Nie mam tu nic konkretnego do roboty, dlatego nic konkretnego nie zadeklaruję. Nie ma powodu ukrywać tego, co tu zaszło, wszak są świadkowie a nie byłoby roztropnie dać się przyłapać na rozbieżności zeznań jeńców i zastanej sytuacji z naszymi opowieściami. Hastur jedynie będzie chodził i dyskretnie patrzył na ręce tym, którzy zanadto będą się interesować przebiegiem wypadków i przyglądać się śladom. Mam nadzieję, że nikt nie będzie chciał zapuszczać się wgłąb kurhanu. Jeśli natomiast tak się stanie, to przypomnę, że w pajęczynie jest jeszcze jedno ciało.
PBF - Narodziny legendy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 12 dzień Ostatnich Siewów
Żołnierze Hrotha i górale z Rzecznej Puszczy okazali się nie mniejszymi oportunistami od druhów Hastura, bez śladu skrępowania rabując wszystko, co tylko wpadło im w ręce. Początkowo nieufni i lekko zalęknieni unoszącą się w kurhanie aurą śmierci, szybko przekonali się o prawdziwości słów cudzoziemskich najemników. Pierwsze w dół szerokich kamiennych schodów poleciały trupy strażników tarasu i opryszków pokąsanych śmiertelnie przez ślizgacze, w ślad za nimi z ciemnych korytarzy poczęto wywlekać następne ciała.
Jedynie truchła draugrów pozostawiono tam, gdzie dosięgnął ich oręż najmitów, zadowalając się ściągnięciem z zezwłoków niektórych części prastarych pancerzy. Hastur zauważył, że dopuszczający się bezceremonialnego rabunku Nordowie mruczeli pod nosami modlitwy kierowane do Akatosha i Mary, mające w zamierzeniu chronić ich przed konsekwencjami świętokradztwa.
Wychowany w kultywującym zupełnie inne tradycje społeczeństwie, Redgard spoglądał na poczynania swych towarzyszy z mieszaniną przerażenia i niedowierzania, ze wszelkich sił starając się nie okazywać targających nim emocji. Miejscowi wydawali się nie przejawiać żadnego szacunku dla zmarłych, ale szukający gorączkowo w myślach usprawiedliwienia Hastur próbował tłumaczyć ich barbarzyńskim w gruncie sprawy stylem życia.
Skoro nie mieli nikogo mogącego wpoić im właściwe wartości, skąd mogli wiedzieć, że czynią rzeczy niegodne prawdziwego wojownika?
Lecz ostrożność nakazywała zachować owe współczucie dla siebie, a nie dzielić się opinią z pozostałymi. Barbarzyńscy czy nie, Nordowie byli przede wszystkim nader drażliwi i szybko wpadali w gniew.
Odarte z dobytku i odzienia ciała wrzucano na dwa pierwsze wozy, ich broń, zbroje i rzeczy osobiste na trzeci. Popijający co chwila miód z bukłaka Hroth chodził tam i z powrotem po smaganym wiatrem tarasie pokrzykując na swych ludzi i zacierając zziębnięte dłonie.
- Widziałem pająka! - oznajmił podniesionym głosem Sven, który wychynął znienacka z przedsionka Czarnygłazu. Młody bard miał dziwnie pobladłą twarz, ale starał się dzielnie trzymać mimo wstrząsu, jakiego doświadczył w pieczarze arachnoida - I ślady zębów jaszczura! Prawie mu łeb odgryzł, temu potworowi, zębami żuwaczkę urwał!
Żołnierze Hrotha i górale z Rzecznej Puszczy okazali się nie mniejszymi oportunistami od druhów Hastura, bez śladu skrępowania rabując wszystko, co tylko wpadło im w ręce. Początkowo nieufni i lekko zalęknieni unoszącą się w kurhanie aurą śmierci, szybko przekonali się o prawdziwości słów cudzoziemskich najemników. Pierwsze w dół szerokich kamiennych schodów poleciały trupy strażników tarasu i opryszków pokąsanych śmiertelnie przez ślizgacze, w ślad za nimi z ciemnych korytarzy poczęto wywlekać następne ciała.
Jedynie truchła draugrów pozostawiono tam, gdzie dosięgnął ich oręż najmitów, zadowalając się ściągnięciem z zezwłoków niektórych części prastarych pancerzy. Hastur zauważył, że dopuszczający się bezceremonialnego rabunku Nordowie mruczeli pod nosami modlitwy kierowane do Akatosha i Mary, mające w zamierzeniu chronić ich przed konsekwencjami świętokradztwa.
Wychowany w kultywującym zupełnie inne tradycje społeczeństwie, Redgard spoglądał na poczynania swych towarzyszy z mieszaniną przerażenia i niedowierzania, ze wszelkich sił starając się nie okazywać targających nim emocji. Miejscowi wydawali się nie przejawiać żadnego szacunku dla zmarłych, ale szukający gorączkowo w myślach usprawiedliwienia Hastur próbował tłumaczyć ich barbarzyńskim w gruncie sprawy stylem życia.
Skoro nie mieli nikogo mogącego wpoić im właściwe wartości, skąd mogli wiedzieć, że czynią rzeczy niegodne prawdziwego wojownika?
Lecz ostrożność nakazywała zachować owe współczucie dla siebie, a nie dzielić się opinią z pozostałymi. Barbarzyńscy czy nie, Nordowie byli przede wszystkim nader drażliwi i szybko wpadali w gniew.
Odarte z dobytku i odzienia ciała wrzucano na dwa pierwsze wozy, ich broń, zbroje i rzeczy osobiste na trzeci. Popijający co chwila miód z bukłaka Hroth chodził tam i z powrotem po smaganym wiatrem tarasie pokrzykując na swych ludzi i zacierając zziębnięte dłonie.
