- Cały? - z glupa wyharczal Barthur: - No caly! Takiego goblina jak ja nie tak latwo udusic! Kurwisyn w rzyc chedozony...
Polobrzym podniosl sie z kleczek i jeszcze kopnal pare razy lezace w trawie zwloki, ktore jeszcze kilkanascie sekund temu napedzily wszystkim tye strachu.
Krecilo mu sie lekko w glowie, ale przemilczal to przed goblinami, zwalajac to na karb duszenia. Wiedzial jednak ze martwiak cos uczynil, jakby wyssal czesc duszy. Mial jednak inne, wieksze zmartwienia. Nie chcial przed czlonkami plemienia wyjsc na goblina, ktorego pokonalo zombie. O swoja reputacje trzeba bylo dbac. Wyprostowal sie dumnie i spytal krotko:
- I co tera?
PBF - Boskie potyczki
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Mokradła, późne popołudnie
Emocje powoli opuszczały walczących. W ogólnym rozrachunku szybkie i zajadłe gobliny zniszczyły połowę grupy nieumarłych, pozostała ich część dostała się pod władzę szamana. W wyniku walki zginęło dwóch weteranów wielu wypadów rabunkowych, a około dwudziestu oraz gnom pierzchnęli w panicznym strachu. Kilku już wracało jednak nie było widać wśród nich kochanka Grubelli.
Borgul długo nie rozpaczał nad stratą ludzi, być może nawet ciesząc się, że w skład jego komanda weszła grupa nieumarłych.
Pomniejszonej grupie zwiadowców kazał czym prędzej ruszać na przepatrywanie rzeki, w celu ustalenia jak daleko jest barka, zorientowania się w liczebności załogi i ruchu na trakcie.
Emocje powoli opuszczały walczących. W ogólnym rozrachunku szybkie i zajadłe gobliny zniszczyły połowę grupy nieumarłych, pozostała ich część dostała się pod władzę szamana. W wyniku walki zginęło dwóch weteranów wielu wypadów rabunkowych, a około dwudziestu oraz gnom pierzchnęli w panicznym strachu. Kilku już wracało jednak nie było widać wśród nich kochanka Grubelli.
Borgul długo nie rozpaczał nad stratą ludzi, być może nawet ciesząc się, że w skład jego komanda weszła grupa nieumarłych.
Pomniejszonej grupie zwiadowców kazał czym prędzej ruszać na przepatrywanie rzeki, w celu ustalenia jak daleko jest barka, zorientowania się w liczebności załogi i ruchu na trakcie.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Olbrzyma swedzialy lapska zeby lupnac pala ktoremus z ozywiencow, teraz kontrolowanych przez wielkiego wodza. Wiedzial jednak, ze tak akt samowoli w dodatku skierowany przeciwko nowym pupilom bossa moze zostac odebrany jako jawny akt zdrady. Ograniczal sie wiec tylko do ostentacyjnego klepania dragiem o wnetrze dloni i wzmozonej obserwacji zombie, ktorym jakos nie ufal.
Swoimi wnioskami z obserwacji martwiakow podzielil sie z zaufanym goblinem. Szpetem zwrocil sie do idacego obok Huskuna:
- Te Huskun, ten śmierdlawy na mnie jakoś krzywo łoczy wytrzeszczo. Ani chybi zadusic mnie chce, albo ciebia. Moze mu lutnac coby sie łopamiętał.
Swoimi wnioskami z obserwacji martwiakow podzielil sie z zaufanym goblinem. Szpetem zwrocil sie do idacego obok Huskuna:
- Te Huskun, ten śmierdlawy na mnie jakoś krzywo łoczy wytrzeszczo. Ani chybi zadusic mnie chce, albo ciebia. Moze mu lutnac coby sie łopamiętał.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Mokradła, późne popołudnie
Darayaharus gnał przez las, a lęk i przerażenie dławiły mu oddech. Mimo, że jego babka, Argula każdego przesilenia zimowego, opowiadała historie o duchach i żywych trupach, zderzenie z prawdziwym martwiakiem wywarło na nim ogromne wrażenie.
