Wśród dedykowanego IK fluffu (przygotowanego głównie dla fanów WM&H) można znaleźć całkiem sporo opowiadań, nawet na ogólnodostępnej stronie głównej Privateer Press. Rzecz jasna nie można ich uważać za literackie bestsellery, ale myślę, że potrafią rzucić nieco światła na świat Żelaznych Królestw i dać Wam przedsmak klimatu tego settingu.
Postanowiłem pobawić się troszkę w tłumacza i przełożyć w odcinkach te opowiadania, które Privateer Press udostępnił fanom za darmo. Nie mogę Wam obiecać regularnych aktualizacji w tym topiku, ale będę się starał!
Żelazne Królestwa - opowiadania
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Krypta Nieśmiertelnego - Aeryn Rudel
Elyshyvah podniosła spojrzenie ku stojącemu wysoko na niebie słońcu i obnażyła w bezwolnym grymasie swe zęby. Nader rzadko miewała okazje do podróżwania tak daleko na południe i skwar wczesnego lata wyjątkowo jej dokuczał.
Rozciągające się przed nią mokradła stanowiły przedsionek odstręczającej krainy Gnarlu. Zastygłe w bezruchu cuchnące wody rozlewisk pełne były rojących się chmurami komarów i ważek. Dla nawykłych do lodu, śniegu i przenikliwego wichru Nyssów okolica ta stanowiła wstrętne zaprzeczenie wszystkiego, co uważali za bliskie swym sercom.
Elfka cofnęła się o krok znikając w cieniu rzucanym przez konary prastarego lasu i pozwalając, by ich listowie osłoniło ją przed dokuczliwym dotykiem promieni słońca. Za plecami Elyshyvah ukrywał się tuzin przepatrywaczy Nyssów, znoszących trudy dalekiej podróży bez słowa skargi. Podobnie jak Elyshyvah, oni również obdarzeni zostali błogosławieństwem Wszechskaziciela: przekształcone nogi pozwalały im poruszać się z większą szybkością, a twarze i ramiona pokryte były kościanymi naroślami o ostrych stożkach. W porównaniu z nimi skaza Elyshyvah wydawała się dużo subtelniejsza, nie przejawiająca się cielesnymi zmianami - jeśli nie brało się pod uwagę rzędu fioletowych plam na skórze jej karku, biegnących od pleców po tył czaszki. Będąc Pasterzem, elfka obdarzona została darami skrywanymi głęboko w jej umyśle, darami więzi i zwierzchności nad smoczym pomiotem.
Ostatni członek wyprawy myszkował w półmroku leśnego poszycia. Dzierżąc w pazurzastych łapach ogromną kuszę, nephilim kręcił powoli pozbawionym oczu łbem, obserwując swe otoczenie z pomocą zmysłów wykraczających dalece poza ograniczone możliwości zwyczajnego wzroku.
Niewielka ekspedycja przybyła z północy, przemierzając stary las zwany przez ludzi i trollaków Olgunholtem, następnie zaś przeprawiając się skrycie przez szeroki nurt Rzeki Smoczego Jęzora. Przez cały ten czas członkowie wyprawy dokładali ogromnych starań, by nikt nie spostrzegł ich obecności. Słudzy Wszechskaziciela mieli na południu niezliczonych nieprzyjaciół i niewielka świta Elyshyvah stanowiłaby łatwą zdobycz dla dobrze uzbrojonego oddziału ludzi czy trollaków - lecz towarzyszący elfce sojusznicy posiadali ogromne doświadczenie w skrytym przemieszczaniu się poprzez wrogie terytorium. Z tego właśnie powodu zostali wybrani przez Vayl, Konsula Wszechskaziciela. Powierzono im zadanie dyskretnego przedostania się na niebezpieczny obszar i zdobycia przedmiotów zainteresowania Vayl, a poprzez nią również samego Wszechskaziciela. Ciesząc się łaskami swej pani, Elyshyvah mogła działać z dużą swobodą i wolność ta pozwoliła jej już kilkakrotnie zdobyć cenne znaleziska będące źródłem ukontentowania Vayl.
