Wykute w skale przejście ponownie zakręciło, tym razem ostro w prawo, a podłoże zaczęło opadać w dół. Kocur przykucnął na chwilę spoglądając w dół tunelu, spowitego ciemnością rozjaśnianą gdzieś z przeciwnej strony silną poświatą. Kotołak przyglądał się temu blaskowi przez dłuższą chwilę, świadomy obecności kucających za swymi plecami towarzyszy.
Korytarz pogrążony był w nieprzeniknionej ciszy, dzięki czemu czuły słuch khajiita pochwycił dobiegające gdzieś z przodu dźwięki ludzkich głosów.
Poświata biła od licznych pochodni lub dużych olejnych lamp, chociaż znajdowała się zbyt daleko, by przyglądający się jej Barr'teh potrafił określić jakieś szczegóły. Stawiając ostrożnie kroki kotołak podkradł się bliżej, wsłuchany w odbijające się od kamiennych ścian dźwięki głosów.
- Powiadałem, cobyś za nic nie ciągnął! - czyjś chrapliwy męski głos wibrował oczywistą złością, zdradzając głębokie wzburzenie mówiącego z norskim akcentem człowieka - Arnulf urwie ci ten zakuty łeb, ćwoku!
- Skąd miałem wiedzieć, że się zamknie?! - odwrzasnął z nutą bezsilnej frustracji inny męski głos, również należący do Norda lub kogoś, kto mieszkał w Skyrimie dość długo, by przyswoić sobie charakterystyczny akcent górali.
- Otwieraj, bo ci gnaty poprzetrącam!
- Nie wiem jak! Tamten obcy to otworzył, przecie dobrze wiesz, kurwi synu! Nie wrzeszcz na mnie!
Z głębi tunelu dobiegają podniesione głosy kłócących się nieznajomków...