Mieszkanie nad Joe's Dinner, 20/08/2020 1902hrs
Garcia omal nie zemdlał widząc w progu gromadę boosterów. Spełnił się jego najczarniejszy sen, pełen brutalnych scen bezmyślnej przemocy i krwi Latynosa tryskającej z przeciętych tętnic na ściany mieszkanka. Ściskające Streetmastera palce niemal zbielały.
- Nie pomyliły się wam numery? - wyrzucił z siebie fikser, próbując zapanować nad drżącym głosem - Lepiej spadajcie, bo Joe ma na dole skrzynkę alarmową i pewnie już mu tam miga dioda, że ktoś wywalił nam drzwi.
Wątek techniczny
O ile dobrze zrozumiałem, tylko Lewy ma peemkę, tak? Reszta z bronią białą? I ilu ich jest w sumie, tych Brzytwiarzy?
Jest minimalna szansa, że Lewy wpakował się tu przez przypadek, więc na początek korzystam z Perswazji (+5), żeby go skłonić do wyjścia po dobroci. Jeśli zrobili włam z premedytacją, Zastraszanie (+3), żeby go postraszyć mitycznymi potężnymi sojusznikami (aczkolwiek nie powołuję się na Dzikusów, Lewy pękłby ze śmiechu). Cały czas celuję do Lewego.
PBF - Chłopcy z East Marina
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Mieszkanie nad Joe's Dinner, 20/07/2020, 1902hrs
Po okrzyku Lewego, wszyscy poza Sarah zamarli na ułamek sekundy. Paul wierzył coraz bardziej, że wyjdą z tego cało, murzyn wciąż nie nacisnął spustu peemki, Lewy nie pogrążył się w szale odcinania dłoni, a jego kumple wydawali się tak samo zaskoczeni sytuacją jak i on. Tylko Sarah wrzeszczała jak opętana wylewając na Lewego potoki przekleństw od jakich w normalnych okolicznościach nawet najbardziej zdegenerowanym wulgarom opadłyby kłapary. Garcia miał właśnie otworzyć jadaczkę i przemówić do Lewego ale nie zrobił tego.
Do nory punków wszedł jeszcze jeden mężczyzna. Wielki na niemal siedem stóp, z ogromną wspomaganą cyberręką. Musiał lekko uchylić się aby przejść przez drzwi. Pod skórą gościa prężyły się wyraźnie syntetyczne włókna mięśniowe, a cyberoczy były krwisto czerwone nadając olbrzymowi iście doabelskiego wyglądu. Minął murzyna mierzącego w Wilsona i wkroczył majestatycznie do salonu. Za nim bezszelestnie wszedł czarny, zdradzając swymi ruchami nadnaturalny refleks i koordynację motoryczną. Gladzio wciąż widział lufę jego Minami wymierzoną wprost w oczy. Jeżeli Brzytwiarze wydawali się punkom groźni, to para która weszła za nimi musiała być niewysłowionym niebezpieczeństwem, przy którym Brzytwy były groźne jak pieski Cziłała przy Dobermanach. Chłopaki zorientowali się kto ich odwiedził: kilku Brzytwiarzy w towarzystwie dwóch Rzeźników. A Rzeźnia to nie była już jakaś popierdółka.
Olbrzym uśmiechnął się spokojnie, ukazując upiornie wyglądające, spiłowane w trójkąty ceramiczne zęby, ruszył głową dwukrotnie, wydając przy tym dźwięk strzelających w szyi kostek:
- Może opuśccie te zabaweczki dzieciątka. Jeszcze któryś wystrzeli i będę go musiał wypatroszyć. A uwierzcie mi robie to dobrze i boleśnie. A ty słodziutka stul pysk z łaski swojej. - zwrócił się do wrzeszczącej Sary. O dziwo poskutkowało. Dziewczyna skamieniała jak rażona piorunem po tej bardzo bezpośredniej prośbie boostera.
- Lewy, ta brzana to jakaś twoja rodzinka, bo jedzie po tobie z koksikiem jak twoja stara po herze.
- To moja była. - wyjaśnił krótko Brzytwiarz.
