PBF - Podstępna rubież

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 grudnia 2012, 18:06

Osiedle Proctorville, 8 maja 2055

Pozostawiając za sobą ukrytego w pozostałościach podmiejskiego ogródka Salta, Radeford prześlizgnął się wzdłuż ostatnich domków osiedla do jego północnej granicy, a potem padł na brzuch i zaczął czołgać się po wilgotnej, wciąż jeszcze mokrej od nocnego deszczu ziemi w kierunku niedalekiej szosy.

Droga numer siedem biegła z wschodu na zachód, kreśląc łagodne łuki u podstawy pobliskich wzgórz. Na jej jezdni stało kilka mocno skorodowanych samochodów, zarówno osobowych jak i półciężarówek, ale uważny wzrok Radeforda nie spostrzegł wśród nich pojazdu godnego uwagi - wozy zostały porzucone w tym miejscu najpewniej w pierwszych miesiącach wojny, kiedy dziesiątkowana na różne sposoby populacja Amerykanów podejmowała niemrawe próby ucieczki w pierwszym lepszym kierunku, znajdując śmierć zaledwie kilometry od swych miejsc zamieszkania.

Radeford miał sposobność rozmawiania z nielicznymi świadkami wydarzeń sprzed trzydziestu lat i niezmiennie odnosił wrażenie, że było to prawdziwe piekło, którego nie można było porównać z pełnym udręki życiem obecnych mieszkańców ZSA. Zahartowani znojami niebezpiecznej codzienności, chorobliwie nieufni i wieczni podejrzliwi ocalali z atomowej pożogi wiedzieli z grubsza, czego powinni się byli na pustkowiach spodziewać i gdzie musieli wypatrywać zagrożenia - co stawiało ich w niewyobrażalnie lepszej sytuacji od nawykłych do cywilizowanego życia przedwojennych Amerykanów, całkowicie zaskoczonych uderzeniem Molocha i umierających dzień po dniu dziesiątkami tysięcy, na ulicach miast, w samochodach i własnych mieszkaniach.

W kilku stojących na szosie samochodach wciąż tkwiły szkielety, pożółkłe, powleczone przypominającą stary pergamin skórą.

Ebenezer przedostał się na przeciwną stronę jezdni, przemieszczając się z ogromną ostrożnością i cały czas badając wzrokiem swe otoczenie. Przyczajony za wrakiem różowego cadillaca utrwalił się w przekonaniu, że nikt nie spostrzegł obecności zwiadowców na szosie, po czym umówionym wcześniej gestem przywołał do siebie ukrytego na opłotkach Proctorville Salta.
Chcecie rzucić okiem na te wraki czy też bezzwłocznie zmierzacie na wzgórza?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 29 grudnia 2012, 18:14

O ile, nie wystawimy się na widok, to możemy przeszukać te wraki.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 grudnia 2012, 18:38

Droga numer 7, 8 maja 2055

Salt przekradł się szybko przez drogę, doskoczył do cadillaca przywierając do drzwiczek samochodu spoglądając na Radeforda pytająco.

- Poczołgamy się na najbliższe wzgórze - oznajmił szeptem wielebny pokazując palcem na pobliskie wzniesienie - Stamtąd będziemy mieli niezły widok na całą okolicę.

- Jeśli wypatrzymy obozowisko tych dziwaków, co dalej? - Jack poprawił przewieszony przez ramię pasek Uzi i upewnił się, że magazynek tkwi ciasno w zatrzasku broni - Blisko chcesz podejść?

- Tak blisko jak tylko zdołamy bez ściągania na siebie uwagi - odparł kaznodzieja podnosząc kciukiem rondo kapelusza - Chcę dowiedzieć się jak najwięcej na temat tych rzekomych mutantów. Ale najpierw zajrzę do kilku samochodów. Mogą w nich być jakieś przeoczone apteczki albo lokalne mapy.

- Przypilnuję okolicy - oznajmił Salt zmieniając pozycję za błotnikiem cadillaca i wyglądając w kierunku wschodnich rubieży Proctorville - Nie mamy zbyt dużo czasu.

Radeford kiwnął niemo głową i zgięty wpół zaczął przemieszczać się od wozu do wozu, otwierając ostrożnie drzwiczki pojazdów i zaglądając uważnie do pokładowych schowków.

W drugim z kolei samochodzie znalazł czarną plastikową latarkę, co prawda zupełnie rozładowaną, ale sprawiającą wrażenie zdatnej do użytku po wymianie baterii. Wielebny schował ją do kieszeni płaszcza razem z dwiema płytami DVD zawierającymi bliżej niesprecyzowane muzyczne składanki przedwojennych przebojów.

Salt wciąż tkwił na posterunku za błotnikiem cadillaca, omiatając lufą Uzi pobocza szosy i pobliskie ogrodzenia podmiejskich ogródków. Radeford rozejrzał się ponownie wokół siebie, a potem zniknął we wnętrzu niewielkiej ciemnoniebieskiej furgonetki, siadając w wygodnym fotelu i sięgając dłonią do schowka pasażera.

Jakieś poruszenie w tylnym lusterku zwróciło natychmiast jego uwagę, toteż zerknął w nie sztywniejąc mimowolnie i upuszczając na kolana wyciągniętą ze schowka fiolkę tabletek przeciwbólowych.

Źródłem poruszenia okazał się Salt, zmieniający niewygodną widać pozycję za samochodem. Kurier przełożył Uzi z ręki do ręki, podrapał się po karku. Uspokojony tym widokiem Radeford wyciągnął dłoń po upuszczoną fiolkę leków.

Wciąż jeszcze spoglądał w lusterko, gdy padł strzał.

Głowa Jacka Salta odskoczyła do tyłu pośród rozbryzgu krwi i mózgu. Wystrzelony z myśliwskiego karabinu pocisk trafił kuriera w skroń i przeszedł na wylot przez czaszkę mężczyzny, tworząc w powietrzu zwiewną szkarłatną mgiełkę, która opadła w ułamku chwili na przewrócone obok cadillaca ciało.
Strzał padł gdzieś z głębi drogi, od strony zachodu, z kierunku podmiejskich dzielnic Huntington!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 grudnia 2012, 18:49

Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055

Suchy trzask karabinowego wystrzału przetoczył się po okolicy, utonął wśród niskiej zabudowy Proctorville. Wciąż cierpliwie trzymający wartę Tisdale odwrócił głowę w kierunku północy, porażony wyjątkowo złym przeczuciem. Niczym żywa istota, karabin podskoczył do jego ramienia, przyległ kolbą do barku.

- Co jest?! - syknął Wilson podrywając się z posłania i łapiąc za własny M16A2 - Kto strzelał?

- Nie wiem! - lufa M4A1 Ashleya omiatała otoczenie kryjówki, podążając za bacznymi oczami wypatrującego niebezpieczeństwa paramedyka - Na pewno żaden z naszych, nie ta broń!

- Na północy? - gladiator przeturlał się do boku Tisdale, spoglądając na najbliższą uliczkę znad celownika własnego karabinu - Tam, gdzie poszli Ebe i Jack?

Ash zagryzł do krwi wargi, nie potrafiąc wydusić z siebie odpowiedzi.

- Tak, z tamtej strony - przyznał dusząc cisnące się na usta przekleństwo.
W okolicy brzegu żadnego poruszenia...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time