PBF - Podstępna rubież
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Tisdale ruszyl dalej na szpicy bacznie rozgladajac sie. Gdy widzial miejsce, w ktorym potencjalnie spodziewalby sie zasadzki nieco zwalnial, pokazywal aby zachowano czujnosc i dokladnie lustrowal niebezpieczne punkty, wskazujac je koncem lufy karabinku kompanom. W koncu co kilka par oczu to nie jedna. Moze i czas plynal, ale wolal dotrzec do punktu zbornego caly i zdrowy, niz zostac rozwleczony przez dzikie psy, przez wlasna nieuwage i lekcewazenie niebezpieczenstwa.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Ebenezer Radeford trzymał się konsekwentnie wcześniej opracowanego planu. Nie pozwalając swym ludziom na zbadanie dziwnej konstrukcji z beczek nakazał natychmiastowe zawrócenie wozów patrolu, nie chcąc już dłużej szukać objazdu w zachodniej części Huntington i kierując się z powrotem w stronę zatarasowanej przez wraki ciężarówek drogi nr 52. Motocykliści wybrnęli z opresji jako pierwsi, z racji dużo zwrotniejszych maszyn wysforowali się na przód kolumny. Spieszeni najemnicy, truchtający w strugach deszczu przez rozświetlony latarkami mrok, oglądali się bacznie w stronę mijanej na 21. Ulicy barykady, majaczącej groźnie w ciemnościach. Ciasną przestrzeń jezdni wypełniał warkot silników i zduszone pokrzykiwanie ludzi raportujących bezpieczne zaułki.
- Sprawdzimy raz jeszcze to wrakowisko na pięćdziesiątce dwójce - kaznodzieja odwrócił się w stronę idącego z boku Wilsona, ociekającego deszczową wodą od głowy po stopy - Może jednak uda się przecisnąć bokiem. Albo spróbujemy popchnąć jeden z wraków zderzakiem pikapa, żeby zrobić przejazd.
- Co, jeśli to nie wypali? - odezwał się Salt, wciąż oglądając się ponad ramieniem na niknącą za rogiem mijanego skrzyżowania barykadą.
- Pojedziemy dalej na wschód - oświadczył Ebenezer - Musimy gdzieś natrafić na boczną ulicę, którą przedostaniemy się nad rzekę. Nie wierzę, żeby ktoś zdołał zabarykadować całe miasto. Co z resztą ludzi?
Salt podniósł w odpowiedzi trzeszczące głośno radio, pomachał nim przed nosem wielebnego ze skrzywioną cierpiętniczo miną.
- Zakłócenia masakryczne - odparł złym tonem - Co chwilę próbuję wywołać albo Szarego albo Chudego, ale nie łapię ich sygnałów.
- Wciąż nie słychać żadnych strzałów - przypomniał Tisdale, ale Wilson potrząsnął w odpowiedzi głową.
- Zabić możesz na wiele sposobów - oznajmił z głębokim przekonaniem - Oszczepem, bełtem kuszy, garotą. Nawet ty zdziwiłbyś się jak łatwo można sprzątnąć bez wystrzału cały patrol.
- Więc módlmy się do Pana, aby do tego nie doszło - wtrącił zdecydowanie Ebenezer, klepiąc lufą Remingtona w otwartą dłoń.
Wątek techniczny
Miasto jest wciąż opustoszałe i ciche, deszcz mży uciążliwie. Kolumna pojazdów wycofuje się wzdłuż Madison Avenue do drogi nr 52, przecinającej tę część Huntington w drodze ku mostowi na rzece Ohio. Co do przejezdności 52-ki, wcześniej zjechaliście z niej szukając objazdu przez kwartały miejskie, bo powyżej Madison Ave była zatarasowana wrakami kilku dużych ciężarówek. Teraz możecie spróbować odblokować zator albo przeskoczyć 52-kę w poprzek szukając objazdu po jej drugiej stronie, od kierunku centrum miasta.
W radiu ciągle cisza. Ciekawego, co tam u Szarego, nieprawdaż?
Ebenezer Radeford trzymał się konsekwentnie wcześniej opracowanego planu. Nie pozwalając swym ludziom na zbadanie dziwnej konstrukcji z beczek nakazał natychmiastowe zawrócenie wozów patrolu, nie chcąc już dłużej szukać objazdu w zachodniej części Huntington i kierując się z powrotem w stronę zatarasowanej przez wraki ciężarówek drogi nr 52. Motocykliści wybrnęli z opresji jako pierwsi, z racji dużo zwrotniejszych maszyn wysforowali się na przód kolumny. Spieszeni najemnicy, truchtający w strugach deszczu przez rozświetlony latarkami mrok, oglądali się bacznie w stronę mijanej na 21. Ulicy barykady, majaczącej groźnie w ciemnościach. Ciasną przestrzeń jezdni wypełniał warkot silników i zduszone pokrzykiwanie ludzi raportujących bezpieczne zaułki.
