PBF - Narodziny legendy
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Chudy elf nie powiedział nic nowego. - Prychnął cicho na altmera Barr'teh: - Khajit i ludź z gór już wiedzieli i mówili, że tych człowieków zagryzły gryzaki co się ślizgają.
Wątek techniczny
Skoro interesy już załatwione, to chyba czas zerknąć w dalszą część kurhanu. Mogę iść na szpicy. Ktoś chętny jeszcze na dotrzymanie towarzystwa kotkowi?
Wątek techniczny
Skoro interesy już załatwione, to chyba czas zerknąć w dalszą część kurhanu. Mogę iść na szpicy. Ktoś chętny jeszcze na dotrzymanie towarzystwa kotkowi?
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przedsionek Czarnygłazu, 11 dzień Ostatnich Siewów
Llorvas odprowadził spojrzeniem szkarłatnych oczu Barr'teha, podrzucił w dłoni swój łuk przyśpieszając kroku i doganiając kotołaka przy wejściu do grobowca. Z głębi trzewi gór uderzył go dziwny odór, będący mieszaniną pleśniejącej wilgoci, zapachu świeżej spalenizny i kilku innych, nieznanych dunmerowi nut.
Oparty o futrynę wrót Dumas Neviers podchwycił spojrzenie mrocznego elfa, ukłonił się nieznacznie w pozornie uprzejmy sposób wskazując Llorvasowi jednocześnie otwór wejściowy grobowca.
- Szybki jesteś w łuku - syknął dunmer wbijając spojrzenie w twarz czarnowłosego Bretona - Chcieliśmy przesłuchać tego draba, Ingerem go bodajże zwali. A teraz słowa nie rzeknie. Nie na rękę ci to aby?
- Chcesz pogadać z opryszkiem, to sobie własnego złap - wzruszył ramionami bretoński obieżyświat, trącając palcami cięciwę swego łuku - Jeno daj pozór, żeby innych wrzaskiem nie zaalarmował, bo gdybym tego waszego nie odstrzelił, pewnikiem już by jego druhowie flaki wam tu pruli, a nimi każdego po kolei dusili.
- Wszystkich, jeno nie ciebie, co? - zasyczał dunmer - Tyś jak widzę rezun bez porównania, istny rzezacz niepospolity. Tobie pewnikiem flaków nikt by nie wypruł, co?
- Pewnikiem jeszcze się taki nie narodził - oczy Neviersa zwęziły się niebezpiecznie - Wszelako łatwo zobaczyć, który z nas lepszy, bo to przecie chcesz mi powiedzieć. Żeś ode mnie lepszy, prawda? Na dole tuzin opryszków, do wyboru, do koloru. Pokaż, na co cię stać, poduś ich wszystkich własnymi flakami... znaczy się, ich flakami, rzecz jasna.
- Długo chcecie tak gwarzyć? - zapytał Hastur wskazując sztychem miecza ogon schodzącego w dół przejścia khajiita - Barr'teh sam ma grobowiec przeczesać?
Llorvas prychnął wyniośle, zstąpił bez słowa na wycięte w litej skale schodki podążając w ślad za skradającym się zwinnie kotołakiem.
Llorvas odprowadził spojrzeniem szkarłatnych oczu Barr'teha, podrzucił w dłoni swój łuk przyśpieszając kroku i doganiając kotołaka przy wejściu do grobowca. Z głębi trzewi gór uderzył go dziwny odór, będący mieszaniną pleśniejącej wilgoci, zapachu świeżej spalenizny i kilku innych, nieznanych dunmerowi nut.
Oparty o futrynę wrót Dumas Neviers podchwycił spojrzenie mrocznego elfa, ukłonił się nieznacznie w pozornie uprzejmy sposób wskazując Llorvasowi jednocześnie otwór wejściowy grobowca.
- Szybki jesteś w łuku - syknął dunmer wbijając spojrzenie w twarz czarnowłosego Bretona - Chcieliśmy przesłuchać tego draba, Ingerem go bodajże zwali. A teraz słowa nie rzeknie. Nie na rękę ci to aby?
