PBF - Narodziny legendy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 10 dzień Ostatnich Siewów
Kiedy nie próbujący skrywać zmieszanych min najemnicy wyszli w ślad za Gerdur na zewnątrz "Śpiącego Giganta", w pachnącym dymem paleniska pomieszczeniu zapadła ciężka niczym dwemerskie nagrobki cisza. Poruszony Sivariael potrząsnął gniewnie głową, uniósł wzrok ku sufitowi izby jakby zamierzał okazać swe wzburzenie Wielkim Ośmiu.
- Orgnar, idź do piwniczki! - odezwała się znienacka Delphine, ale jasnowłosy podawacz nawet nie drgnął, cały czas wbijając spojrzenie w postać altmerskiego wędrowca - Orgnar, mówię do ciebie! Poukładaj beczułki z piwem!
Ponaglony mało uprzejmym tonem, Nord ruszył się w końcu i odszedł z obrażoną miną w stronę drzwiczek wiodących do niewielkiej piwniczki pod karczmą. Cyrodiilka odprowadziła swego kompana bacznym wzrokiem, a potem wyszła zza kontuaru spoglądając ostrożnie na milczącego altmera.
- Wielce to było nierozsądne - powiedziała ściszonym głosem - Tutaj twoi ziomkowie bynajmniej nie są kochani i chociaż przykro mi to mówić, bardzo sobie na owe niekochanie zapracowali. I wciąż pracują. Bywają u nas przejezdni kupcy i przynoszą ze sobą wieści, które burzą ludziom krew w żyłach, które sieją wśród Nordów nienawiść. Słyszy się, co Thalmor czyni w miastach zachodniego Skyrimu, a Thalmor to altmerowie, wszyscy bez wyjątku. Czciciele Talosa zabijani w swoich domach, zsyłani do kamieniołomów w Markarcie albo wywożeni z Samotni elfimi statkami w nieznane miejsca.
Sivariael obejrzał się w stronę karczmarki taksując ją wzrokiem, którego obywatelka Cesarstwa bynajmniej się nie zlękła.
- Ja wierzę w Ośmiu i szanuję prawa nadane z woli cesarza, ale wszyscy wiemy, kto cesarza do tego przymusił. Altmerowie zabijają ten kraj, wydzierają Nordom serca i dusze zabraniając im kultywowania prastarych tradycji. A najbardziej kłuje górali w oczy wasza pycha i poczucie wyższości, które tak ochoczo wszystkim okazujecie.
- Mógłbym teraz przypomnieć, kto wygrał... - zaczął podejrzanie uprzejmym tonem elf wysokiego rodu, ale Delphine nie dała mu skończyć.
- Kto wygrał tę wojnę? - dokończyła stwierdzenie pytającym tonem - Znam historię, ale nie wszyscy chcą się z nią pogodzić. Przyjmij ode mnie pewną radę i na tym zakończmy tę rozmowę. Uważaj na swe plecy, jeśli nadal chcesz okazywać altmerskie maniery w tak otwarty sposób. Są w tutejszych lasach oczy, które tylko wypatrują takiego wędrowca. Nordowie nie są wam życzliwi i chyba nigdy nie będą. A teraz wybacz, wszelako muszę wziąć się do pracy.
Wątek techniczny
Scenka z udziałem Delphine i Sivariaela, ale ku wiedzy wszystkich BG, bo rzuca nieco światła na aktualną sytuację polityczną w Skyrimie.
Kiedy nie próbujący skrywać zmieszanych min najemnicy wyszli w ślad za Gerdur na zewnątrz "Śpiącego Giganta", w pachnącym dymem paleniska pomieszczeniu zapadła ciężka niczym dwemerskie nagrobki cisza. Poruszony Sivariael potrząsnął gniewnie głową, uniósł wzrok ku sufitowi izby jakby zamierzał okazać swe wzburzenie Wielkim Ośmiu.
- Orgnar, idź do piwniczki! - odezwała się znienacka Delphine, ale jasnowłosy podawacz nawet nie drgnął, cały czas wbijając spojrzenie w postać altmerskiego wędrowca - Orgnar, mówię do ciebie! Poukładaj beczułki z piwem!
Ponaglony mało uprzejmym tonem, Nord ruszył się w końcu i odszedł z obrażoną miną w stronę drzwiczek wiodących do niewielkiej piwniczki pod karczmą. Cyrodiilka odprowadziła swego kompana bacznym wzrokiem, a potem wyszła zza kontuaru spoglądając ostrożnie na milczącego altmera.
- Wielce to było nierozsądne - powiedziała ściszonym głosem - Tutaj twoi ziomkowie bynajmniej nie są kochani i chociaż przykro mi to mówić, bardzo sobie na owe niekochanie zapracowali. I wciąż pracują. Bywają u nas przejezdni kupcy i przynoszą ze sobą wieści, które burzą ludziom krew w żyłach, które sieją wśród Nordów nienawiść. Słyszy się, co Thalmor czyni w miastach zachodniego Skyrimu, a Thalmor to altmerowie, wszyscy bez wyjątku. Czciciele Talosa zabijani w swoich domach, zsyłani do kamieniołomów w Markarcie albo wywożeni z Samotni elfimi statkami w nieznane miejsca.
Sivariael obejrzał się w stronę karczmarki taksując ją wzrokiem, którego obywatelka Cesarstwa bynajmniej się nie zlękła.