- Ło kurwa Lewy! To ten chucherko Ci bazyla odbił? Ja pierdolę ty naprawdę jakiś lewy jesteś! - Zaśmiał się głośno Rzeźnik do wtóru z murzynem. Potem zwrócił się bezpośrednio do trzech wystraszonych na śmierć chłopaków:
- To wy spuściliście im taki łomot w piątek? Respect ziomy, respect... Potrafią tylko babcie w parku ojebać, a tu paru punków i już sobie rady niedali. Jeszcze daleko im do Rzeźni. Ale my tu pierdu, pierdu, a ja przecież po coś przyszedłem. Porozmawiamy jak cywilizowani ludzie, a nie jak ta pedalska banda brzytw.
Wątek techniczny
Mam nadzieję, że wyjaśniłem, kto ma automat i co się dzieje. Razem jest ich pięciu.
Ciekawe po co przyszedł olbrzym? Kasa? Ciuchy? Wasze głowy?
Po okrzyku Lewego, wszyscy poza Sarah zamarli na ułamek sekundy. Paul wierzył coraz bardziej, że wyjdą z tego cało, murzyn wciąż nie nacisnął spustu peemki, Lewy nie pogrążył się w szale odcinania dłoni, a jego kumple wydawali się tak samo zaskoczeni sytuacją jak i on. Tylko Sarah wrzeszczała jak opętana wylewając na Lewego potoki przekleństw od jakich w normalnych okolicznościach nawet najbardziej zdegenerowanym wulgarom opadłyby kłapary. Garcia miał właśnie otworzyć jadaczkę i przemówić do Lewego ale nie zrobił tego.
Do nory punków wszedł jeszcze jeden mężczyzna. Wielki na niemal siedem stóp, z ogromną wspomaganą cyberręką. Musiał lekko uchylić się aby przejść przez drzwi. Pod skórą gościa prężyły się wyraźnie syntetyczne włókna mięśniowe, a cyberoczy były krwisto czerwone nadając olbrzymowi iście doabelskiego wyglądu. Minął murzyna mierzącego w Wilsona i wkroczył majestatycznie do salonu. Za nim bezszelestnie wszedł czarny, zdradzając swymi ruchami nadnaturalny refleks i koordynację motoryczną. Gladzio wciąż widział lufę jego Minami wymierzoną wprost w oczy. Jeżeli Brzytwiarze wydawali się punkom groźni, to para która weszła za nimi musiała być niewysłowionym niebezpieczeństwem, przy którym Brzytwy były groźne jak pieski Cziłała przy Dobermanach. Chłopaki zorientowali się kto ich odwiedził: kilku Brzytwiarzy w towarzystwie dwóch Rzeźników. A Rzeźnia to nie była już jakaś popierdółka.
Olbrzym uśmiechnął się spokojnie, ukazując upiornie wyglądające, spiłowane w trójkąty ceramiczne zęby, ruszył głową dwukrotnie, wydając przy tym dźwięk strzelających w szyi kostek:
- Może opuśccie te zabaweczki dzieciątka. Jeszcze któryś wystrzeli i będę go musiał wypatroszyć. A uwierzcie mi robie to dobrze i boleśnie. A ty słodziutka stul pysk z łaski swojej. - zwrócił się do wrzeszczącej Sary. O dziwo poskutkowało. Dziewczyna skamieniała jak rażona piorunem po tej bardzo bezpośredniej prośbie boostera.
- Lewy, ta brzana to jakaś twoja rodzinka, bo jedzie po tobie z koksikiem jak twoja stara po herze.
- To moja była. - wyjaśnił krótko Brzytwiarz.
- Ło kurwa Lewy! To ten chucherko Ci bazyla odbił? Ja pierdolę ty naprawdę jakiś lewy jesteś! - Zaśmiał się głośno Rzeźnik do wtóru z murzynem. Potem zwrócił się bezpośrednio do trzech wystraszonych na śmierć chłopaków:
- To wy spuściliście im taki łomot w piątek? Respect ziomy, respect... Potrafią tylko babcie w parku ojebać, a tu paru punków i już sobie rady niedali. Jeszcze daleko im do Rzeźni. Ale my tu pierdu, pierdu, a ja przecież po coś przyszedłem. Porozmawiamy jak cywilizowani ludzie, a nie jak ta pedalska banda brzytw.
