PBF - Podstępna rubież
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055
Jeśli Ebenezer Radeford liczył na wyrozumiałość tajemniczego rozmówcy ukrytego w głębi baru, bezgranicznie się rozczarował.
- Widziałem, że strzelali, przecież nie jestem ślepy! - sarknął mężczyzna, nadal nie przejawiając ochoty do wychynięcia z mroku zdemolowanej budowli - Skurczybyki mają moździerz albo dwa, czasami macają nas na północnym brzegu! Spierdzielajcie dalej i nie stawajcie tutaj, bo jeszcze mi przypieprzą w budę! Dwie ulice z tyłu mam półciężarówkę, tam możecie pogadać z resztą ekipy! A teraz won!
Spoglądający ponad lufą swego karabinu Ash dostrzegł w półmroku sklepiku zarys ludzkiej sylwetki ściskającej coś przypominającego strzelbę, ale nie zdołał wypatrzyć żadnych szczegółów aparycji szorstkiego nieznajomego.
- Sami się prosicie o kłopoty! - syknął ponaglającym tonem obcy, wyraźnie zdenerwowany opieszałością przybyszów.
Jeśli Ebenezer Radeford liczył na wyrozumiałość tajemniczego rozmówcy ukrytego w głębi baru, bezgranicznie się rozczarował.
- Widziałem, że strzelali, przecież nie jestem ślepy! - sarknął mężczyzna, nadal nie przejawiając ochoty do wychynięcia z mroku zdemolowanej budowli - Skurczybyki mają moździerz albo dwa, czasami macają nas na północnym brzegu! Spierdzielajcie dalej i nie stawajcie tutaj, bo jeszcze mi przypieprzą w budę! Dwie ulice z tyłu mam półciężarówkę, tam możecie pogadać z resztą ekipy! A teraz won!
Spoglądający ponad lufą swego karabinu Ash dostrzegł w półmroku sklepiku zarys ludzkiej sylwetki ściskającej coś przypominającego strzelbę, ale nie zdołał wypatrzyć żadnych szczegółów aparycji szorstkiego nieznajomego.
- Sami się prosicie o kłopoty! - syknął ponaglającym tonem obcy, wyraźnie zdenerwowany opieszałością przybyszów.
Do środka nie chcą Was wpuścić, każą uciekać z brzegu, paskudne typy! Co robicie?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Ash szepnął do chłopaków:
- Nic tu po nas. Zawijajmy sie, bo jak naprawdę zaczną z moździerza walić to będzie z nami krucho. Ruszajmy, tylko niech ktoś trzyma tę budę na oku, w razie jakby szykowali jakąś zasadzkę. Pójdę w szpicy z Wilsonem. A wy za nami. Tylko głowy nisko, najlepiej tak żeby nas z drugiego brzegu nie było widać
- Nic tu po nas. Zawijajmy sie, bo jak naprawdę zaczną z moździerza walić to będzie z nami krucho. Ruszajmy, tylko niech ktoś trzyma tę budę na oku, w razie jakby szykowali jakąś zasadzkę. Pójdę w szpicy z Wilsonem. A wy za nami. Tylko głowy nisko, najlepiej tak żeby nas z drugiego brzegu nie było widać
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055
Szorstkie powitanie na północnym brzegu nie napawało optymizmem, chociaż nikt przybyszom nie wygrażał bronią ani nie bronił przystępu do położonych w głębi lądu terenów. Wszyscy najemnicy bez wahania dobyli broni, odbezpieczając ją natychmiast, ale lufy trzymając wymierzone w ziemię. Rzeka znikła im za rogiem pierwszego budynku, za starymi dziurawymi ogrodzeniami z blachy falistej i wrakami skorodowanych pojazdów. Rozbite szkło zgrzytało pod podeszwami butów, metalicznym dźwiękiem odzywały się trącane butami aluminiowe puszki.
Ciężarówka stała w przewężeniu ulicy, w cieniu rzucanym przez częściowo zawalony dwupiętrowy budynek ziejący dziurami w dachu w miejscach, gdzie przegniłe dachówki ześlizgnęły się w dół roztrzaskując w drobne kawałki na chodniku.
Wielka lufa pięćdziesięciocalowego karabinu maszynowego mierzyła co prawda w zaciągnięte burzowymi chmurami niebo, ale otaczający pojazd ludzie też mieli broń, przewieszoną na taśmach przez ramiona bądź trzymaną w opuszczonych wzdłuż ud rękach. Już pierwszy rzut oka na nich podpowiedział doświadczonemu w takich kwestia Ashowi, że wszyscy potrafili się bronią posługiwać i zapewne nie trzeba im było więcej niż sekundy, by wymierzyć ją w intruzów.