- Ja wierzę w Ośmiu i szanuję prawa nadane z woli cesarza, ale wszyscy wiemy, kto cesarza do tego przymusił. Altmerowie zabijają ten kraj, wydzierają Nordom serca i dusze zabraniając im kultywowania prastarych tradycji. A najbardziej kłuje górali w oczy wasza pycha i poczucie wyższości, które tak ochoczo wszystkim okazujecie.
- Mógłbym teraz przypomnieć, kto wygrał... - zaczął podejrzanie uprzejmym tonem elf wysokiego rodu, ale Delphine nie dała mu skończyć.
- Kto wygrał tę wojnę? - dokończyła stwierdzenie pytającym tonem - Znam historię, ale nie wszyscy chcą się z nią pogodzić. Przyjmij ode mnie pewną radę i na tym zakończmy tę rozmowę. Uważaj na swe plecy, jeśli nadal chcesz okazywać altmerskie maniery w tak otwarty sposób. Są w tutejszych lasach oczy, które tylko wypatrują takiego wędrowca. Nordowie nie są wam życzliwi i chyba nigdy nie będą. A teraz wybacz, wszelako muszę wziąć się do pracy.
Wątek techniczny
Scenka z udziałem Delphine i Sivariaela, ale ku wiedzy wszystkich BG, bo rzuca nieco światła na aktualną sytuację polityczną w Skyrimie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 10 dzień Ostatnich Siewów
Gerdur nie odzywała się przez całą drogę do swego domu, dużej i porządnie krytej chaty przylegającej do nadrzecznego tartaku, nie zwracając uwagi na pozdrowienia słane pod jej adresem przez pracujących w swoich obejściach mieszkańców. Hastur przybrał kamienny wyraz twarzy wciąż nie rozumiejąc źródła wybuchu kobiety, zerknął surowo na khajiita, który zaczął przejawiać nadmierne zdaniem Redgarda zainteresowanie niedalekim stadkiem kur.
- Zachowuj się, zanim nas stąd kijami pogonią! - syknął wojownik próbując zdzielić Barr'teha kułakiem, ale kocur uchylił się przed bolesną reprymendą zwyczajowym dla siebie zwinnym unikiem.
Wprowadzeni przez wciąż milczącą gospodynię do środka chaty, urządzonej na charakterystyczny dla Nordów spartański, lecz mimo to przytulny sposób, czterej podróżnicy usiedli przy zastawionym miskami stole, zerkając z nieskrywanym zainteresowaniem na ciepłe jeszcze chlebowe placki, gotowane ptasie jajka, pokrojoną w paski marchew, obraną cebulę i smażone pstrągi.
- Częstujcie się, nie żałujcie sobie strawy - przerwała ciężkie milczenie Gerdur - Hod, przynieś mleko dla khajiita i ziołowy napar dla reszty. Mocniejszych trunków wam nie oferują, bo przecie daleka przed wami droga, ale wedle umowy zapakuję kilka butelek dobrego wina na później.
Czterej mężczyźni nie dali się bynajmniej prosić, bez fałszywej skromności biorąc się za pustoszenie zawartości misek i tac. Sama Gerdur siedziała u szczytu stołu skubiąc niechętnie kawałki chlebowego placka, jedząc niejako na siłę i bez śladu apetytu.
- Wybaczcie, pani Gerdur... - zaczął Hastur nasyciwszy pierwszy głód.
- Nie jestem ani szlachcianką ani rządcą jarla, więc nie tytułujcie mnie w ten sposób - przerwała mu góralka, pozwalając sobie na cień uśmiechu - Jeśli zaś o sprawy w karczmie idzie... poniósł mnie nieco gniew...
- Wcale nie nieco - wtrącił Hod, przejawiając pewne oznaki zdenerwowania zaistniałą pod "Śpiącym Gigantem" sytuacją - To było nierozsądne!
- Przybywacie z południa, więc pewnie nie wiecie, co się tutaj dzieje - powiedziała Gerdur nie zwracając najmniejszej uwagi na obiekcje męża - Altmerowie założyli nam na usta kaganiec, kiełznają nas krwawo rękami Cesarstwa, które zmuszone jest im służyć. Mimo obietnicy złożonej jarlowi Wichrowego Czuba po buncie w Markarcie cesarz nie dotrzymał słowa, wszyscy to przecież wiedzą. Wiara w Talosa została zakazana, posągi boga zniszczone, a jego czciciele są ścigani i prześladowani niczym zwierzęta. Thalmor panoszy się w miastach, jego agenci wszędzie doszukują się spisków i wrogości wobec Dominium... i prawdziwie się ich doszukują, bo norski naród nie ścierpi już dłużej takiego traktowania.
- Czy to... czy to nie są niebezpieczne słowa? - odezwał się nad wyraz ostrożnie Hastur, prostując się na ławie i odsuwając od siebie miskę - Mogą być przecież uznane za nawoływanie do zdrady?
- Jeśli elfy z Dominium chcą nas karać za mówienie bez ogródek prawdy, widać taka bogów wola - odparła Gerdur czerwieniejąc ponownie po twarzy i nie bacząc na posykiwania coraz bardziej zaniepokojonego biegiem rozmowy męża.
- Gerdur, przestań już! - Hod podniósł znienacka głos, tracąc już widać cierpliwość i przy okazji panowanie nad własnymi emocjami.
