Późnym popołudniem po porannym wymarszu z Delamiry znajdowaliście się już blisko opuszczonej chaty Warrusa osadnika jaki zginął kilka lat temu, skradacie się nadal pośród majestatycznych drzew Puszczy Piktyjskiej. Paskudna mżawka, wilgoć, znak kończącej się jesieni nie ułatwiały podróży. Ruszacie w stronę chaty. Na czele waszej grupy przekradało się dwóch najlepszych zwiadowców w ekipie Tecumseh i Tranicos. Zwiadowcy omijali wiatrołomy, przekraczali leśne strumienie i wypatrywali pułapek. Przez jednostajny szum siąpiącego deszczu wszyscy wyraźnie słyszeliście głuche dudnienie piktyjskich bębnów.
Tecumseh rozumiał mowę bębnów. Już wkrótce złapani osadnicy mieli być poświęceni Jhilowi, ponuremu krukowi pijącemu ludzką krew z ofiar składanych o świcie. To tylko wskazywało, że za ok. 10 godzin pochwyceni umrą w cierpieniach.
Po drodze do ruin chaty osadnika usłyszeliście dwie, uciekające w panice osoby. Dwójka osadników kilkunastoletni chłopak i jego starsza siostra zdołali uciec swoim prześladowcom.
Tecumseh rozumiał mowę bębnów. Już wkrótce złapani osadnicy mieli być poświęceni Jhilowi, ponuremu krukowi pijącemu ludzką krew z ofiar składanych o świcie. To tylko wskazywało, że za ok. 10 godzin pochwyceni umrą w cierpieniach.
Po drodze do ruin chaty osadnika usłyszeliście dwie, uciekające w panice osoby. Dwójka osadników kilkunastoletni chłopak i jego starsza siostra zdołali uciec swoim prześladowcom.
To musicie się zdecydować, czy chcecie wybić wszystkich, czy kogoś wypuścić, bo zdania są podzielone.