Hector nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że zaraz zemdleje, tak zrobiło mu się słabo na widok policyjnej odznaki. Przez głowę fiksera przemknął tabun szalonych myśli, całkowicie nieskładnych i w wielu przypadkach przeczących sobie płynącymi z nich wnioskami.
- Jeśli dorabiacie sobie podwożeniem, na nas nie zarobicie - odpowiedział pozornie rozluźnionym tonem, za wszelką cenę chcąc grać odprężonego i "niewinnego" przechodnia - Jesteśmy całkiem spłukani, stać nas tylko na autobus.
Policjant patrzył na Garcię niemo, ale coś w jego wzroku uświadomiło młodzieńcowi znienacka, że właśnie zaczął tańczyć na linie nad przepaścią. Na linie? Raczej na monokrystalicznej żyłce!
- Dobra, ale nie wieźcie nas na sygnale, co? - Hector wysilił się na blady żart - Na dzielni będą z nas rżeli przez miesiąc jak się dowiedzą, że gliniarze robili nam za taryfę.
Mogę zgrywać zgrywusa, ale nadal trochę mi słabo. Tak czy owak, chyba nie mamy innego wyjścia jak tylko wsiadać, co?