Wątek techniczny
Ciężka rozmowa, dotykająca pewnych bardzo bolesnych dla Nordów tematów. Mówiąc współczesnym językiem, mógłbym w dużym uproszczeniu porównać elfy wysokiego rodu do Chin, a Skyrim do Tybetu. Prastara kultura jest wykorzeniana w imię religijnych przekonań, a także w ramach czystek mających pozbyć się zewnętrznego zagrożenia dla dominacji altmerów na Tamriel.
Gerdur nie odzywała się przez całą drogę do swego domu, dużej i porządnie krytej chaty przylegającej do nadrzecznego tartaku, nie zwracając uwagi na pozdrowienia słane pod jej adresem przez pracujących w swoich obejściach mieszkańców. Hastur przybrał kamienny wyraz twarzy wciąż nie rozumiejąc źródła wybuchu kobiety, zerknął surowo na khajiita, który zaczął przejawiać nadmierne zdaniem Redgarda zainteresowanie niedalekim stadkiem kur.
- Zachowuj się, zanim nas stąd kijami pogonią! - syknął wojownik próbując zdzielić Barr'teha kułakiem, ale kocur uchylił się przed bolesną reprymendą zwyczajowym dla siebie zwinnym unikiem.
Wprowadzeni przez wciąż milczącą gospodynię do środka chaty, urządzonej na charakterystyczny dla Nordów spartański, lecz mimo to przytulny sposób, czterej podróżnicy usiedli przy zastawionym miskami stole, zerkając z nieskrywanym zainteresowaniem na ciepłe jeszcze chlebowe placki, gotowane ptasie jajka, pokrojoną w paski marchew, obraną cebulę i smażone pstrągi.
- Częstujcie się, nie żałujcie sobie strawy - przerwała ciężkie milczenie Gerdur - Hod, przynieś mleko dla khajiita i ziołowy napar dla reszty. Mocniejszych trunków wam nie oferują, bo przecie daleka przed wami droga, ale wedle umowy zapakuję kilka butelek dobrego wina na później.
Czterej mężczyźni nie dali się bynajmniej prosić, bez fałszywej skromności biorąc się za pustoszenie zawartości misek i tac. Sama Gerdur siedziała u szczytu stołu skubiąc niechętnie kawałki chlebowego placka, jedząc niejako na siłę i bez śladu apetytu.
- Wybaczcie, pani Gerdur... - zaczął Hastur nasyciwszy pierwszy głód.
- Nie jestem ani szlachcianką ani rządcą jarla, więc nie tytułujcie mnie w ten sposób - przerwała mu góralka, pozwalając sobie na cień uśmiechu - Jeśli zaś o sprawy w karczmie idzie... poniósł mnie nieco gniew...
- Wcale nie nieco - wtrącił Hod, przejawiając pewne oznaki zdenerwowania zaistniałą pod "Śpiącym Gigantem" sytuacją - To było nierozsądne!
- Przybywacie z południa, więc pewnie nie wiecie, co się tutaj dzieje - powiedziała Gerdur nie zwracając najmniejszej uwagi na obiekcje męża - Altmerowie założyli nam na usta kaganiec, kiełznają nas krwawo rękami Cesarstwa, które zmuszone jest im służyć. Mimo obietnicy złożonej jarlowi Wichrowego Czuba po buncie w Markarcie cesarz nie dotrzymał słowa, wszyscy to przecież wiedzą. Wiara w Talosa została zakazana, posągi boga zniszczone, a jego czciciele są ścigani i prześladowani niczym zwierzęta. Thalmor panoszy się w miastach, jego agenci wszędzie doszukują się spisków i wrogości wobec Dominium... i prawdziwie się ich doszukują, bo norski naród nie ścierpi już dłużej takiego traktowania.
- Czy to... czy to nie są niebezpieczne słowa? - odezwał się nad wyraz ostrożnie Hastur, prostując się na ławie i odsuwając od siebie miskę - Mogą być przecież uznane za nawoływanie do zdrady?
- Jeśli elfy z Dominium chcą nas karać za mówienie bez ogródek prawdy, widać taka bogów wola - odparła Gerdur czerwieniejąc ponownie po twarzy i nie bacząc na posykiwania coraz bardziej zaniepokojonego biegiem rozmowy męża.
- Gerdur, przestań już! - Hod podniósł znienacka głos, tracąc już widać cierpliwość i przy okazji panowanie nad własnymi emocjami.
Wątek techniczny
Ciężka rozmowa, dotykająca pewnych bardzo bolesnych dla Nordów tematów. Mówiąc współczesnym językiem, mógłbym w dużym uproszczeniu porównać elfy wysokiego rodu do Chin, a Skyrim do Tybetu. Prastara kultura jest wykorzeniana w imię religijnych przekonań, a także w ramach czystek mających pozbyć się zewnętrznego zagrożenia dla dominacji altmerów na Tamriel.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Rozmowa u Gerdur w toku i liczę, że przynajmniej niektórzy z Was podejmą trudny temat pozwalając sobie na jakieś komentarze, ale ja tymczasem wyskoczę nieco do przodu z akcją i już teraz porozmawiam o kwestiach zakupów.
Llorvas ma 24 septimy startowo oraz 10 otrzymanych za napisanie listu, ale te poszły automatycznie za nocleg. Reszta zna swój zasób sakiewek i proszę sobie odjąć należność za nocleg od całości.
Kowal Alvor i kupiec Valerian wystawili swoje towary razem, dogadując się w kwestii upustów dla Was (ale Alvor NIE sprzeda niczego altmerowi, Valerian nie będzie miał podobnych oporów).
