PBF - Mrok nad Delamirą

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 13 stycznia 2013, 23:18

- Żryjcie to, psubraty! - krzyczał Zorian, który idąc za przykładem Tranicosa, strzalał raz po raz w najbliżej podchodzące ghule.

- Za wino, kobiety i tłuste żeberka!
Jeżeli ogniste strzały przyniosą skutek, to i Zorian je wypróbuje.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 14 stycznia 2013, 00:47

-Niedoczekanie Twoje -odpowiedział Vankowi Druss słysząc o "prognozę" zapowiadającą wspólną śmierci, jednocześnie uniósł kuszę do strzału.

Druss zgłasza się do pierwszego szeregu, ale póki nie zostaną związani walka będzie strzelał z kuszy.
Czy Cadmon wie co za moc niszczy barierę menhirów? No i czy może to powstrzymać?

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 14 stycznia 2013, 08:36

Pewnyś swego topora i ducha barbarzyńco! -skwitował Vanko. Po czym już nieco ciszej szeptał jakby sam do siebie:

Ja śmierci spodziewam się na każdym kroku, każdego dnia. Scieżki me uplótł Zath, nie żaden człek, upiór czy czarownik..
-rozpoczął bajkę, jaką słyszał przed snem będąc dzieckiem jeszcze w dawno już spalonej, zamorańskiej wiosce.
Zatem próba oplątania biczem szyi jakiegoś popaprańca i wciągnięcia go pod menhir, zobaczymy co się stanie?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 14 stycznia 2013, 09:45

Zapłonęło kilka pochodni. Vanko, Druss, Tecumseh i jeden z Liguryjczyków walczyli w pierwszym szeregu, druid Cadmon tkał jakieś zaklęcie, Tranicos, Belvas, Daulos i dwaj Liguryjczycy starali się posyłać strzały lub bełty w atakujące trupojady.
Vanko zdołał przyciągnąć jednego ghula za menhiry używając bicza, ale magia ochronna menhirów została niedawno rozproszona, ghulowi za menhirami, nic się nie stało, nie licząc ciosów jakie otrzymał.

Około minuty trwała wasza walka z ghulami, kilkanaście trupojadów padło od ciosów waszej broni, strzał i bełtów ale wciąż przybywały nowe. Po jakimś czasie ghule przeszły przez menhiry w kilku miejscach i wszyscy walczyliście wręcz.

Wreszcie druid wywołał potężny wir, lokalne tornado, które porywało trupojady atakujące szczyt wzgórza, piasek i wicher niszczyły ghule. Wy wycięliście te na szczycie, tornado oczyściło wzgórze. Po tym pokazie mocy druid zemdlał, wyczerpany zaklęciem jakie was uratowało.
Belvas 31 żywotności stracone 17

Druss 39 żywotności stracone 18

Vanko 34 żywotności stracone 16

Tranicos 30 żywotności stracone 14

ZORIAN 34 żywotności stracone 16

Tecumseh średnie rany odniósł.
Liguryjczycy poranieni ale mogą iść. Cadmon nieprzytomny, ale nie ma fizycznych ran.
Co robicie, zabieracie druida i sztandar i spadacie z tego wzgórza, czy coś innego?

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 14 stycznia 2013, 10:49

Gdyby pochwycony biczem ghoul był jeszcze człowiekiem wyraz jego twarzy określić by można jako nader zdziwiony. Nim jego ograniczony umysł zdołał zrozumieć zajście ciało zostało wyszarpnięte w nagłym pospiesznym geście i rozczłonkowane na cztery wiatry.
Vanko stał ponad nim rozdygotany, zawiedziony i zrozpaczony wręcz nagłą i brutalną prawdą. W tej chwili, wydającej się okrutną kpiną Zatha wątpił we wszelką pomoc przychylnych sił nadprzyrodzonych. Oto on i przeciw niemu głód przeklętej, zrodzonej z czystego zła istoty.

W rozgoryczonej nienawiści, będącej wyrazem żalu i przenikającego lędźwie strachu zamorianin pochwycił w locie gardło innej rozpędzonej bestii, która zamierzała rozkoszować się jego życiem. Furia, zrodzona z lęku nadała ludzkiemu uściskowi niebywałej werwy, gdy Vanko z wulgarnym okrzykiem rozbił łeb trupojada o pobliski menhir. Chaos i przerażenie nie ustąpiło jednak, bo mimo krótkotrwałego triumfu zęby kolejnej spragnionej duszy Vanka maszkary zagłębiły się boleśnie w piszczel najemnika przebijając grubą skórę jego wysokich butów.

