Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055
Radeford zastanawiał się nad reakcją Gregory'ego na dźwięk wspomnienia o okaleczonym ciele, ale przywódca duchowy osady nawet się nie skrzywił słysząc pytanie.
- Możemy nad tym ubolewać, bo to niejako forma barbarzyństwa i nie przystoi przyzwoitym ludziom, ale musieliśmy porzucić na peryferiach miasta trochę takich ciał - oznajmił starzec - Czasami trafiają tutaj bandyci lub ludzie jeszcze od bandytów gorsi, nieledwie zwierzęta. Nie sposób z nimi normalnie rozmawiać, nie da się negocjować. Uznają wyłącznie prawo pięści i chętnie widzieliby nas martwych.
- Rozumiem, że to zabici bandyci? - kiwnął głową Ebenezer.
- Tak - odparł Gregory - Parę dni temu znowu przywędrowała tutaj banda morderców i złodziei. Kazaliśmy im odejść, ale nie chcieli słuchać, a potem sięgnęli po broń. Cóż, taka widać była wola Pana.
- Mieliście lepszych strzelców? - powiedział na poły pytająco, na poły stwierdzająco Ebenezer.
- Mamy najlepszych strzelców w tej części Ameryki - uśmiechnął się pobłażliwie Gregory - Ciała z bólem serca okaleczyliśmy, a potem rozwieziono je po zaporach i tam porzucono, żeby odstraszały intruzów. Jesteśmy spokojnymi chrześcijanami i nie życzymy nikomu źle, ale nie pozwolimy, by ktokolwiek zagroził nam lub naszym dzieciom.
W pokoju zapadła na chwilę cisza, bynajmniej nie krępująca czy uciążliwa. Radeford przesunął wzrokiem po kolekcji książek ustawionych na regałach pod jedną ze ścian pomieszczenia. Było ich kilkaset, w większości przypadków całkiem dobrze zachowanych.
- Myślałem nad twoją wcześniejszą propozycją - odezwał się w końcu zadumany nad czymś Gregory - Nie jesteśmy zainteresowani wymianą handlową. Nie zaproponujemy wam też schronienia pod naszym dachem, a przynajmniej nie wszystkim z was. Stanowicie zbyt liczną grupę, byśmy mogli wam zaufać. Możecie obozować na przedmieściach Huntington, o ile nie będziecie próbowali wkroczyć na nasze terytorium.
Ebenezer zmarszczył czoło słysząc słowa starca, dotychczasowy przebieg rozmowy pozwalał bowiem mniemać, że wysłannicy barona zdołają nawiązać bardziej zażyłe stosunki z kongregacją Kościoła Ciała Chrystusowego.
- Nikt też nie uda się z wami w dalszą drogę, dopóki nie dowiemy się czegoś więcej na wasz temat - dodał Gregory - Ciebie jednak te zastrzeżenia nie dotyczą, przyjacielu. Widzę, że jesteś zmęczony. Proponuję zatem gościnę tobie i dziesięciu twoim towarzyszom, przez ciebie wybranym. Możecie spędzić u nas resztę tej nocy i jutrzejszy dzień, aż do zmroku. Wykąpiecie się, odpoczniecie. Zjemy wspólnie posiłek i porozmawiamy o waszych przekonaniach i wierze. Czas pokaże, co z tego wyniknie.
Wątek techniczny
Czy Radeford akceptuje propozycję i kogo ewentualnie chce ze sobą zabrać w gościnę? Wizyta obejmuje cały nadchodzący dzień, więc może warto pomyśleć o włączeniu do ekipy wybrańców barona i jego zastępców, hę?
PBF - Podstępna rubież
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ebenezer skrył ziewnięcie.
- Bardzo kusząca propozycja. Być może z niej skorzystamy i przyjdziemy z wizytą, o bardziej przyzwoitej porze. Teraz jednak muszę zebrać moich ludzi. Zanim jednak odejdę Gregorze, rzeknij coś o zagrożeniach jakie możemy spotkać w Huntingtone.
Wątek techniczny:
Zgromadzić wszystkich "oficerów" na terenie niepewnych sprzymierzeńców? To aż się prosi o zasadzkę.
- Bardzo kusząca propozycja. Być może z niej skorzystamy i przyjdziemy z wizytą, o bardziej przyzwoitej porze. Teraz jednak muszę zebrać moich ludzi. Zanim jednak odejdę Gregorze, rzeknij coś o zagrożeniach jakie możemy spotkać w Huntingtone.
Wątek techniczny:
Zgromadzić wszystkich "oficerów" na terenie niepewnych sprzymierzeńców? To aż się prosi o zasadzkę.