Za swoje myśliwskie łuki możecie dostać po 20 septimów, za łuki wojskowe po 35. Miecze wojskowe po 25 septimów, włócznia Llorvasa 15. Wasze własne miecze, stalowe, za 20 septimów. Za własne żelazne sztylety dostaniecie po 8 septimów.
Możecie też spieniężyć elementy zbroi, według cennika: ochraniacze torsu 28 septimów, karwasze i nogawice po 5, tarcze i hełmy po 15 septimów.
A co sprzedawcy mają w ofercie? Futrzane buty i rękawice za 16 septimów, OCH 6, waga 2 (te same parametry, co rzemieniówki, ale dużo wygodniejsze i cieplejsze). Żelazne buty OCH 11, waga 5, cena 45. Żelazne rękawice OCH 11, waga 6, cena 45. Rogaty żelazny hełm OCH 16, waga 5, cena 55. Żelazna tarcza OCH 22, waga 12, cena 60.
Ceny zbroi skórzanych i broni podam jutro wieczorem!
Rozmowa u Gerdur w toku i liczę, że przynajmniej niektórzy z Was podejmą trudny temat pozwalając sobie na jakieś komentarze, ale ja tymczasem wyskoczę nieco do przodu z akcją i już teraz porozmawiam o kwestiach zakupów.
Llorvas ma 24 septimy startowo oraz 10 otrzymanych za napisanie listu, ale te poszły automatycznie za nocleg. Reszta zna swój zasób sakiewek i proszę sobie odjąć należność za nocleg od całości.
Kowal Alvor i kupiec Valerian wystawili swoje towary razem, dogadując się w kwestii upustów dla Was (ale Alvor NIE sprzeda niczego altmerowi, Valerian nie będzie miał podobnych oporów).
Za swoje myśliwskie łuki możecie dostać po 20 septimów, za łuki wojskowe po 35. Miecze wojskowe po 25 septimów, włócznia Llorvasa 15. Wasze własne miecze, stalowe, za 20 septimów. Za własne żelazne sztylety dostaniecie po 8 septimów.
Możecie też spieniężyć elementy zbroi, według cennika: ochraniacze torsu 28 septimów, karwasze i nogawice po 5, tarcze i hełmy po 15 septimów.
A co sprzedawcy mają w ofercie? Futrzane buty i rękawice za 16 septimów, OCH 6, waga 2 (te same parametry, co rzemieniówki, ale dużo wygodniejsze i cieplejsze). Żelazne buty OCH 11, waga 5, cena 45. Żelazne rękawice OCH 11, waga 6, cena 45. Rogaty żelazny hełm OCH 16, waga 5, cena 55. Żelazna tarcza OCH 22, waga 12, cena 60.
Ceny zbroi skórzanych i broni podam jutro wieczorem!
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Mam dwa łuki, włócznię i miecze zdobyczne (swoje dwa i nie wiem ile zdobytych) sprzedaję słabszy łuk, włócznie i tyle ile mam zdobycznych mieczy).
Chce kupić futrzane buty i rękawice i jakąś skórzaną zbroje zakrywającą tors.
Chce kupić futrzane buty i rękawice i jakąś skórzaną zbroje zakrywającą tors.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-Naczelniczko - przerwał jedzenie Llorvas i spojrzał swymi świdrującymi czerwonymi oczami na ludzką kobietę - skoro tak za tym altmerem nie przepadacie to każcie mu iść precz i tyle, po co się denerwować i druga sprawa jeśli ma on niby z nami iść do jarla to czy tam nie wezmą nas za jakowyś szpicli albo wrogów? Jak sami pani mówicie to przecie niebezpieczne tereny a ja nie chcę zarobić w łeb przez jakiegoś.... nie ważne zresztą. Zresztą ostrzegł przed jakimś niby atakiem na nas, więc pewnie ten Wasz zbir z gór coś więcej planuje niż tylko nam się dobrać do d.. o do tyłków:-)
Ostatnio zmieniony 07 listopada 2012, 07:31 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Pani Gerdur my też nie kochamy Altmerów, ale ten nas ostrzegł przed zasadzką, damy mu szansę i zabierzemy na szlak, to Wam z oczu zniknie. Jak się okaże, że to zdrajaca i człek ze zbirami współpracujący, ubiję go jak pssa, jakem Ahraveen. Pojedlim popilim, zrobimy małe zakupy i czas w drogę.
Techniczny:
Techniczny:
Keth jak podasz ceny skórzanego sprzętu zadeklaruję, co sprzedaję i co kupuję. Dodatkowo w poście 221 (aktualizacja naszych profili) nie napisałeś ile mam septimów, chyba tyle co Hastur czyli 22 - 10 za nocleg = 12, ale proszę o weryfikację tej kwoty. Jak mam 12 septimów to biedny bardzo jestem.
Ostatnio zmieniony 07 listopada 2012, 16:41 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Zamawiam coś do jedzenia i popitkę. Przy okazji staram się wytłumaczyć Delphine, jaka jest moja sytuacja (przesłałem Kethowi historię postaci), przeprosić i co tam jeszcze się da. Czy kupiec ma jakieś księgi z czarami lub mikstury?