Wątek techniczny
Mam nadzieję, że wyjaśniłem, kto ma automat i co się dzieje. Razem jest ich pięciu.
Ciekawe po co przyszedł olbrzym? Kasa? Ciuchy? Wasze głowy?
Ostatnio zmieniony 04 września 2012, 20:43 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Mieszkanie nad Joe's Dinner, 20/07/2020, 1903hrs
Booster usiadł na kanapie pomiędzy Czarnym a Sarah. W zasadzie zajął swoim wielką górą mięśni większość sofy, przyciskając dwoje punków do oparć. Odezwał się do Brzytw:
- Widzicie, nie dość, że spoko chłopaczki to jeszcze wychowani, a nie takie pierdolnięte barany jak wy! Per Pan to mi nikt nie mówił w życiu. Słuchajcie głąby i się uczcie. - Rzeźnik wyraźnie docenił sposób w jaki zwrócił się do niego Wilson. Spytał solo:
- Byłbyś tak miły koleżko i podał to żarełko z mikrofali, co się dopiero podgrzało? Kurewsko zgłodniałem. To się nazywa gościna: Mili gospodarze, szameczka... Aż się chce zostać na dłużej.
Wilson chcąc nie chcąc postawił prepaka w plastikowej na ławie przed Rzeźnikiem. Olbrzym w zupełnej, krępującej ciszy zjadł powoli sojową papkę, głośno mlaskając. Ku zdziwieniu wszystkich, dokładnie obejrzał pusty plastik po prepaku, po czym zgniótł je w małą kulkę mocarnym łapskiem i zeżarł też niejadalne tworzywo. Gdy skończył, rozsiadł się wygodniej i przełożył ręce nad głowami Eugene i Sarah delikatnie ich obejmując:
- Miałem nadzieję spotkać się tu z waszą serdeczną przyjaciółką, tą którą tak dzielnie obroniliście w piątek przed tymi pedałami. Ale jej tu nie zastałem, pomimo, że mnie o tym zapewniano. A widzicie, ja muszę się zobaczyć z waszą koleżaneczką. Strasznie mi na tym zależy. Pomożecie mi, prawda?
Booster usiadł na kanapie pomiędzy Czarnym a Sarah. W zasadzie zajął swoim wielką górą mięśni większość sofy, przyciskając dwoje punków do oparć. Odezwał się do Brzytw:
- Widzicie, nie dość, że spoko chłopaczki to jeszcze wychowani, a nie takie pierdolnięte barany jak wy! Per Pan to mi nikt nie mówił w życiu. Słuchajcie głąby i się uczcie. - Rzeźnik wyraźnie docenił sposób w jaki zwrócił się do niego Wilson. Spytał solo:
- Byłbyś tak miły koleżko i podał to żarełko z mikrofali, co się dopiero podgrzało? Kurewsko zgłodniałem. To się nazywa gościna: Mili gospodarze, szameczka... Aż się chce zostać na dłużej.
Wilson chcąc nie chcąc postawił prepaka w plastikowej na ławie przed Rzeźnikiem. Olbrzym w zupełnej, krępującej ciszy zjadł powoli sojową papkę, głośno mlaskając. Ku zdziwieniu wszystkich, dokładnie obejrzał pusty plastik po prepaku, po czym zgniótł je w małą kulkę mocarnym łapskiem i zeżarł też niejadalne tworzywo. Gdy skończył, rozsiadł się wygodniej i przełożył ręce nad głowami Eugene i Sarah delikatnie ich obejmując:
- Miałem nadzieję spotkać się tu z waszą serdeczną przyjaciółką, tą którą tak dzielnie obroniliście w piątek przed tymi pedałami. Ale jej tu nie zastałem, pomimo, że mnie o tym zapewniano. A widzicie, ja muszę się zobaczyć z waszą koleżaneczką. Strasznie mi na tym zależy. Pomożecie mi, prawda?
Ostatnio zmieniony 04 września 2012, 20:44 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Jaz
- Reactions: