PBF - Boskie potyczki

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 11 kwietnia 2013, 09:59

Mordil z podejrzliwością przyglądał się martwiakom kroczącym obok nich i uważał na nie aby nagle nie zaatakowały. Dodatkowo cały czas stara się rozglądać, bo nie wiadomo co tu się może na nich czaić jeszcze.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 11 kwietnia 2013, 11:29

Darayaharus Imaginarus zwany Goblinem był wściekły na siebie. Perspektywa ciągłego chędożenia Grubelli przyprawiała gnoma o ciarki i podnosiła zawartość żołądka do gardła. Z drugiej strony błąkanie się samotnie przez bagniska, było jeszcze gorsze. W wiosce goblinów póki przypodobał się córce wodza miał jako-tako dach nad głową i pożywienie. Tutaj musiał myśleć dużo i mieć oczy dookoła głowy.

Goblin z niezdecydowaniem chodził w kółko myśląc intensywnie. W końcu postanowił, że ruszy dalej. Co jak co, ale kolejna noc z Grubellą była znacznie gorsza, niż szybka śmierć w paszczy jakiś drapieżników. Powolne umieranie i wysysanie z energii życiowej było zbyt traumatyczną wizją dla młodego adepta iluzji. Zanim jednak zrobił krok, gnom skupił się, zamykając oczy.

- O Piannie, proszę cię, wyprowadź mnie z tego bagniska na bezpieczne tereny! Daj mi szanse zorganizowania mega orgii połączonej z libacjami alkoholowymi, bym mógł sławić twe imię! Daj mi szansę, na wycięcie najlepszego dowcipu, jaki kiedykolwiek widziałeś! Nie opuszczaj swego sługi, który teraz nie pragnie niczego ponad złożenie ci ofiary w postaci srogiej biesiady!

Gnom ruszył przed siebie, rozgarniając ostrożnie paprocie i rozglądając się czujnie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 kwietnia 2013, 20:19

Brzeg rzeki Senil, zmierzch

Zmęczony już nieco wędrówką przez mokradła i wciąż jeszcze wstrząśnięty dramatycznym starciem z nieumarłymi Huskun przykucnął w gęstych krzewach na skraju traktu, spoglądając z wyraźną nieufnością na rzekę. Jej nurt sprawiał wrażenie spokojnego, ale goblin wiedział jakie niebezpieczeństwa skrywała głęboka toń i nie szło tu bynajmniej o drapieżne ryby. Wiry i prądy mogły stanowić śmiertelne wyzwanie nawet dla najbardziej krzepkich współplemieńców zaklinacza, a nadto czysta woda nazbyt kojarzyła się Huskunowi z przesadnie hołubioną przez inne rasy higieną, za którą Turgulowie wcale nie przepadali.

- I co tera? - zapytał swych druhów zaklinacz - Barki nie ma. Pewnie nawet nie przypłynie. Morgo ubity, Bubbok ubity. Nie lepsiej wracać do wioski?

Wygłaszając smętnym tonem swe pytania Huskun zezował jednocześnie w stronę Gusłka, wciąż nie wiedząc, co pianicki kapłan myślał o ożywieńczym towarzystwie szamana Uhara. Znając ledwie uproszczone dogmaty wierzeń humhuma goblin nie wyznawał się za bardzo na poglądach Gusłka na temat martwiaków, ale podejrzewał, że kapłan nie był zachwycony bliskim obcowaniem z nieumarłymi.
Huskunowi wystarczył jeden rzut okiem na rzekę. Barki nie ma, znaczy się, nie przypłynie albo na pewno już popłynęła dalej. Goblin najchętniej czmychnąłby z powrotem do wioski (chociaż ja wiem doskonale, że scenariusz tego nie przewiduje).