Ostatnio zmieniony 07 listopada 2012, 14:31 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Widzę, żeście zbyt wiele wycierpieli a pokoju i pojednania trudno rychło wyglądać. Macie swoje racje, ja to w lot pojmuję. Ja na polityce się nie wyznaję, alem się już nie raz przekonał, że człek człekowi nie jest równy, że pergaminu nie przeczytasz, póki w rulon jest zwinięty. A nie jest ważna rasa, przekonania, ni wiara, jeśli w boju ręka w rękę, miecz w miecz, jak brat u twego boku krew prawdziwego wroga toczy. Nie pomnę kto taki, ale chyba jakiś mądry rzekł kiedyś: "kto ze mną krew przeleje, ten mi bratem". Tak to w bitwie... Wtedy wiadomo kto jest kto... Alem się rozgadał zanadto. Weźmiemy elfa w drogę, zobaczymy czy pomocą będzie czy zawadą.
W kwestii zbroi: raz, że jestem biedny jak kościelna mysz i nie na wiele mnie stać. Fantów do opchnięcia nie mam, bo znalezisk nie gromadzę, a i pomysł na postać mam taki, że w blachy zakuty łazić mi nie w smak. Najchętniej bym pozostał przy rzemieniowej zbroi, żelaznych mieczach i sztyletach, tylko na to zimno nadchodzące opończa jakaś ciepła i futrzane buty i rękawice by się zdały. Ale wciąż nie czuję się na siłach finansowo taki zakup unieść.
Świetny pomysł z tymi polami. Rewelacja. Pomysłodawcy gratuluję.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 10 dzień Ostatnich Siewów
Życzliwy ton Hastura przywrócił Gerdur nieco spokoju, chociaż zerkający na Redgarda Hod nie stracił niczego ze swej podejrzliwości, wyraźnie niezadowolony ze zbytniej szczerości żony okazywanej wobec zupełnie jej nieznanych obcych, na dodatek cudzoziemców.
- Nie będę was pouczała, co powinniście uczynić w kwestii altmera - oznajmiła góralka - Bardzo wielu Nordów nienawidzi altmerów ze szczerego serca, więc będziecie musieli bardzo mieć się na baczeniu, by was nie mierzono później jego miarką. A w szczególności miejcie się na baczności we wschodnim Skyrimie, w Wichrowym Czubie czy Pękninie. Tam nawet dunmerowie bardzo ciężkie mają życie, cóż dopiero o altmerze wspominać. Mara jedna wie, po co on w ogóle tutaj przybył w taki czas, ale mnie się widzi, że to szpieg Thalmoru, jak oni wszyscy zresztą. Miałby kogoś smok pożreć, to niechby to był on, ten elf przeklęty!
Siedzący obok Hastura Llorvas poruszył się niespokojnie, chociaż wiedział doskonale jaka różnica dzieliła w rzeczywistości elfy z Morrowindu i Dominium. Uważający się za jedynych spadkobierców prastarego elfiego dziedzictwa altmerowie spoglądali z wyższością nie tylko na gatunki pośledniejsze względem siebie samych - czyli ludzi, khajiity czy argonian - ale i pozostałe rasy elfie, okazując wzgardę bynajmniej nie tylko orsimerom.
- Jeśli chcecie go przygarnąć, nie mnie wam dyktować, co macie robić, ale od razu zastrzegam, że jemu na pewno za pomoc nie zapłacę, bo też wcale jego pomocy nie chcę!
W chacie zapadła na chwilę ciężka cisza, przerywana jedynie odgłosami chłeptania wydawanymi przez pijącego mleko z miski po kociemu khajiita.
- Zjedliśśmy, a zatem pora russać w drogę - oznajmił Ahraveen podnosząc się z ławy i spoglądając na resztę kończących posiłek kompanów - Wpierw jednak chcemy sspotkać ssię z kowalem i kupcem, wedle wassej życliwej rady.
- Chodźmy zatem razem - kiwnęła głową Gerdur - Hod zaś w tym czasie spakuje wam strawę i napitki na drogę.
Życzliwy ton Hastura przywrócił Gerdur nieco spokoju, chociaż zerkający na Redgarda Hod nie stracił niczego ze swej podejrzliwości, wyraźnie niezadowolony ze zbytniej szczerości żony okazywanej wobec zupełnie jej nieznanych obcych, na dodatek cudzoziemców.
- Nie będę was pouczała, co powinniście uczynić w kwestii altmera - oznajmiła góralka - Bardzo wielu Nordów nienawidzi altmerów ze szczerego serca, więc będziecie musieli bardzo mieć się na baczeniu, by was nie mierzono później jego miarką. A w szczególności miejcie się na baczności we wschodnim Skyrimie, w Wichrowym Czubie czy Pękninie. Tam nawet dunmerowie bardzo ciężkie mają życie, cóż dopiero o altmerze wspominać. Mara jedna wie, po co on w ogóle tutaj przybył w taki czas, ale mnie się widzi, że to szpieg Thalmoru, jak oni wszyscy zresztą. Miałby kogoś smok pożreć, to niechby to był on, ten elf przeklęty!
Siedzący obok Hastura Llorvas poruszył się niespokojnie, chociaż wiedział doskonale jaka różnica dzieliła w rzeczywistości elfy z Morrowindu i Dominium. Uważający się za jedynych spadkobierców prastarego elfiego dziedzictwa altmerowie spoglądali z wyższością nie tylko na gatunki pośledniejsze względem siebie samych - czyli ludzi, khajiity czy argonian - ale i pozostałe rasy elfie, okazując wzgardę bynajmniej nie tylko orsimerom.
- Jeśli chcecie go przygarnąć, nie mnie wam dyktować, co macie robić, ale od razu zastrzegam, że jemu na pewno za pomoc nie zapłacę, bo też wcale jego pomocy nie chcę!
