PBF - Boskie potyczki
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Niemiłosiernie ciężka powieka zmożonego narkotyczną ociężałością kapłana uległa żelaznej woli swego właściciela i z leniwą powolnością uniosła się o imponujące dwa milimetry.
Przez kilka chwil Gusłek przypatrywał się zadziwiającej scenie. Wszystko wskazywało na to, że oto goblin i półolbrzym biją pokłony przed gnomem, wznosząc przy tym sławiące CZŁONKA pana uciech okrzyki.
- Heeeeę? - wydobył się z kapłańskiego gardła jęk niedowierzania.
Kapłan już miał wyśmiać bałwochwalstwo swych akolitów, gdy uwagę jego przykuł zadziwiający szczegół: oto hen daleko na horyzoncie, uformowany z chmur, unosił się wielki, pierzasty kielich, przez który przenikało słoneczne światło, sypiąc na wszystkie strony złotymi refleksami. Ten chmurzasto-słoneczny kształt do złudzenia przypominał podstawowy przedmiot obrzędowy, doskonale znany wszystkim pianitom, a w dodatku ulokował się DO-KŁA-DNIU-SIEŃ-KO nad głową gnoma.
Pot umysłowego wysiłku wystąpił na przegrzanej skroni Gusłka, gdy jego mózg analizował możliwe implikacje zaobserwowanego faktu. Czyżby w końcu nadeszła legendarna chwila inkarnacji Piana? Trzeba będzie to zbadać podczas stosownego obrzędu, oczywiście musi to być biesiada niespotykanego dotąd kalibru. Z epickim rozmachem. Z monumentalnymi ilościami jadła, napitku i chędożenia. W czasie której objawiony udowodni swą boskość nadprzeciętnymi możliwościami pochłaniania jadła, napitków, a przede wszystkim iście boską jurnością. A potem pokażemy go światu. Ciekawe co na to wszystko powie wódz wioski.
- Gurkun Pian burduruk! - wykrzyknął resztką sił kapłan, zapadając w kolejną narkotyczną wizję.
Przez kilka chwil Gusłek przypatrywał się zadziwiającej scenie. Wszystko wskazywało na to, że oto goblin i półolbrzym biją pokłony przed gnomem, wznosząc przy tym sławiące CZŁONKA pana uciech okrzyki.
- Heeeeę? - wydobył się z kapłańskiego gardła jęk niedowierzania.
Kapłan już miał wyśmiać bałwochwalstwo swych akolitów, gdy uwagę jego przykuł zadziwiający szczegół: oto hen daleko na horyzoncie, uformowany z chmur, unosił się wielki, pierzasty kielich, przez który przenikało słoneczne światło, sypiąc na wszystkie strony złotymi refleksami. Ten chmurzasto-słoneczny kształt do złudzenia przypominał podstawowy przedmiot obrzędowy, doskonale znany wszystkim pianitom, a w dodatku ulokował się DO-KŁA-DNIU-SIEŃ-KO nad głową gnoma.
Pot umysłowego wysiłku wystąpił na przegrzanej skroni Gusłka, gdy jego mózg analizował możliwe implikacje zaobserwowanego faktu. Czyżby w końcu nadeszła legendarna chwila inkarnacji Piana? Trzeba będzie to zbadać podczas stosownego obrzędu, oczywiście musi to być biesiada niespotykanego dotąd kalibru. Z epickim rozmachem. Z monumentalnymi ilościami jadła, napitku i chędożenia. W czasie której objawiony udowodni swą boskość nadprzeciętnymi możliwościami pochłaniania jadła, napitków, a przede wszystkim iście boską jurnością. A potem pokażemy go światu. Ciekawe co na to wszystko powie wódz wioski.
- Gurkun Pian burduruk! - wykrzyknął resztką sił kapłan, zapadając w kolejną narkotyczną wizję.
Bazookh spoglądawszy na gnijącą postać która wynurzyła się z wody upuścił na deski nabrzeża plecak. Podwinąwszy rękawy swego obszernego odzienia zaczął coś mamrotać pod nosem...
Ktos nieobeznany ze Sztuką zapewne pomyślałby że śmierdzący spalenizną krasnolud oszalał i mamrocze coś do siebie pod nosem.
Cień przysłonił na chwilę oblicze krasnoluda. Jego oczy zmieniły się,teraz wygladem przypominały zeszklone oczy trupa. Próbując nawiązać kontakt wzrokowy z utopcem,Bazookh kroczył w jego stronę,szepcząc tajemne zaklecie.
Ktos nieobeznany ze Sztuką zapewne pomyślałby że śmierdzący spalenizną krasnolud oszalał i mamrocze coś do siebie pod nosem.