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 12 kwietnia 2013, 05:03

Pastwisko koło zajazdu Dwie Rzeki

Wielkie białe psisko przysiadło na zadzie merdając ogonem i mądrymi oczyma wpatrywało się Balina.
Balin przyglądał się dokładnie śladom, a te razem z opowieścią pastucha wskazywały na to, że gobliny po zabiciu woła uciekły ze zdobyczą.
Padający poprzedniego dnia ulewny deszcz spowodował, że w gliniastym gruncie rzadkiego lasu widać było liczne ślady małych stup.
Trójka zwiadowców ruszyła tym tropem. Prze dwie godziny ślady były wystarczające nawet dla mniej wprawnego zwiadowcy. Jednak gdy teren zaczął gwałtownie opadać i wznosić się tworząc liczne parowy o zalanych dnach, tropieniem musiał zająć się Skela.
Wyglądało na to, że gobliny zadały sobie wiele trudu aby zwieść pościg. Kluczyły, właziły w najgłębsze parowy, przedzierały się przez topieliska i grząskie mokradła. Dopiero pod wieczór Skela stracił definitywnie trop.
Stało się to na rozległych trzcinowiskach.
Strudzeni tropiciele usiedli, aby dać odpoczynek nogom i naradzić się co czynić dalej.
Wtem rozległ się daleki szmer. Dźwięki tarcia trzcin o siebie. Odgłosy te zdawały się coraz bardziej zbliżać.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 12 kwietnia 2013, 05:16

Krzewy bzu nieopodal rzeki Senil

Przycupnięci w krzakach intensywnie pachnącego bzu gobliny naradzały się co należy dalej czynić. Wódz Borgul jednoznacznie powiedział, że grupa zwiadowcza ma iść wzdłuż rzeki tak długo, aż odnajdzie barkę. Nadchodził jednak zmrok, a barki, ani żadnej innej jednostki pływającej nie było widać.

Na wielkim uchu Mordila przysiadła pszczoła, która po całodziennej harówce, zbierała się z koszyczkiem pełnym pyłku kwiatowego do powrotu do ula. Mordil miał ją przegonić machnięciem dłoni gdy nagle zastygł w bezruchu.
W ciszy wieczoru rozległo się parsknięcie konia. Szybkim gestem dał znak Barthurowi, żeby przestał drapać się po dupsku, bo podczas tej czynności cały krzak trząsł się jak ożywiony przez druida.

Po chwili na trakcie rozległo się stąpanie okutych kopyt. Z miejsca w którym przysiadł Huskun widać było stronę północną traktu. To właśnie z tej strony na trakcie w promieniach zachodzącego słońca jakieś dwieście metrów od miejsca kryjówki, pojawił się trzy postacie na koniach i jedna podążająca za nimi pieszo.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 12 kwietnia 2013, 05:32

Gdzieś w niezmierzonych puszczach Borowiru

Darayaharus maszerował raźno poprzez lasy, polany, mokradła i trzęsawiska. Odzyskana wolność dodawała mu sił. Jego niewielki wzrost i lekki chód powodował, że jak na razie nie wpadł żadnemu drapieżnikowi w oko. Na początku wędrówki rozważył krótko możliwość powrotu do gobliów, lecz w miarę marszu, zyskiwał pewność, że podjął dobrą decyzję.
Gobliny prawdopodobnie zostały zabite i zżarte przez martwiaki.
Po karku gnoma przebiegły ciarki na samo wspomnienie demonicznej czaszki, która wbrew wszelkim prawom natury pałała złowróżbną aurą życia po życiu.
Imaginarus starał sobie przypomnieć co wie o królestwie Borowiru.
To niewielkie królestwo leżało nieopodal zatoki Szponów. Większą jego część zajmowały bory. Siedziby ludzkie znajdowały się głównie wzdłuż rzeki Senil i na wybrzeżu. Największym miastem był Borowir wybudowany na ruinach antycznego miasta Reptilionów leżące u ujścia Senil.
Cóż jedyną szansą gnoma był odnalezienie rzeki. Nie mogła być daleko skoro gobliny właśnie tam zmierzały.
Idąc w dość nieokreślonym kierunku gnom wzniósł oczy ku górze dziękując Pianowi za opatrzność. Przed nim przepływał niewielki potok. Potoki jak wiadomo mają jedną cechę wspólną. Płyną zawsze w stronę większej rzeki lub bezpośrednio do morza.
Darayaharus ruszył szybkim marszem wzdłuż potoku, przedzierając się prze przybrzeżne trzciny. Zbliżał się wieczór, a on nie miał zamiaru spać w środku lasu.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 12 kwietnia 2013, 08:43