W chacie zapadła na chwilę ciężka cisza, przerywana jedynie odgłosami chłeptania wydawanymi przez pijącego mleko z miski po kociemu khajiita.
- Zjedliśśmy, a zatem pora russać w drogę - oznajmił Ahraveen podnosząc się z ławy i spoglądając na resztę kończących posiłek kompanów - Wpierw jednak chcemy sspotkać ssię z kowalem i kupcem, wedle wassej życliwej rady.
- Chodźmy zatem razem - kiwnęła głową Gerdur - Hod zaś w tym czasie spakuje wam strawę i napitki na drogę.
Posiłek skończony, teraz pora na zakupy, a zaraz potem w drogę, bo chociaż jeszcze bardzo wcześnie, lepiej nie mitrężyć czasu. Szlachetnie urodzony elf został zatem dokoptowany do drużyny, ale raz jeszcze zaznaczę to, o czym wspominałem w formie przestrogi wcześniej: gra altmerem lub w jego towarzystwie będzie wywierała ogromny wpływ na interakcję z otoczeniem, zwłaszcza w kontaktach z rdzenną ludnością Skyrimu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 10 dzień Ostatnich Siewów
Dephine złapała za opartą o pobliską ścianę miotłę demonstrując tym samym rzeczywisty zamiar przerwania konwersacji, ale Sivariael bynajmniej nie uznał rozmowy za zakończoną, nie przyjmując ostatnich słów Cyrodiilki do wiadomości. Wygładzając bezwiednie rękawy płaszcza elf postąpił kilka kroków za karczmarką, zmuszając ją do obrócenia się w miejscu.
- Bardzo łatwo szafujecie tutaj osądami - powiedział ściszonym, ale wcale nie mniej przez to gniewnym tonem altmer - Wam się widocznie wydaje, że wszyscy jesteśmy z jednej odbici sztancy, iście niczym bliźnięta. Nic bardziej mylnego. Nie wszyscy altmerowie popierają politykę Dominium i nie wszyscy dążą do tego samego celu. Są wśród nas tacy, którzy za w złej chwili powiedziane słowo zapłacili taką samą cenę jak ci tutejsi górale albo bosmerowie z południowych lasów albo orsimerowie. Moja rodzina...
- Oszczędź mi proszę rodzinnych opowieści, albowiem wcale nie jestem ich ciekawa - odparła Delphine zasłaniając się miotłą niczym magicznym orężem - Udzieliłam ci przestrogi, sam zdecydujesz jak i czy w ogóle z niej skorzystasz. A jeśli chcesz obcym opowiadać, żeś inny niż reszta altmerów i przeciwny poczynaniom Dominium, musisz jeszcze staranniej dobierać sobie druhów. Nordowie najpewniej ci nie uwierzą i ubiją jako szpiega, a Thalmorczycy... cóż, co mają zapewne jeszcze bardziej wyrafinowane sposoby karania odstępców od swych ścieżek.
Na wiodących do piwniczki schodkach rozległ się odgłos kroków wieszczący przedwczesny powrót Orgnara, toteż Sivariae cofnął się czym prędzej od karczmarki nie chcąc, by młody Nord opacznie zrozumiał jego intencje.
Odwracając się w stronę schodków wiodących na pierwsze piętro karczmy altmer zauważył kątem oka uchylone drzwi jednej z izb na parterze budynku. Było to wejście do pokoju wynajętego wieczór wcześniej przez trzech milkliwych norskich podróżników.
W wąskiej szczelinie uchylonych drzwi majaczyła zawzięta brodata twarz, wpatrzona przenikliwie w szczupłą postać Sivariaela.
W zmrużonych oczach Norda płonęła nienawistna gorączka.
Dephine złapała za opartą o pobliską ścianę miotłę demonstrując tym samym rzeczywisty zamiar przerwania konwersacji, ale Sivariael bynajmniej nie uznał rozmowy za zakończoną, nie przyjmując ostatnich słów Cyrodiilki do wiadomości. Wygładzając bezwiednie rękawy płaszcza elf postąpił kilka kroków za karczmarką, zmuszając ją do obrócenia się w miejscu.
- Bardzo łatwo szafujecie tutaj osądami - powiedział ściszonym, ale wcale nie mniej przez to gniewnym tonem altmer - Wam się widocznie wydaje, że wszyscy jesteśmy z jednej odbici sztancy, iście niczym bliźnięta. Nic bardziej mylnego. Nie wszyscy altmerowie popierają politykę Dominium i nie wszyscy dążą do tego samego celu. Są wśród nas tacy, którzy za w złej chwili powiedziane słowo zapłacili taką samą cenę jak ci tutejsi górale albo bosmerowie z południowych lasów albo orsimerowie. Moja rodzina...
- Oszczędź mi proszę rodzinnych opowieści, albowiem wcale nie jestem ich ciekawa - odparła Delphine zasłaniając się miotłą niczym magicznym orężem - Udzieliłam ci przestrogi, sam zdecydujesz jak i czy w ogóle z niej skorzystasz. A jeśli chcesz obcym opowiadać, żeś inny niż reszta altmerów i przeciwny poczynaniom Dominium, musisz jeszcze staranniej dobierać sobie druhów. Nordowie najpewniej ci nie uwierzą i ubiją jako szpiega, a Thalmorczycy... cóż, co mają zapewne jeszcze bardziej wyrafinowane sposoby karania odstępców od swych ścieżek.