- Trzymajcie nerwy na wodzy, a nikomu nic się nie stanie - powiedział wysoki mężczyzna w kapeluszu całkiem podobnym do okrycia głowy Radeforda, palący z nienaturalnym spokojem papierosa.
Czterech towarzyszących mu mężczyzn i dwie kobiety mierzyło obcych nieprzyjaznymi spojrzeniami, nie podzielając widać opanowania swego przywódcy.
- Niezły strzał do tego snajpera - dodał wysoki mężczyzna rzucając niedopałek pod nogi i zgniatając go obcasem buta - Czcigodny Gregory na pewno nieźle się wkurwi po takiej akcji.
Szorstkie powitanie na północnym brzegu nie napawało optymizmem, chociaż nikt przybyszom nie wygrażał bronią ani nie bronił przystępu do położonych w głębi lądu terenów. Wszyscy najemnicy bez wahania dobyli broni, odbezpieczając ją natychmiast, ale lufy trzymając wymierzone w ziemię. Rzeka znikła im za rogiem pierwszego budynku, za starymi dziurawymi ogrodzeniami z blachy falistej i wrakami skorodowanych pojazdów. Rozbite szkło zgrzytało pod podeszwami butów, metalicznym dźwiękiem odzywały się trącane butami aluminiowe puszki.
Ciężarówka stała w przewężeniu ulicy, w cieniu rzucanym przez częściowo zawalony dwupiętrowy budynek ziejący dziurami w dachu w miejscach, gdzie przegniłe dachówki ześlizgnęły się w dół roztrzaskując w drobne kawałki na chodniku.
Wielka lufa pięćdziesięciocalowego karabinu maszynowego mierzyła co prawda w zaciągnięte burzowymi chmurami niebo, ale otaczający pojazd ludzie też mieli broń, przewieszoną na taśmach przez ramiona bądź trzymaną w opuszczonych wzdłuż ud rękach. Już pierwszy rzut oka na nich podpowiedział doświadczonemu w takich kwestia Ashowi, że wszyscy potrafili się bronią posługiwać i zapewne nie trzeba im było więcej niż sekundy, by wymierzyć ją w intruzów.
- Trzymajcie nerwy na wodzy, a nikomu nic się nie stanie - powiedział wysoki mężczyzna w kapeluszu całkiem podobnym do okrycia głowy Radeforda, palący z nienaturalnym spokojem papierosa.
Czterech towarzyszących mu mężczyzn i dwie kobiety mierzyło obcych nieprzyjaznymi spojrzeniami, nie podzielając widać opanowania swego przywódcy.
- Niezły strzał do tego snajpera - dodał wysoki mężczyzna rzucając niedopałek pod nogi i zgniatając go obcasem buta - Czcigodny Gregory na pewno nieźle się wkurwi po takiej akcji.
Pojawiła się okazja do konwersacji z nowymi znajomymi...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Witajcie, mnie osobiście czcigodny Gregory się niezbyt spodobał, raz pobieżnie miałem się okazję z nim spotkać. Zastrzegam nie jesteśmy jego ludźmi a najemnikami, tylko tędy przejeżdżamy. Mamy postój to postanowiliśmy się rozejrzeć po okolicy. Gregory o was po tej stronie rzeki nie wypowiada się pochlebnie. Chętnie byśmy wysłuchali waszej wersji. Ja jestem Paul Wilson eks gladiator i ranger. Pozostali w tym nasz duchowny przedstawią się sami.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Tisdale wyczuwał napięcie, ale miał dobre przeczucie. Coś podpowiadało mu, że ustrzelenie snajpera było dobrym krokiem, który choć zapewne bardzo zaszkodził po południowej stronie rzeki, to tutaj mógłbyć cennym argumentem. Ash złożył ręce na karabinku i skromnie odezwał się:
- Dzięki. Szkoda, że go wcześniej nie wypatrzyłem. Ashley Tisdale, medyk jak widać po załączonym obrazku. - Obrócił się ukazując czerwony krzyż na kasku.
- Dzięki. Szkoda, że go wcześniej nie wypatrzyłem. Ashley Tisdale, medyk jak widać po załączonym obrazku. - Obrócił się ukazując czerwony krzyż na kasku.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055
Mężczyzna w kapeluszu obrzucił Wilsona niezbyt przyjaznym spojrzeniem, przejawiając wobec obcych sporą dawkę podejrzliwości, za którą Paul w zasadzie nie mógł go winić.
