Weteran nie czekał na kolejny atak przeciwników; natychmiast skośnym uderzeniem od prawej do lewej przeciął gardło wilkowi, który go zachodził od prawej. Trzeci wilk zdołał kłapnąć szczękami tuż nad jego lewym, odsłoniętym po zabójczym ciosie ramieniu. I tym razem Zorian chciał skontratakować, ale wilk nagle wycofał się wgłąb pobliskich zarośli.
Na Mitrę! Było blisko! Dopiero teraz aquilończyk mógł się spokojnie rozejrzeć po polu bitwy. Reszta drużyny już zdążyła się rozprawić z atakującą sforą, a niedobitki zaczęły czmychać do zarośli.
- Cholera, Druss. Tobie to się zawsze oberwie.
Proponuje ścigać wilki, albo iść ich tropem. Zorian jest niemal święcie przekonany, że to znowu sprawka magii, a podążanie za przyzwanymi istotami może doprowadzić do ich mistrza. Weteran z poległych wilków nic nie zabiera, tylko wyciera miecz o ich sierść. Nie tknie niczego, co miało jakiś związek z magią, która próbowała go zabić.