Na wiodących do piwniczki schodkach rozległ się odgłos kroków wieszczący przedwczesny powrót Orgnara, toteż Sivariae cofnął się czym prędzej od karczmarki nie chcąc, by młody Nord opacznie zrozumiał jego intencje.
Odwracając się w stronę schodków wiodących na pierwsze piętro karczmy altmer zauważył kątem oka uchylone drzwi jednej z izb na parterze budynku. Było to wejście do pokoju wynajętego wieczór wcześniej przez trzech milkliwych norskich podróżników.
W wąskiej szczelinie uchylonych drzwi majaczyła zawzięta brodata twarz, wpatrzona przenikliwie w szczupłą postać Sivariaela.
W zmrużonych oczach Norda płonęła nienawistna gorączka.
Osobnik ten to jeden z tajemniczych trzech górali, którzy poprzedniego wieczoru izolowali się od reszty towarzystwa w karczmie. Nie robi niczego otwarcie wrogiego, ale nie pozostawia złudzeń co do swych uczuć względem szlachetnie urodzonego elfa...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 10 dzień Ostatnich Siewów
Znajomy już przybyszom Alvor był czystej krwi Nordem, wysokim i jasnowłosym, dobrodusznym i prostolinijnym. Przez pewien czas spoglądał z rezerwą na towarzyszy Hastura, każdy z nich bowiem stanowił oczywistą egzotykę dla skyrimskich górali, ale towarzystwo Gerdur i profesjonalne zainteresowanie obcych dziełami rąk kowala szybko pokonały jego początkową rezerwę.
Lucian Valerius, osiadły handlarz z Rzecznej Puszczy, był oczywiście Cyrodiilczykiem: Ahraveen domyślił się tego, ledwie we wcześniejszej rozmowie padło nazwisko kupca. Noszący się schludnie mężczyzna po trzydziestce, krótko ostrzyżony i ogolony, sprawiał wrażenie godnego zaufania, ale najmici z miejsca wyczuli w jego zachowaniu jakąś niezwyczajną szorstkość, bardziej spowodowaną pewnym wzburzeniem niż zwyczajną niechęcią do obcych.
Kowal i kupiec musieli się wcześniej dogadać co do spotkania z przejezdnymi, bo nie chcąc sobie wchodzić w paradę ustalili wspólnie ceny i wyłożyli przeznaczony do oględzin towar na drewnianą werandę przed chatą Alvora. Najmici pochylili się bez zbędnych formalności nad podbitymi futrem wysokimi butami i ćwiekowanymi skórzniami wyrabianymi z jeleniej skóry, farbowanymi na ciemny brąz ze starannością zaświadczającą o wielkim doświadczeniu rzemieślnika.
- Wszystko da się dopasować za pomocą pasków - oznajmił kowal spoglądając na próbującego założyć futrzane karwasze Ahraveena - Nie odbiegacie rozmiarami od zwyczajowej postury, tedy nie będzie z wami wielkiego kłopotu.
- W najgorszym zaś przypadku weźmie się topór i przytnie tam, gdzie będzie za ciasno - pozwolił sobie na żart Lucian, oglądając jednocześnie uważnie podany mu przez Llorvasa myśliwski łuk, odebrany poprzedniego dnia zabitemu w pojedynku rabusiowi i noszony przez cały ten czas troskliwie na plecach dunmera.
Oględziny i targi rozpoczęły się na dobre, zwabiając pod przydomową kuźnię Alvora sporą gromadkę miejscowych, uzupełnionych o kilkoro dzieci i niebywale włochatego psa przejawiającego ogromne zainteresowanie khajiitem - w przekonaniu samego Barrteha wręcz nadmierne zważywszy na fakt, że kocur nie przywykł do tego, by jakieś półdzikie kundle próbowały mu wsadzać nosy pod ogon!
Znajomy już przybyszom Alvor był czystej krwi Nordem, wysokim i jasnowłosym, dobrodusznym i prostolinijnym. Przez pewien czas spoglądał z rezerwą na towarzyszy Hastura, każdy z nich bowiem stanowił oczywistą egzotykę dla skyrimskich górali, ale towarzystwo Gerdur i profesjonalne zainteresowanie obcych dziełami rąk kowala szybko pokonały jego początkową rezerwę.
Lucian Valerius, osiadły handlarz z Rzecznej Puszczy, był oczywiście Cyrodiilczykiem: Ahraveen domyślił się tego, ledwie we wcześniejszej rozmowie padło nazwisko kupca. Noszący się schludnie mężczyzna po trzydziestce, krótko ostrzyżony i ogolony, sprawiał wrażenie godnego zaufania, ale najmici z miejsca wyczuli w jego zachowaniu jakąś niezwyczajną szorstkość, bardziej spowodowaną pewnym wzburzeniem niż zwyczajną niechęcią do obcych.
Kowal i kupiec musieli się wcześniej dogadać co do spotkania z przejezdnymi, bo nie chcąc sobie wchodzić w paradę ustalili wspólnie ceny i wyłożyli przeznaczony do oględzin towar na drewnianą werandę przed chatą Alvora. Najmici pochylili się bez zbędnych formalności nad podbitymi futrem wysokimi butami i ćwiekowanymi skórzniami wyrabianymi z jeleniej skóry, farbowanymi na ciemny brąz ze starannością zaświadczającą o wielkim doświadczeniu rzemieślnika.