- Wędrowni najemnicy? - burknął oschle, wciąż wciskając w ziemię obcasem buta niedopałek swego papierosa - I chcielibyście sprawdzić niepochlebną opinię usłyszaną od tych na południu? Od pobożnych synów i córek Kościoła? Czego tutaj naprawdę szukacie? Tylko nie pierdolcie mi tutaj żadnych farmazonów, bo nie należę do cierpliwych ludzi!
Otaczający mężczyznę w kapeluszu ludzie zesztywnieli leciutko, ledwie zauważalnie, ale Tisdale dostrzegł to natychmiast i wyczuł rosnące w powietrzu napięcie.
Grupka ociekających wodą obcych, przybyłych z południowego brzegu i uzbrojonych po zęby, mogła budzić słuszne podejrzenia w wojujących nad rzeką skłóconych społecznościach i nawet zabójstwo stacjonującego na moście snajpera pewnie do końca tej podejrzliwości nie rozproszyło.
- Kontrolka ci miga na radiu - dodał mężczyzna w kapeluszu spoglądając znacząco na Salta - Ktoś próbuje cię złapać w eterze.
Mężczyzna w kapeluszu obrzucił Wilsona niezbyt przyjaznym spojrzeniem, przejawiając wobec obcych sporą dawkę podejrzliwości, za którą Paul w zasadzie nie mógł go winić.
- Wędrowni najemnicy? - burknął oschle, wciąż wciskając w ziemię obcasem buta niedopałek swego papierosa - I chcielibyście sprawdzić niepochlebną opinię usłyszaną od tych na południu? Od pobożnych synów i córek Kościoła? Czego tutaj naprawdę szukacie? Tylko nie pierdolcie mi tutaj żadnych farmazonów, bo nie należę do cierpliwych ludzi!
Otaczający mężczyznę w kapeluszu ludzie zesztywnieli leciutko, ledwie zauważalnie, ale Tisdale dostrzegł to natychmiast i wyczuł rosnące w powietrzu napięcie.
Grupka ociekających wodą obcych, przybyłych z południowego brzegu i uzbrojonych po zęby, mogła budzić słuszne podejrzenia w wojujących nad rzeką skłóconych społecznościach i nawet zabójstwo stacjonującego na moście snajpera pewnie do końca tej podejrzliwości nie rozproszyło.
- Kontrolka ci miga na radiu - dodał mężczyzna w kapeluszu spoglądając znacząco na Salta - Ktoś próbuje cię złapać w eterze.
Atmosfera nadal napięta, na dodatek radio sygnalizuje nieodebrane połączenie...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wielebny lustrował ludzi przy ciężarówkach i w duchu rozmyślał czy nie zataić swojej pobożności. Słysząc słowa Asha dołączył do rozmowy.
- Zniknął wczorajszej nocy, podczas zwiadu. Uprowadził go człowiek z waszej strony rzeki. Szef naszej ekspedycji wysłał nas, żebyśmy polubownie rozwiązali konflikt, zanim dojdzie do eskalacji problemu. Ponadto ciekawią nas ludzie Gregora. Baron, nasz szef, chciałby się upewnić, że Gregor jest tak niebiańsko czysty za jakiego się podaje. No i jeszcze chce wiedzieć czy da się z wami pohandlować dragami, bronią, amunicją i żarciem - powiedział Ebenezer emanując pewnością siebie i swych racji.
- Zniknął wczorajszej nocy, podczas zwiadu. Uprowadził go człowiek z waszej strony rzeki. Szef naszej ekspedycji wysłał nas, żebyśmy polubownie rozwiązali konflikt, zanim dojdzie do eskalacji problemu. Ponadto ciekawią nas ludzie Gregora. Baron, nasz szef, chciałby się upewnić, że Gregor jest tak niebiańsko czysty za jakiego się podaje. No i jeszcze chce wiedzieć czy da się z wami pohandlować dragami, bronią, amunicją i żarciem - powiedział Ebenezer emanując pewnością siebie i swych racji.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Przysłuchując się rozmowie, medyk patrzył się na spotkaną grupę. Wyglądali na takich co nieraz wąchali proch, szczególnie ich przywódca, który podobnie jak Ash zachowywał totalny, niczym nie zmącony spokój.
Westchnął cicho. Ci ludzie zapewne uchodzili tu za profesjonalistów, zresztą zupełnie jak kolorowa zbieranina, która skrzyknął Sutherland na potrzeby żniw. Jak bardzo ten mix wszystkiego różnił się od umundorowanych sił specjalnych Posterunku, w których większość życia spędził Tisdale.