- Sprawdzimy raz jeszcze to wrakowisko na pięćdziesiątce dwójce - kaznodzieja odwrócił się w stronę idącego z boku Wilsona, ociekającego deszczową wodą od głowy po stopy - Może jednak uda się przecisnąć bokiem. Albo spróbujemy popchnąć jeden z wraków zderzakiem pikapa, żeby zrobić przejazd.
- Co, jeśli to nie wypali? - odezwał się Salt, wciąż oglądając się ponad ramieniem na niknącą za rogiem mijanego skrzyżowania barykadą.
- Pojedziemy dalej na wschód - oświadczył Ebenezer - Musimy gdzieś natrafić na boczną ulicę, którą przedostaniemy się nad rzekę. Nie wierzę, żeby ktoś zdołał zabarykadować całe miasto. Co z resztą ludzi?
Salt podniósł w odpowiedzi trzeszczące głośno radio, pomachał nim przed nosem wielebnego ze skrzywioną cierpiętniczo miną.
- Zakłócenia masakryczne - odparł złym tonem - Co chwilę próbuję wywołać albo Szarego albo Chudego, ale nie łapię ich sygnałów.
- Wciąż nie słychać żadnych strzałów - przypomniał Tisdale, ale Wilson potrząsnął w odpowiedzi głową.
- Zabić możesz na wiele sposobów - oznajmił z głębokim przekonaniem - Oszczepem, bełtem kuszy, garotą. Nawet ty zdziwiłbyś się jak łatwo można sprzątnąć bez wystrzału cały patrol.
- Więc módlmy się do Pana, aby do tego nie doszło - wtrącił zdecydowanie Ebenezer, klepiąc lufą Remingtona w otwartą dłoń.
Wątek techniczny
Miasto jest wciąż opustoszałe i ciche, deszcz mży uciążliwie. Kolumna pojazdów wycofuje się wzdłuż Madison Avenue do drogi nr 52, przecinającej tę część Huntington w drodze ku mostowi na rzece Ohio. Co do przejezdności 52-ki, wcześniej zjechaliście z niej szukając objazdu przez kwartały miejskie, bo powyżej Madison Ave była zatarasowana wrakami kilku dużych ciężarówek. Teraz możecie spróbować odblokować zator albo przeskoczyć 52-kę w poprzek szukając objazdu po jej drugiej stronie, od kierunku centrum miasta.
W radiu ciągle cisza. Ciekawego, co tam u Szarego, nieprawdaż?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055
Droga stanowa nr 52 składała się z czterech pasów, rozdzielonych pośrodku betonową barierą. W teorii przecinała zachodnie Huntington z południa na północ, wychodząc na drogowy most spinający obydwa brzegi rzeki Ohio. Położone co kilkaset metrów zjazdy umożliwiały przed Wojną spokojne przedostanie się do miasta, ale teraz najprostszą drogę ku punktowi zbornemu blokowały trzy ciągniki siodłowe z naczepami, porzucone dobre trzydzieści lat wcześniej tuż powyżej zjazdu na Madison Avenue.
- Nie wierzę, żeby któryś dało się odpalić - pokręcił głową Wilson przeciskając się między dwoma rdzewiejącymi osobowymi Chevroletami pozostawionymi przez właścicieli tuż za ciężarówkami - Totalne wraki, ale dalej ważą kilkadziesiąt ton. Nie wiem, czy damy radę je zepchnąć chociaż trochę na bok.
Pioruny przestały wreszcie bić ograniczając się do sporadycznych pomruków gdzieś na północy, ale deszcz ponownie przybrał na sile, bębniąc o skorodowane dachy samochodów i rozpryskując się na głowach najemników. Pachnącą dziwną wilgocią ciemność jawiła się ludziom niczym zapowiedź niewidocznego niebezpieczeństwa, zalegając smolistymi plamami
Droga stanowa nr 52 składała się z czterech pasów, rozdzielonych pośrodku betonową barierą. W teorii przecinała zachodnie Huntington z południa na północ, wychodząc na drogowy most spinający obydwa brzegi rzeki Ohio. Położone co kilkaset metrów zjazdy umożliwiały przed Wojną spokojne przedostanie się do miasta, ale teraz najprostszą drogę ku punktowi zbornemu blokowały trzy ciągniki siodłowe z naczepami, porzucone dobre trzydzieści lat wcześniej tuż powyżej zjazdu na Madison Avenue.
- Nie wierzę, żeby któryś dało się odpalić - pokręcił głową Wilson przeciskając się między dwoma rdzewiejącymi osobowymi Chevroletami pozostawionymi przez właścicieli tuż za ciężarówkami - Totalne wraki, ale dalej ważą kilkadziesiąt ton. Nie wiem, czy damy radę je zepchnąć chociaż trochę na bok.
Pioruny przestały wreszcie bić ograniczając się do sporadycznych pomruków gdzieś na północy, ale deszcz ponownie przybrał na sile, bębniąc o skorodowane dachy samochodów i rozpryskując się na głowach najemników. Pachnącą dziwną wilgocią ciemność jawiła się ludziom niczym zapowiedź niewidocznego niebezpieczeństwa, zalegając smolistymi plamami