- Chcesz pogadać z opryszkiem, to sobie własnego złap - wzruszył ramionami bretoński obieżyświat, trącając palcami cięciwę swego łuku - Jeno daj pozór, żeby innych wrzaskiem nie zaalarmował, bo gdybym tego waszego nie odstrzelił, pewnikiem już by jego druhowie flaki wam tu pruli, a nimi każdego po kolei dusili.
- Wszystkich, jeno nie ciebie, co? - zasyczał dunmer - Tyś jak widzę rezun bez porównania, istny rzezacz niepospolity. Tobie pewnikiem flaków nikt by nie wypruł, co?
- Pewnikiem jeszcze się taki nie narodził - oczy Neviersa zwęziły się niebezpiecznie - Wszelako łatwo zobaczyć, który z nas lepszy, bo to przecie chcesz mi powiedzieć. Żeś ode mnie lepszy, prawda? Na dole tuzin opryszków, do wyboru, do koloru. Pokaż, na co cię stać, poduś ich wszystkich własnymi flakami... znaczy się, ich flakami, rzecz jasna.
- Długo chcecie tak gwarzyć? - zapytał Hastur wskazując sztychem miecza ogon schodzącego w dół przejścia khajiita - Barr'teh sam ma grobowiec przeczesać?
Llorvas prychnął wyniośle, zstąpił bez słowa na wycięte w litej skale schodki podążając w ślad za skradającym się zwinnie kotołakiem.
Barr'teh i Llorvas przodem, potem Hastur, Sivariael i Ahraveen, szyk zamyka Trond. Schodki wiodą w dół, są dość szerokie, by dwóch z Was mogło schodzić nimi ramię w ramię. Gęsto rozstawione łuczywa zapewniają dobre oświetlenie, ale uważajcie na hałasy, dźwięk może się daleko nieść w tych podziemiach!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przedsionek Czarnygłazu, 11 dzień Ostatnich Siewów
Kiedy Barr'teh i Llorvas zniknęli w dole kamiennych schodków, ściskający w dłoni miecz Hastur ruszył ich śladem, ale Sivariael złapał Redgarda znienacka za rękaw skórzni.
- Samiście słyszeli jaki wielki rębacz do nas dołączył - powiedział szeptem, ale wciąż z wyczuwalnym przekąsem altmer, spoglądając wymownie na Dumasa Neviersa - Skoro Morrowianin przodem poszedł, talentem w robieniu mieczem się wykazać, nasz nowy przyjaciel winien mu chyba dotrzymać kroku?
Breton, wciąż przyciśnięty bokiem do futryny wrót, spojrzał na Sivariaela z podobnym przekąsem, ale oderwał się w tej samej chwili od ściany, posławszy altmerowi nieżyczliwe spojrzenie ruszył w dół schodów w ślad za czujką.
Szlachetny elf zerknął z cieniem satysfakcji na stojącego obok Hastura, po czym skłonił się na dworski sposób wskazując Redgardowi drogę.
Kiedy Barr'teh i Llorvas zniknęli w dole kamiennych schodków, ściskający w dłoni miecz Hastur ruszył ich śladem, ale Sivariael złapał Redgarda znienacka za rękaw skórzni.
- Samiście słyszeli jaki wielki rębacz do nas dołączył - powiedział szeptem, ale wciąż z wyczuwalnym przekąsem altmer, spoglądając wymownie na Dumasa Neviersa - Skoro Morrowianin przodem poszedł, talentem w robieniu mieczem się wykazać, nasz nowy przyjaciel winien mu chyba dotrzymać kroku?
Breton, wciąż przyciśnięty bokiem do futryny wrót, spojrzał na Sivariaela z podobnym przekąsem, ale oderwał się w tej samej chwili od ściany, posławszy altmerowi nieżyczliwe spojrzenie ruszył w dół schodów w ślad za czujką.
Szlachetny elf zerknął z cieniem satysfakcji na stojącego obok Hastura, po czym skłonił się na dworski sposób wskazując Redgardowi drogę.