Sięgnął pamięcią kilka lat wstecz, gdy opuszczali jedno z tysięcy miejsc, gdzie obozował Posterunek. Wszyscy w pełnym umundorowaniu, jednolicie uzbrojeni, wyposażeni i doskonale wytrenowani. Ale to nie było ich największym atutem.
Żołnierze posterunku znali swój cel. Działali jak pszczoły w roju. Każdy z nich doskonale wiedział co robi i dlaczego. Odkąd Tisdale opuścił Posterunek ze swoją misją, wciąż prześaldowało go poczucie, że niemal wszyscy ludzie których spotykał kierowali się jedynie doraźną potrzebą przeżycia kolejnego dnia. Kręcili się bez celu w ślepym instynkcie przetrwania. I w tym tkwiła słabość ludzkości. Podczas gdy Posterunek walczył i działał razem jak wysportowany organizm, ludzie tylko krótkowzrocznie żyli i umierali od chorób, zatruć, Molocha, lub najczęściej z rąk innych ludzi.
Ash miał zadanie. Choc nie widział swoich ziomków od dobrych dwóch lat, to nadal wiedział dobrze co tu robi i dlaczego. Spojrzał jeszcze raz na zdenerwowanych członków napotkanej bandy. Widział jak jeden z nich nerwowo przełyka ślinę, a jedna z kobiet próbuje ukryć trzęsące się ręce. Oni tylko chcieli przeżyć to potencjalnie niebezpieczne spotkanie, ale ich plany nie sięgały wiele dalej. Tylko przeżyć. Tacy ludzie byli niebezpieczni. Mogli pod byle pretekstem sięgnąć po broń w błędnie pojętym poczuciu zagrożenia życia. Tisdale obserwował bacznie bandę, ich uzbrojenie, a przede wszystkim zapas amunicji jakim dysponowali. Równocześnie dyskretnie zlustrował najbliższe otoczenie, szukając miejsca w które mogliby prysnąć, gdyby rozmowa przyjęła zgoła nibezpieczny obrót.
Westchnął cicho. Ci ludzie zapewne uchodzili tu za profesjonalistów, zresztą zupełnie jak kolorowa zbieranina, która skrzyknął Sutherland na potrzeby żniw. Jak bardzo ten mix wszystkiego różnił się od umundorowanych sił specjalnych Posterunku, w których większość życia spędził Tisdale.
Sięgnął pamięcią kilka lat wstecz, gdy opuszczali jedno z tysięcy miejsc, gdzie obozował Posterunek. Wszyscy w pełnym umundorowaniu, jednolicie uzbrojeni, wyposażeni i doskonale wytrenowani. Ale to nie było ich największym atutem.
Żołnierze posterunku znali swój cel. Działali jak pszczoły w roju. Każdy z nich doskonale wiedział co robi i dlaczego. Odkąd Tisdale opuścił Posterunek ze swoją misją, wciąż prześaldowało go poczucie, że niemal wszyscy ludzie których spotykał kierowali się jedynie doraźną potrzebą przeżycia kolejnego dnia. Kręcili się bez celu w ślepym instynkcie przetrwania. I w tym tkwiła słabość ludzkości. Podczas gdy Posterunek walczył i działał razem jak wysportowany organizm, ludzie tylko krótkowzrocznie żyli i umierali od chorób, zatruć, Molocha, lub najczęściej z rąk innych ludzi.
Ash miał zadanie. Choc nie widział swoich ziomków od dobrych dwóch lat, to nadal wiedział dobrze co tu robi i dlaczego. Spojrzał jeszcze raz na zdenerwowanych członków napotkanej bandy. Widział jak jeden z nich nerwowo przełyka ślinę, a jedna z kobiet próbuje ukryć trzęsące się ręce. Oni tylko chcieli przeżyć to potencjalnie niebezpieczne spotkanie, ale ich plany nie sięgały wiele dalej. Tylko przeżyć. Tacy ludzie byli niebezpieczni. Mogli pod byle pretekstem sięgnąć po broń w błędnie pojętym poczuciu zagrożenia życia. Tisdale obserwował bacznie bandę, ich uzbrojenie, a przede wszystkim zapas amunicji jakim dysponowali. Równocześnie dyskretnie zlustrował najbliższe otoczenie, szukając miejsca w które mogliby prysnąć, gdyby rozmowa przyjęła zgoła nibezpieczny obrót.