Salt zaszył się w milczeniu w kącie pokoju po nabraniu sił po pokrzepiającej drzemce. Postanowił coś zjeść, łyknąć standardową porcję leku i zająć się swoją bronią. Żałował, że Ash słodko chrapie, pomógłby może, ale jemu tez należał się odpoczynek. Starał się "na oko" odróżnić fabrycznie wyprodukowane pociski od tworzonych domowymi sposobami i przeładować magazynek. Niepewne na spód, teoretycznie lepsze na początek plus jeden do lufy.
Radio odłożył na plecak pozostając na nasłuchu. Ciszę nocy przerywały tylko ciche trzaski dochodzące z głośnika.
Radio odłożył na plecak pozostając na nasłuchu. Ciszę nocy przerywały tylko ciche trzaski dochodzące z głośnika.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055
Siedzący wygodnie na sofie Gregory pokiwał w geście wyrozumiałości głową, uśmiechnął się zdawkowo w stronę swego gościa.
- Mamy dość nieprzyjemnych sąsiadów - oznajmił po krótkiej chwili milczenia - Mieszkają po północnej stronie rzeki, ale czasami zapuszczają się na naszą stronę, najczęściej na szaber. Po tej stronie Huntington jest znacznie więcej dobrze zachowanych budynków, a w środku można znaleźć wszystko, jeśli tylko ma się odrobinę szczęścia. Tamci mają prąd, więc zależy im na lodówkach, pralkach, mikrofalówkach, może nawet telewizorach. W tutejszych domach ciągle można znaleźć mnóstwo zdatnych do noszenia ubrań, butów, są okulary i stare lekarstwa, narzędzia.
- A wy nie chcecie, żeby się tutaj kręcili? - zapytał Radeford czując ukłucie ciekawości.
- Chcieliśmy się dogadać, ale oni nie akceptują naszego spojrzenia na świat - pokiwał przecząco głową Gregory - Uważają nas za niebezpieczną sektę i chcą wyprzeć z miasta. Oczywiście nie mają szans, bo dobrze się ufortyfikowaliśmy, ale od dłuższego czasu nękają nas w inny sposób, dużo boleśniejszy i bardziej okrutny od strzelania do moich strażników.
- Co takiego robią? - coraz bardziej zaintrygowany Ebenezer.
Gregory milczał przez dłuższą chwilę, a na jego pociętej zmarszczkami twarzy pojawił się po raz pierwszy grymas ukrywanej dotąd starannie troski pomieszanej z rozpaczą.
- Porywają nasze dzieci - oznajmił starzec, zaciskając bezwolnie dłonie na kościstych kolanach - Porywają nasze dzieci.
Wątek techniczny
Domyślam się, że ten aspekt rozmowy zainteresował Radeforda bardziej od rozważań na temat doktryn prezydenta Romney'a...
Siedzący wygodnie na sofie Gregory pokiwał w geście wyrozumiałości głową, uśmiechnął się zdawkowo w stronę swego gościa.
- Mamy dość nieprzyjemnych sąsiadów - oznajmił po krótkiej chwili milczenia - Mieszkają po północnej stronie rzeki, ale czasami zapuszczają się na naszą stronę, najczęściej na szaber. Po tej stronie Huntington jest znacznie więcej dobrze zachowanych budynków, a w środku można znaleźć wszystko, jeśli tylko ma się odrobinę szczęścia. Tamci mają prąd, więc zależy im na lodówkach, pralkach, mikrofalówkach, może nawet telewizorach. W tutejszych domach ciągle można znaleźć mnóstwo zdatnych do noszenia ubrań, butów, są okulary i stare lekarstwa, narzędzia.
- A wy nie chcecie, żeby się tutaj kręcili? - zapytał Radeford czując ukłucie ciekawości.
- Chcieliśmy się dogadać, ale oni nie akceptują naszego spojrzenia na świat - pokiwał przecząco głową Gregory - Uważają nas za niebezpieczną sektę i chcą wyprzeć z miasta. Oczywiście nie mają szans, bo dobrze się ufortyfikowaliśmy, ale od dłuższego czasu nękają nas w inny sposób, dużo boleśniejszy i bardziej okrutny od strzelania do moich strażników.
- Co takiego robią? - coraz bardziej zaintrygowany Ebenezer.
Gregory milczał przez dłuższą chwilę, a na jego pociętej zmarszczkami twarzy pojawił się po raz pierwszy grymas ukrywanej dotąd starannie troski pomieszanej z rozpaczą.
- Porywają nasze dzieci - oznajmił starzec, zaciskając bezwolnie dłonie na kościstych kolanach - Porywają nasze dzieci.
Wątek techniczny
Domyślam się, że ten aspekt rozmowy zainteresował Radeforda bardziej od rozważań na temat doktryn prezydenta Romney'a...