Ścieeerwooo!

Solidny kopniak odrzucił bestię, a wiedziony lękiem dodającym skrzydeł Vanko niemalże rozpołowił swego oprawcę zamaszystym cięciem sejmitara. Ostrze utkwiło głęboko w ziemi, gdy śmiertelnik dostrzegł nowe, zdeterminowane zło wcielone we wrak człowieka łapczywie sunące ku jego trzewiom. Impet natarcia powalił zamorianina. Nie wiedzieć czemu wykrzyczane imię pierwszej opłaconej przez Vanka kurwy okazało się jego towarzyszem w chwili, gdy wpijał palce w oczodoły niedoszłego oprawcy. Wściekłość i lęk prowadziły rękę najemnego zbira, gdy raz po raz uderzał głową nieumarłego o polny kamień. Dopiero nagły, wzmagający się wiatr wytrącił go z równowagi, zdezorientowany Vanko niejako instynktownie począł iść na czworaka ku kompanom. Dopiero należące do zamorianina ostrze, wręczone mu przez krzyczącego jego imię druha, przywróciło mu osąd wydarzeń..
Mimo ran biorę sztandar z tego miejsca, a Cadmona trzeba także nieść, więc niech chłopaki wezmą go pod ramię we dwójkę.
Ostatnio zmieniony 15 stycznia 2013, 09:03 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 14 stycznia 2013, 19:46

Ogrzana kolba kuszy lekko dotknęła prawego policzka Zoriana, przymierzającego się do strzelenia w głowę ghula. Wymierzył, wyobraził sobie przez sekundę trajektorię lotu, po czym upewniając się, że na pewno trafi, nacisnął spust.
Bełt wystrzelił z kuszy i poleciał prosto w oko trupojada. Ten, dostawszy żelaznym grotem w mózg, padł na miejscu, stanowiąc pyszny przysmak dla jego pobratyńców.

Sześć bełtów później, Zorian musiał wkroczyć do walki wręcz, zmieniając pierwszy szereg, zmęczony i poraniony walką. Aquilończyk nie krzyczał już i nie przeklinał. Oszczędzał energię i siły, by wytłuc jak największą liczbę przeciwników, zanim sam padnie. Zupełnie zapomniał o szamanie na tyłach...

Cios szponiastą łapą ześlizgnął się po tarczy. Atakujący dostał za swoją zuchwałość zaszczyt posmakowania aquilońskiej stali. Trzeba było przyznać, że ghulowi musiało bardzo zasmakować, bo zażądał jeszcze raz, a Zorian potulnie prośbę wypełnił, tnąc swoim ulubionym sposobem, czyli ciosem zza głowy w dół po skosie, ścinając łeb przeciwnika. Nasycając się chwilą triumfu żołnierz nie zauważył ataku od boku, który rozharatał mu lewą rękę, przez co Zorian musiał odrzucić tarczę, gdyż nie był w stanie jej unosić.

Teraz naprawdę się zdenerwował.

Pchnął nowego napastnika prosto w gardziel, i opierając buta na klatce piersiowej, wyszarpnął miecz, by w porę zablokować szpony kolejnego nacierającego od boku ghula. Już miał wymierzyć mu sprawiedliwość, gdy ten został porwany przez tornado, wylatujące od boku i zbierające krwawe żniwo.
Walka wyglądała na zakończoną - a taką przynajmniej miał nadzieje Zorian. Rozejrzał się po polu bitwy - Vanko właśnie wykańczał ostatniego poruszającego się trupojada. Wszyscy byli zakrwawieni i z grymasem wściekłości na twarzach cieli lub kopali pokonanych przeciwników.

- Dzięki, Mitro... - mruknął aquilończyk, i wziął się do opatrywania ran i szybkiej ewakuacji.

Po opatrzeniu ran, pomagam nieść Cadmona, klnąc przy tym na czym świat stoi, na przemian modląc się do Mitry
Ostatnio zmieniony 14 stycznia 2013, 22:07 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.