OK, Neviers poszedł za Barr'tehem i Llorvasem, a przed resztą grupy!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zapachy niosące się od grobowca były w większości nieznane kotołakowi. Pośród setek znanych mu dobrze aromatów wyczuwał dziesiątki, jakich jeszcze nie doświadczył. Kilka z nich wyobrażał sobie jako zapach ślizgaczy, które w opinii niektórych były gryzakami. Faktem było, że znanego mu, piżma gryzaków nie wyczuwał. Przestał sie nad tym zastanawiać, bo ani pory, ani miejsca ku temu nie było.
W półmroku grobowca źrenice khajita rozszeszyły się do nietaturalnych rozmiarów, nadając mu iście demonicznego wyglądu. Bezszelestnie ruszył powoli, strzygąc uszami, kryjąc jak tylko się dało w cieniu i nerwowo poruszając koncówką ogona. Katakumby napawały nawykłego do przestrzeni khajita pewnego rodzaju niepewnością. Wszystko było jakoś dziwnie obce i nieprzyjazne.
Jak na razie uszy wyłapywały tylko niespokojne oddechy i bicie serc, stąpających tuż za nim Tronda oraz Nieversa. Nie sposób było nie dosłyszeć także "hałasującej" reszty towarzystwa. Głośne oddechy, szczęk metalu, chrzęst skórzni, nieudolnie stawiane kroki. Człowieki i uszaci byli niezdarni i głośni w opinii Barr'teha, ale wiedział już, że to co dla jego wyostrzonych zmysłów było istną kakofonią, dla samych człowieków było absolutną ciszą.
W półmroku grobowca źrenice khajita rozszeszyły się do nietaturalnych rozmiarów, nadając mu iście demonicznego wyglądu. Bezszelestnie ruszył powoli, strzygąc uszami, kryjąc jak tylko się dało w cieniu i nerwowo poruszając koncówką ogona. Katakumby napawały nawykłego do przestrzeni khajita pewnego rodzaju niepewnością. Wszystko było jakoś dziwnie obce i nieprzyjazne.
Jak na razie uszy wyłapywały tylko niespokojne oddechy i bicie serc, stąpających tuż za nim Tronda oraz Nieversa. Nie sposób było nie dosłyszeć także "hałasującej" reszty towarzystwa. Głośne oddechy, szczęk metalu, chrzęst skórzni, nieudolnie stawiane kroki. Człowieki i uszaci byli niezdarni i głośni w opinii Barr'teha, ale wiedział już, że to co dla jego wyostrzonych zmysłów było istną kakofonią, dla samych człowieków było absolutną ciszą.
Oczy, uszy, nos dookoła głowy. Tym razem khajit ma mocne postanowienie, żeby nie dać się po raz kolejny zaskoczyć. Idę powoli i ostrożnie. Wykorzystuje otoczenie, żeby się kryć jak tylko się da.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Chociaż w powietrzu wciąż dawała się wyczuć atmosfera wielkiej podejrzliwości i niechęci, po przekroczeniu progu rozbitych młotami wrót mężczyźni ucichli natychmiast, koncentrując swą uwagę na pogrążonych w półmroku podziemiach grobowca.
Wycięte w litej skale szerokie stopnie opadały w dół, biegnąc wzdłuż oszlifowanych rękami dawno zmarłych budowniczych ścian. Na co dzień od wieków pogrążone w nieprzeniknionej ciemności, teraz odsłoniły swe tajemnice dzięki zatkniętym gęsto na ścianach łuczywom, sporządzonym z odmiany powoli palącej się żywicy. Umieszczone w zardzewiałych żelaznych obejmach pochodnie rzucały migotliwą poświatę na schody i usytuowane po obu ich stronach kanciaste wnęki.
Wnęki musiały pełnić w swych świetlanych czasach rolę ołtarzyków wotywnych, ponieważ w zamykających je ścianach wycięte były liczne kamienne półeczki, pokryte ledwie rozpoznawalną warstwą niemal skamieniałego wosku.