- Widziałem pająka! - oznajmił podniesionym głosem Sven, który wychynął znienacka z przedsionka Czarnygłazu. Młody bard miał dziwnie pobladłą twarz, ale starał się dzielnie trzymać mimo wstrząsu, jakiego doświadczył w pieczarze arachnoida - I ślady zębów jaszczura! Prawie mu łeb odgryzł, temu potworowi, zębami żuwaczkę urwał!
Grabież w pełnym tego słowa znaczeniu potrwa dobre dwie godziny. Uwijając się sprawnie z robotą wrócicie do wioski w południe, a jeśli niemal natychmiast wyprawicie się w dalszą drogę, macie pewne szanse na znalezienie się w Białej Grani tuż po zmroku. Alternatywą jest powrót na spokojnie do wioski, podział łupów, wycena i być może częściowa sprzedaż, a potem nocleg i wyruszenie do Grani 13 dnia Ostatnich Siewów.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Obie opcje mają wady i zalety. Niby zbytnio nam się nie spieszy, ale sprawy z Neviersem lepiej załatwić jak najszybciej. Zbytni pośpiech też nie jest wskazany, lepiej byłoby na spokojnie pozałatwiać wszystkie sprawy w wiosce, bo nie wiem czy będziemy tutaj jeszcze wracać. Dlatego mimo wszystko jestem za opcją noclegu w wiosce. Breton raz się nie wymknął to i drugi raz może też nie zwieje. Ale oczywiście poczekam na opinię reszty graczy i dostosuję się do opinii większości.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 12 dzień Ostatnich Siewów
Stojącemu na straży Hasturowi czas ciągnął się niemiłosiernie, w przeciwieństwie do uwijających się jak w ukropie towarzyszy wyprawy. Dwie dziesiątki ułożonych byle jak na wozach ciał robiły odstręczające wrażenie, tworząc plątaninę sztywnych rąk i nóg, przykuwając spojrzenia szklistymi oczami. Trzeci wóz załadowany był jeszcze ciężej, piętrzyły się na nim sterty ekwipunku i zbroi oraz starych przedmiotów znalezionych w labiryncie katakumb, chociażby pogrzebowych urn ofiarnych czy narzędzi do mumifikowania zwłok.
Górale sprawiali w oczach Hastura wrażenie niewielkiej armii ludzkich mrówek, wspierani przez druhów Redgarda. Ledwie trzy godziny po rozpoczęcia plądrowania kurhanu wszyscy rabusie wrócili z powrotem na widokowy taras, zmęczeni i zlani gorącym potem. Większość rozsiadła się na zionących chłodem kamiennych stopniach tarasu, inni oparli się o wielkie wrota przedsionka.
- Nie łgaliście, zuchy - oznajmił Hroth kiwając głową w stronę Hastura - I niezwykłe miejsce. Aż mnie ciarki przechodzą jak sobie wspomnę te podziemia... i ten smoczy ołtarz.
- Byliście przy ołtarzu? - odpowiedział Hastur, który przez cały czas plądrowania Czarnygłazu pozostawał demonstracyjnie na zewnątrz kurhanu.
- Prastara świątynia, przerażająca do szpiku kości - syknął Hroth - Nic dziwnego, że strzegli jej draugrowie. To miejsce kultu Alduina i jakem je obejrzał, zaraz mi na myśl przyszedł ów smok, co Helgen spustoszył. Ciekawy jestem, gdzie on tera bywa.
- A Barr'teh nieciekawy - odparł kotołak otrzepując zakurzone nieco futro.
Stojącemu na straży Hasturowi czas ciągnął się niemiłosiernie, w przeciwieństwie do uwijających się jak w ukropie towarzyszy wyprawy. Dwie dziesiątki ułożonych byle jak na wozach ciał robiły odstręczające wrażenie, tworząc plątaninę sztywnych rąk i nóg, przykuwając spojrzenia szklistymi oczami. Trzeci wóz załadowany był jeszcze ciężej, piętrzyły się na nim sterty ekwipunku i zbroi oraz starych przedmiotów znalezionych w labiryncie katakumb, chociażby pogrzebowych urn ofiarnych czy narzędzi do mumifikowania zwłok.
Górale sprawiali w oczach Hastura wrażenie niewielkiej armii ludzkich mrówek, wspierani przez druhów Redgarda. Ledwie trzy godziny po rozpoczęcia plądrowania kurhanu wszyscy rabusie wrócili z powrotem na widokowy taras, zmęczeni i zlani gorącym potem. Większość rozsiadła się na zionących chłodem kamiennych stopniach tarasu, inni oparli się o wielkie wrota przedsionka.
- Nie łgaliście, zuchy - oznajmił Hroth kiwając głową w stronę Hastura - I niezwykłe miejsce. Aż mnie ciarki przechodzą jak sobie wspomnę te podziemia... i ten smoczy ołtarz.
- Byliście przy ołtarzu? - odpowiedział Hastur, który przez cały czas plądrowania Czarnygłazu pozostawał demonstracyjnie na zewnątrz kurhanu.
- Prastara świątynia, przerażająca do szpiku kości - syknął Hroth - Nic dziwnego, że strzegli jej draugrowie. To miejsce kultu Alduina i jakem je obejrzał, zaraz mi na myśl przyszedł ów smok, co Helgen spustoszył. Ciekawy jestem, gdzie on tera bywa.
- A Barr'teh nieciekawy - odparł kotołak otrzepując zakurzone nieco futro.
Jest południe, ale stojące w górze słońce nie zapewnia na tej wysokości ciepła. Wszyscy są porządnie wychłodzeni, ale akcja już dobiegła końca, teraz trzeba przewieźć ten makabryczny ładunek do wioski.