Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Bretoński czarownik odetchnął z ledwie skrywanym zadowoleniem, kiedy jego nieufni towarzysze zaaprobowali w końcu ostateczny plan działania, chociaż Hastur odniósł wrażenie, że brak choćby słowa podziękowania ze strony wyleczonego w nagły sposób Tronda nieco Neviersa dotknął.
- Lepiej oddalcie się od razu, póki jeszcze nie przejdziemy progu - poradził ledwie słyszalnym szeptem Breton - Kiedy zaczniemy iść, aura amulet przemieści się razem z nami, a wtedy wy w jednej chwili zostaniecie jej pozbawieni. Jeśli będziecie wystawali przed wrotami jak wiejskie ciołki, ci strażnicy z miejsca wsiądą wam na karki.
Nie czekając na odpowiedź kogokolwiek z pozostawionej przed komorą czwórki najmitów, Neviers szturchnął Sivariaela łokciem dając mu znak, by altmer ruszył w głąb grobowca. Wyciągnięty z pochwy miecz Bretona zasyczał cichutko, zaszczękał metalicznie na żelaznych okuciach pochwy.
- Niech was bogowie mają w opiece i do ponownego zobaczenia - szepnął czarownik stawiając jedną ze stóp na progu wejścia do grobowca.
Bardzo ważne pytanie - czwórka w rezerwie oddala się natychmiast czy czeka pod wrotami na rozwój wydarzeń?