Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055
Obserwując z ukosa gromadkę obcych i ich samochód, Tisdale cofnął się na wszelki wypadek o kilka kroków dalej, przyciskając radio do ucha.
- Miejscowi są wściekli, chcą głów! - ciągnął dalej rozwścieczony baron - Ten kropnięty strażnik był stryjem jakiegoś siostrzeńca Gregory'ego czy coś w ten deseń, sprawa się zrobiła osobista! Kierunki wam się popierdoliły?! Północ z południem?! Chyba wiedzieliście, że na południu są sojusznicy!
- My tak, sir - odpowiedział pojednawczym tonem Ashley - Ale oni najwyraźniej nie, bo ten cały pociotek zaczął do nas strzelać pierwszy, bez ostrzeżenia. Obrona konieczna.
- Powiedz to Gregory'emu - parsknął Sutherland - Dobra, trupowi życia nie przywrócimy. Nie spieprzcie niczego więcej, bo tutejsi są gotowi negocjować w temacie kontaktów handlowych. To nadziana społeczność, mają sporo towaru na wymianę. Spróbuję starego jakoś ugłaskać, ale jeśli mi znowu coś schrzanicie, dobiorę się wam do dupy. Bez odbioru.
I byłoby tyle, jeśli o ochrzan ze strony barona idzie...