Cisza, cosik słyszę w trzcinach, chyba idzie ku nam, też słyszycie?
Balin cicho zapytał towarzyszy dając znaki by nic nie mówili, sam też zamilkł nasłuchując.
Ostatnio zmieniony 12 kwietnia 2013, 10:52 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 12 kwietnia 2013, 10:44

Gusłek człapał za doskonale czującymi się na bagniskach goblinami. Nie martwił się ubłoconymi łapciami, bo umazany śliską ciapą był po samą swą kapłańską szyję. Nie martwił się też swędzącymi bąblami po ukąszeniach wszelakiego latającego paskudztwa, choć doprowadzały go do pasji. Nie martwił się tym wszystkim, bo myśli jego zaprzątały kroczące posłusznie martwiaki zwerbowane przez szamana. Wcale a wcale to się Gusłkowi nie podobało. Postanowił za wszelką cenę trzymać się od nich z daleka.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 12 kwietnia 2013, 11:46

Mordil stanął jak wryty zatrzymując całą kolumnę goblinów podniósł łapę do góry po czym rzekł cicho:
-Cichajta tam wszystkie, cosik słychować tamoj pred nami!
Po czym goblin szybko schował się za krzakami, dając znaki innym aby zrobili to samo.
Staram się tak usadowić aby widzieć skąd nadchodzą Ci podróżni.
Ostatnio zmieniony 12 kwietnia 2013, 11:59 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 12 kwietnia 2013, 12:50

Krzewy bzu nieopodal rzeki Senil


Gusłek odetchnął nieco. Cała ta sprawa z nieumarłymi wstrząsnęła nim do głębi. Pierw niespodziewany atak, a później przejście umrzyków na stronę goblinów. Dobrze, że wódz Borgul ruszył z Uharem, większością goblinów i martwiakami prosto nad rzekę szykować zasadzkę, a zwiadowców wysłał na poszukiwania barki.
Mała grupka zwiadowcza składająca się z bliżej mu znanych goblinów czyli Huskana, Mordila i Barthura działała na niego uspokajająco.

Siedzący w bzie zwiadowcy ujrzeli, jak traktem, od strony z której przybyli, zbliżają się trzej jeźdźcy i jeden pieszy. Podróżni jechali kłusem dość szybko wjeżdżając na wzgórze porośnięte obficie kwitnącym bzem.
Trzej jadący konno byli orkami lub półorkami odzianymi w ciężki kolczugi. Przy siodle zwisały duże szable i pokrowiec z łukiem i strzałami. W świetle zachodzącego słońca nie było widać żadnych symboli, kwalifikujących przybywających do jakiejś konkretnej frakcji.
Za jeźdźcami podążał biegiem, ciężko dyszący człowiek w podróżnym ubraniu. Jego ręce krępowała lina przywiązana do tylnego łęku siodła jednego z jeźdźców.
Człowiek ten miał nie więcej niż dwadzieścia lat i krótkie czarne włosy.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 kwietnia 2013, 13:17

Krzewy bzu nieopodal rzeki Senil

Huskun stężał na widok grupki nieznajomych, rozpłaszczył się na porośniętej gęstą trawą ziemi próbując stać się niewidocznym. Nie miał najmniejszego pojęcia, kim byli wlokący brańca konni, ale ich kolczugi i szable wcale nie przypadły mu do gustu. Inaczej sprawa miała się z wierzchowcami, bo ich widok dla odmiany sprawił, że zaklinacz oblizał się bezwiednie w łakomy sposób.

