PBF - Boskie potyczki

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 09 maja 2013, 18:59

Hmmmm, nie sądziłem że jesteśmy aż tak blisko siebie...
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 maja 2013, 20:44

Rzucenie się wpław poprzez sadzawkę w próbie przebicia się do wyjścia z kotliny raczej nie ma szans na powodzenie - potopimy się albo nadziejemy na płyciźnie na tę zgraję nieumarłych, którzy nadchodzą od północy. Jeśli Uhar nie przyjdzie nam z pomocą, to jedynym wyjściem będzie chyba stawienie czoła tej hordzie, która obchodzi od zachodu sadzawkę. Jeśli zaatakujemy hurmą, mocarze w pierwszej linii, a czarownicy w drugiej, może zdołamy ożywieńców zmieść...

Oczywiście nie rozwiązuje to naszego problemu z drugą zgrają oraz ghulami, ale i tak nie widzę innego wyjścia... ktoś ma jakieś pomysły? Czas ucieka!

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 09 maja 2013, 21:37

Ale z pięściami na nich nie pobiegnę niestety. Jedynym wyjściem jest ucieczka ale gdzie? Do wody? Bez sensu, ewentualnie jak ktoś widzi tego "nieznajomego" a ma łuk albo insze cuda miotane to można by tego sprzątnąć.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 maja 2013, 00:56

Zbiore mlot i tarcze, ktore rzucilem na brzeg. Zanurkowalbym po Mordilowa bron, ale nie czas i miejsce zeby sie ze zbroji rozbierac.

O ile nie ma tu gdzies porzuconej przypadkiem, naladowanej kuszy walowej z magiczna wlasciwoscia antymartwiacza, to skalniam sie ku planowi Ketha.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 10 maja 2013, 09:45

Hej gobliny i ty półolbrzymie, chyba czas zawrzeć przymierze, walcząc razem może stąd uciekniemy, po drugiej stronie jeziorka jest wąskie przejście.
Zwracam się we wspólnym do goblinów, potem błogosławię swój topór, by był pobłogosławiony w czasie walki.
Ostatnio zmieniony 10 maja 2013, 11:55 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 10 maja 2013, 11:38

Tajemnicza dolina o północy

W promieniach obficie rozrosłego księżyca nieumarli podążali to chrzęszcząc kośćmi to mlaskając martwym gnijącym ciałem. Dwie grupy zaczęły z obu stron okrążać niezmącone tchnieniami wiatru jeziorko.

W tym samym świetle na szczycie skalnej ściany ukazała się dziwna, czarno odziana, postać. Dosiadała unoszącego się lekko ponad ziemią mglistego, jakby uplecionego z dymu, karego wierzchowca. Jej twarz skrywał głęboko nasunięty kaptur. Nieśpiesznie zatrzymała się przy krawędzi przypatrując się zajściom w dolinie jak zmaganiom na arenie gladiatorów.

Obserwatorów tego widowiska było więcej, bo po przeciwnej stronie urwiska gromadziła się pokrzykując, podskakując i wymachując bronią sfora goblinów.

Do uszu Huskuna dotarł charakterystyczny głos brzmiący jak darcie starej szmaty. Więc Uhar także znajdował się wśród goblinów. Co prawda młody adept sztuk czarnoksięskich usłyszał zaledwie strzępy słów wykrzykiwanych przez szamana, ale nie były one zbyt pocieszające.
Kanalia, nieudacznik, darmozjad i zakała plemienia to jedne z delikatniejszych określeń jakie dotarły do jego uszu. Jedyne na co mógł liczyć Huskun ze strony swojego pryncypała to to, że szaman spadnie ze skały i skręci sobie kark, co jednoznacznie rozwiąże sprawy terminowania młodego czarnoksiężnika.
Borgul jednak stał niewzruszony wpatrując się w dolinę. Huskun dał by głowę, że wpatruję się w Mordil-sana. Dopiero gdy padło wywrzeszczane słowo EGZAMIN, wzniósł dłoń dając znak do odwrotu. Na pożegnanie szaman wypiął się zadzierając szatę i prezentując pożółkłe i pomarszczone dupsko.
Wszystko to odbyło się dość szybko, a krążące po krawędziach ghule ruszyły w ślad za goblinami.

Mordil i Barthur dotarli do brzegu jako ostatni. Z uczuciem ogromnej ulgi powitali twardy i kamienisty grunt pod nogami. Barthur nie tracąc czasu uzbroił się. Do brzegu zbliżały gromadka żywych, a zapewnienia o wspólnej sprawie mogły być fałszywe.

Odrzucając linę i ze skrzywionym strachem obliczem ork spoglądał na Mordila spode łba i w końcu rzekł w mowie wspólnej z mocnym orczym akcentem.

- Z deszczu pod rynnę. Na Katana w co ja rzem wdepnął - przyłożył pięść do czoła wykonując religijny gest po czym sięgnął po szablę - skoroś nie pływający to po co tak się śpieszył? - zagaił zakładając na przedramię tarczę - nie łacniej było zejść po schodach, koło tych wielgachnych spiżowych wrót za wodospadem? - skrzywił się widząc minę Mordila - co tak ślipia wytrzeszczasz, masz mnie za głupka? Sprawdziłem. Wrota nie otwierane od lat, nawet zamków z tej strony nie mają.

Bazookh
Spoiler!
Tymczasem Bazookh zakradł się za krzak jałowca. Wyciągnął księgę, naprędce wertując stronice. Wreszcie znalazł to czego szukał. Nabrał powietrza w płuca i z wolna je wypuścił odzyskując równowagę i konc