- To bardzo stare miejsce - Sivariael odezwał się tak cichym szeptem, że nie wszyscy dosłyszeli jego słowa - Popatrzcie na wnęki. Widzicie te płaskorzeźby? To Starzy Bogowie.
Hastur podążył za palcem altmera, przysunął się bliżej oświetlonej małym żelaznym kagankiem wnęki dostrzegając niemal całkowicie zatarte płaskorzeźby przedstawiające bliżej nieokreślone człekokształtne istoty.
- To Orkey, przewrotny stworzyciel północnej zimy - wyszeptał Sivariael wskazując na postać po lewej stronie - Ta promienista poświata, która go otacza to aura chłodu. A obok niego chyba stoi Shor, ojciec norskich bogów, który zdjął z mieszkańców północy klątwę Orkeya... tak, to niewymownie stary kurhan...
Redgard obejrzał się niespokojnie w kierunku idącego na szpicy Barr'teha, ale skulony kocur nie przejawiał zwyczajowych oznak zaniepokojenia, skradając się w dół schodów w bezszelestny sposób.
Wsłuchany w cichy trzask płomieni Hastur uświadomił sobie, że prócz tego sporadycznego odgłosu do jego uszu dociera jedynie dźwięk płytkich oddechów towarzyszy, pojedyncze szczęknięcia metalowych sprzączek zbroi lub zgrzyt przydepniętego podeszwą okruchu rozbitych wrót w górze schodów.
W grobowcu panowała nieprzenikniona cisza.
Chociaż w powietrzu wciąż dawała się wyczuć atmosfera wielkiej podejrzliwości i niechęci, po przekroczeniu progu rozbitych młotami wrót mężczyźni ucichli natychmiast, koncentrując swą uwagę na pogrążonych w półmroku podziemiach grobowca.
Wycięte w litej skale szerokie stopnie opadały w dół, biegnąc wzdłuż oszlifowanych rękami dawno zmarłych budowniczych ścian. Na co dzień od wieków pogrążone w nieprzeniknionej ciemności, teraz odsłoniły swe tajemnice dzięki zatkniętym gęsto na ścianach łuczywom, sporządzonym z odmiany powoli palącej się żywicy. Umieszczone w zardzewiałych żelaznych obejmach pochodnie rzucały migotliwą poświatę na schody i usytuowane po obu ich stronach kanciaste wnęki.
Wnęki musiały pełnić w swych świetlanych czasach rolę ołtarzyków wotywnych, ponieważ w zamykających je ścianach wycięte były liczne kamienne półeczki, pokryte ledwie rozpoznawalną warstwą niemal skamieniałego wosku.
- To bardzo stare miejsce - Sivariael odezwał się tak cichym szeptem, że nie wszyscy dosłyszeli jego słowa - Popatrzcie na wnęki. Widzicie te płaskorzeźby? To Starzy Bogowie.
Hastur podążył za palcem altmera, przysunął się bliżej oświetlonej małym żelaznym kagankiem wnęki dostrzegając niemal całkowicie zatarte płaskorzeźby przedstawiające bliżej nieokreślone człekokształtne istoty.
- To Orkey, przewrotny stworzyciel północnej zimy - wyszeptał Sivariael wskazując na postać po lewej stronie - Ta promienista poświata, która go otacza to aura chłodu. A obok niego chyba stoi Shor, ojciec norskich bogów, który zdjął z mieszkańców północy klątwę Orkeya... tak, to niewymownie stary kurhan...
Redgard obejrzał się niespokojnie w kierunku idącego na szpicy Barr'teha, ale skulony kocur nie przejawiał zwyczajowych oznak zaniepokojenia, skradając się w dół schodów w bezszelestny sposób.
Wsłuchany w cichy trzask płomieni Hastur uświadomił sobie, że prócz tego sporadycznego odgłosu do jego uszu dociera jedynie dźwięk płytkich oddechów towarzyszy, pojedyncze szczęknięcia metalowych sprzączek zbroi lub zgrzyt przydepniętego podeszwą okruchu rozbitych wrót w górze schodów.
W grobowcu panowała nieprzenikniona cisza.