Konina uchodziła wśród Turgulów za nie lada rarytas, na dodatek nader rzadki.
Proponuję się przyczaić, ewentualnie pójść tropem konnych i zobaczyć jak się potoczą sprawy. Może warto opaść ich całym plemieniem?

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 12 kwietnia 2013, 16:39

Mordil podrapał się w głowę, odprowadził wzrokiem jeźdźców po czym prawie szeptem zwrócił się do towarzyszących mu zwiadowców:
-Przyszli my tu po pływatna kłoda i ni widiet czy wielka goblin ta człeki też morduwata chceta, trza be se dowiedieć.
Jeśli jest taka możliwość to trzeba zawiadomić resztę gobosów o tych jeźdźcach. No fakt konina to wielki przysmak gobosów a Mordil wręcz ją uwielbiał.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 12 kwietnia 2013, 18:53

- Potok! - niemal krzyknął mały adept iluzji, podbiegając do wody i obwochując chwilę, zanurzył w cieczy prawą rękę. Gdy brud nieco oderwał się i popłynął z prądem, Goblin posmakował wodę. Zdawała się być całkiem w porządku, więc wypił tyle, by nie czuć pragnienia. Rozejrzał się jeszcze wokoło, i pewnie ruszył wzdłuż potoku, idąc zgodnie z prądem wody.

Wokoło ciemniało, więc gnom przyśpieszył kroku, z uśmiechem od ucha do ucha.

- Dzięki o Piannie, za mnie wysłuchanie. Jak dojdę do cywilizacji to będę pił aż do porzygu!

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 13 kwietnia 2013, 06:00

Krzewy bzu nieopodal rzeki Senil

Jeźdźcy szybko przejechali przez wzgórze na którym ukrywali się goblińscy zwiadowcy i zniknęli za kolejnym zakrętem rzeki.

Tymczasem nadszedł zmrok. Wśród drzew nadal rozbrzmiewały trele ptaków, a w nadrzecznych sitowiach rozrechotały się żaby, którym wtórowały świerszcze. Temperatura nico opadła dając wytchnienie nadwyrężonym gruczołom potowy. Cały dzień wrażeń spowodował, że zwiadowcy byli przesiąknięci potem, zmęczeni i głodni.

Na niebie rozbłysł miliony gwiazd w towarzystwie dopełniającego się księżyca. W tą jasną noc za jakimś trzecim meandrem z biegiem rzeki rozbłysło światło ogniska.
W pewnej chwili światełko to zaczęło gwałtownie rosnąć, a gdy uzyskało pułap koron drzew pękło i zgasło. Do uszu goblinów doszedł huk potężnego wybuchu, a po chwilce przeleciała, przyginając trzciny do tafli wody, fala eksplozji.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 14 kwietnia 2013, 10:34

Gdzieś w borowirskiej puszczy

Dwa krasnoludy wraz ze Skelą poderwały się z ziemi. Trzciny szeleściły, a szelest narastał. Po chwili widać było ich poruszenie.

W końcu sitowia rozchyliły się, a z pośród nich wyszła na polankę mała postać. Postać ta sięgała Skeli zaledwie do piersi, była niższa nawet od krasnoludów. Łysa czaszka, lekko brązowy odcień skóry i szeroka zastygła w zaskoczeniu twarz, o to co ujrzała grupka łowców.
Gnom, bo właśnie tym był niespodziewany przybysz nosiła na sobie dobrej jakości ubranie podróżne po którym widać był trudy przedzierania się przez lasy. Poza noża za pasem trudno było doszukiwać się jakiejkolwiek broni,

Imaginarus stał przez chwilę jak słup soli. Nie spodziewał się spotkać w tych lasach żadnej inteligentnej rasy. Tym czasem niespodziewanie wypadł na polanę na której stały ze wzniesiona bronią trzy postacie. Dwa krasnoludy i jeden wysoki szczupły człowiek, o ogorzałej twarzy i jastrzębim spojrzeniu.
Ostatnio zmieniony 14 kwietnia 2013, 11:59 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