharusa kiełbasa okazała się nadzwyczaj smaczna, ale gobliński zaklinacz wcale na niej nie poprzestał, biorąc się z równą ochotą za placek z agawy i miskę gulaszu. Będąc istotą obywającą się na co dzień bez wymuskanych manier, Huskun mlaskał, ciamkał i ustawicznie oblizywał tłuste palce, ale nikt nie zwracał na niego większej uwagi. Reszta podróżników koncentrowała się na osobie towarzyszącego im Rargana, wiodąc z nim rozmowę, za którą zaklinacz z trudem nadążał.
Jedząc z dzikim entuzjazmem Huskun rozglądał się wokół siebie, próbując przeniknąć wzrokiem półmrok świerkowych zagajników. Swobodna, rozluźniona poza woźnicy pozwalała mniemać, że okolica była bezpieczna, ale podejrzliwy z natury zaklinacz wolał chuchać na zimne. Podczas karkołomnej przeprawy przez wodospad postradał sporą część bezcennego ekwipunku, w tym łuk ze strzałami i będącą źródłem jego wielkiej dumy maczetę, ale wciąż trzymał w zanadrzu sztylet i przesycony mocą amulet.
Zaciskając palce na odlanej z czarnego żelaza kulce Huskun syknął bezwiednie, obnażył w mimowolnym grymasie swe kiełki przypominając sobie znienacka zdradzieckiego Uhara i równie wiarołomnego Burgula. Obaj - wódz i szaman - przekonani byli zapewne, że porzuceni w kotlinie i okrążeni przez nieumarłych współplemieńcy już nie żyli, że padli ofiarą nieprzejednanych wrogów.
- Budruk ubbut gordalamaz! - warknął gniewnie goblin, łapiąc zębami za połówkę ściskanego w dłoni placka i szarpiąc pieczywo niczym warg trzymający za gardziel Uhara.
Zaprzęg podskakiwał co chwila na wyboistej drodze, toteż Huskun wcisnął się w kąt na końcu pojazdu, opuszczając bose stopy nad ziemię i wpychając resztki placka za jednym zamachem do gęby.
Gobliński dla początkujących
Znaleziona w sakwie Drayaharusa kiełbasa okazała się nadzwyczaj smaczna, ale gobliński zaklinacz wcale na niej nie poprzestał, biorąc się z równą ochotą za placek z agawy i miskę gulaszu. Będąc istotą obywającą się na co dzień bez wymuskanych manier, Huskun mlaskał, ciamkał i ustawicznie oblizywał tłuste palce, ale nikt nie zwracał na niego większej uwagi. Reszta podróżników koncentrowała się na osobie towarzyszącego im Rargana, wiodąc z nim rozmowę, za którą zaklinacz z trudem nadążał.
Jedząc z dzikim entuzjazmem Huskun rozglądał się wokół siebie, próbując przeniknąć wzrokiem półmrok świerkowych zagajników. Swobodna, rozluźniona poza woźnicy pozwalała mniemać, że okolica była bezpieczna, ale podejrzliwy z natury zaklinacz wolał chuchać na zimne. Podczas karkołomnej przeprawy przez wodospad postradał sporą część bezcennego ekwipunku, w tym łuk ze strzałami i będącą źródłem jego wielkiej dumy maczetę, ale wciąż trzymał w zanadrzu sztylet i przesycony mocą amulet.
Zaciskając palce na odlanej z czarnego żelaza kulce Huskun syknął bezwiednie, obnażył w mimowolnym grymasie swe kiełki przypominając sobie znienacka zdradzieckiego Uhara i równie wiarołomnego Burgula. Obaj - wódz i szaman - przekonani byli zapewne, że porzuceni w kotlinie i okrążeni przez nieumarłych współplemieńcy już nie żyli, że padli ofiarą nieprzejednanych wrogów.
- Budruk ubbut gordalamaz! - warknął gniewnie goblin, łapiąc zębami za połówkę ściskanego w dłoni placka i szarpiąc pieczywo niczym warg trzymający za gardziel Uhara.
Zaprzęg podskakiwał co chwila na wyboistej drodze, toteż Huskun wcisnął się w kąt na końcu pojazdu, opuszczając bose stopy nad ziemię i wpychając resztki placka za jednym zamachem do gęby.
Gobliński dla początkujących
Spoiler!
Huskun nie będzie zwracał na siebie zbytecznej uwagi, podsłuchując konwersację i pochłaniając wszelkie jedzenie, które wpadnie mu w brudne łapska!
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-Te ni bojec se takoj wielguhne, moja mordut one i wioldzi gasti Uhara i swinia Burgula. Moja Mordil one mordut!!!
Te Huskune chce te moja robala? Dobri robal dobri, trzemaj!!!