Lecz tym razem los zmusił elfkę do połączenia sił z kimś, kogo w każdych innych okolicznościach uznałaby za wroga. Nawiązując w sobie tylko znany sposób kontakt z ludzką czarownicą noszącą miano Czarnej Fiony, Vayl zyskała wiedzę o istnieniu starożytnych ruin Orgothów na trzęsawiskach dalekiego południa. Elyshyvah i jej świta udali się w lasy Olgunholtu w poszukiwaniu wysłannika Fiony, podejmując wielkie ryzyko dla magiczki, o której elfka nie wiedziała niczego prócz oddania wobec ludzkiej bogini Thamar.
- Elyshyvah - niczym chłodny powiew wiatru, zza pleców wysłanniczki dobiegł niski męski głos. Elfka nie usłyszała najmniejszego szelestu mogącego zdradzić obecność zbliżającego się Ryvara, ale znienacka uświadomiła sobie, że zabójca znalazł się tuż za jej plecami.
Elyshyvah podniosła spojrzenie ku stojącemu wysoko na niebie słońcu i obnażyła w bezwolnym grymasie swe zęby. Nader rzadko miewała okazje do podróżwania tak daleko na południe i skwar wczesnego lata wyjątkowo jej dokuczał.
Rozciągające się przed nią mokradła stanowiły przedsionek odstręczającej krainy Gnarlu. Zastygłe w bezruchu cuchnące wody rozlewisk pełne były rojących się chmurami komarów i ważek. Dla nawykłych do lodu, śniegu i przenikliwego wichru Nyssów okolica ta stanowiła wstrętne zaprzeczenie wszystkiego, co uważali za bliskie swym sercom.
Elfka cofnęła się o krok znikając w cieniu rzucanym przez konary prastarego lasu i pozwalając, by ich listowie osłoniło ją przed dokuczliwym dotykiem promieni słońca. Za plecami Elyshyvah ukrywał się tuzin przepatrywaczy Nyssów, znoszących trudy dalekiej podróży bez słowa skargi. Podobnie jak Elyshyvah, oni również obdarzeni zostali błogosławieństwem Wszechskaziciela: przekształcone nogi pozwalały im poruszać się z większą szybkością, a twarze i ramiona pokryte były kościanymi naroślami o ostrych stożkach. W porównaniu z nimi skaza Elyshyvah wydawała się dużo subtelniejsza, nie przejawiająca się cielesnymi zmianami - jeśli nie brało się pod uwagę rzędu fioletowych plam na skórze jej karku, biegnących od pleców po tył czaszki. Będąc Pasterzem, elfka obdarzona została darami skrywanymi głęboko w jej umyśle, darami więzi i zwierzchności nad smoczym pomiotem.
Ostatni członek wyprawy myszkował w półmroku leśnego poszycia. Dzierżąc w pazurzastych łapach ogromną kuszę, nephilim kręcił powoli pozbawionym oczu łbem, obserwując swe otoczenie z pomocą zmysłów wykraczających dalece poza ograniczone możliwości zwyczajnego wzroku.
Niewielka ekspedycja przybyła z północy, przemierzając stary las zwany przez ludzi i trollaków Olgunholtem, następnie zaś przeprawiając się skrycie przez szeroki nurt Rzeki Smoczego Jęzora. Przez cały ten czas członkowie wyprawy dokładali ogromnych starań, by nikt nie spostrzegł ich obecności. Słudzy Wszechskaziciela mieli na południu niezliczonych nieprzyjaciół i niewielka świta Elyshyvah stanowiłaby łatwą zdobycz dla dobrze uzbrojonego oddziału ludzi czy trollaków - lecz towarzyszący elfce sojusznicy posiadali ogromne doświadczenie w skrytym przemieszczaniu się poprzez wrogie terytorium. Z tego właśnie powodu zostali wybrani przez Vayl, Konsula Wszechskaziciela. Powierzono im zadanie dyskretnego przedostania się na niebezpieczny obszar i zdobycia przedmiotów zainteresowania Vayl, a poprzez nią również samego Wszechskaziciela. Ciesząc się łaskami swej pani, Elyshyvah mogła działać z dużą swobodą i wolność ta pozwoliła jej już kilkakrotnie zdobyć cenne znaleziska będące źródłem ukontentowania Vayl.
