Post
autor: Keth » 25 września 2012, 21:50
Magazyny na Irvin Road, 8 maja 2055
Pierre Batiste pobladł mimowolnie, chociaż początkowo sprawiał wrażenie odpornego na logiczną argumentację uparciucha. Jego oczy, wyzierające z chudej i porośniętej wielodniowym zarostem twarzy, przybrały bardzo nerwowego wyrazu.
- Czego się tak kurwa unosisz? - uniósł ręce kierowca, cofając się o krok od marszczącego groźnie czoło Wilsona - Po co zaraz jakieś pojedynki? Odbiło ci czy co? Przecież pojadę! Czy ja mówiłem, że nie pojadę? Jeśli tak, to się musiałem przejęzyczyć!
- Przejęzyczyć to się można przy ruchaniu jak wsadzisz jęzora w dupę - warknął opryskliwie Wilson, stukając palcami prawej ręki w rękojeść swej maczety - Powiedziałem, że masz dwie minuty, potem dam ci jeszcze minutę na spowiedź u wielebnego. A jak ci utnę łeb, nabiję na palik. Mam nabijać?
Pierre Batiste przełknął nerwowo ślinę, zaczął szukać wzrokiem wsparcia u swoich równie zaniedbanych kompanów, lecz chociaż jeszcze przed momentem stało przy nim kilku znajomków, wszyscy jak jeden mąż wycofali się o kilka metrów spoglądając z wyraźnym respektem na maczetomiecz Wilsona.
Wątek techniczny
Cóż za wspaniały sposób na zdobywanie przyjaciół! Pierre jest gotów do pełnej kooperacji, ale w przyszłości Paul powinien dobrze pilnować swoich pleców, bo tacy ludzie długo żywią w sercu urazę!