Południowo gobliński:
Te Huskune chce te moja robala? Dobri robal dobri, trzemaj!!!
Spoiler!
Po czym Mordil klepnął Huskuna w plecy i usadowił się koło niego z wyraźnym uśmiechem na ustach i resztka jakiegoś wijącego się robala którego właśnie wsysał do swej gęby.
-Te Huskune szto tobe, po co te se nerwut takoj? I co te godac o one htos Piana, Pianne szto Panna? Bo kole jo Piana ta bec piwo:-)
Południowo gobliński:
Spoiler!
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Polny trakt, przedpołudnie
Butelka pitnego miodu raźno krążył między siedzącymi na ławeczkach wozu "Nieulęknionymi" oraz Rarganem. Leśny trakt wił się licznymi zakolami mającemu na celu zmniejszenie stromizn, które byłyby zbyt uciążliwe dla końskiego zaprzęgu.
W miarę jak języki poczęły się rozplątywać, a ciała ogarniał błogostan, las zaczął rzednąć i zyskiwać coraz więcej dębów i buków.
- Jam Rargan. Ernir został w leśniczówce - powiedział mnich do gnoma - wszelako wszyscy my do siebie podobni. Misja dla Dobra? Tak rzekł? No cóż, jeżeli uznać za dobro, brak zła to wszystko się zgadza, bo dużym uproszczeniu tym zajmuje się nasz zakon. Zwalczaniem zła lub przynajmniej umniejszaniem jego efektów. Jesteśmy astrologami natchnionymi przez Asteriusza. Przeszukujemy bezmiar rozgwieżdżonego nieba, szukając zwiastunów zbliżającej się erupcji zła - rozmarzył się nieco Rargan.
- Zaszczytny to cel jak i pożyteczny - zagaił Gusłek - jaka jest jednak rola Nieulękłych?
- My mnisi zgłębiamy wiedzę z ksiąg, znaków natury i gwiazd. Jesteśmy mędrcami nie wojownikami. Potrzebni nam są ludzie czynu. Nie pierwsi lepsi najemnicy lecz osoby zrodzone pod odpowiednią koniunkcją gwiazdy. Nieulękli są zbrojnym ramieniem Zakonu Czarnowidzących - powiedział mnich i puścił w obieg drugą butelczynę.
- Zakon Czarnowidzących, zaiste ciekawa nazwa. Nieco nie pasująca do osób wyznających Asteriusza - zauważył Gusłek, który nigdy nie spotkał się z taką nazwą.
- Pierwotnie powstaliśmy jako Bractwo Wypatrujących Mroku, jednak przewidując nadejście zła maluczcy zaczęli w nas widzieć zwiastunów plag, śmierci i wojen. Doszło do szykan i samosądów. Bractwo wielce ucierpiało, jego członkowie musieli zbiec. W końcu osiedlili się tu, w dolinie Grutrug, czyli z olbrzymskiego Wielka Dziura. Zmieniono także miano na Zakon Czarnowidzących i od tego czasu działamy skrycie wiodąc żywot niemal pustelniczy. W naszym imieniu działają Nieulękli, to oni opuszczają dolinę aby krzyżować konszachty złych i zapobiegać katastrofom. Oni i Szukający - Rargan pociągnął łyk wina - Zadaniem Szukających jest odszukanie osób, którzy staną się Nieulękłymi. Czyli takich jak wy. Szukający ustalają położenie gwiazd nowo narodzonych dzieci i starają powiązać je z przewidywaną erupcją zła... Jakby to prosto powiedzieć... Ustalają kogo przeznaczeniem jest uczestniczyć w potężnym złym wydarzeniu. Dzięki temu możemy im przeciwdziałać.
Tymczasem wóz wytoczył się z lasu wjeżdżając na trakt przebiegający przez pola agawy i pastwiska. Droga wiodła prost do położonego na stromym wzniesieniu zamku.
Zamek był rodzajem kasztelu posiadającym cztery wieże połączone murami z blankami. Wyglądał na bardzo stary. Jego ściany porastały mchy, pnącza i inna roślinność.
- A oto i zamek - powiedział mnich - za jakąś godzinę będziemy na miejscu.
Gdy wjeżdżali na brukowany kamiennymi płytami dziedziniec słońce osiągnęło szczyt swojej codziennej drogi. Na placu zgromadziło się ponad czterdziestu mnichów różnej rasy jak i obu płci. Na widok przybyłych wśród tłumu rozeszły się parsknięcia, jęki zdziwienia jak i chichoty. Jednak ten wybuch emocji szybko ustał gdy do wozu podszedł wysoki i chudy człowiek o tchnącej zimnem niebieskich oczach. Zmierzył wszystkich szybkim spojrzeniem. Rargan pochylił nisko głowę w geście po części szacunku, a po części strachu.