Lecz tym razem los zmusił elfkę do połączenia sił z kimś, kogo w każdych innych okolicznościach uznałaby za wroga. Nawiązując w sobie tylko znany sposób kontakt z ludzką czarownicą noszącą miano Czarnej Fiony, Vayl zyskała wiedzę o istnieniu starożytnych ruin Orgothów na trzęsawiskach dalekiego południa. Elyshyvah i jej świta udali się w lasy Olgunholtu w poszukiwaniu wysłannika Fiony, podejmując wielkie ryzyko dla magiczki, o której elfka nie wiedziała niczego prócz oddania wobec ludzkiej bogini Thamar.
- Elyshyvah - niczym chłodny powiew wiatru, zza pleców wysłanniczki dobiegł niski męski głos. Elfka nie usłyszała najmniejszego szelestu mogącego zdradzić obecność zbliżającego się Ryvara, ale znienacka uświadomiła sobie, że zabójca znalazł się tuż za jej plecami.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Elyshyvah odwróciła się w kierunku rozmówcy, wbijając swój pastorał w grunt pomiędzy stopami.
- Czego chcesz, Ryvar? - spytała lodowatym tonem.
Wyższy od stopę od Pasterki, Ryvar był jednym z roślejszych Nyssów, nawet podług standardów tych śnieżnych elfów, które naznaczone były smoczą skazą. Jego długie ręce pokrywały silne mięśnie, a zwinne smukłe palce równie dobrze radziły sobie z zakrzywionym mieczem, noszonym na plecach refleksyjnym łukiem czy szyją duszonego gołymi rękami wroga. Razem ze swą towarzyszką Kyryl, Ryvar cieszył się pośród przepatrywaczy reputacją wybornego skrytobójcy, często niosącego nagłą śmierć nieprzyjaciołom wskazanym przez zaklinaczy Wszechskaziciela.
- Jesteśmy gotowi do ruszenia w drogę - odpowiedział Nyss, cichym sykliwym głosem. Jego nienaturalnie brzmiąca mowa była okrutną pamiątką sprzed lat, kiedy krtań śnieżnego elfa została rozdarta przez żądnego krwi Tharna - Vayl przykłada wielką wagę do czasu tej wyprawy.
Elyshyvah ścisnęła mocniej trzymany w dłoni pastorał.
- Jestem świadoma tego, czego żąda Vayl, Ryvar - odpowiedziała chłodno - Nie zapominaj, ile lat służę woli Konsula.
- Rzecz jasna - rzekł elf przytakując nieznacznie głową i unosząc w cieniu uśmiechu jeden z kącików ust - Wszelako ostatnio nieco mniej udanie jak kiedyś.
Spojrzenie zimnych oczu Nyssa pobiegło ku lewej nodze elfki. Ciemnoczerwona blizna znaczyła jej gładką jasną skórę na udzie tuż poniżej skórzanej przepaski, będąc wspomnieniem rany zadanej Pasterce przez iosańską orężniczkę Kaelyssę ponad rok przed rozpoczęciem wyprawy za Olgunholt. Biorąc udział w zniszczeniu fortecy elfów z Ios w Szczytach Gromów, Elyshyvah ścigała Kaelyssę aż do krasnoludzkiej twierdzy, która udzieliła zbiegom azylu, dopadając w końcu swą przeciwniczkę i rzucając jej wyzwanie. Karą za zbytnią ufność we własne siły okazały się klęska i bolesna rana, której ślad Pasterka miała nosić do końca swego życia.