Widok czaszki, która pozbawiona wszelakich sił witalnych i mięśni poruszała się, wprowadzana w stan życia po życiu za pomocą czarnej magii, wstrząsnął nim do głębi. I te puste oczodoły skrywające mrok jak okna do królestwa Seta.
Kolejna gałąź paproci smagnęła go po twarzy. Wybity z złowrogiego rozmyślania, rozejrzał się po okolicy. Był sam pośród morza paproci. Wokół panował cisza przerywana jedyni trelami ptaków.
Całkowicie nieświadomie wyrwał się z goblinie niewoli oraz jarzma ramion i ud Grubelli. Był wolny, jednak nie miał pojęcia gdzie jest i gdzie zmierzać.
Tylko od niego zależało czy wróci pod niepewną protekcję goblinów czy ruszy szukać szczęścia na własną rękę.
Darayaharus gnał przez las, a lęk i przerażenie dławiły mu oddech. Mimo, że jego babka, Argula każdego przesilenia zimowego, opowiadała historie o duchach i żywych trupach, zderzenie z prawdziwym martwiakiem wywarło na nim ogromne wrażenie.
Widok czaszki, która pozbawiona wszelakich sił witalnych i mięśni poruszała się, wprowadzana w stan życia po życiu za pomocą czarnej magii, wstrząsnął nim do głębi. I te puste oczodoły skrywające mrok jak okna do królestwa Seta.
Kolejna gałąź paproci smagnęła go po twarzy. Wybity z złowrogiego rozmyślania, rozejrzał się po okolicy. Był sam pośród morza paproci. Wokół panował cisza przerywana jedyni trelami ptaków.
Całkowicie nieświadomie wyrwał się z goblinie niewoli oraz jarzma ramion i ud Grubelli. Był wolny, jednak nie miał pojęcia gdzie jest i gdzie zmierzać.
Tylko od niego zależało czy wróci pod niepewną protekcję goblinów czy ruszy szukać szczęścia na własną rękę.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Mokradła, późne popołudnie
Klekotania kości szkieletów pozostały w tyle gdy grupa zwiadowcza wyruszyła na poszukiwania rzeki, traktu i oczywiście barki.
Przedzieranie się przez dość gęsty las nie trwało zbyt długo, bo już po niecałym kwadransie wychodząc z krzaków kwitnącego bzu zwiadowcy wypadli wprost na szeroki na dwa wozy bity trakt.
Wokół panował zmącona jedynie odgłosami przyrody cisza. Nieopodal traktu wiła się szeroka na około dwieście metrów rzeka.
Idąc wraz z jej prądem zwiadowcy pokonali szmat drogi, aż na zachodniej stronie nieba słońce zeszło nad sam horyzont. Właśnie w tym momencie Barthur wraz z kompanami weszli na wysokie wzgórze, z którego widać był wijącą się w licznych meandrach Senil i podążający wzdłuż jej koryta traktu. Barki jednak nie było widać.
Klekotania kości szkieletów pozostały w tyle gdy grupa zwiadowcza wyruszyła na poszukiwania rzeki, traktu i oczywiście barki.
Przedzieranie się przez dość gęsty las nie trwało zbyt długo, bo już po niecałym kwadransie wychodząc z krzaków kwitnącego bzu zwiadowcy wypadli wprost na szeroki na dwa wozy bity trakt.
Wokół panował zmącona jedynie odgłosami przyrody cisza. Nieopodal traktu wiła się szeroka na około dwieście metrów rzeka.
Idąc wraz z jej prądem zwiadowcy pokonali szmat drogi, aż na zachodniej stronie nieba słońce zeszło nad sam horyzont. Właśnie w tym momencie Barthur wraz z kompanami weszli na wysokie wzgórze, z którego widać był wijącą się w licznych meandrach Senil i podążający wzdłuż jej koryta traktu. Barki jednak nie było widać.