Cień przysłonił na chwilę oblicze krasnoluda. Jego oczy zmieniły się,teraz wygladem przypominały zeszklone oczy trupa. Próbując nawiązać kontakt wzrokowy z utopcem,Bazookh kroczył w jego stronę,szepcząc tajemne zaklecie.
Borowir - gdzieś u wybrzeży Orkusa Wielkiego
Stojący na molo Skela rozglądał się niepewnie po nabrzeżu niepewnie się rozglądając.
- Co za barbarzyńskie miejsce - mruknął - jak ja tu znajdę Mordila? I co z tą chabetą? Wierzga jakby znów jeżłacza zoba...
Skela urwał w połowie wyrazu gdy zobaczył dziwnego stwora wypełzającego z wody. Chwilę potem zadziałał instynkt łowcy i szybko dobył łuk nakładając strzałę na cięciwę.
W pierwszej kolejności rozglądam się czy nie ma w pobliżu jakiś strażników miejskich/portowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w takich sytuacjach. Jeżeli jedynym kto zainterweniował jest krasnolud posyłam strzałę za strzałą w kierunku stwora do momentu zwarcia. Wtedy używam "przycelowania" aby zmniejszyć ryzyko trafienia walczącego krasnoluda.
Stojący na molo Skela rozglądał się niepewnie po nabrzeżu niepewnie się rozglądając.
- Co za barbarzyńskie miejsce - mruknął - jak ja tu znajdę Mordila? I co z tą chabetą? Wierzga jakby znów jeżłacza zoba...
Skela urwał w połowie wyrazu gdy zobaczył dziwnego stwora wypełzającego z wody. Chwilę potem zadziałał instynkt łowcy i szybko dobył łuk nakładając strzałę na cięciwę.
W pierwszej kolejności rozglądam się czy nie ma w pobliżu jakiś strażników miejskich/portowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w takich sytuacjach. Jeżeli jedynym kto zainterweniował jest krasnolud posyłam strzałę za strzałą w kierunku stwora do momentu zwarcia. Wtedy używam "przycelowania" aby zmniejszyć ryzyko trafienia walczącego krasnoluda.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthura cisnęło we flaku. Wstał delikatnie kładąc Huskuna na ziemi i odszedł w krzaki, sapiąc i próbując utrzymać nieznośnie domagającego się zrzutu balastu.
Przykucnął w krzakach i zaczął drapać się po tłustych kłakach brudnym paluchem z ulgą dając ujście zbędnym produktom przemiany materii. Jak zwykle w takich momentach, kością stawał mu w głowie niemały problem natury technicznej. A dziś w zasadzie dwa. Dziwił czemu gobliny budują takie małe latryny i on sam musi przez to srać w krzakach, zamiast rozkoszować się muchami, niecheblowanymi dechami pod dupą i szeroką paletą niezapomnianych doznań węchowych w latrynach, ale ten problem był w zasadzie nierozwiązywalny. Nie wiedzieć czemu gobliny nie przewidziały, że jakikolwiek inny goblin może osiągnąć tak wielkie rozmiary.
Ludzki kapłan Piana i Huskun, który jakiś czas temu został gorącym orędownikiem boga pijaństwa leżeli durnowato wywracając gałami. Olbrzym spałaszował o wiele wiekszą dawkę, ale w ogóle nie odczuwał jakichkolwiek omamów tudzeż innych atrakcji, których tak wyczekiwał. Poza sraczką, która była nieodłącznym skutkiem ubocznym nie działo się nic. Najszybciej jak się dało załatwił się i wyszedł z chaszczy. Nadal nie czuł działania gusłkowego napitku. Mimo iż minęło zaledwie kilka chwil odkąd poszedł za potrzebą, to zauważył, że nogi dośc mocno zdrętwiały i zrobiło się już ciemno. Huskun trzesąc się z zimna pod chatą wrzasnął do Barthura:
- Urshka murshka kurwha te bush?!
Gobliński dla początkujących
Przykucnął w krzakach i zaczął drapać się po tłustych kłakach brudnym paluchem z ulgą dając ujście zbędnym produktom przemiany materii. Jak zwykle w takich momentach, kością stawał mu w głowie niemały problem natury technicznej. A dziś w zasadzie dwa. Dziwił czemu gobliny budują takie małe latryny i on sam musi przez to srać w krzakach, zamiast rozkoszować się muchami, niecheblowanymi dechami pod dupą i szeroką paletą niezapomnianych doznań węchowych w latrynach, ale ten problem był w zasadzie nierozwiązywalny. Nie wiedzieć czemu gobliny nie przewidziały, że jakikolwiek inny goblin może osiągnąć tak wielkie rozmiary.