Taka mała wstawka obyczajowa, mówiąca coś nie coś o pochodzeniu Asha.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055
Człowiek w kapeluszu wyciągnął z kieszeni następnego papierosa, zapalił go za pomocą starej odrapanej zapalniczki zaciągając się głęboko dymem. Jego czujne, podejrzliwie zmrużone oczy ustawicznie lustrowały drżących w przemoczonych na wskroś ubraniach obcych.
- Jeden z naszych ludzi był w nocy na drugim brzegu - przyznał po chwili znaczącego milczenia - Spotkał się z waszym patrolem, zagaił rozmowę. Potem coś poszło nie tak.
- Coś poszło nie tak? - powtórzył Wilson unosząc brwi, walcząc jednocześnie z przemożną pokusą sięgnięcia po maczetomiecz i przyłożenia ostrza do gardła rozmówcy - Znaleźliśmy sporo śladów krwi i chyba wiemy, czyjej. Teraz chcielibyśmy się dowiedzieć, czemu.
Atmosfera w uliczce stężała jeszcze bardziej, postacie ludzi zesztywniały w oczekiwaniu na pierwszy otwarcie nieprzyjazny ruch drugiej strony. Wszyscy nosili przy sobie broń, toteż najmniejszy pretekst mógł sprowokować krwawą łaźnię.
- Wasz człowiek spanikował, mówiąc szczerze, szkoda - wzruszył ramionami człowiek z papierosem w kąciku ust - Mój zwiadowca musiał się bronić i trochę go pokiereszował.
- Trochę? - Ebenezer wyrzucił z siebie pytanie tonem nieco zbyt oschłym, by w jakikolwiek sposób złagodziło napiętą atmosferę - Co z nim się stało?
- Jest pod bezpieczną opieką - odparł kapelusznik - On i jego psi przyjaciel, aczkolwiek przez dłuższą chwilę wisiało nad nim widmo zjedzenia. Mówię o psie, oczywiście.
Spojrzenie mężczyzny ponownie zatrzymało się na postaci Jacka Salta, taksując wzrokiem przypięte do pasa kuriera radio. Czerwona dioda na obudowie urządzenia znów migotała w rytmiczny sposób.
- Ktoś dzwoni, a w domu nikt nie podnosi słuchawki - powiedział melancholijnym tonem kapelusznik, zaciągając się ponownie papierosem.
Człowiek w kapeluszu wyciągnął z kieszeni następnego papierosa, zapalił go za pomocą starej odrapanej zapalniczki zaciągając się głęboko dymem. Jego czujne, podejrzliwie zmrużone oczy ustawicznie lustrowały drżących w przemoczonych na wskroś ubraniach obcych.
- Jeden z naszych ludzi był w nocy na drugim brzegu - przyznał po chwili znaczącego milczenia - Spotkał się z waszym patrolem, zagaił rozmowę. Potem coś poszło nie tak.
- Coś poszło nie tak? - powtórzył Wilson unosząc brwi, walcząc jednocześnie z przemożną pokusą sięgnięcia po maczetomiecz i przyłożenia ostrza do gardła rozmówcy - Znaleźliśmy sporo śladów krwi i chyba wiemy, czyjej. Teraz chcielibyśmy się dowiedzieć, czemu.
Atmosfera w uliczce stężała jeszcze bardziej, postacie ludzi zesztywniały w oczekiwaniu na pierwszy otwarcie nieprzyjazny ruch drugiej strony. Wszyscy nosili przy sobie broń, toteż najmniejszy pretekst mógł sprowokować krwawą łaźnię.
- Wasz człowiek spanikował, mówiąc szczerze, szkoda - wzruszył ramionami człowiek z papierosem w kąciku ust - Mój zwiadowca musiał się bronić i trochę go pokiereszował.
- Trochę? - Ebenezer wyrzucił z siebie pytanie tonem nieco zbyt oschłym, by w jakikolwiek sposób złagodziło napiętą atmosferę - Co z nim się stało?
- Jest pod bezpieczną opieką - odparł kapelusznik - On i jego psi przyjaciel, aczkolwiek przez dłuższą chwilę wisiało nad nim widmo zjedzenia. Mówię o psie, oczywiście.
Spojrzenie mężczyzny ponownie zatrzymało się na postaci Jacka Salta, taksując wzrokiem przypięte do pasa kuriera radio. Czerwona dioda na obudowie urządzenia znów migotała w rytmiczny sposób.
- Ktoś dzwoni, a w domu nikt nie podnosi słuchawki - powiedział melancholijnym tonem kapelusznik, zaciągając się ponownie papierosem.
Dla przypomnienia, ustawione w dyskretnym trybie urządzenie sygnalizuje za pomocą lampek, że ktoś cały czas wywołuje Was przez radio!