- Nazywam się brat Matias. Pójdźcie ze mną.
Mnich zawiódł was do skromnej celi gdzie nakazał pozostawienie zbędnych rzeczy, po czym zaprowadził was do dużej sali gdzie na podwyższeniu siedziało pięciu mnichów w czarnych szatach. Postacie wpatrywały się w przybyłych przewiercając na wskroś. W końcu po przedłużającej się chwili, przemówił siwowłosy człowiek siedzący pośrodku.
- Kim jesteście i skąd macie amulety? - zapytał głosem zwiastującym groźbę.
Butelka pitnego miodu raźno krążył między siedzącymi na ławeczkach wozu "Nieulęknionymi" oraz Rarganem. Leśny trakt wił się licznymi zakolami mającemu na celu zmniejszenie stromizn, które byłyby zbyt uciążliwe dla końskiego zaprzęgu.
W miarę jak języki poczęły się rozplątywać, a ciała ogarniał błogostan, las zaczął rzednąć i zyskiwać coraz więcej dębów i buków.
- Jam Rargan. Ernir został w leśniczówce - powiedział mnich do gnoma - wszelako wszyscy my do siebie podobni. Misja dla Dobra? Tak rzekł? No cóż, jeżeli uznać za dobro, brak zła to wszystko się zgadza, bo dużym uproszczeniu tym zajmuje się nasz zakon. Zwalczaniem zła lub przynajmniej umniejszaniem jego efektów. Jesteśmy astrologami natchnionymi przez Asteriusza. Przeszukujemy bezmiar rozgwieżdżonego nieba, szukając zwiastunów zbliżającej się erupcji zła - rozmarzył się nieco Rargan.
- Zaszczytny to cel jak i pożyteczny - zagaił Gusłek - jaka jest jednak rola Nieulękłych?
- My mnisi zgłębiamy wiedzę z ksiąg, znaków natury i gwiazd. Jesteśmy mędrcami nie wojownikami. Potrzebni nam są ludzie czynu. Nie pierwsi lepsi najemnicy lecz osoby zrodzone pod odpowiednią koniunkcją gwiazdy. Nieulękli są zbrojnym ramieniem Zakonu Czarnowidzących - powiedział mnich i puścił w obieg drugą butelczynę.
- Zakon Czarnowidzących, zaiste ciekawa nazwa. Nieco nie pasująca do osób wyznających Asteriusza - zauważył Gusłek, który nigdy nie spotkał się z taką nazwą.
- Pierwotnie powstaliśmy jako Bractwo Wypatrujących Mroku, jednak przewidując nadejście zła maluczcy zaczęli w nas widzieć zwiastunów plag, śmierci i wojen. Doszło do szykan i samosądów. Bractwo wielce ucierpiało, jego członkowie musieli zbiec. W końcu osiedlili się tu, w dolinie Grutrug, czyli z olbrzymskiego Wielka Dziura. Zmieniono także miano na Zakon Czarnowidzących i od tego czasu działamy skrycie wiodąc żywot niemal pustelniczy. W naszym imieniu działają Nieulękli, to oni opuszczają dolinę aby krzyżować konszachty złych i zapobiegać katastrofom. Oni i Szukający - Rargan pociągnął łyk wina - Zadaniem Szukających jest odszukanie osób, którzy staną się Nieulękłymi. Czyli takich jak wy. Szukający ustalają położenie gwiazd nowo narodzonych dzieci i starają powiązać je z przewidywaną erupcją zła... Jakby to prosto powiedzieć... Ustalają kogo przeznaczeniem jest uczestniczyć w potężnym złym wydarzeniu. Dzięki temu możemy im przeciwdziałać.
Tymczasem wóz wytoczył się z lasu wjeżdżając na trakt przebiegający przez pola agawy i pastwiska. Droga wiodła prost do położonego na stromym wzniesieniu zamku.
Zamek był rodzajem kasztelu posiadającym cztery wieże połączone murami z blankami. Wyglądał na bardzo stary. Jego ściany porastały mchy, pnącza i inna roślinność.
- A oto i zamek - powiedział mnich - za jakąś godzinę będziemy na miejscu.
Gdy wjeżdżali na brukowany kamiennymi płytami dziedziniec słońce osiągnęło szczyt swojej codziennej drogi. Na placu zgromadziło się ponad czterdziestu mnichów różnej rasy jak i obu płci. Na widok przybyłych wśród tłumu rozeszły się parsknięcia, jęki zdziwienia jak i chichoty. Jednak ten wybuch emocji szybko ustał gdy do wozu podszedł wysoki i chudy człowiek o tchnącej zimnem niebieskich oczach. Zmierzył wszystkich szybkim spojrzeniem. Rargan pochylił nisko głowę w geście po części szacunku, a po części strachu.