Poziom położony bezpośrednio za wejściem to długi korytarz opadający stromo w dół, urozmaicony co jakiś czas rozmieszczonymi symetrycznie wnękami. Oświetlenie jest względnie niezłe dzięki palącym się w ściennych obejmach pochodniom.
Dla przypomnienia szyk ekipy: czujka Barr'teh i Llorvas, za nimi Neviers, potem Hastur, Sivariael i Ahraveen, a na końcu Trond.
Dla przypomnienia szyk ekipy: czujka Barr'teh i Llorvas, za nimi Neviers, potem Hastur, Sivariael i Ahraveen, a na końcu Trond.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Barr'teh poruszał się na poduszeczkach łap, starając się nie wydać z siebie najmniejszego odgłosu, dając ogromne baczenie na walające się pod nogami kawałki oderwanego od stropu gruzu. Kocur wodził wzrokiem po skamieniałych korzeniach drzew, które musiały rosnąć niegdyś nad kurhanem i których korzenie wiły się teraz wszędzie wokół na podobieństwo nieruchowych starych rzeźb.
Pomagierzy Arnulfa zadbali o to, by nie znaleźć się przypadkiem w smolistych ciemnościach, prócz rozwieszenia zapalonych łuczyw podkładając też ogień do wypełnionych grudami torfu mis całopalnych ustawionych tu i ówdzie pod ścianami korytarza.
Khajiit wyczuwał, że opuściwszy w końcu wiodące w dół schody jego grupa maszerowała cały czas na tej samej wysokości, ani nie zapuszczając się w trzewia góry ani nie zbliżając się do jej powierzchni.
Co bynajmniej nie działało na nienawykłego do podziemnych eskapad kotołaka uspokajająco.

Barr'teh poruszał się na poduszeczkach łap, starając się nie wydać z siebie najmniejszego odgłosu, dając ogromne baczenie na walające się pod nogami kawałki oderwanego od stropu gruzu. Kocur wodził wzrokiem po skamieniałych korzeniach drzew, które musiały rosnąć niegdyś nad kurhanem i których korzenie wiły się teraz wszędzie wokół na podobieństwo nieruchowych starych rzeźb.
Pomagierzy Arnulfa zadbali o to, by nie znaleźć się przypadkiem w smolistych ciemnościach, prócz rozwieszenia zapalonych łuczyw podkładając też ogień do wypełnionych grudami torfu mis całopalnych ustawionych tu i ówdzie pod ścianami korytarza.
Khajiit wyczuwał, że opuściwszy w końcu wiodące w dół schody jego grupa maszerowała cały czas na tej samej wysokości, ani nie zapuszczając się w trzewia góry ani nie zbliżając się do jej powierzchni.
Co bynajmniej nie działało na nienawykłego do podziemnych eskapad kotołaka uspokajająco.

Zeszliście spory kawałek pod ziemię, wijącym się to w jedną, to w drugą stronę korytarzem. Nie natrafiliście dotąd na żadne wyczekiwane niespokojnie krypty, wciąż tylko wnęki i wycięte w skałach półeczki. Nie widać też śladu po poszukiwaczach skarbów.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Jaszczur idąc nieco z tyłu grupy, mając za plecami tylko Thronda, zastanawiał się ilu wrogów czeka tam pod wodzą Arnulfa, oraz czy ta cała eskapada, coś da.
Ostatnio zmieniony 07 stycznia 2013, 18:17 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Cisza, jaka panowała w korytarzach wydawała się Hasturowi dziwna, jeśli nie wręcz podejrzana. Zaczął zastanawiać się, czy ściany nie kryją jakichś tajemnych przejść lub komnat. Ciekaw był także gdzie podziała się reszta zbójów.
Mistrzu, dasz nam znać, jeśli natrafimy na jakieś zamaskowane przejście? Niniejszym deklaruję chęć rzucania okiem na prawo i lewo w poszukiwaniu ukrytych znaków. Oczywiście priorytetem jest pilnowanie bretona i bezpieczeństwa grupy.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44