- Wszystko da się dopasować za pomocą pasków - oznajmił kowal spoglądając na próbującego założyć futrzane karwasze Ahraveena - Nie odbiegacie rozmiarami od zwyczajowej postury, tedy nie będzie z wami wielkiego kłopotu.
- W najgorszym zaś przypadku weźmie się topór i przytnie tam, gdzie będzie za ciasno - pozwolił sobie na żart Lucian, oglądając jednocześnie uważnie podany mu przez Llorvasa myśliwski łuk, odebrany poprzedniego dnia zabitemu w pojedynku rabusiowi i noszony przez cały ten czas troskliwie na plecach dunmera.
Oględziny i targi rozpoczęły się na dobre, zwabiając pod przydomową kuźnię Alvora sporą gromadkę miejscowych, uzupełnionych o kilkoro dzieci i niebywale włochatego psa przejawiającego ogromne zainteresowanie khajiitem - w przekonaniu samego Barrteha wręcz nadmierne zważywszy na fakt, że kocur nie przywykł do tego, by jakieś półdzikie kundle próbowały mu wsadzać nosy pod ogon!
W ramach inwentaryzacji przejrzałem raz jeszcze Wasz ekwipunek i sakiewki, przypominając sobie niejako przy okazji o łupach z nieudanej zasadzki w górach! Wypiszę poniżej majątek per najmita, dla wiadomości tych zainteresowanych handlem.
Llorvas ma jeden łuk wojskowy (z Helgen), dwa łuki myśliwskie (własny i zabitego rabusia), włócznię i trzy wojskowe miecze z Helgen, własny miecz stalowy, dwa kołczany strzał (stalowych i żelaznych, po 20 szt), stalowy sztylet, własną pełną zbroję rzemieniową do kompletu z tarczą oraz zabrane ofierze Hastura rzemieniową zbroję i nogawice, żelazną buławę i myśliwski nóż. Do tego 27 septimów w gotówce.
Barr'teh ma jeden łuk wojskowy (z Helgen), jeden łuk myśliwski (własny), dwa kołczany strzał (stalowych i żelaznych, po 20 szt), zabrany z Helgen miecz wojskowy, stalowy sztylet, niepełną zbroję rzemieniową (ochraniacz torsu i karwasze) oraz 70 septimów w mieszku.
Ahraveen ma jeden łuk wojskowy (z Helgen), dwa łuki myśliwskie (własny i zabitego rabusia), dwa kołczany strzał (stalowych i żelaznych, po 20 szt), zabrany z Helgen miecz wojskowy oraz własny miecz, stalowy sztylet, własną pełną zbroję rzemieniową do kompletu z tarczą oraz zabrane Malikowi jednoręczny topór, rzemieniowy ochraniacz torsu i tego samego rodzaju nogawice. Do tego 26 septimów w gotówce.
I koniec końców Hastur, który posiada dwa własne miecze, cztery noże do rzucania oraz pełną zbroję rzemieniową wraz z tarczą i 20 septimów w mieszku.
Wydaje mi się, że niczego nie pominąłem, odjąłem za to każdemu koszty noclegu.
Llorvas ma jeden łuk wojskowy (z Helgen), dwa łuki myśliwskie (własny i zabitego rabusia), włócznię i trzy wojskowe miecze z Helgen, własny miecz stalowy, dwa kołczany strzał (stalowych i żelaznych, po 20 szt), stalowy sztylet, własną pełną zbroję rzemieniową do kompletu z tarczą oraz zabrane ofierze Hastura rzemieniową zbroję i nogawice, żelazną buławę i myśliwski nóż. Do tego 27 septimów w gotówce.
Barr'teh ma jeden łuk wojskowy (z Helgen), jeden łuk myśliwski (własny), dwa kołczany strzał (stalowych i żelaznych, po 20 szt), zabrany z Helgen miecz wojskowy, stalowy sztylet, niepełną zbroję rzemieniową (ochraniacz torsu i karwasze) oraz 70 septimów w mieszku.
Ahraveen ma jeden łuk wojskowy (z Helgen), dwa łuki myśliwskie (własny i zabitego rabusia), dwa kołczany strzał (stalowych i żelaznych, po 20 szt), zabrany z Helgen miecz wojskowy oraz własny miecz, stalowy sztylet, własną pełną zbroję rzemieniową do kompletu z tarczą oraz zabrane Malikowi jednoręczny topór, rzemieniowy ochraniacz torsu i tego samego rodzaju nogawice. Do tego 26 septimów w gotówce.
I koniec końców Hastur, który posiada dwa własne miecze, cztery noże do rzucania oraz pełną zbroję rzemieniową wraz z tarczą i 20 septimów w mieszku.
Wydaje mi się, że niczego nie pominąłem, odjąłem za to każdemu koszty noclegu.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Khajit zjeżył się zupełnie instynktownie, a jego ogon na pozór kilkukrotnie zwiększył objętość dzięki stojącemu na baczność futrze. Nie darzył psów jakąś szczególną niechęcią, ale ile kundle zdradzające zbyt duże zainteresowanie jego zapachem w dziwny sposób przeszkadzały kotołakowi. Głośno syknął ostrzegawczo, ukazując ostrzegawczo rzędy kłów i wbijając wzrok w bogom ducha winnego psa.
Sprzedaję miecz, wojskowy łuk (przywiązałem się do mojego starego;)) i kołczan słabszych strzał. Chcę kupić jakąś lepszą zbroję skórzaną. Jeśli zakupię to pozbędę się też rzemieniówki.
Ostatnio zmieniony 08 listopada 2012, 19:44 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.