Lecz nie to było najgorszą konsekwencją porażki. Nie dając elfce umrzeć, przepatrywacze zabrali ją z pobojowiska unosząc upokorzoną i okrytą wstydem przed oblicze Vayl. Konsul Wszechskaziciela nie wpadła w straszny gniew, nie zagroziła swej faworycie śmiercią w męczarniach - tak prymitywne barbarzyńskie praktyki nie leżały w zwyczaju Vayl. Zamiast tego zauszniczka Wszechskaziciela nakazała Elyshyvah wyleczyć rany i powrócić w chwili, którą uzna za słuszną. Odzyskawszy po pewnym czasie swoją świtę przepatrywaczy, Pasterka odkryła w jej szeregach obecność Ryvara i Kyryl.
Niespodziewana obecność utalentowanych zabójców nie mogła być traktowana inaczej jak tylko przypomnieniem, że kolejna porażka nie spotka się z podobną wyrozumiałością, co pierwsza.
- Wróc do reszty, Ryvar - rozkazała Elyshyvah - Nie trać sił w tym skwarze, bo rychło mogę cię potrzebować.
- Wedle twego życzenia - ukłonił się Ryvar - Jeśli tego zażądasz, będziemy z Kyryl twymi cieniami.
Nie dodając nic więcej Nyss powrócił do swej towarzyszki, kucającej wśród korzeni wyjątkowo okazałego dębu i wodzącej w milczeniu osełką po klindze swego miecza.
- Czego chcesz, Ryvar? - spytała lodowatym tonem.
Wyższy od stopę od Pasterki, Ryvar był jednym z roślejszych Nyssów, nawet podług standardów tych śnieżnych elfów, które naznaczone były smoczą skazą. Jego długie ręce pokrywały silne mięśnie, a zwinne smukłe palce równie dobrze radziły sobie z zakrzywionym mieczem, noszonym na plecach refleksyjnym łukiem czy szyją duszonego gołymi rękami wroga. Razem ze swą towarzyszką Kyryl, Ryvar cieszył się pośród przepatrywaczy reputacją wybornego skrytobójcy, często niosącego nagłą śmierć nieprzyjaciołom wskazanym przez zaklinaczy Wszechskaziciela.
- Jesteśmy gotowi do ruszenia w drogę - odpowiedział Nyss, cichym sykliwym głosem. Jego nienaturalnie brzmiąca mowa była okrutną pamiątką sprzed lat, kiedy krtań śnieżnego elfa została rozdarta przez żądnego krwi Tharna - Vayl przykłada wielką wagę do czasu tej wyprawy.
Elyshyvah ścisnęła mocniej trzymany w dłoni pastorał.
- Jestem świadoma tego, czego żąda Vayl, Ryvar - odpowiedziała chłodno - Nie zapominaj, ile lat służę woli Konsula.
- Rzecz jasna - rzekł elf przytakując nieznacznie głową i unosząc w cieniu uśmiechu jeden z kącików ust - Wszelako ostatnio nieco mniej udanie jak kiedyś.
Spojrzenie zimnych oczu Nyssa pobiegło ku lewej nodze elfki. Ciemnoczerwona blizna znaczyła jej gładką jasną skórę na udzie tuż poniżej skórzanej przepaski, będąc wspomnieniem rany zadanej Pasterce przez iosańską orężniczkę Kaelyssę ponad rok przed rozpoczęciem wyprawy za Olgunholt. Biorąc udział w zniszczeniu fortecy elfów z Ios w Szczytach Gromów, Elyshyvah ścigała Kaelyssę aż do krasnoludzkiej twierdzy, która udzieliła zbiegom azylu, dopadając w końcu swą przeciwniczkę i rzucając jej wyzwanie. Karą za zbytnią ufność we własne siły okazały się klęska i bolesna rana, której ślad Pasterka miała nosić do końca swego życia.
Lecz nie to było najgorszą konsekwencją porażki. Nie dając elfce umrzeć, przepatrywacze zabrali ją z pobojowiska unosząc upokorzoną i okrytą wstydem przed oblicze Vayl. Konsul Wszechskaziciela nie wpadła w straszny gniew, nie zagroziła swej faworycie śmiercią w męczarniach - tak prymitywne barbarzyńskie praktyki nie leżały w zwyczaju Vayl. Zamiast tego zauszniczka Wszechskaziciela nakazała Elyshyvah wyleczyć rany i powrócić w chwili, którą uzna za słuszną. Odzyskawszy po pewnym czasie swoją świtę przepatrywaczy, Pasterka odkryła w jej szeregach obecność Ryvara i Kyryl.