- Nazywam się brat Matias. Pójdźcie ze mną.
Mnich zawiódł was do skromnej celi gdzie nakazał pozostawienie zbędnych rzeczy, po czym zaprowadził was do dużej sali gdzie na podwyższeniu siedziało pięciu mnichów w czarnych szatach. Postacie wpatrywały się w przybyłych przewiercając na wskroś. W końcu po przedłużającej się chwili, przemówił siwowłosy człowiek siedzący pośrodku.
- Kim jesteście i skąd macie amulety? - zapytał głosem zwiastującym groźbę.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthur pomimo budzącego respekt iście szalcheckiego wyglądu, rycerskiej zbroji godnej najwiekszych herosów Orchii rozdziawił tylko gębę, gdy padło pytanie Matiasa, wszem i wobec ukazując, że kiełbasa, którą żarł, jeszcze nie została połknięta. W zasadzie to głupia mina jedynie zmniejszała jego, nie taki znowuż najmniejszy intelekt w oczach postronnych, ale w sumie każdy dobrze wiedział, że gobliny do najbystrzejszych istot nie należą, no może poza takimi mądralami jak Huskun.
W końcu wybełkotał coś nieskładnie:
- Yyyyy... Ale godocie. Eeee... Przeca widoć żech ja sławny tan Borsistan... Eeee Dwa jelonie w herbie mom
W końcu wybełkotał coś nieskładnie:
- Yyyyy... Ale godocie. Eeee... Przeca widoć żech ja sławny tan Borsistan... Eeee Dwa jelonie w herbie mom
Ostatnio zmieniony 09 lipca 2013, 17:49 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Jam jest Gusłek, sługa Pana Uciech. To moi wierni akolici: Huskun i Bartur oraz reszta druhów - rzekła kapłan przedstawiając kolejno wszystkich towarzyszy. - Myśmy podróżnicy a udajemy się tam, gdzie wiodą nas ścieżki Piana. On to zesłał nam w swej mądrości owe amulety, za Jego też sprawą tuśmy się znaleźli.
Wciąż mnie ciekawi: gdzie konkretnie jesteśmy, w jaką kabałę się wplątaliśmy i czy nie dałoby się z niej wymiksować - tak tylko przypominam.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Świątynny zamek, popołudnie
Trzymając się konsekwentnie własnych reguł, Huskun nie wybąkał ni słowa, zamierzając tkwić w cieniu rzucanym przez innych przybyszów i nie zwracać na siebie uwagi. Osobnicy dyskretni i nie zapadający nikomu w pamięć zwykli się bogacić szybciej niż ci hałaśliwi, tak to przynajmniej wyglądało w głowie goblińskiego zaklinacza.
Zgarbiwszy się nieco Huskun jął wodzić spojrzeniem po zasiadających w sali czcigodnych mężach, z rozczarowaniem stwierdzając, że żaden z nich nie nosił przy pasie pękatej sakiewki ani nie zdobił swej postaci złotym łańcuchem. Perspektywy szybkiego wzbogacenia się odeszły zatem chwilowo w niebyt, ale zaklinacz nie zamierzał dać łatwo za wygraną.
Posiadacze takiego zamku musieli być bogaci, Huskun nie miał co do tego najmniejszych złudzeń. Teraz trzeba było tylko trzymać się nogawki Gusłka, kiwać z aprobatą głową na dźwięk każdego wypowiedzianego przez obcych słowa i w dogodnym momencie uszczknąć im nieco z kuferków...
Trzymając się konsekwentnie własnych reguł, Huskun nie wybąkał ni słowa, zamierzając tkwić w cieniu rzucanym przez innych przybyszów i nie zwracać na siebie uwagi. Osobnicy dyskretni i nie zapadający nikomu w pamięć zwykli się bogacić szybciej niż ci hałaśliwi, tak to przynajmniej wyglądało w głowie goblińskiego zaklinacza.
Zgarbiwszy się nieco Huskun jął wodzić spojrzeniem po zasiadających w sali czcigodnych mężach, z rozczarowaniem stwierdzając, że żaden z nich nie nosił przy pasie pękatej sakiewki ani nie zdobił swej postaci złotym łańcuchem. Perspektywy szybkiego wzbogacenia się odeszły zatem chwilowo w niebyt, ale zaklinacz nie zamierzał dać łatwo za wygraną.
Posiadacze takiego zamku musieli być bogaci, Huskun nie miał co do tego najmniejszych złudzeń. Teraz trzeba było tylko trzymać się nogawki Gusłka, kiwać z aprobatą głową na dźwięk każdego wypowiedzianego przez obcych słowa i w dogodnym momencie uszczknąć im nieco z kuferków...
Czekam niecierpliwie na rozwój wydarzeń...