Ludzki kapłan Piana i Huskun, który jakiś czas temu został gorącym orędownikiem boga pijaństwa leżeli durnowato wywracając gałami. Olbrzym spałaszował o wiele wiekszą dawkę, ale w ogóle nie odczuwał jakichkolwiek omamów tudzeż innych atrakcji, których tak wyczekiwał. Poza sraczką, która była nieodłącznym skutkiem ubocznym nie działo się nic. Najszybciej jak się dało załatwił się i wyszedł z chaszczy. Nadal nie czuł działania gusłkowego napitku. Mimo iż minęło zaledwie kilka chwil odkąd poszedł za potrzebą, to zauważył, że nogi dośc mocno zdrętwiały i zrobiło się już ciemno. Huskun trzesąc się z zimna pod chatą wrzasnął do Barthura:
- Urshka murshka kurwha te bush?!
Gobliński dla początkujących
Spoiler!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Borowir, pora letnia, wczesne przedpołudnie.
Obłożony skórą i związany sznurkiem pakunek poturlał się na krawędź mola, gdy półnagi tragarz porzucił go widząc zbliżające się monstrum.
Przewracając się, wyjąc i klnąc tragarze uciekali z mola.
Z głośnym dudnieniem metalowych podtów uderzających o drewniane molo, srokacz pomknął w stronę miasta. Przytrzymujący go dotychczas rosły marynarz półork, ugodzony przednimi kopytami w pierś z chlupotem wpadł w odmęty wody.
W ułamku sekundy najbliższą żywą istotą, a przez to celem oblepionego wodorostami umrzyka, stał się Skela. Obok niego wciśnięty między skrzynie kapitan barki, pojękiwał z cicha drżąc na całym ciele.
Skela jednym płynnych ruchem ściągną z pleców łuk i nasadził na strzałę. Już po chwili celował z przyciśniętą do policzka strzałą. Jego spojrzenie utkwiło w celu i .... coś w nim pękło. Zmroziło umysł, odebrało siły.Poczuł przemożną chęć ucieczki i tylko trening siły woli zatrzymał do w miejscu.
Stwór szedł, a pozostawiane za sobą mokre ślady niemal od razy znikły pod wpływem lejącego się z nieba żary. Był coraz bliżej.
Balin nie czekał długo, widząc wypełzające w morza monstrum. Wyszarpnął zza pasa topór i imieniem swego boga na ustach ruszył do ataku. Przepychał się przez spanikowanych ludzi gdy na ujrzał pędzącego rumaka. W ostatniej chwil odskoczył w bok, grzmotnął pancerzem w deski nabrzeża.
Bazookh z nonszalancją wysunął skryty pod rękawem amulet i sprawnym ruchem strząsnął do dłoni. Ciekawy okaz nieumarłego sunął molem, jakieś pięćdziesiąt metrów od niego. Za daleko zamruczał i ruszył, aby zmniejszyć dystans.
Obłożony skórą i związany sznurkiem pakunek poturlał się na krawędź mola, gdy półnagi tragarz porzucił go widząc zbliżające się monstrum.
Przewracając się, wyjąc i klnąc tragarze uciekali z mola.
Z głośnym dudnieniem metalowych podtów uderzających o drewniane molo, srokacz pomknął w stronę miasta. Przytrzymujący go dotychczas rosły marynarz półork, ugodzony przednimi kopytami w pierś z chlupotem wpadł w odmęty wody.
W ułamku sekundy najbliższą żywą istotą, a przez to celem oblepionego wodorostami umrzyka, stał się Skela. Obok niego wciśnięty między skrzynie kapitan barki, pojękiwał z cicha drżąc na całym ciele.
Skela jednym płynnych ruchem ściągną z pleców łuk i nasadził na strzałę. Już po chwili celował z przyciśniętą do policzka strzałą. Jego spojrzenie utkwiło w celu i .... coś w nim pękło. Zmroziło umysł, odebrało siły.Poczuł przemożną chęć ucieczki i tylko trening siły woli zatrzymał do w miejscu.
Stwór szedł, a pozostawiane za sobą mokre ślady niemal od razy znikły pod wpływem lejącego się z nieba żary. Był coraz bliżej.
Balin nie czekał długo, widząc wypełzające w morza monstrum. Wyszarpnął zza pasa topór i imieniem swego boga na ustach ruszył do ataku. Przepychał się przez spanikowanych ludzi gdy na ujrzał pędzącego rumaka. W ostatniej chwil odskoczył w bok, grzmotnął pancerzem w deski nabrzeża.
Bazookh z nonszalancją wysunął skryty pod rękawem amulet i sprawnym ruchem strząsnął do dłoni. Ciekawy okaz nieumarłego sunął molem, jakieś pięćdziesiąt metrów od niego. Za daleko zamruczał i ruszył, aby zmniejszyć dystans.