Niespodziewana obecność utalentowanych zabójców nie mogła być traktowana inaczej jak tylko przypomnieniem, że kolejna porażka nie spotka się z podobną wyrozumiałością, co pierwsza.
- Wróc do reszty, Ryvar - rozkazała Elyshyvah - Nie trać sił w tym skwarze, bo rychło mogę cię potrzebować.
- Wedle twego życzenia - ukłonił się Ryvar - Jeśli tego zażądasz, będziemy z Kyryl twymi cieniami.
Nie dodając nic więcej Nyss powrócił do swej towarzyszki, kucającej wśród korzeni wyjątkowo okazałego dębu i wodzącej w milczeniu osełką po klindze swego miecza.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Spoglądając ponownie ku bagnom, Elyshyvah poczuła ukłucie podniecenia na widok tuzina postaci brnących poprzez rozlewiska w stronę krawędzi lasu. Wiodący je człowiek odziany był w czerń, toteż najpewniej on był wysłannikiem Fiony.
- Melech - Elyshyvah wezwała cicho swego nephilima. Stwór odwrócił obły łeb w jej stronę na dźwięk własnego imienia - Chodź do mnie.
Potwór odpowiedział natychmiast na wezwanie, stanął u boku swej pani. Potężne cielsko górowało nad smukłą elfką, napełniając ją poczuciem bezpieczeństwa i dumy.
Elyshyvah pozostała na skraju lasu, czekając w milczeniu na brodzących w błotnistej wodzie ludzi, nie przejawiając najmniejszej ochoty do wyjścia im naprzeciw i zanurzenia tym samym swych stóp w mokradle. Kiedy obcy zbliżyli się do skraju puszczy, elfka spojrzała w stronę swych przepatrywaczy.
- Pozostańcie na swoich pozycjach. Łuki w dłoniach, ale nie zakładajcie strzał na cięciwy dopóki nie rozkażę inaczej - wydawszy polecenia Pasterka wychynęła z półmroku rzucanego przez gęste listowie drzew, z Melechem stąpającym u jej boku.
Zbliżający się ludzie nosili luźne bluzy i spodnie, ręce trzymali w pobliżu samopałów, rękojeści mieczy i stylisk toporków. Ich skóra miała ciemnobrązową barwę i sprawiała wrażenie szorstkiej w dotyku, zdradzając długie miesiące spędzone w żarze słonec
- Melech - Elyshyvah wezwała cicho swego nephilima. Stwór odwrócił obły łeb w jej stronę na dźwięk własnego imienia - Chodź do mnie.
Potwór odpowiedział natychmiast na wezwanie, stanął u boku swej pani. Potężne cielsko górowało nad smukłą elfką, napełniając ją poczuciem bezpieczeństwa i dumy.
Elyshyvah pozostała na skraju lasu, czekając w milczeniu na brodzących w błotnistej wodzie ludzi, nie przejawiając najmniejszej ochoty do wyjścia im naprzeciw i zanurzenia tym samym swych stóp w mokradle. Kiedy obcy zbliżyli się do skraju puszczy, elfka spojrzała w stronę swych przepatrywaczy.
- Pozostańcie na swoich pozycjach. Łuki w dłoniach, ale nie zakładajcie strzał na cięciwy dopóki nie rozkażę inaczej - wydawszy polecenia Pasterka wychynęła z półmroku rzucanego przez gęste listowie drzew, z Melechem stąpającym u jej boku.
Zbliżający się ludzie nosili luźne bluzy i spodnie, ręce trzymali w pobliżu samopałów, rękojeści mieczy i stylisk toporków. Ich skóra miała ciemnobrązową barwę i sprawiała wrażenie szorstkiej w dotyku, zdradzając długie miesiące spędzone w żarze słonec